Bohdan Wrocławski - jeden wiersz (Czytanie peryferii)

 

wroclawski fot walter

 

Zgadzam się - moje spacery są coraz krótsze 

dochodzę do ściany lasu zawracam 

odchodzę

bo przecież gdzieś muszę odejść 

 

od tego miejsca porażającego mnie swoją samotnością

 

później czuję w ustach zapach cynamonu

mydlin

gnijących jeżyn rozkładającej się grzybni

 

dłoń wędruje do góry i w jakimś dziwnym geście

zastyga na wysokości piersi

 

w ustach nadal czuję smak bezbolesnej tabletki

 

być może ten gest wart jest mszy lub królestwa

 

zaczynam odczytywać wszystkie dukty ścieżynki

zaułki i ulice

prowadzące w głąb peryferii

wiedząc dobrze że nigdy nie uda mi się stąd uciec

 

w połowie drogi siadam na butwiejącym pniu

zupełnie niepotrzebnie próbuję zagłębić się  

w istotę dookolnej bieganiny

mrówek

 

doskonale zdaję sobie sprawę - one odgadują

moje istnienie na najodleglejszych krańcach miasta

 

alfabet ich ścieżek jest nazbyt skomplikowany

abym potrafił właściwie go odnaleźć

poczuć smak odpowiedzi na pytania

 

których nigdy nie udało mi się sprecyzować

 

nawet wobec samego siebie

 

Jednak dobrze wiem potrafię odgadnąć

- znów nie udało mi się odejść z peryferii

 

za ich niewidoczną bramą pachniały wiosenne kwiaty

trwał wieczny karnawał

artyści tworzyli dzieła

 

echo ich istnienia docierało do mnie

stojącego na najodleglejszym peronie przedmieścia

 

i ktoś w środku mnie ktoś wyjątkowo smutny

krzyczał

że to nie koniec wieńczy dzieło lecz przetrwanie

 

a ktoś zupełnie inny w wiecznym dyskursie

szeptał o związku puszki po coca coli z samotnością artysty

na poddaszu

pełnym zapachu farb terpentyny kurzu

wyschniętych palet 

wybrzuszonych w ustawicznej prośbie do światła 

i własnej wszechobecności

 

Wstaję z pnia

dochodzę do ściany lasu

 

Zawracam

Pin It