Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

 

 

 

Mary Poppins wychodzi z szafy

 

najtrudniej jest ominąć banał,

kiczowaty obrazek, ramkę z różyczek,

czasem jakiś cytat a propos.

najtrudniej jest znaleźć słowo,

które pomieści wszystkie inne.

wiem, że istnieje, ale jest w innym morzu,

z ławicą innych słów płynie prosto w sieć.

nie złowię go, nie poznam odpowiedzi

na żadne z pytań, bo jak odpowiedzieć komuś,

kto istnieje tylko tutaj,

pomiędzy pierwszym i ostatnim wersem,

kto nigdy nie umyje mi rąk, nie dotknie policzka,

nie odgarnie włosów z czoła.

zostanie w mojej głowie i będzie co noc

odbierał sen, przerywał oddech.

mam 48 lat i kilka niezrealizowanych marzeń,

dlatego zapiszę i to. tak łatwiej ocalić wiarę

w cud kolejnego poranka, pewność,

że dopóki cię kreuję, jesteś. i cokolwiek stanie się później

będziesz tu już zawsze. we mnie i ze mnie. dla mnie

 

*

furtka do ogrodu już się uchyla,

ktoś zrobił pierwszy ruch,

dobrał światło i cień,

oplótł bluszczem,

poprowadził ścieżkę.

czeka na kroki i szepty.

to może być tajemniczy ogród,

więc nie mów głośno żadnych słów,

zwłaszcza tych, których jeszcze się boisz.

poczekaj aż wyschnie studnia, tylko wtedy

będziesz mógł dotknąć mnie bez lęku,

spojrzeć w oczy i tej prawdzie.

teraz lepiej tu nie wchodź,

dopóki twoje stopy nie odcisną śladów,

jesteś bezpieczny. możesz rozmawiać ze mną

o błahostkach, nucić znane przeboje, zaprzeczać,

że „między nami” jest tylko kwestią czasu.

 

*

nigdy nie lubiłam szachów, ale tym razem stawka jest wysoka,

więc podejmę ryzyko. królowa przeciwko królowi, jak w życiu.

jeśli wygrasz, zniknę, zapomnę, że kiedykolwiek chciałam

od ciebie czegoś więcej, niż tylko rozmów o niczym.

jeśli ja wygram, pozwolę sobie na grzech. poczekam

na jeden gest, spojrzenie, słowo, na chwilę,

kiedy nie będziesz już mógł uciec.

twój ruch, chłopcze,

i albo siódma pieczęć, albo siódme niebo.

 

*

zakwitły jabłonie. już czas

na odważny strój. mogę sobie pozwolić

na wiele, wciąż jeszcze jestem zgrabna, tak mówią.

światło zrobi retusz, spłyci zmarszczki, rozjaśni twarz.

z daleka wydam ci się młodsza, podejdziesz bez lęku.

zanim zrozumiesz o co chodzi w tej sztuczce, padniesz ofiarą

największej z iluzji. w moim piecu już diabeł pali,

gęstnieje mgła nad urwiskiem.

 

*

ktoś upomniał się o wiersze. mogłabym napisać o tobie,

ale jesteś tabu, nie wolno mi zbudować wiersza

na konkrecie, a bez tego każde słowo będzie tylko

jednym z wielu słów i przez wielu już wypowiedzianym,

więc nie będzie wierszy albo będą tylko tutaj.

ktoś kiedyś znajdzie ten zeszyt, być może

w puste miejsce wpisze czyjeś imię.

wtedy się staniesz. w innym miejscu i czasie,

w innej kobiecie obudzisz wiosnę.

 

*

pusta kartka stwarza możliwości,

jednak nie tym razem. od kilku dni próbuję

coś napisać, wychodzi banał albo nic nie wychodzi,

litery nie chcą ułożyć się w słowa.

tylko duch kiedy tchnie w glinę, może stworzyć człowieka,

przeczytałam kiedyś takie zdanie, ale to było tak dawno,

że dzisiaj prawie nie pamiętam tamtych zachwytów,

wzruszeń, przyśpieszonego tętna. dziś sama jestem duchem,

dawno zrezygnowałam z ciała, stało się balastem,

nikomu niepotrzebnym futerałem. nie chcę go i teraz,

kiedy tak uparcie domaga się tchnienia. gdybyś wiedział,

gdybyś tylko wiedział, jak bardzo boli mnie

twoje żebro.

 

*

Krajewski, Twardoch, Huelle, te trzy nazwiska

odmieniam przez ostatnie miesiące. czegoś się boję,

coś przeczuwam. fortuna kręci kołem coraz szybciej,

za chwilę straci panowanie nad kierownicą

i wyskoczymy z trasy, rozbijemy się

o kolejną datę. na dalekiej północy Norwegowie

gromadzą książki. mają zaświadczyć, że tu żyliśmy,

że był jakiś Wrocław, jakaś Warszawa czy Gdańsk.

o tobie i o mnie nikt się nie dowie, możemy powiedzieć

każde słowo, możemy je nawet zapisać. lepkim inkaustem

na skórze.

 

Mary Poppins w nastroju kasandrycznym

 

wracam tu w środku zimy brnę w las

myślę o Jarku i Ewenkach myślę o przyszłości

dziś wyjątkowa noc pełnia i zaćmienie

dwa w jednym na środku jeziora

cisza bardziej dźwięczy

skrzypi lód pod butami

nad ranem przeleci kometa

srebrny pył osiądzie na drzewach

na jeziorze na rzęsach

szamani zamkną oczy

chwilę przed nadejściem

splotą warkocz

rozpalą ogień

grzane wino przyjemnie szumi w głowie

kiedy wstanie słońce

stanę pod tym samym niebem

otrząsnę drzewa z pyłu

uwierzę w jutro

Mary Poppins przepowiada przyszłość

 

wyobraź sobie noc

(choćby taką jak ta – pełną objawień)

stokrotne uderzenie pasterskiego kija

stuletni las a w nim dęby buki graby

wejdź w ten las bez lęku

wszystko zacznie się od znaku mówi pismo

wyobraź sobie znak

znamię z którego sączy się światło

skrzyżuj ręce i zamknij oczy

czekaj

aż zwątpisz w mądrość człowieka

w jego geniusz

błogosławieni wątpiący

albowiem oni nie pytają o jutro

powitaj słońce gdy wstanie

pokłoń się drzewom

nie spodziewaj się niczego więcej

prócz ciemności

 

Mary Poppins czyta horoskop

 

w roku koguta nie zatańczę tanga

nie uwierzę w pierwsze wejrzenie

w drugą młodość

 

wyślę listy

przeczytam książki

dokończę kilka zdań

 

zmienię przyszły prosty

w przeszły dokonany 


 

kolanczykTeresa Rudowicz (Aneta Kolańczyk), kaliszanka od pokoleń. Autorka książek, artykułów i  audycji radiowych dotyczących literatury i literatów Wielkopolski, a także piosenek i recenzji. Współtworzy, jako autorka tekstów, zespół Rozmark Cafe. Na co dzień nauczycielka języka polskiego w Zespole Szkół Techniczno-Elektronicznych w Kaliszu,

Autorka trzech książek poetyckie wydawane rok po roku w Zaułku Wydawniczym Pomyłka. Debiutancki tom pt. „Podobno jest taka rzeka” został wyróżniony w 53 konkursie Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek na Najpiękniejszą Książkę Roku 2012.

Prywatnie łasuch, leń , bałaganiara i matka dwóch dwudziestolatków.  Pozostaje z daleka od wszelkiego literackiego rozgardiaszu, nie uczestniczy w konkursach, turniejach i wszelkiej innej formie rywalizacji.

Związana na dobre i na złe ze Stowarzyszeniem Promocji Sztuki Łyżka Mleka.

Strona autorska: www.rudowicz.poezja-net.eu

 

Pin It