Kalina Izabela Zioła - wiersze

Kalina Izabela Zioła

 

PORTRET

        Jackowi Strzeleckiemu

 

spójrz na mnie w zachwyceniu

jak patrzyli starożytni herosi

na zwiewne cienie boginek

 

niech węzły mięśni

jak węże oplotą moje ciało

chcę poznać granitową twardość torsu

usłyszeć głośne bicie serca

zanurzyć się w twych ramionach

 

owiń mnie

wszystkimi kolorami tęczy

włosy pomaluj blaskiem księżyca

 

potem odejdź

 

a ja zostanę na zawsze

zamknięta w złoconych ramach

 

nieśmiertelna

 

 

BYWA TAKA CISZA

 

gdy zapada

świetlista cisza

zegary zatrzymują się

przestają odmierzać

sekundy i oddechy

 

oczy ciemnieją od grzechu

w rozsypanych

na poduszce włosach

zasypia wiatr

 

gdy zapada

świetlista cisza

znów do ciebie wracam

 

 

POCAŁUNEK

 

czasami wraca do mnie

smak tamtego pocałunku

 

za oknami płynęły

światła obcych miast

i ciemne pejzaże wiosek

 

cichy pomruk silnika

usypiał wszystko

 

twoje wargi

przekomarzały się z moimi

delikatnie próbowały dotykały

umykały

 

pod powiekami miałam wtedy

miliony spadających gwiazd

albo wszystkie polarne zorze

 

w ciepłym półmroku

tuliłeś moje dłonie

z czułością bez obietnic

i bez kłamstw

 

dziś nie pamiętam

koloru twoich oczu

szorstkości policzka

ani ciepła oddechu na szyi

 

lecz czasem czuję

smak tamtego pocałunku

 

 

NA CIEMNYM STRYCHU

 

na ciemnym strychu

obrazy usypiają pokryte kurzem

złocenia ram połyskują

odbitym światłem świec

 

blade twarze z portretów

mają martwe oczy

i zaciśnięte wąskie usta

 

czy moja twarz

odbita w lustrze czasu

będzie wyglądać

tak samo?

 

 

* * *

 

biegnie długą ulicą

potrącając bezpańskie psy

nie dotykając

kruchych murów przeznaczenia

 

lekkimi krokami nie budzi echa

 

otwarte usta nie wydają

żadnego dźwięku

zaciśnięte palce są puste

 

splątanymi włosami

zmiata resztki słów

ze zniszczonych chodników

 

zataczają się nad nią

pochylone ciemne latarnie

 

biegnie coraz szybciej

coraz bliżej krawędzi

 

nagle stopy trafiają w pustkę

a potem już tylko krótki lot

ku gwiazdom zatopionym w jeziorze

delikatna pieszczota fal

i chłód

 

i cisza

 

i nic

 

 

NIC NIE MÓW

 

tak pięknie umiał

milczeć o miłości

 

łowił trzepot jej rzęs

delikatnie dotykał dłoni

z rozsypanych na poduszce włosów

scałowywał księżycowy blask

 

gdy zaczął mówić

wszystko się zmieniło

 

nie umiała odnaleźć w jego oczach

tamtego światła

nie rozumiała słów

 

wtedy odeszła

 

długo stał

wpatrzony w ślady stóp

na zgniecionej trawie

 

znów milczał

ale nikt już tego nie słuchał

 

 

FOTOGRAFIE

            Kazimierzowi Rafalikowi

 

zmysłowy uśmiech kobiety

figlarny błysk w oczach dziecka

liść prześwietlony słońcem

rozkwitający kwiat

tęcza odbita w kałuży

czarne pióro gawrona

perłowa jasność skóry

i wiatr

unoszący letnią sukienkę dziewczyny

 

na jego fotografiach

czas zatrzymał się nagle

nawet ten stary zegar

o złoconych wskazówkach

przestał odmierzać godziny

 

zamknięte w ramach

światło i cień

zawirowały przez chwilę

a potem zastygły na ścianach

 

już pora

otworzyć wernisaż

 

 

JAK ZŁY SEN

 

zamknięty w kolorowym pudełku

ciasno oklejonym taśmą

miłości i nienawiści

wstrętu i pożądania

kolejny raz budujesz

swój prywatny raj

 

zamiast szampana

ukradkiem wypijasz jasne piwo

pospiesznie chowasz w kieszeni

mój odległy szept

 

ostry szpon krzyku

boleśnie kaleczy twój mózg

uszy rozrywa łomot

kolejnej komputerowej gry

 

przez kuchenny lufcik

daremnie próbujesz zaczerpnąć

odrobinę poezji

 

 

W PUSTCE

 

nikt nie słyszy mojego wołania

stoję sama pośrodku wszechświata

 

obok unoszą się przeszłość i przyszłość

splatają się nierozerwalnie

i nie ma między nimi

miejsca na teraźniejszość

 

przepływam rzeki  minionych lat

zanurzam się w oceanie nadchodzących chwil

wciąż szukam spokojnego jeziora

w którym ukryty dzisiejszy dzień

 

zamykam oczy

odwracam wzrok od bólu i rozpaczy

w ręce ściskam jak talizman

czarny odłamek obsydianu

 

krzyki dawno umarłych

zagłuszają muzykę planet

zwielokrotnione powracają

i spadają jak deszcz na ziemię

 

nikt nie słyszy mojego wołania

 

 

ZAPAMIĘTAJ MNIE

 

zapamiętaj mnie

zanim się stanę

odległym błękitnym światłem

zanim się rozpłynę

 

wynotuj kilka słów

z tych wielu ważnych wierszy

które ci wysłałam

a które dzisiaj

nie mają już znaczenia

 

zachowaj zapach włosów

zaplątanych w twoje niecierpliwe palce

kiedy poduszka

oddychała jeszcze nocą

 

zapamiętaj mnie

 

 

Kalina Izabela Zioła

Pin It