Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

 

 

 

 

 

Biała mewa

 

                                         pamięci syna Janusza – autora książki

                                        „Wodami Polski, Litwy i Ukrainy”

 

Skąd przybywasz biała mewo

cała piękna w lustrze okna

spakowane już namioty

bystry nurt porywa wiosła.

 

Kto na brzegu wody czeka

nieznajoma jego mowa

z lewej świętej trójcy wieża

w dole srebrnej rzeki brama.

 

Skąd przybywasz biała mewo

w każdym słowie wyczekana

znak bez słowa w drogę dany

czy kolejna w sercu rana.

 

Na pulpicie adres nowy

rozpisane dni etapy 

miarą rzeczy kartka biała

wciąż na nowo zapisana

 

Skąd przybywasz biała mewo

znad Prypeci czy znad Dniestru

z jakim słowem tu się zjawiasz 

jak powracająca żywa fala.

 

 

Miasto z królewską metryką

 

Długo oczekiwałem tego spotkania

przeczytałem w hotelu wiersz młodego

poety i droga wydała mi się krótsza

do galerii zeszłowiecznych portretów.

 

Próbowałem tłumaczyć i słuchać

dlaczego światło odwróciło się

od podniebnych wież w alei kasztanów

gdzie właśnie budziła się wiosna.

 

Panie – mówiłem błogosław tym co pozostali

obecność ich jak pomnik trwa –

kolanami wydeptany kamień

więcej znaczy niźli słów różaniec.

 

To miasto nazywa się Semper Fidelis

i przewodnik z laską jak Mojżesz

odczytuje z kamienia imiona i daty:

Sfinks tajemny przed ratuszem trwa.

 

 

Spotkanie z poetą

 

                                  pamięci Wacława Iwaniuka

Nie napisałem wiersza o Toronto

a tak bardzo chciałem

gubiłem słowa nad brzegiem jeziora

całowałem ostatnie płatki śniegu

i śnił mi się poeta którego widziałem

za każdym rogiem ulicy.

 

Nie napisałem wiersza o Toronto

a przecież prawdziwie obiecywałem

stojąc na progu starego ratusza

słuchałem – milczały mury

i czas jak bajeczna rzeka

przepływał kaskadami wiecznego miasta.

 

Z wysokiego piętra odczytywałem znaki

daleko pulsowało światło

czerwień była jak na dłoni

wieża wbita w bochen miasta – niby krzyż

niby maszt – na kształt bocianiego gniazda

– otwierała drogi zamykała usta.

 

W kluczach dzikich gęsi a może łabędzi

w pląsach czarnych i szarych wiewiórek

rozpoznawałem umowne spojrzenia

poety co za wcześnie odszedł

za późno powrócił. Dotykałem żywej fali

jeziora – milczałem – nie byłem sam.

 

Toronto, marzec – kwiecień 2003 r.

 

 

Największa remisowa sytuacja świata

 

Pamięci profesora Włodzimierza Sedlaka

 

Przed domem znowu pojawiły się ptaki

które od dawna wyrzucono nawet

z biblijnych śpiewów.

 

Ten mój zakołysał na poły uschłą

sokorą i trwał jednooki

w gnieździe spalonym wapnem.

 

Aż koło południa pojawił się człowiek

z wędką i prosem w kieszeni

nie szukał protekcji był tylko cierpliwy.

 

Największa remisowa sytuacja świata

słyszałem głos znanego profesora

nim wróciłem do okna nie było już ptaka.

 

 

W Paryżu

 

Przed katedrą Notre Dame

wypatruję mojego Juliusza

w białych szarawarach

i trzewikach na podwyższonych obcasach

oto jest – wśród oczekujących

na wejście do wnętrza Matki Kościołów.

 

Ponad nami fontanna kamiennych

portali rozet i gzymsów –

jak mrówki wchodzimy do gniazda

jak barbarzyńcy rozdeptujemy ołtarze

na których jeszcze wczoraj

rozdawano chleby i słowa ważniejsze

od skały.

 

Prezent dla przyjaciół:

zapuszkowane powietrze z Paryża

spinka do biustonosza – wierna kopia krzyża

i kartka z wieżą jak szyja żyrafy –

ku płynącym galerom sfruwają

złote i srebrne liście

szukamy wierzby nad Sekwaną.

 

Twój Krzemieniec nie po myśli politykom

Hotel Lambert także już sprzedany

tylko w nadbrzeżnych kafejkach

coś dla ciała i ducha

jak z Norwida dwadzieścia lat sławy

za jeden dzień szczęśliwy.

 

Z placu Concord pierwszym autobusem

wracam do domu.

 

 

Z Anną Frajlich o Czechowiczu

 

W środku lata

na Rynku Starego Miasta

rozmawiamy z Anną Frajlich –

aromat kawy

złotego chmielu

i wszechobecnej pizzy

a my

kto co i dlaczego

na ulicy Złotej od muzeum „świętego Józefa”

jakiś dzwonek – sygnaturka

z ulicy Grodzkiej od Bramy

teatralny dźwięk srebrnej podkowy

popatrz - mówi Anna

nad szczytem wieży z kogucikiem

słońce – złota kula pomarańczy

a tuż z lewej

księżyc wychudły i blady

chyba bywalec tutejszych zakamarków

- nieprawdopodobne

tu wszystko jest

z Czechowicza!

 

 

Gest pokoju

 

Jest miła – mówi:

będziemy stale na skajpie

wolę rozmowy w łóżku

wirtualna obecność

jest bez soli i pieprzu

jadę na Wołyń

plecak paszport i mapy

stare i nowe

pytam: kto ty jesteś

nie słyszę odpowiedzi

przeprasza za to co było

ma przyjaciół w Polsce

ale tu jej dom

chleb daje na drogę

to coś więcej

niż gest pokoju

prezydentów

na mityngu.

 

 

Kamienna pamięć 

 

Rzeka bagienno-szuwarowa

z cerkwią na horyzoncie

zarosło lustro

i pamięć

sto razy księżyc

odmienił się w błocie

nocą ciągnęły karawany

przez Bug i z Bogiem

budziło się nowe

z krzyżem na bezpowrotnej

drodze

z kamienną pamięcią

utopioną

w Stochodzie.

 

 

Lewiatan uciął sobie drzemkę

 

Diabli nadali sprawę

spłynęły rzeki

popioły zostały

Bóg patrzył na to bezradny

powstała nowa Sodoma

bez węgla (odrzucony)

bez domu (spalony)

z bratnią krwią na słonecznej tarczy

było

ale się nie skończyło

Lewiatan z czarnym podniebieniem

uciął sobie drzemkę.

 

 

Okno Leszka Mądzika

 

Leszek Mądzik

w kolejnej teatralnej odsłonie

ciemność (bez granic)

w perspektywie

promień światła

ze światła rodzi się życie

lekcja anatomii

krzyk (bezsłowny)

lustrzane spotkanie

twarzą w twarz:

odnaleźć siebie

to podnieść

rzucone pod nogi pytanie

 

o Sens i Wędrowanie

 

 

Ze świętym Antonim na giełdzie

 

Znalazłem złoty pieniążek

dwa grosze

komuś na stratę  dla mnie na szczęście

fortuna kołem się toczy

więc gram na giełdzie

syn ma rację

niech tato lepiej pisze wiersze

bo w domu bessa nieskończona

cóż na to poradzę

więc świętego Antoniego proszę o radę

a święty jak to święty

módl się i pracuj

dobrze tak mówić

gdy się jest już w niebie.

 

 

Bociany nad Warszawą

 

Nad Warszawą krążyły dwa bociany

to dobry znak zauważyła spotkana kobieta

duchy poległych wracają do kraju

a my ciągle w biegu.

 

Na rogu Świętokrzyskiej ulicy

zapalono świeczki położono kwiaty

na pamiątkę dzieci co jak kamień

rzucono na szaniec.

 

Kto dziś wierzy w bociany

i z fusów kawy wróży rozkazy

wolność – bilet w nieznane i pamięć

którą ciągle krzyżami się mierzy.

 

Piętnasta stacja sierpniowej drogi

za murem rzędy brzozowych litanii

z roku na rok niezmiennie białe

i bez końcowego amen.

 

Z  kalendarza odczytuję – ile już lat minęło

dwie obrączki w kościele św. Michała

więc jednak wiara i miłość chodzą w parze

jak twoja i moja Warszawa.

 

Pin It