Bohdan Wrocławski - jeden wiersz (Chłopak)

 

wroclawski fot walter

 

 

Oczywiście natychmiast odgadłem
w tym obrazie wszystkie szczegóły
Chłopak jadący na rowerze bez trzymanki
jego ręce będące lotem jastrzębia

wniesione do góry pełne niespokojnego oglądania przestrzeni
która otwiera się i zamyka wraz z głębokością oddechu

Odgadłem i spotkałem na jednej z tych dróg nierównowagi
z wiedzą że nadal trwa literacka projekcja
obrazów
słów o mocno rozrzedzonej konsystencji

Znaków drogowych wiodących nas coraz częściej na manowce

Krwi która przetacza się
wzdłuż tych samych żwirowych ścieżek lub polnych dróg
mojego dzieciństwa

Dalej wąski rów wypełniony wodą
ten sam chłopak jadący na oklep na koniu
z krótkim wędzidłem trzymanym w prawej dłoni
Świszcząco-chropawy oddech końskich chrap
głośny krzyk dziecka spinający konia do skoku przez rów

Nieśmiertelność tych obrazów
jest integralną częścią mojej pamięci

tak jak w bliskości oddechu są ciemne wnętrza bibliotek
z bezboleśnie otwartymi oknami za którymi
zakwitało jesienne milczenie i zaduma postrzępionych chmur

Ich lotność przemijanie oddzielanie krajobrazów
nadal istnieje przypisane do wiecznych niepokoi

W tej projekcji przypadkowa dziewczyna
z opadającymi mokrymi włosami w śmiechu zbiegała
na brzeg jeziora a potem suszyła je na słonecznym pokładzie łodzi

Ktoś to zapisał z benedyktyńską starannością
literka obok literki słowa zdumione swoją beztroską
w szeregu zdziwień i zazdrosnej wszechobecności

Dzień nagle skończył się

słońce wstrzymało oddech

na brzegu morza lądowały łodzie pełne ludzi

których wyobraźnia zatrzymała się

w nieznanych Europie okolicach wszechświata

ich radości smutki nadzieje zupełnie obce pejzażowi

nie mogące odnaleźć siebie w innej rzeczywistości

płoną nadal wzdłuż ulic pełnych dobrotliwej cierpliwości

tworząc analogie i przywołując pogubione na innym kontynencie wydarzenia

Tymczasem chłopak jadący na rowerze
opuścił gwałtownie dłonie
zaświergotały stada skrzypiec zajęczał saksofon
zamilkły ostatnie szepty na sali koncertowej
półnuty ćwiartki szesnastki wymknęły się spod opuszków
twardych palców i przyklejone jednym pragnieniem
jednym westchnieniem
niespodziewanie przebiegły przestrzeń lat

lądując na łodzi wypełnionej nadzieją i beztroską miłości

Milczę

wsłuchany w oddech istniejący na wiecznej pięciolinii
odgaduję jego chropawą powierzchnię

ja chłopak z rozpędzonego roweru
ciągle jadący bez trzymanki

Pin It