{jcomments on}

Wiersze Tygodnia -

Andrzej K. Waśkiewicz

Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska


słynny chiński pięciopak

słynny chiński pięciopak kupiony w szanghaju
–  marks engels lenin stalin
i mao
wisi nad biurkiem patrzy

niżej w akwarium
– obok biurka – ryby
właśnie nakarmione pływają leniwie
pewnie szczęśliwe

(stara opowieść mistrza zen

: cóż ty
który nie jesteś rybą
możesz wiedzieć
co czuje ryba

i riposta
innego mistrza zen

: cóż ty
który nie jesteś rybą ani mną
wiesz o mnie i o rybie)

ów pięciopak
kupiłem za juany
kupione
w hotelowym kantorze za dolary
dolary
nabyłem w kraju za złotówki

prawdziwa
krew świata jej przypływy
odpływy fluktuacje notują
sejsmografy giełd

nie jest wykluczone
że ten wiersz da się sprzedać
będzie wtedy
czymś więcej niż produktem
: towarem na rynku
da się wymienić na akcje
świadectwa udziałowe
wymienne na gotówkę
lub grające
na giełdzie

słynny chiński pięciopak
: trzej brodacze
: jeden
tylko z wąsami
: i jeden
gładko wygolony

nie wiem
czy czarną bibułkę wystrzygał
artysta od wycinanek czy może
użyto wykrojnika
w każdym razie
owo dzieło sztuki
a także
świadectwo idei która
zmieniła świat
jest
towarem na rynku
uczestniczy
w wielkiej światowej wymianie
(wraz ze mną który go kupiłem
uczestnicząc
w wymianie dewiz
napędzając
obroty światowych banków
giełd
obroty
krótko i długo
terminowych kredytów
transferów
gotówki

niepewny
: będzie hossa czy bessa

choć po prawdzie
niewiele mnie to obchodzi
raczej
czy starczy na komorne)

krew świata
jej przepływy
napędza pot i krew
praca
która tanieje
której
jest wciąż za mało

ludzi
jak zwykle nadmiar

podobnie jak wierszy

słynny
chiński pięciopak
tylko
dwadzieścia juanów
niespełna
dwa i pół dolara

idea która
zmieniła świat

w akwarium wieczorem
wygaszę światło filtr
pracuje sprawnie
wymiana gazowa
przebiega prawidłowo
proces samooczyszczania
wody – póki co –
nie budzi zastrzeżeń

i cóż ja
– który nie jestem rybą ani chińczykiem –
wiem o tym
który wykonał ów pięciopak o dziewczynie która
upuściła połowę ceny bo kupiłem
dwa od razu jeden dla siebie drugi dla grzegorza w.
niegdyś
szefa ośrodka kultury w moskwie teraz również
poważnego urzędnika państwowego pisarza
lekarza z wykształcenia muzykologa
z zainteresowań (jak on mógł
wytrzymać w moskwie pijąc
z umiarem i niechętnie)

nie da się przewidzieć
biegu zdarzeń
zbyt wiele
zmiennych

nie wiem
po co kupiłem
ów słynny chiński pięciopak
po co
powiesiłem nad biurkiem (a właściwie
obok biurka bo ono
stoi naprzeciw okna regały
są z prawej strony – licząc od okna –
ten z akwarium jest drugi ten na którym
wisi na samej górze słynny
chiński pięciopak trzeci
obok jest rysunek
ofiarowany mi niegdyś przez studenta w czasie
gdy redagowałem wkładkę do dawno
nieistniejącego „nadodrza” potem ów student
został dziennikarzem państwowego radia
teraz s.a.

na tym rysunku
muza unosi się nad piszącym przy biurku
i napis
: „przestań,
po co ci to,
nie warto”)

widzę i opisuję

tyle przeminęło
widoków i nadziei

może warto
choć to zapisać

: przypadkowy układ
przedmiotów

: i coś o tych
z którymi na chwilę
złączył mnie bieg zdarzeń

nie da się przewidzieć
co będzie dalej

stara opowieść mistrza zen słynny
chiński pięciopak
i ten co go kupił
na równie słynnym szanghajskim bazarze
niepewny co kupuje

i co przez to
pragnie powiedzieć

może
dowie się z tego wiersza

akwarium
oświetlone i ciepłe
książki na regałach
biurko zeszyt w kratkę
(jeszcze radziecki kupiła mi żona
w leningradzie
u nas wtedy
były przejściowe trudności)
pióro watermana
(prezent od szwagra
francuskie)
japoński laptop dell
sprezentowany przez syna
po naprawie sprawny
pracujący w systemie windows word
(własność microsoftu)

niewykluczone
że jednak zdecyduję się na zakup
internetowego łącza
podłączę
się do światowej sieci

słynny
chiński pięciopak
patrzy i milczy

chciałem także
kupić leszkowi ż.
ale
odmówił

pewnie
nie lubi chińskiej sztuki

albo może
wyzbył się sentymentów

słynny
chiński pięciopak
pięciu
przywódców
niespełna
dwa i pół dolara

dokładnie
czterdzieści osiem centów od sztuki
według wtedy
aktualnego kursu
nie licząc wartości
po przecinku

30 IX 2004


plac tienanmen

fotka
zrobiona przez leszka ż. za drugim pobytem
na placu

wcześniej
było zbyt ciemno ale plac
tętnił życiem

sprzedawcy latawców
czerwonych książeczek talii kart
z ludźmi saddama i nim samym
elekronicznych gadżetów

i ci którzy przyszli na wieczorny spacer
zakochani
ćwiczący
tai-chi

zwykłe życie
na dużym placu wielkiego
miasta

na tej fotce
stoję oparty o balustradę
na drugim planie
jest jedna z bram do zakazanego miasta
i – jednak nieostry –
czerwieniejący portret

zdaje się
że w czerwonej
- jednak ciemniejszej
w tonacji purpury -
bramie jest bazar
przed bramą zaś parking

trzy w jednym
stare nowe i najnowsze

na tej fotce
patrzymy w tę samą stronę
nawet kolor twarzy
mamy podobny

tak zdecydował
układ światła parametry aparatu
filmu papieru i aparatury
wywołującej (wszystko
japońskie choć może zrobione
w tajlandii)

stoję
i patrzę
on
też patrzy

obaj
patrzymy na leszka ż.
który wyzwolił
migawkę aparatu

i tak już zostało

nie wiem
co znaczy

między nami
jest pusto
jakby ten kawałek
placu
wymiotło z ludzi

och wcześniej
(wyliczam wedle rangi
w związkowej strukturze
jacek k. grzegorz w. leszek ż.
i ja
na końcu
w tej hierarchii)
wszyscy razem
byliśmy
na słynnym chińskim murze
a także
w xi an
tam gdzie słynna
terakotowa armia

i teraz na równie
słynnym placu fotka
leszka ż.

pierwszy i ostatni
cesarz

(choć któż może
przewidzieć bieg zdarzeń)

po pierwszym zostały
drogi waluta centralnie ustalony
rozstaw kół wozów co po nich jeździły
pismo i armia
i – cokolwiek mówić -  
duże i silne państwo

(nie licząc trupów i spalonych ksiąg
z bambusowych deszczułek)

po tym drugim
mniej więcej to samo

tyle że wojskowe
zabawki są potężniejsze
i bardziej wydajne
a obronne mury
mniej materialne

z kosmosu ich nie widać

łaziłem
po wykopach w xi an
fotografowałem
mauzoleum w pekinie

stare kultury
czczą swych cesarzy
z których każdy
był w swoim czasie największy

dawna i nowa
krew równie waży

jeśli spojrzeć
z lotu ptaka
albo raczej
satelity

w moim kraju
czci się przegrane wojny krwawe
nieudane powstania klęski
zawinione przez wiarołomnych sojuszników zawsze
winni są inni i ktoś
wbija nam nóż w plecy

i zawsze są
pomniki do obalenia

myślę więc że jeśli
i teraz mi się nie udało winien
jest leszek ż. i jego
fotka aparat
który w tę podróż dała mi żona (prezent
od dzieci więc i one
są winne) a także
marek w. który zlecił mi tę podróż
ci co niegdyś
wybrali mnie do władz stowarzyszenia
ministerstwo
które z publicznych pieniędzy opłaciło
przelot oba związki
literatów które podpisały
umowę o współpracy nie mówiąc
o firmach sony i fuji
międzynarodowych
korporacjach

bez tego wszystkiego
nie było by tego wiersza

jeśli mi się nie udał
winien jest układ świateł
który zabarwił
twarze - moją i tę z portretu - na zbliżone
odcienie czerwieni

nie mówiąc
o układzie jałtańskim

a także tych pięciu
ze słynnej chińskiej wycinanki

jednak najbardziej
skłonny jestem winić leszka ż.
on nacisnął
spust migawki

i tak już zostało

1 X 2004



 

pewna tabliczka

po polsku
cztery słowa i spójnik

trzy rzeczowniki
jeden
czasownik

nie wiem
ile to chińskich znaków

nie sprawdziłem
jak brzmi to po angielsku

nasz tłumacz
liang quanbing (mieszkał
dość długo w polsce więc pewnie wiedział
co mówi)
przypomniał je
na szanghajskim bulwarze
wieczorem gdyśmy już zwiedzili
słynną wieżę telewizyjną
a także muzeum
historii miasta

zobaczyli
stare i nowe dzielnice

: „psom i chińczykom wstęp wzbroniony”

nic szczególnego
tabliczka
z czasów koncesji brytyjskiej

półtora wieku temu

wciąż pamiętane

to jednak miło
odkryć pewną wspólnotę
coś jakby
wspólny kawałek losu

nie tylko zobaczyć
ów słynny chiński boom
co wydatnie wpłynął
na ceny złomu w moim kraju
przez co
bezrobotni mają zajęcie policja
ma kogo ścigać
a zakłady pogrzebowe
mają więcej klientów

urodzony
jako poniekąd podczłowiek
w mieście w którym
wisiały podobne tabliczki
choć w innym języku

poczułem
ciepłe światło wspólnoty

choć przecież
nic z tego nie wynika

1-2 X 2004


Filip Wrocławski
Filip Wrocławski

 

 

 

Pin It