Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

 

 

 

DOM  Z  MGŁY

 

gdybym umiał zbudować dom dla ptaków pewnie bym

w nim zamieszkał. to niby takie proste. kilka deseczek gwoździ

i jest dom. żadnych telewizorów i gazet z wiadomościami

o kolejnych trzęsieniach świata. żadnych spikerów

mówiących co i dlaczego mam robić.

 

gdybym umiał zbudować dom dla ptaków zawiesiłbym go

w moim ogrodzie na gałęzi nieistniejącego już orzecha

i stałbym się jak on poza zasięgiem ludzkiego wzroku. odporny

na uderzenia jak mgła co się ścieli nad ranem. wierzyłbym

w niebo tak bliskie że na wyciągnięcie ramion.

 

gdybym był ptakiem zbudowałbym dom z mgły

 

 

 

DZIECIĘCE  KRYJÓWKI

 

coraz częściej uciekam do kryjówek z  dzieciństwa. tylko

w nich czuję się bezpieczny. przywołuję je w pamięci jak kolorowe

szkiełka przez które podglądałem świat. wtedy i on stawał się

bardziej kolorowy. dziś próbuję je odnaleźć. szukam po wszystkich

zapomnianych zakamarkach ale daremnie. widzę tylko szare

twarze zmęczonych okien a za nimi wyrośnięte dzieci wciąż

bawiące się w wojnę. spoglądam na ich zacięte miny kiedy

w jednej ręce trzymają plastikowe modele bombowców a w drugiej

pluszowe misie z powyrywanymi językami i wydłubanymi

oczkami. wtedy pragnę skryć się jak najgłębiej

 

w swoich kryjówkach.

 

 

 

SENNE  MOSTY

 

we śnie przyszedł do mnie ojciec. stanął przy łóżku i długo

wpatrywał się w moją twarz  jakby sprawdzał czy sen mam

spokojny i oddech. wyciągnąłem do niego ręce ale on odszedł

po raz kolejny. znów nie zdążyłem powiedzieć mu

jak bardzo go kocham. chciałem biec za nim ale rzeka zagrodziła

mi drogę. jeszcze nie było mostu po którym mógłbym przejść

na drugą stronę.

 

we śnie przychodzą do mnie zmarli. a może to ja czujnie jak pies

omijam śmierć i pojawiam się w ich nowym życiu. to takie

banalne przejść przez rzekę nie umoczywszy nóg . wydaje mi się

że to sen jest kładką  po której przejdę na drugą stronę rzeki. dlatego

 

na wszelki wypadek  nocą żegnam się znakiem krzyża z bliskimi.

 

 

 

WIARA  W  BAJKI

 

jestem dzieckiem. siedzę w domu którego dawno

już nie ma. w ogrodzie białe czapy śniegu zasłaniają uszy

jabłonkom. zające podkradają się przez siatkę i przeglądają

w oknach. mam dziesięć lat i nie myślę o tym co będzie

za pięćdziesiąt. czytam historię potopu według sienkiewicza .

jeszcze wierzę w andersena i w dobre wróżki

które potrafią naprawić świat jak zepsutą zabawkę.

dorosłem. na fundamentach domu

bawią się inne dzieci starsze od moich wnuków.

 

nie potrafię już wierzyć w bajki.

 

 

 

ROZMYŚLANIA  O  NIEBIE

 

coraz częściej myślę o niebie. co jest w nim tak

magicznego że warto dla niego poświęcać

świątynie naszych drobnych grzechów. wyrzucać  

do kosza na śmieci stare nawyki i nowe

labirynty złudnych uniesień . często we snach widzę

niebo na szczycie wielkiej góry która jest jednocześnie

zachodem i wschodem życia dokąd prowadzi wiele

szlaków. trudnych ale przecież do przejścia. zawsze

podczas takich wędrówek napotykałem Boga. wierzę

 

że i tym razem mnie poprowadzi.

 

 

 

MÓJ  PRZYJACIEL  CHORY  NA RAKA

 

                                           Pamięci Romka Tomaszewskiego

 

mój przyjaciel chory na raka ma szeroko zamknięte oczy. nie chce

widzieć postępującego procesu rozkładu. opowiada

o swoich planach wydawniczych. o książkach czekających

na zakończenie. o zmarłym ojcu z którym ciągle przekłada spotkanie.

wczoraj malował kwiaty z mojego ogrodu. pyta  o ich nazwy

jakby to mogło cokolwiek zmienić. patrzę w jego oczy szeroko

zamknięte łudząc się nadzieją

 

że takich oczu nie można po raz drugi zamknąć. 

 

 

 

GRANICE  MIŁOŚCI

 

                                             Ewie

 

kocham cię najwięcej we wszystkich światach. bez względu

na którym będę za chwilę. w każdym aż poza granice

zrozumienia. nie sposób przecież miłości zamknąć

w siatce południków i równoleżników  nakładanej

na teleskopowe oczy uczonych. ograniczyć

atmosferą czy litosferą. jednego świata

za mało aby pomieścić coś

 

co nie ma granic.

 

 

 

OSWAJANIE  UMARŁYCH

 

uczę się oswajać umarłych. głaszczę ich pod brodą

jak kota drapię za uchem. tak tak powtarzam już niedługo

jeszcze tylko posprzątam po sobie pozamiatam dopiszę

kilka wierszy. zrobię porządek podopinam sprawy

nie cierpiące zwłok. umarli się niecierpliwią. ileż można

czekać. tłumaczę że to tylko chwila w porównaniu

z wiecznością która spędzimy razem. umarli

przychodzą nocą we snach. coraz bardziej

 

zniecierpliwieni.

 

 

 

GRY  WOJENNE

 

wojna przypomina małą dziewczynkę. przeskakuje z nogi

na nogę. z państwa na państwo. raz dwa trzy jutro

ty. dołączają chłopcy. zakładają polowe mundury. zamieniają

drewniane karabiny na wyrzutnie rakiet spady z jabłek

na granatniki. rany malowane sokiem malinowym na kikuty rąk

i nóg. raz dwa trzy jutro dziesiątki tysięcy sierot i bezdzietnych

rodziców.

 

za jednym przyciskiem joysticka

 

 

 

PIOSENKI  WOJSKOWE

 

na peronie trzech żołnierzy i kilka dziewczyn. za mundurem

panny sznurem i dalej wojenko wojenko cóżeś ty za pani. chłopcy

malowani dziewczyny jak maliny. piosenki dziadka tłuką się w pamięci

jak stukot kół pociągu po szynach. żołnierze mają na ustach szminki

dziewczyn i zapach  młodych piersi wymykających się szykanom bluzek.

niedługo wyjazd na misje – ech wojenko wojenko. dzisiaj jeszcze

trzymają w ramionach gorące ciała pełne męskich dotyków i westchnień.

za kilka dni może już być za późno. ciała  kobiet zimne jakby rażone trądem

rozkładające się w gorącym powietrzu będą się im śnić po nocach.

 

chłopcom malowanym o przerażonych do bólu oczach

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pin It