Bohdan Wrocławski - jeden wiersz (Odczytane na brzegu)

 

wroclawski fot walter

 

Nie wiem dlaczego jestem przeświadczony

że ziemia przez ostatnie dwa tysiąclecia

zatoczyła koło przez wszechświat

i zupełnie obolała pełna tęsknot

złożyła posiwiała głowę

między falami niepokornego oceanu

 

Tego dnia stałem w bliskości jego oddechu

patrzyłem jak gromady ludzi z każdym szeptem

każdą modlitwą dobijają do brzegu

własnych pragnień

 

Tymczasem słońce zatrzymało się w miejscu

Jego ciekawość zdarzeń przypominała

średniowiecznego skrybę którego palce poplamione

ciągle biegnącą wyobraźnią

szukają najbardziej intymnych zdarzeń historycznych

pod korą usychającej cywilizacji

 

Zobaczyłem że przepisuje wciąż ten sam dekalog

drogowskaz

prowadzący wśród polnych dróg dzieciństwa

i naszego krwiobiegu

 

Nagle zacząłem rozumieć że świat na swoje istnienie

swoje zagubienie

grzechy i  skromność

bogactwo myśli

nie potrzebuje już światła wystarcza mu mrok jaskiń

język pierwotnego człowieka

zlizujący z palców tłuszcz upieczonego mięsa

chrzęst łamanych w zębach kości – tak niepotrzebne

ateńskim dysputom wznoszenie oczu ku niebu

szukanie w nim świadectwa

potwierdzenia wątpliwości i pewników

 

Zaczyna zapadać zmrok przez jego delikatną materię

staram się odszukać to

co jeszcze jest niezależne

jakiś fragment zapisu nutowego krzyk wynalazcy

pełen tryumfu i zwycięstwa

barwy na obrazie notujące natężenie i ból którym artysta

wciąż opowiadał o ludzkiej samotności i miłości

 

Późnym wieczorem stary bauer w niedalekiej Bawarii

wychodzi za próg domu i patrzy na pole usychających szparag

Nikt nie słucha jego błagalnego śpiewu o deszcz

choć otwierają się w nim wszystkie pragnienia tysiącleci

Z trudem rozpoznaję w jego zmarszczkach na twarzy

alfabet mojego dzieciństwa

litery chropawo układające się w słowa

zdania całe akapity bezbronnej nadziei

 

I on i ja oddychamy tym samym powietrzem

nasączonym  samotnością

wypełniającą każdą naszą myśl

 

Oczywiście możesz podejść bliżej dotknąć tych myśli

Wiem są nazbyt gorące

aby można było je zatrzymać na dłużej w dłoniach

 

Nadal do bram Rzymu dochodzą fale gniewu z

obolałego wszechświata

zasypiają zmęczenie legioniści ich białe tuniki

zaścielają pobliskie gaje oliwne

 

nigdy nie zrozumiemy bezsensu ich śmierci

radości życia którego już w nich nie ma

a które być może wymyśliła  nasza cywilizacja

na brzegu wiecznie głodnego i zmęczonego oceanu

 

 

 

Pin It