Bohdan Wrocławski - jeden wiersz (Mój stary dom)

 

wroclawski fot walter

 

 

Wczoraj a być może znacznie wcześniej

byłem obok domu z młodości

goniła mnie zawodowa nieroztropność jakieś wiersze pogubione

w zaułkach uliczek rozłożonych wzdłuż Tybru

 

kiedyś na nadbrzeżnej ławeczce

przysnął znużony Gustaw Herling – Grudziński

śniły mu się rzeczy o których nigdy nie chciał mi powiedzieć

 

to nic nadzwyczajnego

takie sny zawsze wiodą nas

do rzeczy niesprawdzalnych dotykiem ani oddechem

umierają szybciej niż biegnące wzdłuż nas promienie światła

 

z każdego akapitu literka po literce słowo po słowie

zawsze starałem się wydrapać

wszystko to co tkwiło wewnątrz kokonu

 

z daleka słyszę śpiewającą Ellę Fitzgerald

przesiewa ją wiatr i estradowa nonszalancja na którą mogą sobie pozwolić

ci którzy widzieli jednocześnie zachód słońca i jego wschód

 

tak jak malarz kładący farby na płótnie nerw obok nerwu puls obok pulsu

aż nagle to wszystko wyniesie nas na szczyty perwersji artystycznej

 

tak nabrzmiewamy w mrocznych krużgankach starych kościołów

kiedy prosimy naszego anioła stróża o wiarę w nas niepokornych

wiecznie błądzących wzdłuż każdego wersu

 

i kiedy dziękujemy że podpowiada nam słowo do słowa zwrotkę do zwrotki

w ustawicznej ekstazie i radości zaistnienia

 

zasypiam ale wiem dobrze wiem

 

w najodleglejszych meandrach rzecznych zimnej powierzchni wnętrza

nie ma już Rzymu

 

umarł

 

rozrywając naszą samotność na strzępy

każąc jej fragmentom podróżować wzdłuż i wszerz ciała

 

nadal nad Tybrem Mozą Sekwaną i Sprewą

płoną ogniska dym zatyka pejzaż aż po horyzont

 

barbarzyńcy pochylają się w stronę światła

widzisz plecy napięte niczym cięciwy łuków

obserwujesz  kiedy z bocznej uliczki wychodzi tłum

 

skanduje hasła

 

ten krajobraz obojętnieje we mnie jego zaklęcia są spóźnione

chowają się pod korą starych sosen

czasami dotknie je promień księżyca

 

Ella Fitzgerald kończy śpiewać

Muszę obudzić się przejść wzdłuż balkonu, wybrać starą płytę

i w jej zmatowiałej czerni odszukać to

 

co dla mnie dziś jest najistotniejsze

 

Siadam oczekuję kiedy powróci motyw

będący wiecznym tułaczem ćwierć nuty

przebiegający wewnątrz partytury

z twarzą obojętną

zwróconą w stronę sztormującego morza

 

znam go

pamiętam

nazywa się bezdomność fal zapach obojętniejącego ciała

 

wreszcie niechęć

 

tymczasem powrócił zmierzch

swoją bezbarwnością otoczył zniszczony komin

starej cegielni

ominął zamknięte okiennice

 

zapach dawno niewietrzonych pokoi

 

usiadł w tym  miejscu  z którego natrętna pamięć

wprowadziła  fragment  biblioteczki

pełnej wiecznego kurzu

turpistycznych wersów Staszka Grochowiaka

z zębami wyszczerzonymi w najodleglejszą przestrzeń wszechświata

 

dłońmi wyciągniętymi tak daleko

że  gubią się w nich wszystkie kolory bizantyjskich ikon

złoceń  pełnych celebry chorałów

 

opisujących  najradośniejszą  rzeczywistość

 

rozumiem

 

to moja wieczna fatamorgana obracająca się wokół księżyca

i gwiazd z rozciągniętymi skrzydłami

ponad wszelkie rzeczywistości

 

tysiące znaków interpunkcyjnych

poruszających się ciężko po pustynnych piaskach

 

spierzchnięte wargi poganiaczy wielbłądów

burnusy z załamującymi się

w promieniach słońca znakami zapytania

 

nagle dotykają najjaśniejszych miejsc w Europie

 

budzi mnie chłód wiatru podróżującego wzdłuż Tybru

przynoszący mgłę opadającą na moją  ławeczkę

 

być może to ten sam wiatr który obudził Gustawa

kazał mu wracać do słonecznego Neapolu

 

Wkrótce nie będzie nikogo kogo mógłbym zagadnąć

 

przywitać

 

zadać mu jedno z tych pytań jakie zazwyczaj zadają sobie podróżni

i ludzie zupełnie obojętni wobec siebie

 

zrozumiałem

jest to czas straconych przedmiotów

 

echa

które zagubione wśród swoich snów

pozbawione drogowskazów

 

odbijane od horyzontu setkami znaków zapytania

 

nigdy nie powraca do otwartych okien umierającego Rzymu

 

 

Pin It