ANTOLOGIA POETÓW POLSKICH 2017:

Daniel Czepiński, Marzena Dąbrowa-Szatko, Adam Decowski, Hanna Domańska

 

Antologia poetow polskich 2017 OKLADKA

 

 

 

Daniel Czepiński

 

***

 

budzi się we mnie wiersz

 

uchyla powieki tajemnicy

znów opada na dno

snu niezaistnienia

 

przeciąga się wersami

i wita nowy dzień –

 

na kartce

białego papieru

 

Kraków, 10-11 marca 2017 r.

 

 

***

 

zdzierają z ciebie

skórę

odbierają oddech

 

amputują kończyny

gwałcą kopalniami

duszą przypalają

zamykają w pancerzach

 

i stalowych klatkach –

 

kiedyś się obudzimy –

na betonowym placu

 

– i wszyscy zapłaczemy

nad tobą

 

prastara ziemio

 

Kraków, 10 marca 2017 r.

Kraków, 20 marca 2017 r.

 

 

miłość jak kino

 

miałeś rezerwację

na czyjeś ciało

na czyjeś serce

na czyjąś duszę

 

rezerwacja została anulowana

lub

ktoś zajął twoje miejsce

 

o drugiego człowieka

musisz bardziej zabiegać

niż –

 

– o bilet do kina

Kraków, 18 stycznia 2017 r.

 

 

***

 

kto w taki czas ściąga rękawiczki –

w nagiej dłoni ujmuje drugą dłoń

 

gdy światło iskrzące się posyła sztylety

w splecionych dłoniach chowa się uczucia

 

nazwij mnie szaleńcem – ja znam

kruchość szkła

 

rozbij – serce stanie

łza ostatnia spłynie

 

w lodu taflę obróci

zimę w nas zatrzyma

zdradliwy czas

 

Kraków, 15 listopada 2016 r.

 

 

***

 

tu zwykle panuje

cisza

 

poważna jak

umieranie

 

nagle wdziera się

życie –

krzyk niemowlęcia

na ręce matki

 

uśmiechnij się –

dostaliśmy swój dowód

na istnienie jutra

 

Kraków, 10 lutego 2017 r.

 

 

 

Marzena Dąbrowa-Szatko

 

Zdjęcie z Sausalito, 1911 r.

fotograf musiał stać

o tu z lewej strony

by objąć

całe wnętrze

ławki z żeliwnym ornamentem

jak w kościele światło w oknach

doniczki i ażurowe lampiony

na nitce przy tylnej ścianie

wszystko we wzorowym porządku

nawet litery na tablicach

 

ustawione pod dyktando

Miss Rose

dzieci lekkoduchów i skandalistów

(co z nich wyrośnie)

patrzą w obiektyw

poważnie i mądrze

 

któż by się śmiał

uśmiechać

w szkolnej izbie

choćby pan fotograf

mówił smile

 

i tak zostali

jak kogo uchwycił

błysk magnezji

 

przyrośnięci do ławek

do swoich dziesięciu lat

do 1911 roku

i widoku

na zatokę i wzgórza

 

tylko ciemny kok

Miss Rose

nieco prześwietlony

(błąd w sztuce)

stapia się z firanką

jakby nagle posiwiał

 

 

to przez załamanie

papieru

na fotografię wkrada się

niewidoczna przyszłość

 

dzieci rozbiegły się

po lekcjach

i od dawna ich nie ma

nawet imiona wykreślono

z rejestrów

 

ktoś ze spadkobierców

znalazł między papierami

stare zdjęcie złożone na pół

 

i oddał

do miejskiego muzeum

 

(1.11.2010–­­21.07.2012)

 

 

Zasłona

 

oderwane nogi posągu

siedzą na kamiennym

krześle

 

nikt ich nie dotyka

nie pragnie

nie rozsuwa pieszczotą

 

i wiatr nie uchyla

rąbka chitonu

powyżej kamiennych

sandałów

 

nic żadnego poruszenia

kamienny spokój marmuru

 

kolana i stopy nie zdradzą

kto użyczył im kształtu

draperie nie ujawnią

ręki która wiodła dłuto

 

skamieniała zasłona

dwudziestu pięciu wieków

szczelnie zakrywa

niecierpliwą ulotność

ciała

 

 

Uczeń Leonarda

 

     w lutym 2012 roku odkryto w magazynach muzeum Prado

    
kopię obrazu Mona Lisa, prawdopodobnie z pracowni Leonarda da Vinci

 

widać go dopiero

na zdjęciu

rentgenowskim

lub na USG

 

wyłania się spod powłok

zakrzepłej farby

jak nienarodzone dziecko

swojej epoki

 

promienie X

zdradzają jego obecność

na płótnie

zamalowanym

ręką późniejszego partacza

 

ultrasonograf ujawnia

niewyraźne

ledwo widoczne ruchy

pędzla

zatajone we wnętrzu obrazu

 

podążając tym tropem

można go nakryć

w warsztacie mistrza

gdy podgląda narodziny

portretu pięknej Włoszki

i czym prędzej

poprawia

swoją kopię

 

na moment opromieniony

blaskiem światłoczułej aparatury

malarz-widmo

staje przy sztalugach

 

i gaśnie

bez imienia

życiorysu

grobu

 

 

Ostia Antica, 2011

 

wasze miasto

było ludne i bogate

póki nie ściągnęliście

na siebie gniewu Neptuna

 

wtedy odeszło morze

a z nim statki i ryby

 

teraz w waszych spichrzach

pleni się chwast

cykoria porasta

resztki zmielonych murów

 

nad waszymi łaźniami

spienione pinie

pryskają szyszkami

szeleszczą kapiące szpilki

 

mozaiki pod władzą trytonów

falują i pękają

podmyte korzeniami

wiecznych drzew

 

głuchy amfiteatr obsiadły

mirty i oleandry

żaden deus ex machina

już tu nie przybędzie

 

skrzydlaci bogowie

o zatartych twarzach

opuścili świątynie

i obrócili się w proch

 

zostały bramy które prowadzą w pustkę

schodki zamknięte ścianami z cegieł

łuki które nie unoszą sklepień 

cmentarze zarośnięte dziką figą

 

wasze miasto

na kolanach

z ukamienowanym horyzontem

daremnie błaga o śmierć

w odmętach zieleni

 

 

Lalki

 

przypłynęła na wyspę z całą rodziną

dolls i kuframi clothes

żeby starczyło na czas leczenia

 

wszystko wykwintne

i w dobrym tonie

wszystko z drogiego

papieru

 

wiadomo o niej tyle

że od stu lat

sypia z otwartymi oczami

otoczona przez swoje lalki

w rodzinnym albumie

 

zawsze w tej samej pozie

niezmieniona przez wiek

jak żywa martwa dziewczynka

bez drugiej strony

którą pochłonęła nicość

 

można ją wyciąć z tła

i przebierać w stroje z jej czasów

 

gdy otwieram album

pocałunek światła

budzi ją we mnie

obcej prawnuczce

z kontynentu

wspólniczce

dziewczyńskich zabaw

 

to dla niej kupuję

w muzealnym sklepie

papierową Miss Emily

z kompletem strojów

na każda okazję

 

i uwieczniam nas na fotografii

 

wszystkie

 

(Funchal, 2013–2014 r.)

 

 

 

Adam Decowski

 

 

Wędrówka

 

nad moim

a może i nad twoim snem

ten sam lęk

drąży labirynty cieni

które zatrzasną się szczelnie

gdy zostaniemy odcięci na zawsze

od światła

 

któregoś dnia

przystajemy nagle w tym pośpiesznym marszu

oglądamy się

wołamy

nie ma jednego z nas

 

jeszcze słyszymy gasnące kroki

chwytamy w dłonie popiół jego słów

i nie możemy uwierzyć

że nie poda nam ręki

nie ogrzeje

klamki naszego domu

i nie potrafimy wypełnić

blizny powietrza

po nim

 

a nasza wędrówka nadal trwa

jej dni

słońca wahadło odmierza

aż kiedyś nieruchome

zawęźli nasz czas

i opadający liść serca

ostatnim uderzeniem

w ciemność ziemi

zapuka

 

 

Drzewo przede mną klęczy

 

panu Ryszardowi Ziembie

 

już nie chcę pisać wierszy

ale znów rani moją dłoń

łza ptaka

znowu

drzewo przede mną klęczy

pochylone złamaną gałęzią

gdzie łąka przekłuta sztyletem betonowych słupów

krwawi jeszcze ostatkiem zieleni

 

wiem

to konwulsyjne trzepotanie skrzydeł

przerażające ucieczki rzek

kondukty ryb

zmierzające do zatopionych cmentarzy

to nieustanny wyrok mojej i twojej dłoni

to my wyłamaliśmy ten krzew ciszy

rozkołysany echem

 

już nie chcę pisać wierszy

ale muszę wam ptaki drzewa ryby

wyznać

że przeciwko wam

współgrzeszę

 

 

Tylko jeden dzień

 

jeszcze w źrenicy kropla nieba

jeszcze płomyk krwi wiedzie

w najciemniejszy zaułek komórki -

idę z wami

by czuć nieustanny niepokój ziemi

kurczowo trzymającej się korzeni

by kalekim wzrokiem rozsupłać sieć nieba

uwolnić uwięzione skrzydła

 

idę

wsparty o mur powietrza

oswajam ogień wodę i ciemność

do stóp lgną mi skóry dzikich zwierząt

co dzień

podaję dłoń

rozkołysanej ptakiem gałęzi

pszczoła wyznaje moją radość kwiatom

 

może to jeszcze tylko jeden dzień

jeden kiełek bólu pod skórą

może już ostatnia mgła snu

opadnie na powieki

 

pójdę z wami

aż źródła moich oczu wyschną

i zabliźnioną raną ust

zamieszkam małą szczelinę ziemi

 

 

To, co boli

 

Iwonie K.

 

Pod dachem nieba gwiazda krwawi

wiatr ją owija chmur bandażem

niech nam zdeptane ścieżki jawi,

a może drogę nową wskaże.

 

Niech poprowadzi w oddalenia

wyrwę pamięci niech zasypie,

by blizny słów czas pozamieniał

w drgające struny czułych skrzypiec.

 

A niebo niech przygiętą tęczą

osuszy z twarzy krople soli,

a wiatr, co pod drzewami klęczy

niech już wypali to, co boli.

 

Z tego popiołu wydmę ciszy

niech Ci usypie noc bezsenna

szalupą snu niechaj odpłynie

źdźbło bólu i gorycz daremna.

 

 

Starzec

 

zapala dzień żagwiami słońca

i z zabliźnionych okien

sączy światła krew

 

chodzi pochylony szarymi korytami ulic

dźwigając kopułę błękitu

laską podpiera

całą ziemską kulę

 

rozmawia z wiatrem

z drzewem łamie się opłatkiem liścia

a gołębiom czuwającym na bruku

zamienia w słowa

małe kruszyny chleba

 

upija się

 

każdą kroplą życia

 

 

Hanna Domańska

 

 

Absurd

 

A jeśli

 moje istnienie to byt wymyślony

 jak byt jednorożca?

 Jeśli istnieję tylko w umyśle Twórcy

wraz z przydzielonym okruchem przestrzeni?

Jeśli tylko w kolejnym tomie rodzinnej sagi przesuwam ciężkie bryły liter,

 próbując zmienić sens przeznaczenia?

Wciąż w strachu przed kolejnym zdaniem,

przed ostatnią kropką?

 

 Jeśli mnie nie ma?

 

 

Nieświadomość

 

Jak dobrze jest jeszcze

 wszystkiego nie wiedzieć

 i jeszcze... poznawać

 i jeszcze... się dziwić.

 Zachwycać się

 nawet maleńką biedronką,

 łzą nocy na liściu,

 czerwienią błyskawic.

 

 Jak dobrze jest

 jeszcze wszystkiego nie wiedzieć,

 iść ufnie przed siebie

na dłoniach nieść serce odkryte,

 nie zmięte pod płaszczem.

 Nie szukać złych cieni

 w zaułkach źrenicy

 i jeszcze... móc wierzyć,

i jeszcze... móc kochać

jak dziecko

 

Chorzy

 

Uwięzione między światłem

 a cieniem

w wąskiej ścieżce bólu,

już niepewne czy z nami pozostać

 ślą nam jeszcze przedostatni,

 lśniący promień

 

Drżące płomyki świec

 

 

Bezrobotni

 

Nocą w okna rozświetlone patrzą,

 czasem przemkną po uśpionych schodach.

W kącie parku na zniszczonej siedząc ławce

 narzekają

 że i w niebie coraz trudniej jest o pracę

i... że coraz trudniej nas pilnować.

 W tanich barach przeczekują ciężkie czasy,

po ulicach chodzą smutni i peronach.

 Pod płaszczami kryjąc skrzydła postrzępione

w deszczu mokną

 Aniołowie, stróże bezrobotni.

 

 

Testament

 

Tylko nie w beton!

nie w beton mnie kładźcie,

 lecz, tak zwyczajnie

 ...do ziemi

 i tylko mi wierzbę posadźcie

 spać będę wśród jej korzeni.

A potem...

 wejdę w pień drzewa

 i rosą osiądę na liściu

obłokiem polecę do nieba

 i w dłonie wam spadnę

 ...deszczem

 

 

 

Daniel Czepiński

Urodzony 6 kwietnia 1994 roku. W 2013 roku ukończył Liceum Ogólnokształcące Sióstr Nazaretanek w Kaliszu. Obecnie studiuje na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Laureat wielu konkursów poetyckich. Swoje utwory publikował między innymi w „Szufladzie”, „Śląskiej Strefie Gender”, „Gazecie Kulturalnej”, „Cogito”, „Nowym Życiu” oraz w antologiach, wśród których wymienić można debiutanckie „Anioły z bardzo starej biblioteczki” (2009), „Kalisz w bursztynie poezji” (2011) czy polsko-niemieckie „Caritas 2012”, „Kain 2013” i „Radiator 2014”. Wielokrotnie prezentował swoją twórczość podczas cyklicznych spotkań literackich w Krakowie, takich jak „Poezje i herezje”, „Literackie Ruminacje”, „Konwent Poetów Wyklętych” czy „Kulturkampf”. Prowadzi również własny profil autorski: www.facebook.com/D.Czepinski

 

 

Marzena Dąbrowa-Szatko

Debiut prasowy w „Świecie Młodych” w 1977 r. W latach siedemdziesiątych liczne publikacje reportaży i wierszy w prasie młodzieżowej, później m.in. w „Studencie”, „Nowym Nurcie”, „Radostowej”, „Okolicy Poetów”, „Akancie”, a także w „Sinn und Form”, „Exempla”, „Gegenwind” oraz „Podium” (tłumaczenia na język niemiecki). Udział w licznych antologiach. Wydane książki poetyckie: Pory przelotne, 1995; Odejście mitu, 2000; Próba zbliżenia, 2005; Powrót na Ogrodową, 2007; Próba rekonstrukcji, 2008; Krajobraz z pawiem, 2012; Proszę się przygotować, 2015. Związana z krakowską grupą poetycką „Każdy” (od założenia w 1995 r.). Laureatka wielu ogólnopolskich konkursów literackich.

 

 

Adam Decowski

Poeta i satyryk, urodził się 17 grudnia 1948 r. w Sieniawie. Mieszka w Rzeszowie. Debiutował w „Zielonym Sztandarze” w 1975 r. Swoje utwory publikował w kilkudziesięciu czasopismach, nie tylko w kraju, ale też polonijnych, jak „Biały Orzeł” (Boston, USA), „Akcent Polski” (Sydney, Australia), piśmie mniejszości polskiej „Krynica” (Kijów, Ukraina) oraz w pismach literackich ukazujących się w Rumuni, na Ukrainie i Słowacji. Debiut książkowy: „Po tamtej stronie chmur”, PW Iskry, Warszawa 1983 r. Ponadto opublikował: „Fraszkobranie” (1987), „Kalectwo źrenic” (1992), „Notatki z Sieniawy” (1997 i 2009), „Ciągle modny grzech pierworodny” (2001), „Myślą, mową i uczynkiem” (2014). Wiele jego utworów weszło w skład antologii i almanachów, m.in.: „Konkret i wyobraźnia”; „I to jest nasze życie”; „... jakie twoje imię?”; „Dla Matki”; „Rysopis”; „Wspólna obecność”; „Cud który trwa”; „Fraszki polskie”; „Z fraszką przez stulecia (XV – XX wiek)”; „Księga fraszek”; „Księga Aforystyki Polskiej XXI wieku” i „Wielka księga myśli polskiej”. Adam Decowski jest członkiem Związku Literatów Polskich. Laureat Honorowej Nagrody Literackiej „Złote Pióro” rzeszowskiego oddziału ZLP (2001), nagrody Wojewody Rzeszowskiego (1997) i Zarządu Województwa Podkarpackiego (2006) oraz Nagrody Specjalnej przyznanej przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2007).

 

 

Hanna Domańska

Urodzona 12 grudnia 1961 roku na Podlasiu we wsi Jamiołki. Stąd też wywodzi się jej rodowe nazwisko Jamiołkowska. Z wykształcenia projektant galanterii. Od dziecka interesuje się literaturą, zwłaszcza poezją. Uprawia malarstwo. Działa w grupie literackiej „Poetica” przy Okręgu Mazowieckim PZN. Laureatka konkursów Literackich, w tym Mazowieckiego Konkursu Małej Formy Literackiej. Jej wiersze publikowane były w pracach zbiorowych, almanachach, pismach literackich. W 2006 roku debiutowała tomikiem wierszy „Przez szczelinę w niebie”.

 

 

 

 

 

Pin It