Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

 

 

 

kwiaty

 

na te kilka chwil zamilkła nawet gazeta poranna
radio przy zaparzonej kawie milczy
pies szczeka- psom się wybacza
śnią się czarno- białe motyle
po pajęczynie spaceruje pająk
nikt na niego nie czeka z kolacją
patrol niebieskich robaków pod oknem
przespacerował krokiem zmęczonej defilady
pani z kotem i pan z psem pod kościołem
kupują świeże obwarzanki
z okna na piętrze kamienicy
dobiegają słowa kłótni i miłości
wczoraj mówiło o tym radio
- ludzie będą się kochać i przeklinać
my będziemy się nadal oszukiwać

 

kwiaty na parapecie umierają od kłamstw

 

 

znajdź

 

w twoim mieście mężczyźni robią sobie tatuaże
noszą szerokie spodnie i czapki z daszkiem
kobiety noszą się modnie i elegancko
w moim mieście kobiety ubierają się mniej kolorowo
panowie noszą kapelusze i czarne spodnie
w prochowcach pochowali rewolwery i różańce
u ciebie pije się drogie drinki i rozmawia o sztuce
u mnie piją wódkę i planują morderstwa
w twoim mieście autobusy są czyste i punktualne
po moim mieście jeżdżą stare taksówki
śmierdzące potem i papierosami
u ciebie mówi się językiem zrozumiałym
moi sąsiedzi kwilą i bełkoczą
w ten sposób zdradzana jest tajemnica
dzwonię do ciebie ze starego telefonu
ja piszę listy na starej maszynie
zamiast biżuterii i drogich perfum
kupuje ci czekoladki i goździki

 

znajdź mnie wreszcie
mam ponad czterdzieści la

 

 

wojna

 

czerwone światła przy kościele
za rogiem można dostać po mordzie
moja droga to się nie zmieniło
to się nigdy nie zmienia
więc nie zaproszę cię do kina
nie zaproszę cię na wódkę
nie wypalimy razem papierosa
spacerując po parku
teraz jest późno- jest wojna
strzelamy do siebie pestkami czereśni
w lufy mamy powtykane kwiaty
niszczymy się nawzajem
wypalamy się zaciągając sobą

 

 

sobota

 

znam takie miejsca gdzie umierają wspomnienia
paru kolesi utopiło się już w pustych butelkach
po ulicy spacerują bezzębne koty i stare prostytutki
każdy w kieszeni nosi nóż i papierosy
wódka jest tania i mocna
na rogach zatrzymują się patrole
łyse grzbiety psów prężą się do obcych
co sobota przychodzę cię tam spotykać
wyciągać z ubrania i z brudnych rąk żonatych
kamienica wisi na szkielecie anteny
sczepiona spinaczami do bielizny
pranie suszy się na strychu
dzieci bawią się w dom i wojnę
potem będzie już na wszystko za późno

 

 

ja wychodzę kochana

 

nie mam ochoty pić z tym
który pluje mi na buty
wkładam rękę do kieszeni
- wychodzę kochana

 

nie mam ochoty rozmawiać z tym
który zabiera mi ciebie
wypala papierosem dziurę w materacu
rozlewa po stole alkohol
patrzy nachalnie na twoje zdjęcie
mówi językiem niezrozumiałym
- ja wychodzę kochana

 

jazz i ciężkie alkohole
- ja wychodzę kochana
ja to pierdole

 

 

na horyzoncie

 

zza linii horyzontu wyrastają armatnie lufy.
słychać dźwięk żelaza. dookoła mgła i piach,
choć kwiaty kolorowe z ziemi nieśmiało ku Słońcu
wyrastają. nikt z nas nie czuje się bezpieczny.
zakrywam rękoma uszy, zamykam usta.
odwracam wzrok. nasze nogi wrastają
w zmurszałe deski. czuć smród rozkładu
pirackich okrętów, którym powyrywano
żagle, tak jak kiedyś nam skrzydła.

 

 

Pin It