Bohdan Wrocławski - Jeden Wiersz (U ujścia rzeki)

 
wroclawski fot walter
 
 

Znów jestem przy ujściu Wisły

siedząc na rozgrzanym betonie falochronu

w nieuchronnej bliskości jego końca

 

słyszę rozmowę chmur

zagęszczających się wokół piersi

w konsystencji pełnej załamań światła

i nadziei

 

ustawicznego biegu  codzienności

trudnej do zdefiniowania

 

w narastającym wietrze

gdy morze bezskutecznie próbuje wedrzeć się

w głąb lądu

i koryta rzecznego

 

wiem

 

W tym roku

maj minął zbyt szybko

abym poczuł dostrzegł zrozumiał

cudowny smak

rozgrzanego we mnie widnokręgu

 

wysublimowanego zapachu

dojrzewających czereśni

 

żółci rzepaków rozsypanych

wzdłuż żuławskich pól

 

mojej codzienności trzepocącej

zranionym ptakiem

w ciasnym obramowaniu piersi

 

obserwuję młode mewy

wychylające się z gniazd

 

jutro zaczną rozumieć przestrzeń

pod swoimi skrzydłami

jej kolorowy alfabet

na zawsze pozostanie z nimi

 

będą tu jeszcze wracać przez kilka dni

późnym wieczorem

siadając coraz dalej od gniazda

i rodziców

 

aż któregoś dnia jedna z nich nie wróci

a potem wszystkie powędrują

w całkowicie nieodgadnioną dal

 

tworząc inną rzeczywistość

 

Tylko czasem jeszcze zadzwoni telefon

usłyszysz zdawkowe

 

Co u ciebie?

 

Będziesz odpowiadał szybko starając się

wytłumić to wszystko

co podpala twój wielki niepokój

 

wypływający rzeczną falą

w całkowity bezkres oceanu

 

I po kilkunastu sekundach już wiesz

odgadniesz

 

że to co przelewa się w dół

po twoich policzkach

 

to słony smak bryzy

wychodzącej z najgłębszego cienia

 

i wysuszającej

ostatnie fragmenty opuszczonego gniazda

 

Pin It