LILIANNE GIRAUDON

W przekładach Krystyny Rodowskiej

 

Bruno Schulz
Bruno Schulz

 

 

Z cyklu Jours ouvrables( fragment)

 

III

być może  zwątpienie w rzeczywistość kiedy ciało

przemierza ją jak pokój

jak otchłań.

 

                    jedno jedyne zdanie aż do śmierci: rodzaj szmeru,

 bez końca ale krótkiego ( życie jest takie krótkie) i to ulubione

danie poezjo-proza dzień w dzień taka zupa z torebki która

 czasem zastyga w zimną galaretę.

 

                   zmęczenie  więc znów papieros , wszyscy po transfuzji

( mówię do moich współczesnych, jestem  z nimi},

 

                  w samo południe w barze, stłumiony odgłos butelek

które on wkłada do skrzyni. dziewczyna siedzi i coś mówi o

 tablicy rozdzielczej a do niego.” wynoś się” i już mocno owłosione

 ramię młodego Ormianina wznosi się  dźwiękiem crescendo w

 tandetnym baraku. warianty odgłosów. złamane ramię, zaparowane

lustro . szyby.

 

                  znowu słońce. w miejscu które nazywa się

 „ dołek podkolanowy”., tam się zasadzili a przecież to już noc

  i słowo znaczy także i w tych samych ustach akt seksualny.

. samochód .ukradziony. scyzoryk w zamku, kopniaki w kierownicę.

( Dżellul opowie mi potem że wydawało mu się że to sen, że  za

 chwilę matka powie już czas, postawi kawę z mlekiem na stoliczku

 przy ścianie. później, dużo później powie, że dwóch innych zmarło,

 że w plastykowej torbie są jeszcze jakieś rzeczy, nie tylko jego

  ramię.).

 

                         a przecież chodziło tylko o przejażdżkę.

 

 

  Z cyklu Melanges adultères  de tout (I)

 ( fragmenty)

 

 

Czy istnieją kwiaty nieszpułki? Pamiętam tylko jej owoce

i  zaskakującą urodę pestek. Błyszczące, podobne do ujścia

cewki moczowej. W słońcu błyszczą bardziej niż mokre

 prześcieradła lub surowe mięso. Bardziej. Mniej.

 

Także i tutaj, wszystko z sobą wymieszane. Góra z dołem.

Tylko w pornografii nie znajdziesz melanżu. Same przybli-

żenia. Co do rzeczywistości, odnajdziemy ją na planie ogól-

nym.

 

Marzenia senne, które zresztą powinny sygnalizować pewne

rzeczy.Tak jak dzisiaj rano – karty. Albo list. Wszystko ciem-

nieje, gdy usiłujemy to zapisać. Ona i jej brat. Podróżują z

walizami  i pakunkami. W skórzanym kuferku, każde taszczy

swojego zmarłego. Ten jej ( o płci określonej, to kobieta), jest

jeszcze świeży i ciężki. Zmarły, którego dźwiga, sprawia naj-

więcej  kłopotu. Jakiś mężczyzna przechodzi, podoba się jej

od  pierwszego wejrzenia. Wraca. Zaprasza ją na drinka. Ona

 kładzie na parkiecie ciało niedawno zmarłego i podąża za

 nieznajomym.

Jest także mowa o rybie, którą trzeba upiec.

 

 

  Z cyklu  Quel jour sommes-nous?

 

 Nie warto zajmować  się byle czym

 Nie warto nie zajmować się niczym

Ale między zajmować się i nie zajmować

Lepiej już zajmować się tym czym nie warto

 Joan Cabral de Melo Neto

 

  zajmować się byle czym

                         nie warto

                         kwiaty

 i są to tulipany

 

 w głębi korytarza

                       czekasz

 aż cię zabiorą

 właśnie w tym dniu

                       zapadnie noc

 

               

 gwałtowne i wiotkie

 jeszcze nigdy nie były

           tak piękne

 

          ich cień odbija się miękko

         w lustrze

 

 

 patrzę na nie

                 obok mnie stoi kawa

                 on się zaciąga powoli

                 tuż przy papierosie

 

                zgaszonym

 ogólny bałagan

               niejasność wypowiedzi

 

 

  jaki dzisiaj dzień

 

 

o tej porze nowy

        rajd  w niewyrażalne

                        Cześć  Eliot!

        i ty Cabral

 de Melo Neto niejasność wypowiedzi

       jak na pierwszym zakręcie

 drugiego piętra

       mężczyzna cały żółty

 od pyłu ze szlifierki

       zmieszany    

                      z powietrzem wieczoru

                        tulipany

 ściąłeś je

                      bardzo krótko        wieczór

                      zaraz zapadnie

cóż jeszcze zapada

                     tak regularnie

  jak wieczór

 

                            

                                    oto

 częściowy dokument

                                  pewnego rodzaju aktywności

która pochłania

                     większość mojego czasu

                     i moje życie tak

 jak wasze           

 zapada           

 regularnie

 

 

krem ścierający do twarzy

                          po kąpieli

                          nie zapomnieć

           o martwym naskórku

 potem zjeść

2 małe ogórki

 parę truskawek

 

 

                               Wszystkie szczegóły wielkości naturalnej.

 Wiersz to nie strażnik, ale śmietnik i przenośny ołtarz cierpienia.

 Pisać w powszednich dekoracjach nocy, ale z odwrotnej strony,

jakby z profilu.. Jaki dzisiaj dzień? Jaka pogoda? Nie tyle chodzi

 o kwalifikację chwili, co  szczegółu. O upodobnienie zapisu do

 peryferyjnej arterii. Jaki dzisiaj dzień? Jaka pogoda? Kiedy nie

 zdarza nam się nic olśniewającego ( być w czarnej dłoni).

 

 

  Z cyklu Melanges adultères de tout

 ( II)

 ( fragmenty)

 

W notatce z r. 1886 ( równo sto lat temu), Nietsche pisał: „ Być – nie można tego przedstawić inaczej, jak poprzez „żyć” – ale jak coś martwego może „ być”?W odpowiedzi bębnienie deszczu, monotonne, obłędne. Wychyliwszy kieliszek sake, , rozkładam przed sobą serię „ wierszy nieczytelnych”, które wyjmuję z metalowego pudełka. Ponieważ chodzi o autentyczne wyprodukowanie skrawków papieru , wycinam je, drę, sklejam i opisuję ( koncentrując całą uwagę na efekcie nieczytelności) na serii białych kwadratów; myślę, że całość będzie miała tytuł „ Technika skrawków”, według dawnej formuły, dotyczącej palonych na stosie.

Tego wieczoru ( na dworze wciąż pada, nagi, nieruchomy figowiec za barakiem z rozwalonego kamienia), starannie drę na drobne kawałki jakiś urzędowy tekst, dawny protokół  z dokonanego wykroczenia ( kiedy to  sprawców , już od samego początku przeprowadzonego wywiadu, nie dało się zidentyfikować). Piszę bardzo szybko, na okrętkę, jest to improwizacja totalna (...)

 

 Alternatywa jest prawem. Tak  to ujmował stary Fiut ( czyli Mallarmé, zawsze on): „ Przechadza się, czytając w księdze samego siebie”. Porządek przedmiotów. Pisać w czasie rzeczywistym, według ustalonego planu, Produkować wiersze przenośne.  Przenośne i publiczne. Wiersze nieczytelne. Dzisiaj rano, o 7.12, na autostradzie Połnocnej, mijając „ Króla Skór”( Géant Casino Plan de Campagne), słuchałam audycji o wielkich pożarach i przeszczepach skóry: „ Skóra z trupa jest lepsza od skóry świni Usiłując zanotować to zdanie, o mały włos nie wylądowałam na barierce ochronnej.

 

Mam na sobie nieprzemakalną bluzę mojego syna, termostat nastawiony na 21 stopni + alkohol, i  wciąż mi zimno. Włączam piecyk kuchenny i sadowię się  przed jego otwartym wnętrzem.

Dwa anemony w szklance z wodą (...)

 

Dlaczego właśnie   łupiny. Te ich kolory. Kolory ognia. Stronic książki. Wokół nich krąży czarny,  nieczytelny ślad.. To właśnie są  wiersze nieczytelne. Gromadzę je od roku w puszce na biszkopty. Sądziłam, że postępując w ten sposób, przestanę wreszcie uprawiać poezję. Żeby uprzątnąć teren z zanieczyszczeń. Żeby głos był tylko dźwiękiem.

 

... Dziękuję ci za list, który otrzymałem i przeczytałem wczoraj wieczorem. Poprzedniego dnia, Kate dzwoniła do mnie, ale nie zastała mnie w domu. Wczoraj rano poszedłem do lekarza, ponieważ bolało mnie prawe ramię. Właśnie wracałem do domu, gdy nagle, przechodząc przez „komunałkę” ( ze śladową obecnością zboża), poczułem, że robi mi się słabo ( od serca). Nie byłem w stanie iść dalej. Usiadłem na ławce, na jakieś  czterdzieści minut, z dwiema torbami plastykowymi, w których było mleko, chleb i okazyjnie kupiony tee-schirt. Od czasu do czasu podchodziła do mnie czarna krowa z łbem otoczonym chmarą much. Patrzyłem na sylwetkę samolotu PANAM, majacząca w oddali za drzewami na płycie lotniska. Widziałem konia pod wiaduktem kolejowym. Obok mnie przeszła jasnowłosa kobieta z małym czarnym pieskiem. Wezwano ambulans, który mnie zabrał do szpitala. Tam dostałem twój list, przekazany mi przez Vala. Zostanę tu przez kilka dni, niektórzy twierdzą, że do poniedziałku. Na ramionach mam pojemniki, wypełnione dziwnymi płynami, a od piersi do małego telewizorka, na którego ekranie mogą przez całą noc obserwować zapis elektroniczny mojego serca, opasują mnie kable elektryczne. Przez okno widzę światło słońca – coś rzadszego, niż prehistoryczny kwiat. To z winy poezji! Trzeba ostrzec dzieci.  Ściskam cię...

 

 

Z cyklu  Quel temps fait-il?

( fragmenty)

 

 

                 „ a zresztą któż wie naprawdę,

                   czym jest poezja?”

                                                     Dadelsen

 

 

 

długi krótki wiersz

 kiedy mężczyźni gadają

 o swoich kutasach

 rozdzielczość faz albo połączenie to

 o muzyce Stewena

 bo z czasem

 nawet ci nowocześni

stają się przestarzali

                      antiqui

 

 

  przychodzą inni

                    to oni są teraz

 nową świadomością tego co nowoczesne

 wszystko toczy się dalej

                    jak objawić to co mentalne

                   owoce i warzywa

 

 

                    powtarzanie tego samego

a jednak to coś innego

 funkcja także zmienna

 już nie opozycja

 do dawnych czasów

 lecz świadomość niezgody

                  z teraźniejszością

 

 

Z cyklu  Melanges adultères de tout (III)

(fragmenty)

 

Być bukinistą , w roku 1549 znaczyło „ pokryć samicę” Podejmuje decyzję powstrzymania się, w ciągu wielu dni, od przeczytania choćby najkrótszej książki, tak jak niektórzy zakazują sobie jakichkolwiek stosunków seksualnych. Konieczność pustki. To w pustce odradza się oddech. I bezprzedmiotowa uwaga, która zatrzymuje się, dla przykładu, na udzie. Albo na brzuchu. Złudzenie ciszy na taśmie dźwiękowej. Rzeka. Projekcje przemieszczają się swobodnie w przestrzeni Praca przebiega bez waszego udziału; trzeba przemyśleć na nowo ideę medytacji, której w tym wypadku nie można oddzielić od przypadkowej, wieczornej kontemplacji, dajmy na to księżyca, wschodzącego  od tyłu, który rzuca światło bardzo białe i gwałtowne, obiega niebo na tle ciemnych  zarysów drzew ( z pewnością  chodzi tutaj o podkreślenie wszelkimi sposobami przestrzennej niezależności poszczególnych planów – płaszczyzn), czy też jeziora i jego krzywizn; afirmacja świata przedmiotowego albo koncepcja pneumatyczna,

 zawsze od tyłu

 kamienie

 woda

 belladonna ( niebieskie kwiatki, które wyprodukują złowrogie czarne pomidorki)

 

 „ Dzięki za twój polaroid: poczułem głód. Głód postrzegania w zwolnionym tempie każdego przedmiotu, każdego owocu ( dopiero po pewnym czasie odkryłem, na przykład, że chodzi o skórę pomarańczy). Tak, niedziałanie jest na  pewno  warunkiem aktywności wewnętrznej. A do tego łatwo się nie dochodzi. W Paryżu, przeskakuję od drobnego dyskomfortu psychicznego do drobnej przyjemności i „ niedziałanie” wydaje się nieosiągalne ( zastanawiam się, czyje to kolano widać na prawo od taboretu. Twoje?) Przebłysk słońca. To zawsze wydarzenie, na północy. A ileż  tu hałasu!

 W Symi, dochodził mnie czasem ( nocą) śmiech pewnej młodej Dunki, z drugiej strony portu. Ten śmiech mącił mój spokój. Ściskam cię.

 Na moim stoliku leży znaleziona tutaj książeczka Maxa Jacoba „ Sztuka poezji”, z roku 1922, otwarta na tym oto zdaniu: ”Poezja   nowoczesna albo odwrotna strona kart”

 

 

Z cyklu  4 poèmes d’ ameublement

 

 

                 rodzaj plamy: ku-luarowej

                 Maryna Cwietajewa

 

 

  niekiedy pył jest kolorem

                        przedmiot widziany

                         z jednej strony nie jest przedmiotem

                         widzianym z drugiej strony

   wersja oryginalna

                         kiedy patrzę

                                                   noc latarnie

                         na górskiej drodze

                        dziwna rzecz

                                                 obrotowy charakter

                                                 tej operacji

                        to jest  ucieczka

                       która zakłada

                                                  powrót

 

 

                           albowiem podróż jest zawsze

                                      tam i z powrotem

                                      w pornografii trzeba

                                      uwzględnić podejście serio mężczyzn

                                      obojętność kobiet

                         ja jednak z uwagą

  wpatruję się na przykład

                        bardzo intensywnie

                                               w serię punktów

                       kiedy zieleń drzew

                                               każe zapomnieć o

                      zielonej składni

 

 

Z cyklu  Durance

( fragmenty)

 

Zrobić coś pozytecznego; na przykład, gdybym mógł zasnąć

Jules Laforgue

 

 

czarne ciastko

 promiennych dni

 potem zasłona

 łazienka

 a z tyłu

 palmy figowiec róża

pnąca się o poranku

 patrzę na nią

 a także na stół

z drugiej strony

 drzwi

 stół

do wymazywania

 

 

codziennie

 parę słów

w masie

 praca  na tempo

 pracować trzeba szybko

 jak się szybko załatwia

brudne sprawy

 bardzo szybko zaledwie

 po przekroczeniu bariery

 snu

 poza czasem

 która określa

 czas

 w głowie: skrzynia

 oszczędnie opakowana

 

 

 dziwny

 ten sposób pokazywania

  zmiennych obrazów

  takich jak znaki

  a b albo x

  albo jakieś inne

 na ziemi

 razem z ptakami

 ta lekka ślina

  tu i ówdzie

 roziskrzona

puste muszle

 wśród kwiatów

 a potem litery

 wymieszane albo i nie

 

 

Z cyklu Poèmes retouchés

 

  bywa że otwarcie oczu to nieprzyzwoitość zamknij więc te drzwi miejsce w przedziale między madurai a pondichery jest już zajęte nigdy nie widziałam tylu robaczków świętojańskich wśród drzew które nie wiem jak się nazywają nawet kwiaty czuć ziemią popiołem ołówek przypomina węgiel pozostałość po ogniu kwadratowy  trzon połowy gniazda pszczół osadzony w kępie jaśminu wszystkie linie razem robią z wiersza kałużę  urynę albo lustro to podpora konstrukcji opisać najpierw salon lub sypialnię w mieszkaniu lustrorynę prosząc by usiadła mu na twarzy zapach wyrka otwarte książki ścięte głowy dłonie

 w  takim razie co począć słowa to gotowce dużo padliny na każdej stronie a niżej pod stołem nasze nogi odnawiają upartą choreografię zadawnionej trwogi jeżeli usunę makijaż ważne dla mnie są oczy niektóre wieczory czytanie na głos w którym trzepocze się wiersz zrobić burdel podpalić lokale rozpieprzyć cały ten szajs te ich gabloty zwłaszcza ich gabloty żeby im pokazać w jakim wymarzonym bałtyku  na jakiej całkiem innej plaży ciało idzie do przodu rozproszone światło czasem wyrzut gęstość ubitej śmietany język wznieca kurz po kawalerii wszystkie ścieżki się plączą trop zatarty mnożą się granice iść dalej nie znaczy iść za kimś za czymś

 

 

                         NOTA

                         

LILIANE GIRAUDON (rocznik 1946) – poetka, prozaik, tłumacz­ka. Mieszka w Marsylii. Założycielka (wraz z Jean-Jacques Vitonem) pi­sma „Banana-Split”, wychodzącego w latach 1980–1990. Jest członkiem zespołu redakcyjnego pisma „Action poétique”, którego początki sięgają roku 1954, prezentującego poezję francuską i obcą, patronującego gło­śnym międzynarodowym festiwalom poezji Biennale Val-de-Marne pod przewodnictwem poety Henri Deluy. Współzałożycielka (wraz z Jacques Vitonem) kwartalnika „If”, wychodzącego od roku 1992.

Pisarka (to może słowo bardziej odpowiednie w tym wypadku niż „poetka”) porusza się z premedytacją na pograniczu gatunków, przecho­dząc od wiersza do prozy (dzienniki, opowiadania, nowele). W efekcie powstają teksty sylwiczne, które sama Giraudon określiła niezwykle trafnie jako „mieszaniny cudzołożne” (mélanges adultères), narracje „homobiograficzne”, fikcje i rysunki. Niektóre jej utwory przybrały postać adaptacjit eatralnych.

Wydała m.in. następujące książki: Têtes ravagées: Une fresque (1979), Je marche ou je m’endors (1982), La Réserve (1984), Divagation des chiens (1988), Parking des filles (1988), Les animaux font toujours l’amour de la même manière (1995), homobiographie (2000). Wśród jej ostatnio wy­danych książek znajdują się: Les talibans n’aiment pas la fiction (2005) iMarquise, vos beaux yeux (2006), na którą złożyły się także teksty zaprzyjaźnionych poetek: Michèle Grangaud, Josée Lapeyrère iAnne Portugal.

Razem z Henri Deluy wydała głośną i kontrowersyjną antologię poezji tworzonej przez kobiety: 29 femmes. Poésie en France depuis 1960 (1994). Wraz z Jacques Vitonem prowadzi warsztaty przekła­dowe „Les Comptoirs” i serię wydawniczą pod tym samym tytułem w wydawnictwie Al. Dante.

Przekładała, wraz z J.J. Vitonem i innymi, poetów włoskich, angiel­skich, kubańskich, japońskich, z wyspy Réunion.

Liliane Giraudon, podobnie jak towarzysz jej życia, poeta Jean-Jacqu­es Viton, oraz autorzy Emmanuel Hocquard, Olivier Cadiot, Pierre Alfe­ri, Anne Portugal i inni, należy do formacji poetów ponowoczesnych, dla których „kryzys poezji” jest nie tylko faktem, lecz zjawiskiem pożądanym i twórczym fermentem, wręcz warunkiem wyłonienia się innego języka w trakcie procesu ogołocenia jej z „poetyckości”.

Z antologii  Na szali znaków – Czternastu poetów francuskich, 2007, Biuro Literackie.

Wybór autorów, wierszy, przekład i opracowanie krytyczne Krystyny Rodowskiej.

 

 

Pin It