Stanisław Nyczaj

 

LIRYKI MIŁOSNE

 

 

nyczaj stanislaw

 

 

Mój wąwóz

 

                Pamięci Bolesława Leśmiana

 

Śniło mi się,

nie śniło…

 

Szliśmy w migocące barwami popołudnie

wąwozem mojego imienia,

które nadałaś mu w samą porę,

wyplątując z objęcia i unosząc z tryumfem

mą krnąbrną, wszędobylską dłoń.

 

I nie zdziwił się nawet złamaną gałązką

żaden sosnowy ani bukowy pień,

w szponach korzeni mocno przytrzymując

czający się w iłach stromych zboczy strach.

 

Śniło mi się,

nie śniło…

 

Aż dotąd dobiega ku nam

złotym echem

szelest tamtych kroków.

 

 

Wszechobecnej

 

Jesteś, jaką cię wyrzeźbiłem

dłońmi, co najdokładniej wiedzą,

czym obdarować świat.

 

Nim świat to zdołał docenić –

wyszło wszem wobec na jaw,

że tworzyłem cię tylko dla siebie,

chcąc ze wszystkich sił woli

jak najszczodrzej obdarzyć

i ani na mgnienie nie stracić.

 

Trwasz więc

wszechobecna,

jaką cię wymarzyłem,

na obraz i niepodobieństwo

do kogokolwiek.

 

Wpisana w przestrzeń szeroko otwartą

biegnących wciąż i zewsząd ku tobie

mych ramion.

 

 

Lot

 

Tylko dla ciebie w Panteleimonas

piąłem się po stromym jak ku bogom zboczu

kurczowo przytrzymując gałęzi nieba

 

Gdy pod skalnym występem

niczym chwiejnym balkonem

rozjarzyło się pode mną nieogarnione

makowe pole dachów –

czułem

      jak przez cały niekończący się lot

dmie w me ramiona i drga w skrzydłach dłoni

twój otulony niemą prośbą krzyk

 

Odsłoń ściśnięte lękiem powieki

popatrz wyniośle

                w przepastną dal

 

bo oto stoję na kobiercu dachów

w mgnieniu szalonego lotu ocalały

z uniesionymi ku tobie rękoma

 

 

Miłosny papirus

 

Pośród starych papierów

próbuję wskrzesić zapomniane słowa

Jak w starym młynku skrzypi mi w gardle

kurz minionych lat

 

Przerzucam akta przebrzmiałych spraw

W żarłocznym kominku

smakowicie buzuje ogień

 

Naraz

      potrącony skrzydłem gołębia

znajduję u okna twój miłosny papirus

wytęskniony za mną

na długo jeszcze przed naszą erą

 

Jaki wszechmocny musi być wiatr dziejów

i jakiż przedwieczny gołąb

Jaki czuły dla zakochanych Czas

że zdołałaś na nim

ten list dla mnie wybłagać

 

 

W bursztynowej komnacie pamięci

 

I oto stajesz się mym,

odnajdywanym tu wciąż na nowo,

złotobrązowym bursztynem,

szlifowanym uparcie poszumem morza

z każdym nowym wschodem i zachodem słońca –

do rozbłysku, który rozwidnia chłodny cień.

 

Aż czas zdumiony na dłużej przystanął!

 

Wieńcząca komnatę szkatuła obłoków

dla ciebie wszystkimi barwami płonie.

Jak w małym królestwie trwasz.

 

 

Spełnienie

 

Szaleństwo w mig roztapia ostatnie

zalegające pomiędzy nami Antarktydy.

Jeszcze tylko ta jedna lodowa wyspa

z czujnym strzeliście obserwatorium sumienia,

nadającym na odtajałych z okowów falach:

„I odpuść im rozkosze, od dawna wezbrane,

jako my odpuszczamy fokom i pingwinom!”.

 

Aż zaiskrzyło na pomrocznych

łączach międzygwiezdnych.

 

I nie mam już ani na łut sumienia,

z nagła biorąc cię zachłannie całą:

od nóg, bioder nieufnie jeszcze rozchylonych

po głowę bujającą wnet w niczyich innych,

jak już tylko moich obłokach.

 

Biorę bez reszty

                                na rozzuchwalone

niepoczytalne wsobiezapomnienie?

 

Nie – wzajem w sobie

zapamiętanie!

 

 

Arcymiara

 

Nasz Układ Słoneczny – wspólny

jakimż bezprawiem zniewolenia?!

 

Próbuję  w y n i e ś ć  s i ę  z jego

„miłosnego” uścisku.

Wyzwolić w nieznaną nikomu galaktykę

własnego wnętrza.

 

I ty próbuj ujść w swoją.

Stworzyłaś ją przecież – tak samo jak ja –

na intymnie bezmierną

arcymiarę osobistej wolności.

 

 

Chciałbym ci jak najprawdziwiej opowiedzieć

 

Od promiennego rozbłysku zachodzącego słońca poczerwieniały dęby, buki, sosny i nawet – najdłużej broniące swej bieli – brzozy. Zapłonął wszerz i w głąb migotliwie cały niekończący się las.

Pociąg zwolnił, szemrząc melodyjnie po strunach szyn, bym mógł to, co wokół, dokładnie zobaczyć i w każdym szczególe dla ciebie zapamiętać. – …Ciebie… – jasnym pogłosem niosło się hen echo szyn.

Wydłużała się ta moja podróż. I każdą tkankę mą po najtkliwsze jej włókna przejmował dreszcz radosnego wzruszenia. Aż po sen niespodziany, który też nieskończenie śnił się, sunął i snuł równym stukotem kół.

Chciałbym ci wszystko to teraz jak najprawdziwiej opowiedzieć, podróż i sen mój z wolna przemieniając w słoneczny wiersz.

Patrz, jak rozwidnia się od niego nasz wspólny wyczekiwany wieczór i ta najdłuższa dla nas – po brzask świtania – noc.

 

 

W podzięce

 

Nie po to cię spotkałem,

żeby znowu stracić,

wabiącą czarem uroku i wdzięku.

 

Nie stójmy, usiądźmy,

połóżmy się obok.

 

Ja cię

           lekko objąwszy

           i dotknąwszy dłonią,

           z której zaczniesz mi wróżyć –

będę cicho całował po ramionach i szyi

w podzięce za coraz śmielej wykreślaną

długą linię… nadziei.

 

Ty zaś będziesz udawać,

że to jeszcze nic wcale

dla ciebie nie znaczy,

żebym sobie niczego nie obiecywał

ani nawet nie myślał…

 

Zanurzmy się w siebie,

posłuchajmy

mądrej rady zmysłów.

 

 

Mowa twoich rąk

 

Już wiem,

stół ten został stworzony

dla twoich rąk.

 

Zahipnotyzowany

rudozłotą barwą ich skóry,

wdziękiem przegubów, nadgarstków –

nasłuchuje żalów i próśb,

tęsknot i rozkazów,

jak wystukujesz je tkliwie

opuszkami

niczym na niewidocznej klawiaturze

melodie o tym,

co mógłbym dla ciebie zrobić

dziś, zaraz, natychmiast.

 

Uniesione gorące dłonie

podbiegają

pewne, że odgadłem wszystko.

 

 

Powab niezmiennego piękna

(poliptyk tatrzański)

 

                I

 

Ślepo wierzę twym oczom,

uradowanym,

że nie mając nic więcej prócz mnie,

masz tak wiele.

 

Stworzę ci za to świat

prawdziwie nieskończony,

bez niedających zmrużyć oka zaświatów.

 

I przywołam cię za to,

aż tu,

           nad Morskie Oko,

by raz wreszcie pokazać tym pysznym widokom,

o ileś od nich

p i ę k n i e j s z a.

 

                II

 

Podchodzisz coraz bliżej,

oszałamiając sobą

cały dookolny krajobraz.

 

Zbiegam

                ku bioder twych kotlince,

dokąd nikt już nie wejrzy

i nikt mnie nie prześcignie.

 

Tam gdzie nasze pilne

wzajempożądanie

odwołuje wszelkie zawistne zakazy.

 

                III

 

Mijają lata,

a ty nadal niezmiennie

przynaglasz mój wzrok.

 

Więc to jednak możliwe,

nieomylnie prawdziwe,

że powab twojego niezmiennego piękna

stał się otwartym

                w żywe oczy

                               wyzwaniem

wobec pychy nie/odwołalnego przemijania.

 

                IV

 

Obdarowana najlepszymi słowami,

pozwalasz każdemu z nich w sobie rozkwitnąć,

ufna i dumna w swej

                                        niedoścignionej krasie,

opromienionej mym radosnym zachwytem.

 

Czy można coś jeszcze

ponad i więcej?!

 

                V

 

Nim kropla brzemienna wyschnie,

przedrąży niejedną skałę,

z gromkim tryumfem wszem wobec oddzwoni

dno głuchej ostateczności.

 

Więc przyjmij, proszę, nienadaremnie,

jeszcze tych kropel naszyjnik bezcenny,

zerwany w porę skalnym urwiskom

 

skokiem przez dzikie przełęcze.


 

Stanisław Nyczaj (ur. 1943) – poeta, eseista, aforysta, edytor, animator życia literackiego.

   Po repatriacji z Kresów Wschodnich (1945/46) w Opolu, gdzie ukończył polonistykę, organizował na WSP konwersatoria z Jerzym Grotowskim, debiutował jako poeta i krytyk literacki, przewodził środowisku młodoliterackiemu. W 1972 przeniósł się do Kielc. Prezes Kielecko-Radomskiego Nauczycielskiego Klubu Literackiego (1973–1996), następnie do chwili obecnej Kieleckiego Oddziału ZLP. Od 1997 red. nacz. „Świętokrzyskiego Kwartalnika Literackiego”.

   Wydał spośród tomów poetyckich np. Wiersze wybrane (1994. nagroda Świętokrzyskiej Premiery Literackiej), w j. czeskim i polskim Poezie / Poezje (Opava 1999), Poezje wybrane (2008, Biblioteka Poetów LSW), Przedążyć pęd Ziemi (2009), Arcymiara (2014), Pojedynek z Losem (2015),  Żarliwy niepokój w j. polskim i angielskim oraz polskim i bułgarskim, jak również książki eseistyczne: Metafizyka tworzenia (2007, styp. MKiDN), Wśród pisarzy. Rozmowy i wspomnienia (2010). Tłumaczony (prócz publikacji angielskich, bułgarskich, czeskich) na białoruski, grecki, rosyjski, włoski. Członek Stowarzyszenia Kultury Europejskiej (SEC), Słowiańskiej Akademii Literatury i Sztuki w Warnie.

   Laureat nagród m.in. im. J. Iwaszkiewicza (2008), im. W. Hulewicza (2010), MKiDN (2013). Wyróżniony w plebiscycie „Echa Dnia” na Człowieka 25-lecia w kategorii KULTURA. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim OOP (1998) i Medalem Gloria Artis (2014).

 

Pin It