Bohdan Wrocławski - jeden wiersz (List który nie ma adresata)

 

 wroclawski fot walter
 
 
 
 

List który nie ma adresata

 

Na tym zwalonym pniu leżącym na plaży w Kątach Rybackich

stale odnajduję inne pokolenia

być może pewnego marcowego dnia zabłądził tu cień

Emanuela Kanta

widziałem jego twarz

którą osłaniał dłonią przed słoną bryzą i kiedy otworzył

cebulasty zegarek

jakby otwierał drugą zamkniętą dla nas część księżyca

 

spoglądał w stronę bliskiego przecież Królewca

odnajdując w pejzażu wieżę zamku fromborskiego

być może odgadywał ascetyczną twarz Kopernika

jego zamyślenie unerwiające nieboskłon

krużganki schody prowadzące do miejsc

w których umierała samotność mistrza

 

milczały krążące dookoła głowy  Emanuela mewy

milczałem i ja zagubiony na wysokiej skarpie

z lornetką przytkniętą do łzawiących od wiatru oczu

starający się odnaleźć to co zagubione w zakamarkach

najodleglejszych zdarzeń historycznych

 

i to co było odległe jak twoje filipiki drogi Demostenesie

 

Wiesz zawsze musimy znaleźć wyspę na której

nikt nie umiera

białe piaski plaż wypychają słony wiatr poza obręb naszych ciał

 

w pobliskich lasach sarny swoim cieniem i sprężystym biegiem

zachwycają nas

wiecznie niepokornych

nieprzystosowanych

jakby żyjących wewnątrz własnego cienia

 

pozbawionego radości i pożądań

 

Proponuję

pójdziemy wzdłuż plaży pod czujnym wzrokiem Emanuela

niech zapisze w historycznym kalendarium

każdy nasz ruch

wzruszenie drgających ramion

które niczym zawieszone nad nami dwa miecze

znów będą wpychać słowa i myśli do jąkających się ust

 

Wiem

jesteś zmęczony moją natarczywością

chcesz odpocząć tuż obok siedzącego na pniu Emanuela

razem z nim spróbować odnaleźć spokój wieczności

 

To wiedz powiem ci to teraz

wykrzyczę na plaży morza bałtyckiego

każda litera każde słowo pulsujące w naszym krwioobiegu

 

zdanie którego cień sięga dalej niż potrafimy sobie wyobrazić

umarło już przed naszymi narodzinami

 

Widzisz ten cień jeźdźca

kłusującego w bryzgach nadbrzeżnych fal

 

w ręku trzyma miecz

pewnie przetnie nim równowagę naszego świata

 

rozsupła wszystkie węzły

do których nigdy nie dotarła wyobraźnia

 

Przyznaj

zgubiliśmy ją w filozoficznych rozważaniach

poetyckiej narracji świata

 

Siedzimy na zwalonym pniu na plaży w Kątach Rybackich

rozmawiamy o wszystkich chorobach naszego wieku

 

jemy chleb z wędzoną rybą

której kawałki wyrzucane w górę przez Demostenesa

z krzykiem wyłapują krążące nad nami mewy

 

Pin It