Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

 

 

 

 

Taki czas

 

Nie wiem czy stać mnie na "pogodną jesień",

nie wiem czy stać mnie na cokolwiek jeszcze.

Pieśni pochmurnej wiatr mi nuty niesie

i wciąż dostrzegam kurczącą się przestrzeń.

 

Nie sądzę, aby coś miało się zdarzyć;

kwiat się rozwija, trwa i w końcu więdnie.

Niejeden może dostrzec w mojej twarzy

coraz liczniejsze ślady świeżych pęknięć.

 

Czegoś się boję i sam nie wiem czego.

Z kątów wyłażą liczne urojenia;

snują się liczby: to pesel, to regon,

hasła i kody których nie chcę zmieniać.

 

Wciąż za mną łazi garść wstydliwych wspomnień,

mimo rozgrzeszeń i wewnętrznych przemian

i coraz bardziej uśmiecha się do mnie,

wiosenna, chłodna i wilgotna ziemia.

 

 

Odzyskać utracone

 

*

 

Bo trzeba na początek własny poznać ogień,

przećwiczyć przechodzenie przez skorupę lodu,

w takiej znaleźć się ciszy bolesnej acz błogiej,

z której wślizgnąć się można do rajskich ogrodów.

 

Samemu przejść przez siebie, wolno, krok za krokiem,

przecisnąć przez szczeliny połamanych żeber

i ból w sobie rozpoznać, i oswoić trwogę;

gdzieś w nas jest, do cholery, zagubiony eden..

 

Lecz co, jeśli go niema? Jest tylko wymysłem 

rozbudzonej tęsknoty, wymarzonych pragnień,

zaczynem pod rodzące się zdarzenia przyszłe,

lub tylko drobnym żartem w diabelskiej zabawie?

 

Jest szansa, że odnajdziesz, skoro się zaweźmiesz.

On istnieje, lecz może szukasz zbyt pobieżnie.

 

**

 

On istnieje, lecz może szukasz zbyt pobieżnie,

a trzeba się nauczyć i patrzeć i słuchać,

posklejać ciągi zdarzeń objawione we śnie

i dostrzec uśmiech szczery od ucha do ucha.

 

Zmęczyć się, lecz odpocząć, dźwignąć ciężar myśli

i sensy zatracone odnaleźć w szelestach,

w zaułkach strach oswoić, który miał się wyśnić,

wyjść na dziką polanę, gdy deszcz padać przestał.

 

A może nam się trzeba w pustce zawieruszyć,

znaleźć rzeki początek trafiając do źródła,

lub tylko podlać ogród w czasie większej suszy

i przeglądać wspomnienia mieszkające w pudłach.

 

Może wszystko jest bliżej, więc kiedy przystajesz,

Pomyśl, bo może mijasz coś, co jest tym rajem.

 

***

 

Pomyśl, bo może mijasz coś, co jest tym rajem;

w zaułku, zza którego otwiera się przestrzeń,

za tym murem, gdzie chłopak reklamy rozdaje

lub tą furtką przez ciebie nie otwartą jeszcze.

 

A jakby spojrzeć bliżej, w najdrobniejszych gestach,

tych co zawsze są obok, ot zwykli, codzienni,

z którymi zasiadamy na tych samych krzesłach

i wspólnie wypijamy zdrowie bezimiennych.

 

Bo może całą sztuką jest tylko szukanie,

Przekraczanie granicy i ciała, i ducha.

Słyszysz? Bębny już głoszą swój wojenny taniec,

A świty pełne pieśni, których możesz słuchać.

 

Wiele jest niewiadomych, wciąż nam się coś zdaje.

Błądzimy po omacku. Czy raj, wciąż jest rajem?

 

Miejsce

 

W moim domu nie żyją anioły,

elfy także wyniosły się dawno,

brak jest kobiet, ubranych czy gołych,

chłopców też brak (ot, taka przypadłość).

 

Nawet słońce, gdy zgłupieć chce z rana,

wyszczerzając promienie do ściany,

lekko blednie, gdy ściana zawiana

i rząd cały kieliszków pijanych.

 

Mnie jest dobrze. Od okna do okna

krążę czasem jak kot na uwięzi;

może chętnie bym nawet gdzieś pognał

lecz coś we mnie opiera się, rzęzi.

 

Tak naprawdę, to lubię to miejsce

blade ściany, kieliszki na stole,

(taka gawra, po życiowej klęsce)

i te zmierzchy odziane we fiolet.

 

Coś straciłem, coś zyskam zapewne

Coś zrozumiem, czegoś nie usłyszę;

Bez aniołów, bez elfów – samotnie,

Pusta ściana, stół pusty, kieliszek

 

Moja prywatna jesień

 

Mój listopad oswoił się ze mną.

Bywa, czasem chce nawet pogwarzyć;

nie jest ważne, że plucha, że ciemno

i radosnych zbyt mało jest zdarzeń.

 

Więc czasami choć słowem go karcę,

on oplata chłodem moje kości:

- jestem stary i ty jesteś starcem,

„bierz na klatę”, nie warto się złościć.

 

Bo i czemuż, gdy wszystko spokojnie

swoim torem podąża do końca:

już wiadomo, nie sypnie nikt hojniej,

lecz i w ból, nikt nie będzie się wtrącał.

 

Więc tak sobie z moim listopadem

Odmierzamy opadłe już liście,

Co ładniejsze na stół równo kładę

I jest jaśniej i jakby złociściej.

 

Jeszcze tylko zakończenia brak

 

Warto wstecz się oglądać?  Mówią – niekoniecznie;

Wszystko co się zdarzyło jest chichotem losu,

Zabawą w zbawczą jasność, potyczkami z cieniem,

Grą, której zakończenia przewidzieć nie sposób.

 

Pozostają wspomnienia jak cząstki z różańca

Chwalebne lub bolesne lecz czasem radosne,

Owinięte dziesiątkiem paciorków na palcach

Pachnących jak konwalie, choć bywa – jak czosnek.

 

Wszystko czas swój już miało, więc kończy się księga

O tytule nijakim: „mało znany człowiek”,

W której brakło erraty, nie można nic zełgać,

Co najwyżej  ktoś może dopisać posłowie.

 

Nikomu się nie przyda, zagubi w szpargałach;

O recenzji nie wspomnę, będzie: siadaj – pała!

 

nihil obstat

 

byleby tylko być o krok

o jeden krok przed samym sobą

zobaczyć puste półki dnia

które się szczerzą groteskowo

nie wiedząc przecież jeszcze nic

jaki dziś towar na nich złożą

czy się ochłodzą cieniem bzów

czy musi starczyć im miłorząb

 

byleby tylko być o krok

przed własnym zdążyć przeznaczeniem

rozpoznać pustych ulic tłok

gwar mijających spiesznie cieni

które wciąż krążąc blisko nas

wierzą w moc swoją i swój zasięg

w to że załatwią  kilka spraw

niezałatwionych  w innym czasie

 

byleby tylko być o krok

przed czyjąś wzgardą czy obmową

rozróżnić powierzchowny blichtr

w fasadowości jej znikomość

i taki w sobie znaleźć sens

by otwierając choćby  okno

dostrzec że przecież kwitnie bez

i tłum pokochać i samotność

 

 

 

 

Pin It