Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

 

 

Makatka z Aniołami.

 

Na targu, na straganie

leżał sobie drewniany

Chrystus

 

W poniżeniu, w udręczeniu

między odpustowym kiczem

z bolesnym obliczem

 

(Na czole miał przyklejoną cenę)

 

Kupiłem go, kupiłem

z ran pod kranem obmyłem

z kurzu, lepkich dotknięć

 

Włożyłem między baśnie

w czystej, schludnej szufladzie

niech zaśnie

 

Niech śni swoje życie

o sadzie w rozkwicie

kiedy jeszcze rósł - wiśnią

 

Po trzech dniach

otworzyłem szufladę biurka

była - jak przypuszczałem - pusta

 

Unieśli go anieli z makatki

do kapliczki przydrożnej

do Matki

 

 

Strych dziadka Józefa

 

Pachnący ziołami strych

W chacie dziadka Józefa

To mała biblioteka

 

Historia pędzi naprzód

ak szalony karawan

o jakiś czas gubi kalendarze

broszury złocone dzieła

zebrane stare niepotrzebne

dokumenty czasu

 

Józef cierpliwie gromadzi

książki ocalałe z popiołów

porzucone przez maszerujące wojska

wywiane przeciągiem na zakrętach

kolejnych etapów

 

Leżą i szczerzą do siebie

wyszczerbione stronice

 

Józef zachodzi tam czasem

niedzielę patrzy z uśmiechem

na świat skłóconych

myśli zwalonych na kupę

 

 

Siano pachnie potem

 

w niedzielę wieczorem

przed burzą

siano pachnie potem

 

koń rży zagniewany

kiwa niespokojnie łbem

 

szybko szybko

śmigają grabie i widły

żeby zdążyć przed

pierwszą kroplą

 

z ambony nieba

groźnie piorunuje

chmura

 

ubrana

w czarny ornat

 

przetykany

złotymi nićmi

błyskawic

 

 

Wychylony

 

Józef stoi oparty łokciami o płot,

który ogranicza kosmos podwórza.

 

Z planetami domu, obory, stodoły

w tle zachodząca czerwona kula.

 

Całym sobą, wszystkimi zmysłami,

otwarty gdzie dal – droga, łąka, las.

 

Stojący na ziemi,

wychylony we Wszechświat.

 

 

Atlantyda

 

Fotografia w sepii

młodzi chłopcy

kawalerka z całej wsi

 

Zuchowate miny

białe szaliki

kpiące spojrzenia

spod przekrzywionych kapeluszy

 

Drżący palec dziadka Józefa

błądzi jak po mapie

Atlantydy

 

Ten pod Kockiem

ten w Oświęcimiu …w Anglii

…w lasach chroberskich

 

A ten

taki do mnie

niepodobny

 

 

Dziadek odlatuje na kufrze

 

Drewniana skrzynka dziadka Józefa

w niedzielę staje się

czarodziejskim kufrem

z baśni Andersena

 

Józef machając skrzydłami fantazji

szybuje na wehikule czasu

przez całe swoje życie i pół świata

 

Wyciąga skarby i relikwie -

carskie ordery i imperiały

pożółkłe gazety i zaświadczenia

fotografie bez imion

zdjęcia z pogrzebu Piłsudskiego

 

Kulę wyjętą z nogi

klamrę z napisem "Gott mit uns"

obrazek Matki Boskiej Pełczyskiej

zasuszony opłatek i wiele innych rzeczy

których przeznaczenia nikt nie dociekał

 

A za każdym przedmiotem jak ogon za kometą

ciągną się opowieści o zdarzeniach dziwnych

ludziach niesłychanych

którzy teraz w grobie się przewracają

na dziadkowe bajanie

 

Na samym dnie

między kromkami sucharów

święta trójca chłopskiej biedy:

nafta - sól - zapałki

 

 

Lipa przedwojenna

 

Dziadek Józef odświętnie ubrany

zasiadł pod lipą

czeka na gościa

 

Po drodze spacerują

zakochane komputery

e-maile trzymają się za ręce

moda na sukces

w każdym gospodarstwie

 

Zamiast kolta – sztacheta

taki u nas dziki zachód

po niebie przemknie odrzutowiec

na piękną pogodę

 

Listonosz wieczny tułacz

telepie się na wybojach,

błyska szprychami roweru

przez cztery pory roku

 

Po drodze zwanej „końską krzywdą”

teraz traktory łamią na niej zęby

szumi lipa przedwojenna

 

Skrzypnęła furtka

przyjechała z miasta

pani Renta

 

 

 

Kwiatki płaczą

 

Przez sen słyszę brzęk

garnków w kuchni, której już nie ma.

 

Mama krząta się na makatce, w aureoli zapachów.

I tylko kwiatki w doniczkach płaczą na deszcz.

 

ukryte za śnieżną firanką.

 

 

Oko Boga

 

Przez otwarte okno

zagląda ciekawie

słonecznik

 

Zawstydzony odwrócił

płomienistą głowę

 

Jutro będzie plotkować

cała wieś

 

 

Pestka

 

Lato dojrzewa w ogrodzie

pęcznieją słowa jak owoce

 

Bierzesz w dłoń ciężki soczysty wiersz

Z ukrytą w środku gorzką pestką żalu

 

 

Śmierć żołnierzyków

 

Znalazłem w szafie

pudełko z żołnierzykami

ocalonymi z katastrofy

dzieciństwa

 

Stwierdziłem że są martwi

jeszcze wczoraj

biegliśmy razem

do ataku w bitwie

 

Teraz zastygli

w nienaturalnych pozach

jakby śmierć zaskoczyła ich

w czasie mojego snu

 

 

Kryjówka na Księżycu

 

Na strychu bezpiecznie

między niebem a piekłem

nie należę do nikogo

 

Tylko koty

mają mnie za swego

 

Tu widać że wszystko

przemija i żółknie

jak papier starych gazet

 

Płowieją okładki dzieł

dawnych dyktatorów

 

obok paczuszka listów

przewiązanych

wyblakłą wstążką

 

 

Zdzisław Antolski ur. 16 stycznia 1953 roku w Skalbmierzu. Poeta, prozaik, felietonista, krytyk literacki. Mieszka w Kielcach. Debiutował jako poeta w 1974 roku w antologii „Bazar Poetycki”. Otrzymał wiele nagród literackich: „O nagrodę Jesiennej Chryzantemy” – Płock 1978 r.; dwukrotnie „O świętokrzyską Lirę Poezji” – Kielce 1979, 1982, „Nagroda na XIV Ogólnopolskim Festiwalu Poezji” – Łódź 1985;   „Nagroda Czerwonej Róży” – Gdańsk 1982; „Nagroda Imieniem Andrzeja Bursy” – Kraków 1986. Publikował m. in. w: „Poezji”, „Twórczości”, „Nowym Wyrazie”, „Dekadzie literackiej”, „Akancie”, „Magazynie Literackim”, „Przemianach”. „Piśmie Literacko Artystycznym”, „Okolicach”. W roku 2001 został odznaczony brązowym Krzyżem Zasługi. W roku 2005 otrzymał z rąk ministra kultury i sztuki brązowy krzyż Gloria Artis.

 

Pin It