ANTOLOGIA POETÓW POLSKICH 2017:

Ernest Bryll, Andrzej Chodacki, Roman Ciesielski, Renata Cygan

 

Antologia poetow polskich 2017 OKLADKA

 

 

 

Ernest Bryll

  

 

 

Bez windy…

 

Bez windy. Po schodach – Jaka niewygoda

Ale doszliśmy

Przyszedł czas patrzenia

Z balkonu: jak tam ziemia

Powoli się dla nas iści

 

Nim wrócimy do niej – najpierw obmieszkamy

Krzywe ściany, kuchnię bez okien

I mądry balkon z głębokim widokiem

Powymierzać trzeba co jest – z góry w dół

Zostawimy ślady

 

Przyszedł czas już bez nas – schodzimy

Strojąc dostojne miny

 

To nie do uwierzenia gorsze od wchodzenia

Ból spłaszczania gdy przyciąga ziemia

I już nas nie ma

Zmykamy

Byle pęknięciem ściany

 

A przed klatką wyjściową

Szuranie

To przyszli nowi

Na chwilkę pomieszkania

 

 

 

Oddycham tak już cicho…

 

Oddycham tak już cicho a ciągle zamiera

Pieśni ojczystych oddech

Nikomu niewiadome – Gdzie poszło sobie

Pamiętanie, śpiewanie szczere

 

Jakby się od nieba nagle odłupały G

óry po których radośnie biegałeś

Przez gibkie jawory w zakochania porę

Albo – pośpiewać wieczorem

Majowe – Tak każde słowo

Ciągną długo dziewczyny, chłopaki

Pod niebo nie byle jakie

Ale złociste rzęsiście

Gdzie jak wiosenne liście

Szumią szeroko gwiazdy

 

Ach, wtedy wiedział każdy

Choć i o tym nie myślał – Jak bliski

Jest czas Pani Litanii i czas zakochanych

 

Czy pobiegniemy do siebie

Odetchnąć pieśnią – jak wcześniej – nie wiem

 

Ale czas śpiewać, modlić się, kochać

Wyraźniej. Odważniej trochę

 

 

Cienie

 

A nasze cienie robią już co chcą

Nieustraszenie. Czym są nie wiedzą

Może dlatego czy nie chcą czy chcą

Żyją jakby za miedzą

Obok, pobok ale oddzielony

Każdy wąskim zagonem. Niby niczym

 

Ale spróbuj naruszyć granice

Spróbuj być – gdzie tak dumnie siedzą

Nasze cienie o nas nie wiedząc

 

Wołaj, dawaj znaki: jesteście jednakie

Pokazuj rany skąd są oderwane:

Jesteśmy przecież tym samym jak w lustrze

Ale dla nich – wołanie puste

 

Chcesz ugody, przysięgasz, że będziesz powtarzał N

ajmniejsze drgnienie cieni

Twarzy nie pokażesz

 

A czemu? Bo jak one żyjesz w innej stronie

Za granicą już nieprzekroczoną

 

Cienie nie myślą o nas jak o bliskich

Żyją w najdzikszej do nas nienawiści

 

Ale to wiedzą tylko ci, co się pozbyli

Nawet i cienia w jednym blasku chwili

 

 

Na trawniku ptasim…

 

Na trawniku ptasim kroczkiem. Niewidocznie

Podskakują do słoneczka mlecze

Co ma wyrosnąć z nas to nie uciecze

Choćby plewiły całe szwadrony

Te pola zielone

 

Oni w tę stronę – My w inną stronę

I spod ziemi i z nieba nawet, co nad nami

Zawieszone

Wypadamy

I jakoś się mamy

 

Ale kosiarki są nowej marki

I nie z kosą ranną rosą.

A maszyną

Zaczną przycinać

 

Więc się bracie trzymaj

Kwitnij, dojrzewaj w ogromny dmuchawiec

I na wiatr.

Nim śmierć ruszy po trawie

 

 

 

A dzieci? Wiecie…

 

A dzieci? Wiecie – Są jakby były

Tam, gdzie nikt od nas, już się nie dobędzie

Niby to codziennie. A jakby w legendzie

 

Zawsze przed nami

Dlatego czasami

Jest tak samotnie przy nich

 

Nie szukaj żadnej winy

Ani w nas, ani w dzieciach

Tak szybko leci

 

Nic nie widzimy

 

 

 

 

 

Andrzej Chodacki 

 

 

...

W każdym spojrzeniu roztacza się

kraina ludzkiego zasiedlenia.

 

Pobrużdżona spękaną ziemią ugorów uczuć,

szarpana wichrem zawiedzionych nadziei,

rozgwieżdżona nocnym niebem spełnionej starości.

 

W tej krainie Siewca o jasnym spojrzeniu,

chodzi codziennie bosymi stopami,

doglądając delikatnych motyli ludzkich dusz.

 

Ruchem dłoni płoszy je,

by nie dopadł ich rozwścieczony chłopiec

w potarganych spodenkach,

który dla zabawy wyrywa im skrzydła.

 

 

Reklama uczuć

 

w reklamie dzieci okaleczone przez los

czekają na twój SMS.

 

obok matki, zatroskane, zmęczone

przytulają te dzieci z teatralną miłością.

 

ojców nie ma obok nich,

bo grają w tym samym czasie.

 

w reklamie piwa.

 

 

 

Akt zgonu

 

Biegali po ogrodzie przez całe godziny.

Patrzyłaś na nich z okna obiadową porą.

Światłością byli świata i zgryzoty zmorą,

Wieczorem znów głaskałaś chłopięce czupryny.

Potem umierałaś w samotnym szpitalu,

Wśród samotnych ludzi, na samotnej sali.

Lekarz, też samotny, beznamiętnym ruchem,

Bilet ci wystawił do samotnych raju.

 

 

...

 

Odprowadzam ich kolejno.

Czekają na mnie w swoich domach,

nie licząc na cud uzdrowienia,

ale na ciepło mojej dłoni,

na wysłuchanie skargi życia,

zrozumienie boleści codziennej.

Zabieram cząstkę każdego ze sobą.

Bo moim jest brzemieniem

odprowadzać ich do końca.

 

 

...

 

Sale ciasne od bólu,

nieczułe na jęk mają ściany.

W ich wnętrzu, spragnieni wytchnienia,

na kres swój, ludzie czekają.

Wyczuwam to, drzwi otwierając,

znów lękiem wieczornym oddycham,

nie zwiodę ich swoim uśmiechem,

ni tonem ćwiczonym w unikach.

Bo świat się skurczył do łóżka,

i żeby tę szklankę z herbatą 

ktoś podał do ust wyschniętych,

gdy sił nie starczy już na to.

Lecz kiedyś, może się zdarzyć

w szpitalną piżamę ubrany,

sam zmierzę się z nocą bezdenną,

próbując przeniknąć jej plany.

 

 

 

Roman Ciesielski 

 

 

ptaki Św. Franciszka od Rząsy

 

to drzewo mówi

mimo że już dawno

pozbawione korzeni

święty franciszek

od rząsy

w aureoli ptaków

z powątpiewaniem patrzy

w naszą przyszłość

widzi

wszystkie nasze wojny

potyczki i przełomy

jak nam niewiele z nich

widzi

korowód postaci

w łańcuchach i cierniach

biegnący

do naszych serc

głuchoniemych

to drzewo mówi

wypełnia po brzegi

studnię naszych dusz

to drzewo jęczy

a ptaki z aureoli

świętego franciszka

od rząsy

są gotowe

do odlotu

 

 

 

zderzenie z w. znowu

 

zaparkował jeszcze jeden samochód

nikt nie wysiadł i nie było krwi na szybie

w oazie wieżowców i kamiennych alei

coraz krótsza jest ściana graffiti

wrosły w drzewo szczątki

przerdzewiałej żelaznej siatki

kolejne słoje wchłonęły

neon mcdonald’s

oświetlający bladobursztynowo

nasze kurhany

 

 

siedzisz w fotelu

 

siedzisz w fotelu

spokojny

i nagle

detonacja

w oddali cekaemów szczęk

strach ściska ci krtań

jak na szczycie

katedry mariackiej

sparaliżował cię lęk

bo niby nie pamiętasz wojny

a jednak masz ją w sobie

to nic

to tylko wybuchł gaz

i przejechało

kilka niesprawnych aut

 

zginęły dwie osoby

ja i mój strach

 

 

 

tango

 

Jurkowi Miotk

 

spod stóp tryskają

fontanny wody

pan i władca tupie

tango na dwa pas

rozrywa przestrzeń

między partnerami

pada deszcz

i biją pioruny

ross mitchell

batutą rozbija krople światła

na motyle

tęcza zwiastuje

koniec tej burzy

głębokim bezczelnym spojrzeniem

 

a oni tańczą

w parkiecie po pas

 

 

 

blue moon

 

magiczna noc

z drugim księżycem w pełni

drga w błękitach

w cieniu przepływających

grafitowych chmur

blue moon przeprowadza cię

przez rzekę dzieciństwa

pokazuje wszystkie

nieodkryte zakręty

i rozległe zakola

jest twoim oddechem

rozbłyskiem krwi

wszystkimi twoimi granicami

obudzonymi demonami

 

świt da ci szansę

oglądania witraży

 

 

 

Renata Cygan

  

 

 

Po bitwie

 

Po grząskim polu biegają wrony

topole stoją w odwiecznym rzędzie

pod ziemią szczeka pies przyczajony

a szaman bębni w gliniany bęben

 

na horyzoncie – piętra kosmosu

słońce niemrawe

jęk całkiem ustał

dusze się snują wśród mokrych wrzosów

smukłe Walkirie sposobią usta

 

RC 27.01.2017

 

 

Dwie zapałki

 

Tam, gdzie śpiewały nadzieje, śpią kruki.

Dokoła biało. I zimno. I lęk.

W poszukiwaniu bezpiecznej szalupy,

wpław płynie życie, pod prąd rwących rzek.

 

Ty się przecierasz na łokciach, ja trwożę

każdy kolejny, rozchwiany znów dzień.

Obfitująca w zgorzknienia, wciąż brodzę,

z lękiem witając świt pełen mdłych brzmień.

 

Rozrzucam kwaśne pytania – Bóg milczy,

przesypywany jak bilon wśród naw.

Czekam na ślad upragnionej odwilży,

więdnąc w kurzawie terminów i spraw.

 

Dwie zasmucone zapałki na wietrze,

ciułamy bzdury w pogoni za snem.

Obłaskawiamy nieświeże powietrze,

a niebo milczy, wśród kurtyn i scen.

 

RC 8.11.2016

 

 

 

Będzie dobrze

 

Głowa pełna motyli, ręce pełne chęci,

fontanny pełne monet, żagle pełne wiatru,

zapach młodych jaśminów w szufladach pamięci

i taniec białych koni wśród chabrów i bratków.

Zeszyty pełne wierszy, a struny drżeń miękkich

i ciało roztęsknione w draperiach sukienki.

 

Nagle oczy łez pełne, a listy pożegnań,

myśli – pełznące cienie. Wosk kapie na dywan.

Choć księżyc bladym światłem pusty dom wysrebrza,

to twarz przybrana w uśmiech w lustrze znów zastyga.

Brzoza, wciąż przy nadziei, rozkrzewia gałęzie.

Będzie dobrze.

Z pewnością.

Nie dzisiaj, lecz będzie.

 

RC 14.06.2016

 

 

 

Samotny instrumentalista

 

Upiory siedzą w pierwszych rzędach

chłód się rozściela aura dżdżysta

pachnie maciejka i lawenda

leniwe światło wolno pełga

fortepian błyszczy niczym kryształ

a przy nim wątłą pierś wypręża

samotny instrumentalista

 

plączą się strzygi straszą gusła

tańczą upiory w pantalonach

muzyk nerwowo zwilża usta

falują włosy drży przepona

nuty się wiją w gęstych bluszczach

echo dziczeje sala pusta

lecz gdzieś tam w kącie siedzi... ona

 

już się rozlega tęskny nokturn

świat liliowieje serce mięknie

nagle zobaczył ją w tym mroku

strojną w nadzieję i sukienkę

i wzrok utonął w tamtym wzroku

i się rozścielił błogi spokój

bo ma dla kogo grać tak pięknie...

 

RC 11.07.15

 

 

 

Tamte kobiety

 

Tamte kobiety w chustkach

tak zwyczajnie szare

o zaciśniętych ustach

bezbarwnych i suchych

w łzawiących oczach pustka

i marzeń okruchy

 

tamte kobiety

pełne codziennych zagniewań

w piersiach przepastne serca

zbyt wątłe by śpiewać

pozakrzywiane wstydem

przykute do miejsca

 

tamte kobiety w pieśniach

na polach bitewnych

dzisiaj drepczą ostatnie

choć były najpierwsze

tkwią kruche i jedwabne

w pozach modlitewnych

 

nie uwikłane w wiersze

lecz w chleb nasz powszedni.

 

RC 23.06.2016

 


 

 

Ernest Bryll

Urodzony 1 marca 1935 r. w Warszawie. Dzieciństwo spędził w Komo- rowie Starym koło Ostrowi Mazowieckiej oraz w Gdyni. W 1956 r. ukończył wydział Filologii Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Pierwszy tomik wier- szy ukazał się w 1958 r. Przez wiele lat był krytykiem filmowym, pracował jako kierownik literacki teatru TV oraz jako szef lub kierownik literacki kilku zespołów filmowych, autor audycji telewizyjnych dotyczących kultury. Autor licznych tomików poezji, sztuk scenicznych, oratoriów, musicali i programów telewizyjnych. Tłumacz z języka irlandzkiego, czeskiego, jidysz.

 

 

 

Andrzej Chodacki

Lekarz, prozaik, muzyk i kompozytor. Założyciel i lider Zespołu Poetyc- kiego Alegoria, autor koncertów poetyckich. Wydał zbiór wierszy i fotografii „Pejzaże Tęsknoty” (2012), zbiory opowiadań „Opowieści ze świata” (2013)    i „Wyczekując dnia” (2014), powieść „Doktor Seliański” (2015) oraz cykl krót- kich form „Nędza i Potęga” (2016). Współautor kolejnych dwudziestu ksią- żek i albumów fotograficznych. Członek Unii Polskich Pisarzy Lekarzy, Polish American Poets Academy w USA, Związku Literatów na Mazowszu, Stowa- rzyszenia Polskich Autorów Dziennikarzy i Tłumaczy w Europie w Paryżu (A.P.A.J.T.E) oraz Klubu Literackiego „Brzeg”. Publikował w wielu magazy- nach literackich w Polsce, a także w dziesięciu krajach świata. Laureat kilku- dziesięciu konkursów literackich, wygrał między innymi Ogólnopolskie Kon- kursy Literackie im. Stryjewskiego, Staffa, Złoty Laur Dziewina i in. Zdobył wyróżnienie za Wiersz Roku 2015 w Polish American Poets Academy w USA. Jego utwory zostały przetłumaczone na język angielski, niemiecki, hiszpański, ukraiński i białoruski. Strona prywatna: www.andrzejchodacki.pl

 

 

 

Roman Ciesielski

Urodzony w 1954 r. w  Gdańsku.  Ukończył  I  Liceum  Ogólnokształcą- ce im. Marii Konopnickiej w Pruszczu Gd. Studiował filologię polską w filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku. W 1976 r. ukończył Państwowe Studium Kulturalno-Oświatowe i Bibliotekarskie w Krośnie n/Wisłokiem. Był członkiem Grupy Poetyckiej „Krosno” – Krosno, Katowice, Pruszcz Gd. oraz Grupy Literackiej „Rudy Kot” – Gdańsk. Drukował m.in. w „Radar”, „Pome- rania”, „Widnokrąg”, „Dziennik Bałtycki”, „Głos Młodych”, „Delta”, „Wię- zi”, „Światło i cień”, „Kadr”, „Poezja dzisiaj”, „Akant”, „Neony-tożsamość”. Wiersze prezentował również na antenie Polskiego Radia. Debiut prasowy   w „Radar” w 1975 r. Debiut książkowy „i nagle cisza” – Gdańsk 1985 r. Wydał dotychczas 10 tomików poetyckich, ostatnio „rośnie we mnie”, Pruszcz Gd. 2015 r. Redaktor i współautor Antologii Poezji Twórców Powiatu Gdańskiego „Niebieskie neony”, Pruszcz Gd. 2014 r.  Współautor – „Debiuty poetyckie '85 antologia”, Warszawa 1990 r., „Antologia Poetów Polskich 2016”, Warszawa 2016 r., „Aspekty 2016” Antologia Gdański Klub Poetów, Gdańsk 2016 r. Laure- at kilku ogólnopolskich konkursów poetyckich m.in. Piastowskie Lato Poezji, O „Brązową Stępkę”, O „Laur Jabłoni”, XXI Ogólnopolski Konkurs im. Stani- sława Grochowiaka. Członek Stowarzyszenia Przyjaciół Pruszcza Gdańskiego i Okolicznych Gmin, Stowarzyszenia Twórców „Przystanek Sztuka” w Stra- szynie i Gdańskiego Klubu Poetów.

 

 

 

Renata Cygan

Artystka, poetka, fotograf, grafik komputerowy.  Od 1992 roku mieszka  w Anglii. Pracuje w mediach. Pisze wiersze liryczne i satyryczne, tłumaczy  na język angielski poezję i opowiadania swoich kolegów po piórze. Dotychczas wydała 3 tomiki autorskie: „Kolorowa”, „Piórkozwiewnie” i „Trzy księżyce”. Zaprojektowała wiele okładek i ilustracji do książek. Jest członkiem Stowa- rzyszenia Autorów Polskich Oddziału II Warszawskiego i grupy artystycznej KAMPE w Londynie. Laureatka wielu konkursów literackich (ogólnopolskich i międzynarodowych). Tłumaczona na języki: rosyjski, bułgarski, białoruski, angielski, włoski. Jej wiersze ukazały się w licznych antologiach oraz magazy- nach literackich w kraju i za granicą. Miłośniczka języka polskiego, oryginal- nych metafor, zabawy słowem i rymów.

 

 

 

 

 

 

 

 

Pin It