Bohdan Wrocławski - jeden wiersz (Oparty o horyzont)

 

 wroclawski fot walter

 

 

 

Oparty o horyzont 

 

Siedzę po turecku na pokładzie

Moje dłonie są odleglejsze

niż czarne kieszenie

kulis scenicznych

 

lub

powietrze wyszeptane głosem suflera

 

wiem

od pewnego czasu

wszystkie porty

przystanie mariny

kurczą się

niczym opowieści barona Münchhausena

 

wpycham je w złożoną czeluść  antyku

krużganki kolumny pełne radosnych uniesień

cały ten architektoniczny sztafaż słów

i gestów

uruchamianych przez wyobraźnię

obecny w każdej mijającej sekundzie

naznaczony dotykiem historii

 

i pokus związanych

z odpływami morza

 

To nic dziwnego

widnokrąg stale przemilcza nas

 

w swojej rzeczywistości jest bardziej unerwiony

niczym błądzący po śmietnikach

poszukiwacze dojrzałości

 

Już wiem

umarło kilka tysiącleci

miliardy

przypływów odpływów morza

nałożonych na płótno barwnymi plamami

w zdumieniu szalonego artysty

 

Jego dłoń

zatrzymała się na wybrzuszeniach

spróchniałych

desek pomostu

 

czuł w nich pulsowanie krwi

pożądanie

wszystkie westchnienia wieczności

niecierpliwość

 

 w zupełnie nieznanym szale uniesień

trwa to to do dziś

 

starając się zrównoważyć

miłość

nieodległego przecież horyzontu

i napiętych do granic możliwości

żagli

 

Siedzę na pokładzie

piję mleko z kartonu obserwuję orła Bielika

unoszącego w szponach rybę

w stronę fioletowej ściany lasu

 

To stamtąd powraca echo

w stwardniałych nagle fałdach żagli

 

Widzę czyjś żal

Wiatrem wyrwany z własnych piersi spinaker

przyspieszony

lot wystraszonych mew

 

i fale

których gniewu

nigdy

nie udało mi się przemilczeć

 

 

Pin It