Limeryki z „Seksu w pewnym mieście, Antologii limeryków kosmatych”
w wyborze i pod redakcją Mariusza Parlickiego, Wydawnictwo Pisarze.pl, Warszawa 2016.

 

Peter Paul Rubens

 

EWA PILIPCZUK

 

 

Tekstylny

Pewien Wacek z przedmieścia nad Wisłą,

lubił nosić bieliznę obcisłą.

Nie uznawał bokserek,

bo miał taką manierę.

Przyrodzenie mu prędko obwisło.

 

Naukowy

Panna Lusia z dalekiego Wałcza,

u Wisłockiej się pilnie dokształca.

Próbowała do zmroku,

aż dostała amoku.

Amok nie chciał zatańczyć z nią walca.

 

Góralski

Juhas Marko z przepięknej Planicy

owce pasał w przykrótkiej spódnicy.

Jedna go podejrzała,

i stwierdziła, że wałach.

Miast ją rżnąć, tylko szcza do żętycy.

 

Ornitologiczny

Jurny Adam spod miasta Wrocławia,

z dzierlatkami się chętnie zabawiał.

Wróbel ćwierka na płocie

że już spłodził sto pociech.

Od tej chwili bez gumki odmawia.

 

Entomologiczny

Napalona Zuzanna z Będzina,

w ondulację wciąż kwiatki przypina.

Raz jednego nie wpięła,

pupę swą nań wypięła.

Trzmiel ją zerżnął. I chuci był finał.

 

Pobożny

Przeorysza klasztoru pod Świeciem

spowiadała się w tyskim powiecie.

Ale tylko u księdza,

co się nad nią nie znęcał.

Wygrywała mu grzechy na flecie.

 

Z sennika

Marianowi gdzieś blisko od Krosna

ciągle śni się przygoda miłosna.

Suknie zdzierał raz z Mani

ale wzwód miał do bani.

I zwis nocny mu tylko pozostał.

 

Brydżowy

Raz brydżystę z wioszczyny pod Piłą

w grach miłosnych bez atu kręciło.

Licytował do pował,

z krótkim walkiem spasował.

Fajerwerków tym razem nie było.

 

Militarny

Zdolna Zuzia, wojaka spod Leska

szlifowała w cielesnych ucieszkach.

Wojak odkrył niebawem,

że w kolejce po sławę

stał niejeden z jednostki koleżka.

 

Rzemieślniczy

Kolombina, ta z cyrku na Hożej,

z rurą tańczyć umiała niezgorzej.

Hydraulik chciał rurę

kluczem rozbawić czule.

Klucz się jednak nie sprawił, niebożę.

 

Poetycki

Raz chutliwy poeta z Zambrowa

call-girlaski rymami czarował.

Zadrżał biedak, gdy żona

w wiersz zajrzała zgorszona.

Rozwód mu się nijak nie rymował.

 

Chemiczny

Chemik z Nakła, co mieszkał pod lasem,

asystentce pokazać chciał klasę.

Mendelejew się schował,

gdy swą kolbą szpanował.

Zgrzał ją tak, że wybuchła przed czasem.

 

Melodyjny

Skromna panna z uroczej Chodzieży

chciała cnotę fleciście powierzyć.

Nim preludium wybrzmiało

on chciał grać już na całość.

A tu flet zachorował na nieżyt.

 

Pożarniczy

Raz ogniomistrz strażacki ze Zgierza

chwalił się, że ma wacka jak wieża.

Żona na to – kolego,

chyba jak z klocków lego

w wersji mikro. I tylko by leżał.

 

Sportowy

Maratończyk z przysiółka pod Twerem

szczycił się niebotycznym powerem.

Zaszedł do Moulin Rouge,

parę drinków – i cóż...

z baleriną był tylko sprinterem.

 

Z sieci

Jan emeryt ze wsi Swornegacie,

na „sex-lajnie” był mocny, jak zacier.

Rypał sprawnie, jak z nut,

bo miał wzwód, jak ten cud

aż pod niebo. Lecz tylko na czacie.

 

Sakra-mencki

Ksiądz z parafii w powiecie pasłęckim

nosił w gatkach grzechomierz niemiękki.

Precyzyjnie nim władał

i z ochotą spowiadał

penitentów, jak też penitentki.

 

 

ANNA SKORUPSKA

 

 

* * *

Gość leniwy z okolic Mogiłek

często żonę swą chwyta za tyłek,

ale zaraz się cofa,

bo w pobliżu jest sofa,

a ten seks to za duży wysiłek.

 

* * *

Gdzieś, na planecie za Mleczną Drogą

mieszka kosmita zwany Stonogą.

A, że na tej planecie

noga służy do ...wiecie,

więc powoduje on ciążę mnogą.

 

* * *

Koszykarze nad jeziorem Wdzydze

trenowali, by w pierwszej być lidze,

lecz bynajmniej nie sami,

ale z cheerleaderkami...

Jak – nie powiem, albowiem się wstydzę.

 

* * *

Dwóch elektryków pół nocy w Sparcie

walczy z awarią prądu uparcie.

I zaiskrzyło!

Albo to miłość,

albo na kablach gdzieś, jakieś zwarcie.

 

* * *

Jest nieszczęśliwy saper w La Paz,

który pomylił się tylko raz,

gdy wyrzekł: „tak” w kościele…

Odtąd mówi niewiele,

żona wybucha zaś raz po raz.

 

* * *

Pewna niepewna kobieta z Leszna

nie wie, czy grzeszna jest, czy bezgrzeszna,

bo choć ciągle z nim sypia

lekceważąc pryncypia,

jednak przyjemność z tego jest śmieszna.

 

* * *

Pewien aktor z ulicy Złocieni

raz z aktorką słów kilka zamienił

i już żądze tam rządzą

i już sądzą, że zbłądzą,

lecz niestety scenariusz ktoś zmienił.

 

* * *

Raz freudysta, co zwiedzał był Kenię

chciał z Kenijką swe spełnić marzenie...

Resztę życia się winił,

że się cały oślinił

a miał olśnić. Ot przejęzyczenie.

 

* * *

Przekonywał raz krasnal królewnę:

Wszak my dusze jesteśmy pokrewne

złączmy zatem i ciała...

I królewna zechciała.

Odtąd nikt go nie widział zapewne.

 

* * *

Jeden żwawy staruszek nad Nidą

zamiast biegać i ćwiczyć aikido

jadł orzeszki prażone,

czym zachwycił swą żonę,

bo mu nagle skoczyło libido.

 

* * *

Chciała pani, gdzie cmentarz w Zielonce

z kościotrupem mieć selfie gorące,

lecz spotkała grabarza,

i z nim teraz rozważa,

czy nie będzie to zbyt dołujące.

 

* * *

Raz elektryk, co mieszka w Otmęcie

szedł do łóżka jak gdyby na ścięcie,

i poważny, skupiony

do swej zbliżał się żony…

Lecz on tylko budował napięcie.

 

* * *

Pewien człowiek w upale gdzieś w Spale

podrygiwać raz zaczął wytrwale.

Wkrótce cała już Spała

głośno z niego się śmiała,

bo zuchwale obnażył detale.

 

* * *

Raz nieśmiały turysta gdzieś w Warnie

przed wieczorem się poczuł koszmarnie.

Się pozbierać nie może,

bo gdy leżał nad morzem

słońce z tyłu go wzięło bezkarnie.

 

* * *

Nieporadny ogniomistrz gdzieś w Kodniu

w pewnej pannie się kochał dzień po dniu...

Gdy sam został z nią chwilę,

poczuł w brzuchu motyle,

no i stało się. Stanął mu. W ogniu.

 

* * *

Pewien sędzia w miasteczku znad Wisły

miał w sypialni niezwykłe pomysły,

kiedyś zaś na balkonie

polecenie dał żonie:

Ty się zwieszaj, bom ja niezawisły.

 

* * *

Mały Chińczyk , co mieszka w Pekinie

się zakochał w wysokiej dziewczynie

i choć miłość zwycięża,

trochę się nadwyręża

uprawiając wciąż seks na drabinie.

 

* * *

Czarujący czarodziej z Ornety

wszem i wobec swe chwalił gadżety,

lecz gdy raz po bankiecie

miał dać pokaz kobiecie

to go różdżka zawiodła, niestety.

 

* * *

Niechlujnego grabarza z Grudziądza

na cmentarzu dopada wciąż żądza,

lecz w denatkach niestety

ów nie wzbudza podniety,

lecz o niczym to wszak nie przesądza.

 

* * *

Jest precyzyjny snajper spod Łodzi,

żadna odległość mu nie przeszkodzi.

Niestety żona

niezachwycona

twierdzi, że z bliska to on zawodzi.

 

* * *

Za Pakością raz szkielet podnietę

poczuł by się migdalić z szkieletem.

Dziś po całej Pakości

rozrzucone ich kości,

bo czynili to z wielkim impetem.

 

* * *

W hoteliku gdzieś w Brand pod Alpami

jeden pan z ogniem wziął się do pani,

lecz na szczęście ta pani

aż do dzisiaj jest z nami,

bo gaśnica wisiała za drzwiami.

 

* * *

Pisze babcia dziś donos spod Warki,

że do parku wciąż chodzą dwie parki.

Co tam robią dokładnie

opis brzmi nieporadnie,

bo zgubiła gdzieś swe okularki.

 

 

EWA SKOŚ

 

 

* * *

Na jadłospis panienki z Essex,

keks się składa kakao i seks,

ale teraz pości,

powiedziała dość i

odstawiła kakao i keks.

 

* * *

Dotąd sprawny mężczyzna w Kalkucie,

stracił w członkach zupełnie już czucie.

Jasno z badań wynika,

że wraz z czuciem zanika,

jego żony do niego uczucie.

 

* * *

Raz w zegarze z kukułką, pod Grójcem,

pani skryła kochanka w jarmułce.

Opowiadał to świadek

bo to pierwszy przypadek,

że ktoś jaja podrzuca kukułce

 

* * *

Krewka pani co mieszka w Rajgrodzie,

ukrywała kochanków w komodzie,

pewnej nocy zbladł gach

gdy szufladą mu ..ciach.

Polak zawsze jest mądry po szkodzie

 

* * *

Na swym ciele rolniczka w Bielawie,

ma hektary co nie są w uprawie,

a że grzech to przed Bogiem,

by leżały odłogiem,

toteż świta jej myśl o dzierżawie.

 

* * *

Rzuciła pani na pana spod Wronek,

klątwę, gdy zaczął ją zdradzać małżonek.

Odtąd ma go na oku

bo po każdym w bok skoku,

rośnie mu nochal, a kurczy się członek.

 

* * *

Są zazdrosne mężatki w Utah,

bo Lilianna ma liliputa,

a związek z mikrusem

łączy się z bonusem:

,,liliput” mu sięga do buta..

 

* * *

Astrologowi znad Liwiej Łuży,

deszczowy urlop strasznie się dłuży,

więc trochę z tych nudów

z ciał panien, bez trudu,

przyszłość z układu pieprzyków wróży.

 

* * *

Mieszka młody piekarczyk, gdzieś w Trieście,

co uwielbia wręcz wdzięki niewieście,

taki tego jest skutek:

każda bułka ma sutek

lub zgrabniutki przedziałek na cieście.

 

* * *

Żył pomocnik piekarza w Dunkierce,

który miłość chciał wyznać kajzerce,

po tygodniu, na łące,

czule tocząc ją w mące,

złamał na niej dwa zęby i serce.

 

* * *

Pojawiła sie w gminie Pacanów,

na bigamię tendencja u panów.

Czy podlega grzywnie?

Otóż wręcz przeciwnie,

ma poparcie właściwych organów.

 

* * *

Złe wspomnienia ma baba z Giewontu,

bo doznała tam kiedyś afrontu.

Taternicza brać,

jej nie chciała brać,

ani od tyłu, ani od frontu.

 

* * *

Na urlopie brydżysta spod Rdzawki,

wciąż z damami karciane ma wprawki,

gdy nocą z czterema,

rozegrać chce szlema,

wtedy asa wyciąga z nogawki.

 

* * *

Pokerzysta raz twierdził z Ornety,

że bez trudu uwodzi kobiety.

Czasami parę ma,

a gdy idzie mu gra,

w posiadanie wejść może karety.

 

* * *

Gdy trwa stypa to wdowa spod Liszek,

wypijając już setny kieliszek,

otwarcie przyznaje :

,,godowe zwyczaje

zapożyczam od lat od modliszek’’.

 

* * *

Pokonuje biegacz pod Kłajem

w rekordowym czasie przełaje,

choć (za zgodą trenerki)

na dwa szybkie numerki,

w czasie biegu na moment przystaje.

 

* * *

Jest tyczkarka na wyspie Madera,

która sezon sportowy otwiera

na materacu w kwiaty.

Wybitne rezultaty

Uzyskując na ,,tyczce” trenera.

 

* * *

Chciał wytworny pan będąc na Cyprze,

uwieść panie grą swoją na cytrze,

lecz prędzej się wkupi

w ich łaski, gdy kupi

dobre wino (na głowę po litrze)

 

* * *

Twierdzi pewna uczona z Werony,

że jej facet ma wygląd zbliżony

do ufoludka,

wypustka krótka

a w łóżku jest zupełnie zielony.

* * *

Pożarł żarłoczny biskup z Łomianek,

pieczone prosię u Elżbietanek,

u Szarytek

górę frytek,

na deser… wianek u Felicjanek.

 

* * *

Dla pewnej pani malarz z Podłęża,

malował portret frustrata – męża.

Twórca w trakcie (to fakt)

chciał też odbyć z nim akt,

bo to wspaniale rysy odpręża.

 

 

BOŻENA SŁOMIŃSKA

 

 

* * *

Pewien literat z miasteczka Ryki

wyznał w spowiedzi grzeszne nawyki:

Często świntuszę,

nie chcę, lecz muszę...

Rzekł mu spowiednik: Pisz limeryki.

 

* * *

Powiada Alicja ze Śląska, nie z Ryków,

że nie chce, a musi być wśród zbereźników,

że wszystko jej bzyka,

jak piękna muzyka...

To może być bzik? Niech nie mija jej bzik ów.

 

* * *

Pewien lotnik – zalotnik z Sopotu

chętne panny brał do samolotu.

I mówił im w locie:

A teraz mój kocie,

sprawdźmy, ile w tobie polotu.

 

* * *

Nina z Sabiną spod Jarocina

Dziś otworzyły butelkę wina.

Nie strzelę gafy

gdy wyjdę z szafy?...

Tu lim sie kończy, a love zaczyna.

 

* * *

Pewien turysta raz na Borneo

oglądał występ Donatan z Cleo.

Wtem ptak przy wzlocie

skrył go w namiocie,

który mu powstał, gdyż był w pareo.

 

* * *

Zapraszał biznesmen ze Śląskiej Dąbrowy

nową swą znajomą na lunch biznesowy.

„Będzie więcej gości

ale, dla ścisłości,

to do interesów nie musisz mieć głowy.”

 

* * *

Raz na myśliwym z Węgierskiej Górki

ślad zostawiły dwóch pań pazurki.

Dymi mu czacha:

Stacha czy Bacha?

Ach, jak brakuje mi tu dwururki!...

 

* * *

Pani ornitolog w miejscowości Tleń

czatując na ptaki spędza w borze dzień.

Cały dzień w tym borze!

Nagle: Ach, to może...

może?... O mój Boże!.. Nie, to orła cień...

 

* * *

Żalił się na żonę Żenia z Woroneża:

że jest niedostępna jak warowna wieża.

A tu dzisiaj żona

cała najeżona

woła go z alkierza: „chodź, będzie na jeża”.

 

* * *

Córce gitarzysty z okolic Gierłoży

na wstępne gier lekcje hojny szwagier łoży.

Choć siostra brać każe

lekcje na gitarze,

ona do gry wstępnej chętniej się przyłoży.

 

 

* * *

Panna z Nagoi

leży nago i

cała

już pała,

ale się boi.

 

* * *

Internautce z Wielkich Pniew

to, co burzy w żyłach krew,

to nie szef,

nie płci zew,

lecz aktywność z panem F.

* * *

Pewien Mikołaj z nad Wisłą grodu

nocami ciała badał od spodu,

a że pociąg miał

do niebieskich ciał,

to nie przedłużył on rodu.

 

* * *

Pewien gej, który mieszka w Soweto,

matematyka – mówi – to nie to,

co mnie ciągnie, rajcuje,

raczej niechęć doń czuję,

matematyka wszak jest kobietą.

 

* * *

Pewien matematyk, stochastyk z Krakowa,

miast więzów małżeńskich łańcuchy Markowa

wybrał. „Tu wyjaśnię -

rzekł – z M. żar nie gaśnie,

od naszych kontaktów to mnie boli głowa.

 

* * *

Anons dał informatyk z Wilna:

Nieważna strona przednia i tylna,

góry i doły,

skończone szkoły.

Ważne, by była kompatybilna.

 

* * *

Waldek, geometra, pracownia w Lublinie,

dogłębnie studiuje figury i linie,

tu punkt, tam krzywizna...

Wiele osób przyzna –

jako ekspert z kobiet geometrii słynie.

 

* * *

Wynik długich doświadczeń u fizyka spod Pruszcza

budzi wielkie zdziwienie, które tak on wyłuszcza:

Czasem prawo ciążenia

w stanie jest zawieszenia

i kobieta się trzyma, choć się puszcza i puszcza.

 

* * *

Pewien fizyk doświadczalny znad Wisły

był ścisłowcem, co dość śmiałe miał pomysły.

Doświadczone pomysłami tymi panie

nienajlepsze jednak o nim miały zdanie,

bo fizyczny kontakt z nim był nader ścisły.

 

* * *

Ujmująca dziewczyna i chłopiec w Lizbonie

jemu serce łomoce, a jej lico płonie...

Każde ma dylemat:

jak rozwinąć temat?

Czy go ująć w słowa, czy go ująć w dłonie...

 

* * *

Para zakochana z miasta Dolna Mszana

chce, by cała o nich prawda była znana:

o szczęściu, udręce,

gustach... Keine Grenzen!

A prawda jak seks jest. Przereklamowana.


 

Ewa PILIPCZUK – lublinianka od pokoleń. Z zamiłowania przyrodniczka, z wykształcenia prawniczka, w życiu liryczna, romantyczna i niedzisiejsza. Ukończyła Wydział Prawa UMCS w Lublinie. Pisze wiersze od ponad 10 lat, publikując je na swoim blogu od 2010 r., na forum GoldenLine „Ludzie wiersze piszą”, Wiersze kobieta.pl oraz na Facebooku w grupach poetyckich: „Pisz i Czytaj Wiersze” i „Ogród poetów”. W listopadzie 2014 r. wydała swój debiutancki tomik wierszy „Impresje codzienne” z serii „Z szuflady poety VI”. Jest jedną z autorek w trzech Antologiach Grupy Poetyckiej „Ogród Poetów”. Jej wiersze opublikowane są również w Antologii poezji miłosnej „Pogubieni w stosach serduszek” i dwóch Antologiach: „W jesiennych woalach mgły” oraz „Zima – Samba na jednej nucie”. Jest współautorką Antologii „Poeci Polscy 2016”. Zdobyła III miejsce w Konkursie Jednego Wiersza „Mosty”, zorganizowanym Przez II Zlot Poetów w Łodzi. Przygotowuje do wydania swój drugi tomik wierszy. Jej pasją – oprócz poezji – jest również fotografia przyrodnicza, piesze wędrówki i uprawianie własnego ogrodu. Niniejsza publikacja jest satyrycznym debiutem Autorki.

 

Anna SKORUPSKA – starsza pani młoda duchem, ciekawa świata. Poznanianka od kilku pokoleń, uwielbiająca poznańskie klimaty. Gwara poznańska jest dla niej nieustającym źródłem uciechy i inspiracji. Nie kletuśnica, akuratna i porzundna, nie dudla z byle czego, a i pokielczyć się lubi. Limeryki układa w wolnych chwilach od wielu lat i daje jej to radość, a czasem wyróżnienia i nagrody w różnych konkursach limerykowych. Uważa, że człowiek z pasją się nie starzeje, więc nie ma mowy, aby zaprzestała… Poza limerykami pasjonuje się fotografią i podróżami, najchętniej jednocześnie. Przepada za latem i nigdy nie narzeka na upały, a zimę toleruje jedynie ze względu na jej fotogeniczność. Zadowolona ze swojego życia optymistka, która lubi ludzi. W tym siebie.

 

Ewa SKOŚ – mieszkanka Krakowa, zawodowo związana ze służbą zdrowia. Jej zasadniczym hobby jest rękodzieło, a ulubioną techniką decoupage. Swoją przygodę z limerykami zaczęła cztery lata temu, a pomysły na nie, przychodzą najczęściej w trakcie prac rękodzielniczych. Laureatka i organizatorka kilku konkursów na limeryk, moskalik i lepiej, organizowanych na stronie FB zrzeszającej miłośników tych form literackich. W 2015 roku, w IV Bielskim Konkursie Satyrycznym ,,Wrzuć na luz” otrzymała wyróżnienie w kategorii tekst.

 

Bożena SŁOMIŃSKA – pisuje okazjonalne rymowanki na użytek rodziny i znajomych. Układa je zwykle podczas biegania, sprzątania (rzadziej) i gotowania (jeszcze rzadziej). Traktuje to jako gimnastykę umysłową. Kilka lat temu zachwyciła się limerykami Szymborskiej i dla zabawy przymierzyła się do nich. Od ubiegłego roku obserwuje życie na facebookowej Ulicy Limeryków, a od paru miesięcy w nim uczestniczy. Właśnie na Ulicy dostrzegł ją poeta Mariusz Parlicki, skomplementował nazywając limerystką i zaprosił do wspólnego przedsięwzięcia „gwarantującego wieczną chwałę i obecność na liście obowiązkowych lektur szkolnych”. Urok prawdziwego poety sprawił, że mimo pewnych wątpliwości zaproszenie przyjęła. Mieszka w Toruniu. Jest psychoterapeutą i trenerem rozwoju osobistego. Od ponad trzydziestu lat jest mężatką, ma troje dorosłych dzieci.

 

Pin It