Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

 

 

 

NARÓD

                                                             Andrijowi Bondarowi

 

Ukraiński pisarz (niezły) mówi

że naród mu niepotrzebny

 

ciekawe i oryginalne że mówi to teraz

niedługo po Majdanie czyli Rewolucji Godności

i w trakcie wojny na Wschodzie Ukrainy

 

w końcu nie musi się od razu zaciągać do wojska

może się tylko zaciągnąć papierosem lub trawką

i na przykład napisać manifest taki

że okupantowi pójdzie w pięty

 

ale żeby być tak obojętnym na to słowo?

się dziwię

 

zwłaszcza że się wie że on kocha niektórych Polaków

a Polacy wiadomo patriotyzm wysysają z krwią i z krwi

(że wymienię tylko Gombrowicza i niech mnie trzaśnie i ściśnie jeśli Witold G. nie zbił kapitału na swoim narodzie)

 

mnie – to jakby też naród niepotrzebny na co dzień

się dziwię sobie po cichu

a w szczególności niepotrzebny mi jego tłum napierający na jedynie słuszną prawdę

 

niepotrzebny mi jego głos w megafonie pod kościołem lub ratuszem lub marketem (dlaczego megafon na pół miasta skoro w środku wciąż wolne ławki krzesła wózki?; a może właśnie dlatego)

 

z dwojga złego

powiem szczerze

choć nie wiem czy to bezpieczne

wolę bez-narodowca niż narodowca

fanatyków wszelkiej maści boję się jak dżumy

 

ale jednak naród to naród

zwłaszcza swój naród

bo przecież nie można zaprzątać sobie głowy kilkoma narodami naraz

nie wystarczy czasu zdrowia i serca

jednego życia zabraknie

 

jeden naród ma wspólną historię

no, co najmniej bardzo podobną

naród ma wspólny język (nasz ma, co się ceni, bo to wiele upraszcza; czasem tylko akcent mu się kolebie)

naród śpiewa ten sam hymn (bywa, że z diametralnie różnych powodów)

naród można rozpoznać po przekleństwach i modlitwach

a swojskość jest jak ojciec i matka

 

naród jest przyczynkiem do rozmowy o tym że bywa przyczynkiem do wojny i pokoju

 

naród jest mi stanowczo potrzebny

od czasu do czasu

choćby po to żeby napisać ten wiersz

z jakiegoś punktu widzenia.

 

 

W NIGDZIE

 

Czy możesz to sobie wyobrazić

ja dziś w twoich oswojonych Chinach

z moim mężem

 

mam długie włosy jak lubiłeś

jasny blond jak nie lubiłeś

ale cóż można począć z siwizną

 

jestem stara jakiej mnie nie znałeś

 

twoja żona pisze do mnie

z waszej rodzinnej Anglii

o twojej śmierci

 

jak żona teraz wygląda

nie odpowiesz

 

list dociera pokrętnie

bo gmail tu zakazany

 

a ciebie nie ma

ani w Tu

ani w Tam

ani w Nigdzie

 

i to akurat możesz sobie wyobrazić

 

chcę wierzyć.

 

 

O! PIERSIACH CIĘŻKICH NA CIENKICH NÓŻKACH

 

                                                                         Inni święcą Niedzielę w Kościele –

                                                                                            Ja, świętuję w Domu –

                                                                             Emily Dickinson  (ok. roku 1860)

 

 

Pewna

pani

niemłoda

O! piersiach ciężkich na cienkich nóżkach

w przybytku o tyle elitarnym że

karnet miesięczny ma moc selekcji społecznej

 

korporacje small biznesy etaty na prawo

bezrobotni zasiłki śmieciówki na lewo

 

mówi o katastrofie lotniczej

jak świętej inkwizycji

ekskluzywnym pochówki w czakramie

(czakram czy czadar? pytam, bo nie dosłyszałam)

o mędrcach XXI wieku i ich wiecznym trwaniu

mimo Pożogi Potopu Ruiny

o swojej funeralnej rozpaczy

niedawnej i tej przyszłej

o wielkiej zażyłości z Kościołem

i nienawiści do

pewnej

partii

 

od czasu mojego wieloznacznego spojrzenia

ta pani

odpowiada „dzień dobry”

po długim i skupionym wahaniu

 

O! błogosławieni wątpiący

bo przecież mogliby się nie wahać

w majestacie prawa i sprawiedliwości.

 

 

ALBAŃSKA UCZTA

 

Długa jest iliryjska opowieść

i szerokie jej skrzydła

nieśmiało wyciągamy nasze białe pióra

tryska źródło Kruje

Skanderberg odprawia otomańskie wojska

dzieje się chrześcijańska historia miejsca

 

biała jest szata Gospodarza

i białe jego stoły

nieśmiało wykładamy swoje kolorowe ręce

Pasza sprowadza sufijskich derwiszów

pną się w górę białe minarety

 

głębokie są albańskie kopalnie

i przepastna jest pamięć wiersza

Visar Zhiti schował go w głębi głowy

na dziesięć więziennych lat

 

otwierają się srebrnym trzaskiem

czarne zakamarki

dzielimy się białym chlebem Haxhi Baby.

 

 

LUDU

 

Mrowisz się i krzyczysz

twoja racja nazywa się milion

i jest jak święta turecka

polska przenajświętsza

chińska indyjska

muzułmańska ortodoksyjna

biesiadna zasadna

świątynna

nie inna

 

moja jest samotna

prawie samotna

samotna kilkoma zerami

 

a twoja ma sześć zer

i rośnie.

 

 

SYRENA

 

Pragnęłam mieć dwie nogi

jak kobieta

dwa obłe uda

dwa ostre kolana

dwie różowe stopy

 

Bóg mnie wysłuchał

lecz cena była ludzka:

nieustanny ból

 

boli mnie dawny ogon

bolą obce nogi

boli każdy krok

każda noc

 

jeśli tak cierpi ciało które mija

jak boli to co wieczne?

 

o! umórz mi ból

lub wybierz mnie dla siebie

nie mogę już wrócić do głębin

 

z duszą

w dnie rybiego oka

na dnie.

 

 

O ŚMIERCI

 

Wokół coraz częściej o umieraniu

 

śmierć to brzmi dumnie!

 

ona jest unikatowa

jedyna w swoim rodzaju osobna

bo zdarza się każdemu tylko raz

jak mityczna miłość

 

ale śmierć jest prawdziwa bez wyjątków

w najdrobniejszym szczególe

najmniejszej komórce

w każdym oddechu

do ostatniego tchu

 

od początku czyli od zawsze

robi piorunujące wrażenie

umie się zaprezentować

szelma

jak NIC!

 

entrée

opus magnum

i wielkie wyjście

w jednym

 

kiedy przychodzi czyli odchodzi

nie marnuje czasu i energii

 

żadne tam podchody

umizgi

powłóczyste

spojrzenia w oczy

żadne pitu pitu

 

wejście – wyjście

szast – prast

wash & go

 

i nie mamy NIC do gadania

reklamacji NIET

ani prolongaty

nie ma praw autorskich

prawa własności

prawa wyłączności

żadnego prawa do swojej

niepochwytnej duszy

niekłamanej niezbywalnej

niesprzedajnej

 

(czyż to już nie jest

mały kłam zdany piekłu?)

 

w końcu przedawnia się też nasze prawo do

własnego ciała

i nie ma gwarancji na przyszłość

jest ambiwalentny brak przyszłości

najgorsze jednak jest to

 

(a może właśnie pocieszające?)

 

że w tym samym momencie

umiera również cała przeszłość cała pamięć

cały ten świat

 

nieodwołalnie

 

i choć trudno to nauce pogodzić

tych co jeszcze zostają

ogołaca się jednym agonalnym ruchem

z pamięci o nich samych

 

w tym śmiertelnym akcie wspólnoty

 

raz za razem.

 

 

RZEKA W MOJACAR

 

W tym miejscu

urodziła swój ostatni kamień

i zostawiła łożysko

 

teraz pokrywa się żółtym strupem suszy

to znów

zielonymi kępami deszczu

 

w tym miejscu widuje się ją

po raz ostatni

 

jak ściska za gardło.

 

 

Pin It