ANTOLOGIA POETÓW POLSKICH 2017:

Zdzisław Antolski, Paweł Biliński, Danuta Błaszak,

Małgorzata Anna Bobak Końcowa

 

Antologia poetow polskich 2017 OKLADKA

 

 

Zdzisław Antolski

 

 

Makatka z aniołami

 

Na targu, na straganie

leżał sobie drewniany

Chrystus

 

W poniżeniu, w udręczeniu

między odpustowym kiczem

z bolesnym obliczem

 

(Na czole miał przyklejoną cenę)

 

Kupiłem go, kupiłem

z ran pod kranem obmyłem

z kurzu, lepkich dotknięć

 

Włożyłem między baśnie

w czystej, schludnej szufladzie

niech zaśnie

 

Niech śni swoje życie

o sadzie w rozkwicie

kiedy jeszcze rósł – wiśnią

 

Po trzech dniach

otworzyłem szufladę biurka

była – jak przypuszczałem – pusta

 

Unieśli go anieli z makatki

do kapliczki przydrożnej

 

do Matki

 

 

Erotyk zimowy

 

Nastroszył się wiejski

kościółek jak wróbel

Wiatr podwiewa kusy paltocik

 

Pod chórem siedzimy

przyciskamy się do siebie

z zimna strachu i pożądania

 

Tuż za dębowymi drzwiami

stuka kopytami

 

zziębnięty diabeł

 

 

Kwiatki płaczą

 

Przez sen słyszę brzęk

garnków w kuchni, której już nie ma.

 

Mama krząta się na makatce, w aureoli zapachów.

I tylko kwiatki w doniczkach płaczą na deszcz.

 

Ukryte za śnieżną firanką.

 

 

Lipa przedwojenna

 

Dziadek Józef odświętnie ubrany

zasiadł pod lipą

czeka na gościa

 

Po drodze spacerują

zakochane komputery

e-maile trzymają się za ręce

moda na sukces

w każdym gospodarstwie

 

Zamiast kolta – sztacheta

taki u nas dziki zachód

po niebie przemknie odrzutowiec

na piękną pogodę

 

Listonosz wieczny tułacz

telepie się na wybojach,

błyska szprychami roweru

przez cztery pory roku

 

Po drodze zwanej „końską krzywdą”

teraz traktory łamią na niej zęby

szumi lipa przedwojenna

 

Skrzypnęła furtka

przyjechała z miasta

 

pani Renta

 

 

Dziadek odlatuje na kufrze

 

Drewniana skrzynka dziadka Józefa

w niedzielę staje się

czarodziejskim kufrem

z baśni Andersena

 

Józef machając skrzydłami fantazji

szybuje na wehikule czasu

przez całe swoje życie i pół świata

 

Wyciąga skarby i relikwie –

carskie ordery i imperiały

pożółkłe gazety i zaświadczenia

fotografie bez imion

zdjęcia z pogrzebu Piłsudskiego

 

Kulę wyjętą z nogi

klamrę z napisem „Gott mit uns”

obrazek Matki Boskiej Pełczyskiej

zasuszony opłatek i wiele innych rzeczy

których przeznaczenia nikt nie dociekał

 

A za każdym przedmiotem jak ogon za kometą

ciągną się opowieści o zdarzeniach dziwnych

ludziach niesłychanych

którzy teraz w grobie się przewracają

na dziadkowe bajanie

 

Na samym dnie

między kromkami sucharów

święta trójca chłopskiej biedy:

 

nafta – sól – zapałki


 

 

Paweł Biliński

 

 

Twoje miasto

 

lubię zwiedzać twoje miasto

godzinami niespiesznie poznawać

łagodne linie rozwidlonych ulic

błądzić po gładkich placach

wzgórzach i wilgotnych zaułkach

 

w twoim mieście mam ulubione miejsca

dobrze mi znane dzielnice

których długie sine arterie

w godzinach wieczornego szczytu

tętnią od słów i płytkich oddechów

 

o tej porze twoje miasto

jest pełne drżenia i krzyku

głęboko w ciemnych korytarzach

szybka jazda pociągami metra

trwa aż do świtu przebudzenia

rozprysku światła na końcu tunelu

 

 

Przemarzanie

 

najokrutniejszy miesiąc to jednak grudzień

jeśli wierzyć słowom piosenki i korzeniom drzew

wczepionym kurczowo w martwe trzewia ogrodu

 

w grudniu miłość jest prawie monochromatyczna

tak mówi widok za oknem i twoje chłodne oczy

gdy padają pytania o początek i koniec

zwłaszcza te o koniec

 

a przecież mamy jeszcze w sobie ciepłe miejsca

więc podejdź przyłóż rękę i spróbujmy uwierzyć

że można tak zostać jeszcze przez chwilę

zanim przysypie nas zima

przykryje ziemia

 

 

Contradiction

 

to była podróż poza horyzont

możliwych zdarzeń droga bez powrotu

przez zasłonę zieleni w wewnętrzne krajobrazy

gdzie porośnięte sadami wzgórza pękały

odsłaniając cieniste rozpadliny

zbroczonych lessem wąwozów

 

to była wyprawa poza zrozumienie

pragnień i pytań i braków odpowiedzi

obok nas miasta pojawiały się i znikały

w oddali rzeki płynęły jak wiersze

słońce drżało bojąc się zachodzić

działy się rzeczy bez nazwy

i bez usprawiedliwienia

 

a potem przyszedł dzień następny

znowu jechałem słońce wciąż drżało

myślałem że ona jest jeszcze ale

to tylko pozostał zapach jej perfum

 

 

Światy równoległe

 

wychodzisz przed dom i kochają cię schody

kocha cię trawnik drzewo dym z komina

sterta świeżo zgrabionych liści

 

kocha cię furtka w płocie i głosy na ulicy

bezpański pies i ten sąsiad

który nienawidzi wszystkich

 

ale ciebie kocha

przelatujący właśnie samolot

oraz agencja NASA która wysyła

kochającą cię sondę w stronę nieznanej galaktyki

gdzieś na peryferiach rozkochanego w tobie wszechświata

 

a ja wychodzę przed dom i myślę

że przed taką miłością nie ma dokąd uciec

 

 

Matka

 

w nieistniejącej definicji mojej matki

nadal brakuje kluczowych pojęć

 

jest tylko bukiet polnych kwiatów

ciemne włosy, plisowana spódnica

opowieści o dzieciństwie na wsi

dłonie obolałe od siatek z zakupami

i jeszcze parę zwykłych prostych słów

obecność, troska, śmiech i płacz

 

zamykam oczy i widzę ją pochyloną

jak równym ręcznym ściegiem

ceruje małemu chłopcu rozdartą duszę

 


 

Danuta Błaszak

 

 

królowa gór, 1

 

śnieg topniał w południe i zamarzał nocą

lśnił lodem i słońcem ktoś zapukał do drzwi

gaździna nie puka wszak jest u siebie przykuca na piętach

przed piecem kaflowym

układa szczapy i węgle

mróz maluje na szybach

za oknem ostre szczyty śnieżnych gór

 

ktoś puka moja siostra patrzy spod pierzyny

mama szuka kapci tata podchodzi do drzwi

 

wczoraj byłam z tatą na spacerze w śnieżnych górach

w kaplicy królowej najświętszej

bez mojej siostry bo za mała

bez mamy bo ślizgała się w butach na śniegu

do świętej księgi wpisałam życzenie

żeby mój ulubiony kolarz wygrał wyścig

tata powiedział coś ostro i nieprzyjemnie

ludzie proszą o zdrowie

nie o wyścig pokoju

wracaliśmy tunelem śniegowym

napotkani turyści mówili dzień dobry

taki zwyczaj tutaj ja milczałam

nieładnie moja panno na powitanie trzeba odpowiadać

 

w nocy śniło mi się ktoś spadał w przepaść

z dłońmi poranionymi kosodrzewiną

królowo najświętsza przepraszam

 

 

królowa gór, 2

 

graliśmy w brydża wieczorami

i nigdy nie chodziliśmy na sylwestrowe bale

 

mały chłopiec mój kuzyn stał za drewnianymi drzwiami

zamarznięte kryształki na szaliku i czapce

sam przyjechał do naszej chatki

pekaesem z zimowego kurortu

czy tu jest mój tata zapytał

wujek? Czy jest wujek?

nie ma

 

wczoraj po południu panie stały w kolejce

ciocia przed balem sylwestrowym czekała do fryzjera

wujek nic nie powiedział

może poszedł na spacer jeszcze nie wrócił

najczęściej chodził w góry

jakie miał buty zapytałam

jaką podeszwę protektor

znajdziemy po śladach

chłopiec spojrzał zdziwiony miał czarne buty

 

królowo najświętsza przepraszam

 

 

królowa gór, 3

 

królowa nie gniewała się na mnie

wróciłam do miasta do szkoły

opalona w środku zimy

w niebieskiej bluzce jak niebo nad górami

i grałam w brydża najlepiej z całej klasy

 

ciocia nigdy nie przestanie płakać powiedziałam

ale wszyscy zaprzeczyli

po pewnym czasie przestaje się płakać

 

królowa gór nie gniewała się na mnie

w maju mój ulubiony kolarz wygrał wyścig pokoju

 


 

Małgorzata Anna Bobak Końcowa

 

 

***

 

wymyślam walc i rozchylone usta

na pianinie plamę słońca

którą spijemy przez słomkę

 

wymyśliłam naszą córkę

ma na imię Blanka

 

kupimy psa z kłapciatym uchem

będzie miał porcelanową miskę w grochy

 

świerszcza za boazerią

i łupiny po orzechach za kanapą odnalezione

podczas wielkiego sprzątania w grudniu

 

ławkę pod oknem

obrożę z kromki chleba dla brązowej kury

lwie paszcze odbijające się w filiżankach

 

wymyśliłam wszystko czego nie będzie

 

 

***

 

Sprawiam sobie przyjemność bo nie rozmawiasz

ze mną monosylabami o tym jak często bywasz

w Krakowie a to stolica antykwaryczna

W rynku z zapałem kupujesz różności

od północnej strony antyki

O esach floresach stonowanych barwach

zgrabnie opowiadasz bawiąc się uszkiem od filiżanki

O farbach terpentynowym zapachu oleju lnianym makowym

damarach i innych wspaniałych woniach

nieodzownych w procesie tworzenia

Werniksach fiksatywach

obrazów obrazeczków landszaftów zwykłych

pospolitych jeleni na rykowisku i kiczów ślubnych

I tak o polskim malarstwie gawędzimy od godziny

Rozbierasz mnie w wyobraźni

Bawi mnie zwiewna siła słów

Jesteś mitycznym zwierzęciem

A mnie stać na wybredność

bo nie jestem najsłabszą impalą w stadzie

Białe koniki słoneczniki malwy Mehofferowe

bodiaki Stanisławskie róże Karpińskie araby Kossakowskie

zatrute studnie przez Malczewskiego

nagie niewiasty rozebrane przez Podkowińskiego

– wszystko odświeżasz dla mnie

Ważny jest rytm i równowaga w stawianiu kroku za krokiem

Okłamujesz a ja ustalam granice

Zatańcz ze mną na wietrze bym zapomniała co utraciłam

Nie potrzebujemy ciepłych słów jak obwarzanki

Aniołów malowanych na flakonie

 

 

***

 

kubkom odpadają uszy od zimnego oddechu

grzbiety zeszytów zjeżone na widok kromki z masłem

i łyżka w budyniu którą trzeba by było wyrwać z całą podłogą

przeniosę się z parapetu do kredensu

tam myszy odcinają sobie ogony

samemu trudno podciąć włosy

 

a co dopiero głowę

przyjdź pooglądać zdjęcia

 

wypełzają z kartonu jak szczeniaczki

zaślinione na widok dłoni

inne kapią ze starego albumu łasząc się o ramki

i miejsce na komodzie

 

spróbuję oprawić w passe-partout wysokie stany niepokoju

wstawić na allegro bez ceny minimalnej

i nie zżółknąć jak listy

 

 

***

 

zastępuję inną robotnicę przy maszynie

nie pamiętam kiedy rozegrało się

takie czy inne zdarzenie

 

i dobrze że jedna z drugą ma tu kogo obwiniać

i dobrze że nie utrzymuje żadnych więzi

i na nic innego zdobyć się nie sposób

 

aluminiowa ferma nie krzywi się

od ciosów i mięsistych kawałów

kocha kilka osób że brakuje tchu

i raczej z wzajemnością

 

dotknęła

pogładziła jak kociątko

tylko dlaczego pod włos

 

dała dzwoneczek na szyję i kuwetę na łzy

pocałowała dla kaprysu

 

mogę powiedzieć że ta praca jest mi droga

codziennie targuję się z diabłem o duszę

 

 

***

 

urzędowo przyzwolono aby kryzys stoczył się na margines

dozujesz powszechne fakty zasypując kolejne możliwości

choć nie ma takich tarapatów z których nie mógłbyś się podnieść

dotknij świata gorzką ironią obal wszystkie mity

unieś się ponad nieudolne ciało

potępiając przez kilkadziesiąt sekund

informacje docierające z Afganistanu

 

mówisz że to nie spacerek po Łazienkach w Warszawie

dlatego nie wolno oszczędzać na środkach

ale jak biegać w górach

z pięcioma magazynkami i kamizelką kuloodporną

podejmuję wysiłek otwieram oczy

zdaje mi się że będziemy żyć długo i szczęśliwie

jeżeli nie wybuchnie wojna

a Polacy nie przegrają meczu

 


 

 

Zdzisław Antolski

Urodzony 16 stycznia 1953 roku w Skalbmierzu na Ponidziu, na kielec- czyźnie. Dzieciństwo i wczesną młodość (do 1968 roku) spędził we wsiach Zło- ta Pińczowska i Pełczyska jako syn nauczycieli wiejskich. Następnie ukończył I Liceum Ogólnokształcące im. S. Żeromskiego w Kielcach, gdzie w 1972 roku debiutował w szkolnym piśmie „Młodzi Idą”, którym opiekowała się dr Hele- na Wolny. Pismo to miało bogate tradycje, wcześniej pisali w nim m.in. W. Ja- dżyński, Jerzy Krzeczowski. Studiował polonistykę, gdzie wykładowcą był dr Stanisław Żak, ale ukończył pedagogikę kulturalno-oświatową na tejże uczel- ni. Pracował m.in. w Ośrodku Kultury Literackiej, a także w Domu Środowisk Twórczych – „Pałacyk Zielińskiego”. Przez kilka lat był sekretarzem redakcji miesięcznika „Plotkarka”. Debiutował jako poeta w 1974 roku w antologii „Ba- zar Poetycki”. Otrzymał wiele nagród literackich: „O nagrodę Jesiennnej Chry- zantemy” – Płock 1978 r.; dwukrotnie „O świętokrzyską Lirę Poezji” – Kiel-  ce 1979 r., 1982 r.; „Nagroda na XIV Ogólnopolskim Festiwalu Poezji” – Łódź 1985 r.; „Nagroda Czerwonej róży” – Gdańsk 1982 r.; „Nagroda im. Andrzeja Bursy” – Kraków 1986 r. Publikował m.in. w: „Poezji”, „Nowym Wyrazie”, „Dekadzie literackiej”, „Akancie”, „Magazynie Literackim”, „Przemianach”, „Piśmie Literacko-Artystycznym”, „Nowym Państwie”, „Życiu”. Od wielu lat jest stałym felietonistą pisma „Radostowa”. Od 1994 roku prowadzi wydaw- nictwo „U POETY” w Kielcach i jest jego redaktorem naczelnym. W roku 2001 został odznaczony brązowym Krzyżem Zasługi. W roku 2005 otrzymał z rąk ministra kultury i sztuki brązowy krzyż Gloria Artis.

 


 

Paweł Biliński

Urodzony w 1968 roku. Z zawodu związany z nowoczesnymi technolo- giami. Pierwsze próby poetyckie podejmował jeszcze w czasach liceum, do pi- sania wierszy powrócił przed kilku laty, po długiej przerwie. W 2016 roku zo- stał laureatem organizowanego przez Biuro Literackie „Połowu Poetyckiego”. Ma za sobą także publikacje w e-Tygodniku Literacko-Artystycznym Pisarze.pl i na stronach Salonu Literackiego. Jego wiersze można znaleźć w „Antologii Poetów Polskich 2016” oraz w antologii limeryków „Seks w pewnym mieście”. Wielokrotnie wyróżniany i nagradzany w turniejach jednego wiersza. Stara się uczestniczyć w spotkaniach i inicjatywach poetyckich, takich jak Port Poetycki w Chorzowie, warszawski Salon Literacki, Poeci Po Godzinach, Klub Poszuki- waczy Słowa w Piasecznie, krakowskie Poezje i Herezje. Związany także z por- talem poetyckim poemax.pl (dawniej poema.pl), gdzie publikuje pod pseu- donimem Contigo. Obecnie mieszka pod miastem, ale nadal bardzo mocno związany jest z Warszawą, gdzie się wychował i skąd pochodzi jego rodzina.


 

Danuta Błaszak

Poetka, dziennikarka, matematyk (przestrzenie nieskończone), redaktor serii wydawniczej „Contemporary Writers of Poland”.


 

Małgorzata Anna Bobak Końcowa

Poetka, animatorka kultury, ilustratorka i laureatka konkursów poetyc- kich. Członek Polskiego Stowarzyszenia Haiku. Związana z Pszczyńską Grupą Poetycką oraz Warsztatami na Koszutce. Współtworzy ze Sławą Sibigą projekt „Hai Duo”, tworząc pocztówki z wykorzystaniem własnych fotografii i for- my haiku. Twórca blogu „Waniliowe Poranki”. Autorka czterech tomików:

„Brzydka”, „Żywot Pliszki”, „Medalik bez łańcuszka” i „Juzine”. Wiersze były drukowane na łamach różnych pism literackich. Można je usłyszeć w audy- cjach Polskiego Radia Katowice. Między innymi „Poczcie Poetyckiej” Macieja Szczawińskiego. Autorka ilustracji do książeczki pt. „Czytanie na drugie śnia- danie”. Antologie: „Contemporary Writers  od Poland 2000” (2014) wydana  w Stanach Zjednoczonych i opracowana przez Danutę Błaszak; Pszczyńskiej Grupy Poetyckiej pt. „Wczoraj, dziś, jutro”; „Czas Kobiety” – Antologia Poezji Kobiet; Portalu E-literaci pt. „Wszystkie Drogi do jednego serca”; „To dla Cie- bie Mamo” opracowana przez Krystynę Wajdę i „Metafora współczesności” (Międzynarodowej Grupy Artystycznej „Kwadrat”).

 

 

 

 

Pin It