Jan Stanisław Smalewski - Wiersze nagrobne

 

smalewski2

 

 

Historia prawdziwa

 

To było dawno, lecz nie poza prawdą.

Chociaż potwierdzić już tego się nie da.

W naszym domu straszyło. Nie, to nie bieda,

jej wymiar był inny. Kto żył na wsi, zna go.

 

Nieraz po północy ktoś chodził po strychu,

słychać było kroki w pokoju nad nami.

Coś czyniło hałas, schodziło schodami,

otwierało drzwi w sieni, wychodziło na dwór.

 

Duchu starego Niemca, duchu niespokojny,

za co musisz po nocach straszyć w polskim domu?

Dlaczego nie odszedłeś tam, gdzie twoi bracia?

Komu robisz na złość i dokuczasz komu?

 

Dziadek Józef podkręcił sumiastego wąsa,

długo myślał, aż orzekł: To stary Pieczonka.

Gdy jego rodzina czekała na podwody z PUR-u,

Wrócił się po coś. A potem na strychu odcięty z postronka

 

długo leżał pomiędzy pękami zasuszonej mięty.

Ksiądz go nie chciał pochować na święconej ziemi.

Polski ksiądz, na niemieckim cmentarzu.

Błąka się. Widocznie do czyśćca nie został przyjęty.

 

Co teraz zrobić? Ano, grób mu poświęcić.

A strych na zimę wynająć wędrownym Cyganom.

Tak też uczyniono, matka na mszę dała. Cyganie

kilka zim spędzili w mym rodzinnym domu.

 

Zaduszki, Ślizów 2015

 

 

Poemat cmentarny

 

1

Zapisuję ślizowski cmentarz

- pagórek z wiejskim kościółkiem

na wieży którego krzyż przechylił się

jakby jedno jego ramię było za ciężkie

 

Niekiedy wydawało mi się że krzyż

przechylił się w stronę placu za plebanią

gdzie znajdował się inny – protestancki cmentarz

zamieniony po wojnie przez Polaków

na teren gminny

i przystanek autobusowy

 

Cmentarz to pępek wiejskiego świata

supłający śmierć i na przekór innym pępkom

zawiązujący życie – tu na ziemi

 

To miejsce czasowe – Nie mylić z ponad czasem

jak inne miejsca – na przykład ogród młodości

Nawet kiedy wydaje się że naprawdę można tam odpocząć

Nawet wtedy gdy wszyscy żywi zapewniają

iż to ogród stały

 

2

Jest ukryty w zarośli sznurowadeł gęstych

pomiędzy wąziutkim strumieniem pogardy

a pagórkiem pogard ugłaskanych w pagór

wepchnięty pomiędzy świerki i sędziwe sosny

 

Jest w lesie na Szklarce za polem niczyim

cmentarzyk – okólnik ogrodzony żerdzią

ale żerdź spróchniała zrdzewiał gwóźdź w nią zabity

i ugłaskana na grobach pogarda

 

Nikt z tutejszych nie wie kto tam pochowany

Nie wiadomo kto wody nabrał w obolałe usta

a kto z pamięci zbrodnię chciał wyplewić

wiedzą tylko świerki i wiekowe sosny

 

Z dzieciństwa pamiętam ruiny wartowni zburzonej

przez zwycięzców – Czy to oni wykopali groby?

Jeńcy bohaterowie tchórze czy też zdrajcy…

Kogo pochowano w ukryciu przed Bogiem?

 

3

Kamień? Cóż oznacza bezmózgowy głaz

Głowy Czasu?

Nawet gdyby wyryte na nim daty narodzin i śmierci

pokryto najszlachetniejszym z kruszców.

Nawet gdyby prawda nagrobnego epitafium

była bardziej przejmująca niż życie zmarłego,

przyniosą młot, dłuta, obłupią ślady

na oszlifowanej ścianie kamienia. Zakwitnie

nowa data narodzin i śmierci.

 

4

Zaprawdę powiadam wam – żaden anioł

nie wiąże się na dłużej z cmentarną ziemią

żaden potępieniec nie zamierza latami

znosić tortur kamienia ani rosnących tam chaszczy

Żaden szatan nie wytrzyma w pokrzywach

ani w samosiejkach wilczełyka

Zaprawdę powiadam wam – żaden kamień

 

5

Są jeszcze na Ziemi stare cmentarze

i są ludzie wiary – pamięć nie umiera.

Można ją zatrzeć, ukryć gdzieś w zanadrzu,

ale jej nie można zmusić do milczenia.

 

Są czyny godne i mniej ważne sprawy,

aby je w pamięci oprawić obrazy.

I są arcydzieła – perły samorodne:

wiary, nadziei i nieprzemijającej prawdy.

 

To, co człowiek stworzył, ma prawo zginąć.

Co sam postanowił, sam odwołać może.

Pohańbione niech będą i ręce i ich czyny,

które się targają na struktury boskie.

 

6

Zapisuję ślizowski cmentarz – pogardę

przeniesioną z pokonanych na zmarłych.

Ci, co odeszli z żywymi, nie wrócą do wioski.

Niemcy podzielono, ukamienowano im granice.

 

W Ślizowie ukamienowano cmentarz

- nie wrócą umarli. Byli tu przez chwilę

- na dodatkowy, krótki czas pamięci.

 

Tak oto zamyka się krąg czasowości: życia i śmierci.

I miejsc supłających je w jeden węzeł tu na ziemi.

Z prochu w proch. Teraz to już tylko lekcja wyobraźni.

 

 

Pochówek na poniemieckim cmentarzu

 

1

Grabula grabarzu przy grobie pod grabem

- na starym cmentarzu w Ślizowie

 

Gardziel grobu głucha

protestancka płyta nagrobna w gruzach

ludzkie kości niczyje – jak pamięć

 

To nie zmartwychwstanie to nowy pochówek

 

Buch więc łopatą w wypróchniały czerep

aż wypadną złote zęby

Buch też za to że bez kosztowności

 

A grabarz też człowiek i spocznie tu kiedyś

 

2

Jak niewiele trzeba by grób nowy otworzyć

- z grabu trzon w kilofie i trzonek do szpadla

grabie oprawione w mocny kij grabowy

dwie grabowe deski pod grabową trumnę

 

I spokój grabowy

 

3

Grabula grabarzowi przy grobie pod grabem

za to że ci miejsce pod nim znalazł

że wreszcie spokojnie pomyślisz o sobie

i nie wszystek szczeźniesz

 

soki z twego ciała grab wyciągnie na wierzch

 

4

Z czyjego grobu przyjdzie mi zmartwychwstać?

 

 

Ogród koncentracji wzruszeń

 

Oto i miejsce koncentracji wzruszeń

- mówię o ogrodzie

Ten ogród w wywiadzie ma zapis cmentarny

 

Tam anioły niczym ćmy niebieskie

nad zniczami krążą

a czarci uśmiech kryje się w poświacie

Boska zaduma krukiem nocy chłodzi

 

Oto i miejsce naszych ludzkich wzruszeń

 

Wzrusza się zatem przeciętny śmiertelnik

marząc o łąkach nigdy nie koszonych

Ogród miłości gdy pierwszy przymrozek

przypali liście i karze im płonąć

 

Zaduszki, Ślizów 2016

 

 

Powtórka z pamięci

 

Wciąż chodzi tam jeszcze

pomiędzy duchami rolniczego sprzętu

Zakłada gumiaki i idzie przez błoto

rozchlapując wodę ciężkie stawia kroki

 

Pewnie mu nie lekko – nie narzekał nigdy

Chyba tylko na kości – że łamie reumatyzm

 

Wciąż chodzi tam jeszcze

Zagląda do opuszczonej obory Przed świtem

wodę ciągnie z cembrowanej studni

ale dokąd niesie tego chłodu wiadro?

 

Jak długo zagląda w głębię swego życia

by zapaść się w pustkę cmentarnej mogiły?

 

 

Rodzicom

 

Byli realnie – podążali brzegiem

z ufnością spoglądali w słońce

Nieśli swoje dni - miłość była z nimi

 

Zbudowali dom posadzili drzewa

Spłodzili i wychowali dzieci

Wiedzieli co to znaczy obowiązek

 

Pozostawili swoje ślady

na wielu polach wielu znaczeń

Odeszli brzegiem w drugą stronę

gdy wieczór zapadł – ufni tacy

 

Tacy przejrzyści nierealni

jakby ich wczoraj tu nie było

Jakby to tylko księżyc zaszedł

 

 

Miło było przejść się aleją świata

 

Jesteś tam? Czy na pewno jesteś, czy tylko

to że cię doświadczyłem, ułudą było?

A może jak życie jedną zwykłą chwilą?

– Urodziłem się… umarłem, było miło.

 

Miło było przejść się aleją świata,

posiedzieć pod gruszą na polnym kamieniu,

objąć kibić brzozy i przywołując zapach

pomarzyć o Ewie. O miłości, cierpieniu…

 

Miło było przeminąć. Lotem spokojnym

usiąść na krawędzi czasu, między wojny

wciśniętego. Czasu krwawiącego prawie.

Miło było wbić się w wiatru pamięć.

 

I cóż chcieć więcej? Czy można było trafić lepiej?

Nie ma mnie. Nie ma nas, nie będzie, nie było…

A ty? Byłaś tam? Gdzie jesteś moja miłości?

A może to tylko modrzew śnił, że cierpię?

 

 

Pin It