Bohdan Wrocławski - jeden wiersz (Aniele Boży stróżu mój...)

 

wroclawski fot walter

 

Park opustoszał 

zbyt dużo we mnie jest jesieni

abym mógł nadążyć za 

własnym oddechem

 

Oparty o dąb patrzyłem 

jak z góry nadlatuje biały anioł

siada na wypłowiałej trawie

z rękoma uniesionymi

ponad wszelkie marności świata

 

Poznajesz mnie wiem że poznajesz

to ja stawiałem w bezpieczne miejsca 

twoje pierwsze kroki

 

oduczyłem ciebie

pić

palić

zachowywać się nieprzyzwoicie

 

i zawsze mieć nadzieję

 

że i tak na końcu

będziesz zupełnie sam

 

tak jak ja przy tobie

przez całe twoje życie

 

Patrz

te zniszczone końcówki moich piór

to twoje łzy

płynąc w dół wyrzeźbiły moją twarz

 

Udało mi się 

przyznasz

bez większych tragedii doprowadzić ciebie

do emerytury

kiedy ty spałeś

ja czuwałem

 

Dziś postrzępiony

wyglądam niczym scenografia

ze strychu starego zamku

 

Dlatego poczęstuj mnie papierosem

 

a prawda przed laty zabroniłem ci palić

może zatem poczęstujesz mnie winem

 

odrobiną nadziei

wlaną w himilsbachowską rzeczywistość

 

Tak pamiętam

jeszcze w młodości zabroniłem

ci zatruwać się alkoholem

 

przyznasz 

ustrzegłem cię od wielu marności tego świata

 

co ty mówisz że pozbawiałem ciebie radości życia

podróż we mgle nie jest podróżą tylko ucieczką

rzeczywistość gubi się jej poszczególne elementy

zatracają siebie w ustawicznym dialogu który nie ma końca i początku

 

Patrz tam dalej jest skarpa

Jeśli się obaj rozpędzimy skoczymy z niej

 

Być może jeszcze raz uda mi się

pofrunąć 

do nieba

 

razem z tobą

 

 

Pin It