Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

 

 

 

W Szczęśliwicach

 

Schodząc z pagórka w Szczęśliwicach

i potykając się o wystające korzenie porzucone puste butelki

wyssane z ostatnich kropli alkoholu pozostałości bijatyk

moją myśl zająłem pytaniem skąd starożytni z tak

absolutną trzeźwością sądów z niewzruszonym przekonaniem

wiedzieli że Alioth jest trzy razy większa od Słońca

i przewodzi setce innych gwiazd Wielkiego Wozu

ano wiedzieli z kontekstu z układu który za ich życia

ich zdaniem się nie zmienił ani na jotę a to mogłaś być Ty

codziennie inna nawet barwę włosów dobierasz do pogody

Tak to byłaś Ty choć i Ty tego nie wiesz bo nie czujesz się

częścią żadnej konstelacji Na tym świecie jesteś tylko Ty

i teraz schodząc z pagórka w Szczęśliwicach

nadal nie jestem pewien czy idę we właściwą stronę

bo może wciąż jeszcze jesteś na szczycie moich wyobrażeń

zachwytów i zachłannego wciągania Cię w siebie

Czy mogłabyś mi więc wyjaśnić co robiłaś że Krzyż Południa

widoczny z uśpionej Etny jeszcze półtora tysiąca lat temu

wybijając się na niepodległość w gwiazdozbiorze Centaura

tak bardzo się przesunął na drugą stronę

i zaczął objaśniać półkulę na której nie zdążyliśmy jeszcze być?

 

 

Dzień zwycięstwa

 

Sędziowie przyznali mu rację i zwrot wielkich sum

lecz potem jego myśli poszły tak krętymi drogami że schodząc

z ósmego piętra trybunału zaczepił butem o powietrze

i spadł łamiąc szkielet podtrzymujący biodra

Teraz jedzie wózkiem na salę drugiej sprawiedliwości

tam gdzie przydzielona mu ręka chirurga musi być

pewna jak mur jak koło historii które łamie

niepokornego przeciwnika zabójców życia

 

 

Pod słońce

 

Nie patrząc pod słońce widzisz wciąż te same

opatrzone do znudzenia piękności świata

zielone rośliny, brązowe zwierzęta

czerwono kryte domy i czarne sylwetki ludzi

ale tylko zwróć oczy w stronę żółto płonącej kuli

a zobaczysz gigantyczne przestrzenie inności

która tak porywa że twój pobyt tutaj wydaje się niczym

i zaczyna szumieć w głowie dotychczas zajętej sobą

 

 

Tysiąc dwieście

 

Na pudełku napisano „Süss-stoff tabletten

zum kalorienverminderten ca. 1200 Stück = 72 g”

około tysiąca dwustu tabletek preparatu

zastępczego do niskokalorycznego wysładzania

herbat i kaw nie bardzo wierzyłem więc przeliczyłem

i wyszło że tam jest równo tysiąc dwieście tabletek

ani jednej więcej ani jednej mniej żadnej skradzionej

żadnej w zapasie tyle ile jest na etykiecie

ale dałem jeszcze do zbadania siostrze bratu kuzynce

poprosiłem sąsiadkę i dozorcę, całą ulicę i dzielnicę

kolegów z uniwersytetu adiunktów dziekana

całą Warszawę i Mazowsze i wszystkim wychodziło

ni mniej ni więcej tylko tysiąc dwieście ci Niemcy

przecież napisali „ca.”, co znaczy circa „około”

„mniej więcej” albo też „trochę więcej” lub „trochę mniej” niż

jeden tysiąc dwieście lecz nie skorzystali z żadnego marginesu

nie poszli na żadną pomyłkę żadną niedokładność ludzki błąd

normalną błyskawiczną niechlujność z chwilowej nieuwagi

właśnie na dworze zaczął padać deszcz i sypiąca tabletki do 

pudełka mogła spojrzeć przez okno czegoś nie dosypać albo

coś nadsypać ale nie - oni muszą - nawet kiedy dzwoni

pogotowie ratunkowe że dziecko wpadło pod pociąg i już

jedzie do szpitala nadal będą ci sypać tak dokładnie że zęby bolą

bomba spada na miasto rujnuje ratusz przewracają się kamienice

znika Morze Bałtyckie wyrasta Wezuwiusz w Berlinie

a tam i tak dokładnie tysiąc dwieście

 

 

Gdybym szedł

 

Gdybym ruszył naprzeciw

z podniesionym czołem pełen odwagi

na którą jednak mnie stać bo jest droga

droższa niż pieniądze a nawet życie

i z młotkiem... nie, lepiej: z młotem, nie: z siekierą

i odbezpieczonym pistoletem

                  a na broni znam się bo jestem oficerem

                  do czego mnie zmuszono

                  jednak skoro żołnierzem już zostałem

                                         to jestem i trafiam w sam środek tarczy

                                         w serce w oko

                                         w zupełnej ciemności i na karuzeli

                                                                 bo zostałem wyposażony przez przodków

                                                                 w zmysł orientacji przestrzennej

                                                                 i słuch wyobraźni czasu

i gdybym podniósł taki mały... nie, lepiej: niewielki,

nie: niewysoki

rękę ze śmiercionośnym nabojem w lufie

to i tak byście mnie nie zauważyli

rozdeptalibyście mnie jak żabę bo tak was dużo

idziecie tak ogromną szeroką ławą

przez ten świat przez naszą ziemię

pozamykani w transporterach opancerzonych

nietykalni w czołgach i w gazetach bezpieczni w telewizji

w Internecie

 

 

Z prywatnego posiedzenia w ogródku

 

Myślimy o tym,

co się zdarzyło, i wiemy, jak przebiegło,

kto tego dokonał, kto skorzystał i dlaczego

śmiał się z likwidacji tak wielu

zaskoczonych ludzi.

 

Cała Światowa Sieć zbiorowym umysłem

uśredniła newsy, żeśmy zmieceni

z powierzchni Ziemi, wtopieni w szklane obrazki

historii.

 

Powoje, których dziurawy mózg nie zna,

jednak pną się powoli.

 

Piec gorących wnętrz wypala

glinę mis cierpliwości.

 

Jedna z naszych koleżanek

wkrótce urodzi nową osobę,

druga już sieje niezniszczalną trawę na drodze,

trzecia cedzi deszcz, padający z odrodzonej chmury,

a my ostrzymy siekiery, będziemy sadzić zagajnik.

 

 

Portret nauczyciela widziany na żywo przez lornetkę

 

Tak wygląda autorytet, którym byłeś zafascynowany

jeszcze dwadzieścia lat temu, kiedy nie wiedziałeś,

że przyjdzie czas obalania autorytetów, po to

aby nie istniały, gdyż autorytety, które wyglądają jak on,

ta twarz pełna zamyślenia i usta wolno wypuszczające

w świat słowa, które mają ogromne znaczenie, to właśnie

takie autorytety nie powinny stać na drodze tych,

którzy są autorytetami sami dla siebie i są mądrzy,

kiedy mają do wypowiedzenia dużo słów przechwyconych

w eterze z przyszłości, tej której nigdy nie zrozumieją,

gdyż po dojściu do przyszłego zdarzenia przyszłość

znów im się oddali, i tak bez ustanku, aż przyjdzie

dzień sądny, chwila, w której nikt nie umiera,

i kiedy wszystko zacznie się od początku

 

Piotr Müldner-Nieckowski

Pin It