Z serii: Debiuty poetyckie roku 2017 - Adam Buszek

 

 

Andrzej Walter

 

Jak trwać bliżej życia

 

cztery strony twarzy

   Vladimir Nabokov w powieści „Rozpacz” utrzymuje, że „literatura to miłość”. Przywołał to odważne, tudzież kontrowersyjno-dyskusyjne stwierdzenie, z pełną świadomością swojego uczynku, kolejny ciekawy debiutant ostatnich lat, tym razem z mojego ukochanego Krakowa – Adam Buszek w przepięknym i mocno lirycznym tomie „Cztery strony twarzy”.

   Adam Buszek jest absolwentem filologii polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego, urodził się w 1985 roku, a ostatnimi czasy podejmuje interesującą próbę powołania do życia magazynu literackiego „Sprzedawczyni Fig”. Liczne publikacje, prozy poetyckie, opowiadania czy działalność redakcyjna, jak również klasyczne spojrzenie na CV nic wam jednak o autorze nie powie dopóki nie sięgnięcie po jego wiersze. To są … małe, maleńkie, dyskretne i potężne wiersze ukojenia. A te wiersze, … te wiersze - zniewalają, magnetyzują, przyciągają i wtłaczają nas jakoby w inny świat, jakoby w inną rzeczywistość… są prawie jak rzeźby. Rzeźby uczuć, z metaforycznej gliny wszystkich prawdziwych poetów.

 

   Dlaczego tak?

   Otóż Adam Buszek … buszuje sobie a muzom i nam wszystkim na antypodach przestrzeni, którą opisałem ostatnio przybliżając Wam znakomity debiutancki tom Bartka Siwca „Instrukcja zabicia ptaka”.

   Jakkolwiek ważnym jest fakt egzystencji poezji zaangażowanej, dalece istotnej i arcyważnej z punktu widzenia sensu sztuki oraz jej prawdziwego rozwoju, ciągłości dla nas i na nas jej oddziaływań i wpływów, właśnie poezji takiej, jaką napisał Bartek Siwiec – do bólu przenikającą jaźń, to właśnie te antypody całokształtu – tematu, języka, klimatu, namiętności, czy też całego wachlarza metafor i odmiennego nastroju, w który wprowadza nas Adam Buszek są niezbędnym kontrastem. Równoważnią. Są one jakby komplementarnym uzupełnieniem poezji jako bytu autonomicznego. Mówiąc skrótowo – jest nam to niezbędne, aby żyć, aby przeżyć, aby wytrwać na tym świecie, jest nam to potrzebne jak tlen i jak powietrze. Jak antidotum. Jako okład na krwawiącą ranę. Aby poznać, pojąć i przeżyć smak, zapach oraz kolor krwi – potrzeba szabli, cięć, zgiełku, bitwy, ran oraz … sióstr czerwonego krzyża, które nas po tym uratują. Na tej wojnie nie bierze się jeńców, ale niektórym udaje się przeżyć. I tylko oni piszą dalej. Nawet o tej wojnie, o tych ranach i krwawych walkach nie wiedząc. Po prostu żyją w innym świecie. W innej realności. Nie przyswajają zła, lekceważą zło, dyskwalifikują zło, spychają zło do niezbędnego i bezwładnego uzupełnienia dobra, które dla nich z kolei, jest bezdyskusyjnie świata zasadą. Niektórzy określają ich mianem pięknoduchów, ale sądzę, że to jest zbyt uproszczona charakterystyka tego rodzaju. Dlatego warto przeczytać te dwa tomy jeden po drugim. Kolejność dowolna. (choć radzę najpierw sięgnąć po Bartka Siwca, a potem po Adama Buszka) Lepiej wejść z traumy w marzenia? Nieprawdaż?

   Wschód. Południe. Północ. Zachód. Niby nic, a mówi wszystko. Pory, kierunki, nasza orientacja, nasze zauroczenie, nasze nastroje i nasz byt, rozpięty pomiędzy, od i do, pomiędzy przed i po, a nawet pomiędzy dlatego, że… Wschód. Południe. Północ i Zachód. Cztery strony Twojej twarzy, cztery strony świata, cztery pory doby, cztery wymiary, elementy, znaczenia. Piąta jest miłość. Piąty jest element spajający, spinający, nadający sens i znaczenie, wzniecający, ożywczy i stwarzający naszą zasadę. Może jest on najsłabszy. Najmniejszy.

   Literatura to miłość. Dotyk to miłość, tęsknota, spojrzenie, przemijanie oraz los. Czysta poezja. Nieskalana brudem i ściekiem. Nieskalana realnością oraz ciemną stroną mocy. Nieskalana mrokiem.

   Nie jest zatem też przypadkiem, że autor jako motto oprócz Vladimira Nabokova sięga po poezję Jehudy Amichaja z wiersza „Pierwsza miłość”. „Zapomniałem słowa jedynego listu, jaki do ciebie napisałem. Pamiętam tylko smak kleju ze znaczka na języku”. Takie oto właśnie jest nasze życie. Niepoliczalne, ujęte w nawias, ale i niezamknięte, niedomknięte, nieokreślone i scharakteryzowane konkretnie, lecz niepełnie. Życie jest właśnie smakiem. Chwilą, przeżyciem, a co ważniejsze pamięcią, wspomnieniem, nadzieją na przyszłość, na uczucie, na doznanie, na wrzątek sensu. Taki wymiar życia odnajdziemy w tomie Adama Buszka „Cztery strony twarzy”. Taki też odnajdujemy u przywołanego mistrza Jehudy Amichaja, który pisze

 

I jest wielka tęsknota,

jak u kogoś kto budzi się

w łóżku, do którego nie kładł się spać.

 

    To o nas. O nas wszystkich. Czy czegoś nam to nie przypomina? Czucie i wiara silniej mówi do mnie, niż mędrca szkiełko i oko … Czy pamiętacie jeszcze kto to napisał? Czy ma to jeszcze rację bytu? I czy nie tylko taką drogą można odszukać poezję?

   Nagle okazuje się, że przyszło nam żyć w tym i tylko w tym świecie. To świat przedziwny. Kładziemy na szali dobro i zło. Waga chwieje się każdego dnia, a my … no cóż, wciąż musimy wybierać, decydować, rozważać zyski i straty, szacować koszty – są to zawsze dramatyczne wybory. Ceną jest sumienie. A bywa i dusza. Ceną jest wieczność. Nie każdemu dane jest w to uwierzyć. A może po prostu niektórzy odsuwają od siebie taką możliwość. Utylizują taką opcję. To bowiem wcale nie taka prosta opcja. Opcja wymagająca wysiłku oraz świadomości. Jehuda urodził się w 1924 roku, dożył Millenium roku 2000 i odszedł. Zostawił nam w Polsce piękny tom wyboru wierszy „Koniec sezonu pomarańczy.” Warto po niego sięgnąć.

   Wróćmy do naszego debiutanta.

   Adam Buszek, jako kolejny z wielu poetów, odkrywa nam swoją własną wizję piątej strony świata. Co z niej wynika? Ano to samo, co wynika z całego sensu sztuki, twórczości, czy literatury. Artysta ma zawsze zarówno piątą stronę świata jak i ósmy dzień tygodnia. I nawet niekoniecznie artysta. Każdy człowiek ma taki potencjał. Wystarczy kochać. Augustiańskie „kochaj i rób co chcesz” nabiera tu wymiaru wolności marzeń, serc oraz dusz. Wszystkie piąte strony, ósme dni tudzież każde złamanie konwencji i utartych reguł staje się naszą platynową Odyseją wolności. Staje się szansą… na jutro, na przyszłość, na poczucie sensu oraz na spełnienie.

   Warto zatem podążyć śladem „Czterech stron twarzy”. Odnaleźć w pierwszych krokach debiutanta ślady swoich własnych zauroczeń, oczarowań, fascynacji. Ten tom uspokaja. Pozwala pomarzyć i odetchnąć. Od zgiełku świata, od chaosu, od codziennej niecierpliwości, od walki o byt. A kiedy przyśni nam się po tym wszystkim jakieś inne życie, budząc się powinniśmy czuć, że jesteśmy bliżej tego właśnie życia, swojego życia, życie, które jest czymś najpiękniejszym, co nam się przytrafiło…

   Czy tego uczy nas tom Adama Buszka? A tu już zupełnie inna sprawa… Niech każdy oceni sam ile stron ma twarz mijanego człowieka, ba, ile stron ma nasza własna twarz, dokładnie ta sama, którą mamy przyjemność, bądź też nieprzyjemność oglądać w lustrze każdego ranka.

   Obyś zawsze potrafił spojrzeć sobie w twarz… Drogi Czytelniku. Tego Ci życzę z całego serca. Jesteś bowiem dziś – jeśli to czytasz i dobrnąłeś aż do tego miejsca tego tekstu – kimś w rodzaju … Hermesa słowa. Jesteś bogiem drogi w słowie. A jako taki możesz prawie jak w wierszu Adama Buszka oddać mi moją „białą głoskę strachu, bliznę po sylabie” …

   Chyba tylko tyle tylko jeszcze pozostało…

Andrzej Walter


Adam Buszek „Cztery strony twarzy”.

Wydawnictwo Papierowy Motyl, Toruń, 2016. Stron 66. ISBN 978-83-62222-97-1

 

Pin It