Limeryki z „Seksu w pewnym mieście, Antologii limeryków kosmatych”
w wyborze i pod redakcją Mariusza Parlickiego, Wydawnictwo Pisarze.pl, Warszawa 2016.

Peter Paul Rubens

 

ANNA LUBERDA-KOWAL

* * *

Pewien facet spod Ostrołęki

reagował dziwnie na dźwięki.

Gdy karetka zawyła

męskość mu się zwiesiła -

teraz sprawę załatwia „od ręki”.

* * *

Pewien strażak (z ulicy: Zawiła)

rzeźbił chucią, aż panna rzęziła.

Gdy genami obciążył,

to z ucieczką nie zdążył.

Przez pół miasta go panna goniła.

* * *

Za przyczyną strażaka z Raciąża

nowa panna genami zaciąża,

bo gdy drążył w tej pannie,

nie wycofał starannie.

Teraz budżet pampersem obciąża.

* * *

Pewien zdolny alchemik z Wojnicza

pisał treny i wszystkich zachwycał,

bo gdy je recytował

każda wręcz białogłowa

wypinała to pupę, to cyca.

* * *

Ochmistrzyni z dalekiego Kłaju

narzekała, że spać jej nie dają,

bo ją pan wzywa nocą,

by sumiennie, ochoczo

prowadziła go aż do bram raju.

* * *

U fryzjerki spod Masłomiący

płeć przybrała kształt zdumiewający,

bowiem zarys krzywizny

u każdego mężczyzny

daje efekt fujaromnący.

* * *

Na pewną kobietę z Kalisza

piekielnie działała wręcz shisha.

Gdy brała do ust

falował jej biust,

a wnętrze jak taniec derwisza.

* * *

Ateista spod Żytomierza

w urok panny wciąż nie dowierzał.

Popytał tu i ówdzie -

gdy usłyszał o bruździe,

tak uwierzył, jak w amen z pacierza.

* * *

Z Lublina pewna panna młoda

po ślubie leżała jak kłoda.

Mąż ją błagał: zgolże nogi,

przytnij chaszcze, jeślim drogi.

Teraz pieści ją golibroda.

* * *

Posłów z Wawy częste igraszki

wpływ ogromny mają na ptaszki.

Gdy ptaszyna się zlęknie,

choć dziewoja uklęknie

widzi tylko: kolibra, fistaszki.

* * *

A spod Karlsruhe żona Knuta,

w hiszpańskie buty dziś obuta,

przyszła z hiszpańską muchą

(bo z seksem u nich krucho).

Knut muchę potraktował z buta.

* * *

No a grafik w odległym Stambule

żonki swej nie całował w ogóle

w miejsca inne, niż w łokieć -

przyczyn nie próbuj dociec:

wszak na obiad serwował wciąż mule.

* * *

Spawacz znany, poniekąd spod Żabna,

cechą, co go czyniła powabnym,

był podwójnie obdarzon,

dodatkowy miał narząd

ryflowany – nie oprze się żadna.

* * *

Od masażu wszelakim pcimianom

coraz bardziej marszczy się miano

i rozłazi się wena.

Sprężystości w nich nie ma.

Pcimiskim to nie podoba się damom.

* * *

A Klara w dźgającym jej pigment skwarze,

nie mogąc ulżyć sobie w ciała żarze,

chcąc być z żądzy rześko żgana

żądliwym szpicem żupana

żąda: rżnąć-że, mą grządkę, Waldi-masz-że!

* * *

Takoż rzecze Klara-tusta,

a, że ma mięsiste usta -

Waldi grzmoci

po dobroci.

Wal-dyć on od dziś nie frustrat!

* * *

Wal-dyma-j-rze! wątpić-m zaczynała?

w Pana znajomość geografii ciała,

gdy ten przysłówek mały,

acz wielce jej uda-ły,

upewnił: jak ma „stać”, jest i pochwa-ła.

* * *

Pewien jurny pół-katol z Tłuszcza

księdzu wątpliwości wyłuszcza:

że on chciałby przed i po,

od tyłu i na dziko,

lecz go brzuszna opona nie puszcza.

* * *

Z miasta Wrocław pewna zmyślna dama

chciała zgłębić hrabiostwa arkana,

wciąż zwilżała swe usta

myśląc: kluczem rozpusta -

dziś, jak plebs, obsługuje się sama.

* * *

Z miasta Wrocław zaś wymyślna dama

chciała zgłębić kuchenne arkana.

mąż jej był złotousty,

zatem liście kapusty

przykładała do obu warg z rana.

* * *

Ogrodniczce pod Olkuszem

Jan dostarczał mocnych wzruszeń,

aż sprawa się rypła:

florystka zakwitła –

zagon pełen ma wybrzuszeń.

 

ZBIGNIEW NADRATOWSKI

* * *

Uszlachcony chłop – Maćko z Zawoi

Do alkowy przybywać zwykł w zbroi.

Mawiał: „Toć nie sromota,

Kie w lędźwijach ochota,

Ślachcie dyć goła rzić nie przistoi.”

* * *

Pewien homo – mieszkaniec Złocieńca,

Nagle przestał gustować w młodzieńcach.

Cóż – to pech, lecz dopiero,

Odkąd stał się „hetero”,

Inni geje mają go za zboczeńca.

* * *

Za przyczyną strażaków z Raciąża

Zaszła w ciążę stażystka – chorąża.

Raciąż plotka okrąża,

Że rzekomo ta ciąża

Budżet straży poważnie obciąża.

* * *

Facetowi, co żył w mieście Kraków

Nie chciał stać już od afrodyzjaków,

Lecz się wznosił wspaniale

Przy mariackim hejnale,

Więc o grę wciąż upraszał strażaków.

* * *

Pewien filolog w Archangielsku,

Gdy koleżankę spotkał w zielsku;

Rzekł jej „bon jour” po francusku,

Zerżnął zwyczajnie – po rusku

I w „pizdu paszoł” – po angielsku.

* * *

Pewien nekrofil w Opocznie

W wigilię ślubu, corocznie

Żonę nawiedza zmarłą.

Potem – tak się utarło -

Ją zakopuje niezwłocznie.

* * *

Pewien znany nekrofil w Suwałkach

Ukradł ciało nieboszczki w kawałkach.

Potem chciał się zakładać,

Że je umie poskładać,

Lecz skończyło się na czczych przechwałkach.

* * *

Raz nekrofil z Doliny Roztoki,

Grób rozkopał, choć był dość głęboki.

Niecierpliwym był człekiem,

Więc do trumny wraz z wiekiem

Wskoczył, zwłoki bezczeszcząc bez zwłoki.

* * *

Myśliwy pewien z Primorskowo Kraju

Chędożył foki i o tym zwyczaju

Mawiał: „Ja foki liubliu oczeń”.

Lecz pytany w kwestii zboczeń

Rzekł: „Mnie seks nrawitsa, no żenszczin ja nie ponimaju.”

* * *

Erotomana rodem z Grudziądza

Do świekry grzeszna rozpala żądza,

A i teściowa leciwa

Chuci do niego nie skrywa.

Lecz czy to w końcu o czymś przesądza?

* * *

Pewien bankier z przerostem prostaty,

Kalkulował swe zyski i straty:

„W tym kwartale – planował -

Seks będę reglamentował,

A sikanie rozłożę na raty.”

* * *

Zakochany nekrofil z Weatherby

Z narzeczoną pojechał na derby.

W sumie – nic się nie działo,

Panna gniła pomału,

W meczu też... zero – zero do przerwy.

* * *

Tak małego miał Ali z Karbali,

Że w Karbali go obgadywali;

Imamowie go czasem

Nazywali „cieniasem”,

A mułłowie go nie szanowali.

* * *

Na moście – tym, nad rzeką Kwai,

Pozbył się pewien Anglik jaj,

Mówiąc mniej więcej: „Let my eggs

Go far away and no more sex.”

Swej żonie zaś on rzekł: „Good bye.”

* * *

Gej – nekrofil z okolic San Diego

Gdy obnażył kowboja martwego,

Rzekł mu: „Myj się, mój drogi -

Strasznie śmierdzą ci nogi”,

Czym uraził go wprost do żywego.

* * *

Pewnej pannie – gdzieś spod Drohobyczy

Wciąż odrasta jej klejnot dziewiczy,

Więc – by stwierdzić otwarcie -

Puszcza się tak zażarcie,

Że to prawie z kurestwem graniczy.

* * *

Raz pan Freud – znany gość – łebski Żyd

W łożu wyznał swej żonie, że ID

Czyni z człeka herosa,

Jednak w sferze Erosa -

Jego ID ... słabe zbyt ... i mu wstyd.

* * *

Torreador – corridy bożyszcze

Kocha krowy w swym rancho, aż świszcze,

Lecz do jednej krasuli

Nawet się nie przytuli

I się o niej wyraża: „kurwiszczę.”

* * *

Pewien juhas spod Nowego Targu

Owcy tajnie używał na piargu,

Tak jej mówiąc: „Kochana,

Ty nie bedzies widziana

I jo z bacom unikne zatargu.”

* * *

Pewien gej z miejscowości Kobyłka

Pcha komórkę z wibracją do tyłka

I wydzwania tam stale,

Lecz po każdym sygnale

Ktoś odbiera i mówi: „Pomyłka …”

* * *

Płynąc na arce – Noe podobno

Swoich synowych podnosił płodność.

Morał – nawet w potopie,

W ograniczonym biotopie

Prawdziwy macho znajdzie sposobność.

* * *

Pewna Gruzinka z Machaczkała

W łóżku z klientem, strasznie czkała.

Aż ją raz łobuzy

Zaciągnęły w gruzy

I tam straszyły, aż przestała.

* * *

Pewien gej, co odwiedził raz Rzym

Seks z lesbijką miał mieć, lecz sęk w tym,

Że niełatwo – to fakt -

Aranżować ten akt:

Gdzie, kto, komu, w co, jak oraz czym ?

 

ANNA MIKUŁA

Zawzięty

Pewien Ambroży z ulicy Hożej,

Nie czuł ciągoty do woli bożej.

Pił afrodyzjaki,

Czasem czteroraki,

Nie dziwota poczuł się gorzej.

Nie cudzołóż

Pewien kniaź Dymitrij na polowaniu,

Zastał żonę z innym na leśnym posłaniu.

Nie przymierzając,

Strzał z flinty dając,

Kłam zadał o wtórnym wybaczaniu.

Instrukcja obsługi

Luciano Sorelli z Minnesoty stanu,

Narobił w łazience wielkiego rabanu.

Bo użył trymera, ale nie do nosa,

A swego męskiego, prywatnego trzosa

I żona udzieliła na łoże szlabanu.

Axel-tulup

Przy lampie, w centrum dużego miasta,

Striptiz zrobiła pewna niewiasta.

Śmignęła na rurze,

Zatrzymała na murze

I …pst! Iskierka jej zgasła.

Niezłomna

Pewna Egipcjanka, urocza Danae,

Z kamyków za nierząd wzniosła altanę.

Wkrótce , to nie zwidy,

Wielkie piramidy.

– A i na tym – rzekła, to nie poprzestanę

Zawiedziona

Pewna kwiaciarka z Placu Solnego,

Zwęszyła gościa hojnie obdarzonego.

A to nie natura,

Lecz skryta kabura,

Zniweczyła plan i klapa na całego.

Zaradność

W stolicy Francji jest pewien skwer,

Gdzie chodzą panie, te z lekkich sfer

I z biustem na wierzchu,

Pracują o zmierzchu,

By zebrać fundusze na ciuch z Deni Cler.

Powód do dumy

Pewien Rodriguez z rozległej Barcelony,

Miał rozprute w kroku stare pantalony.

Wachlował sobie na schodach siedząc,

Wzbudzając podziw dam i wiedząc,

Że jego precjoza są niczym melony.

Fetyszysta

Słowianin Lechosław , co żył na rubieży,

Nie chciał się przyznać do dziwnej kradzieży.

A buchnął stringi

Niejakiej Kingi

I parę innych sztuk jej odzieży.

Ku pamięci

Marianna bieży przez miejskie arterie,

Bo właśnie wysiadły jej wszystkie baterie.

Do czego? Nie powiem

Jak ów się zowie,

Ale jest sztuczny i duży niezmiernie.

Misja

Jasiu filantrop w poczuciu obowiązku,

Zrobił rekrutację wśród panów na Śląsku.

Celem seksmisji w Togo,

Lecz zawiódł się srogo,

Bo ich możliwości nie miały z tym związku.

Ciekawski

A pewien Lucjan, kominiarz z Konina,

Na dach apartamentowca co dzień się wspina.

Bynajmniej nie zawodowo,

Lecz raczej po(d)glądowo,

By ujrzeć dziewczę, co bluzkę rozpina.

Co nam w duszy gra?

Zabawne, że gdy bankier z Minnesoty,

Zabiera się z żoną za wieczorne psoty,

W ruch idą bicze, łańcuchy,

Szpicruta i dziwne ciuchy,

Pan przywdziewa koronki, a pani galoty.

Libido

Ścichapęk Alen ze znanych Skierniewic,

Czuł wielką słabość do miastowych dziewic.

Lecz deficyt był w branży,

Bo ubiegł go Andrzej,

Więc pojechał dalej, by sprawę rozkrzewić.

Z mchu i paproci

Przy pewnej szybkiego ruchu szosie,

Stoją o brzasku i porannej rosie.

I nie są to grzyby,

Ale jak gdyby

Podobnie trują, zbierając pokłosie.

Alter ego

W Gdańsku przykładnego męża z rana,

Żegna stojąc w progu żona ukochana.

Gdy zmrok zapada,

On sukienki wkłada

I mruga zalotnie do kapitana.

Uczciwość

Przystojny i zacny dżentelmen z Barbudy,

Chciał zastęp niewieści pozbawić ułudy.

I aby zniechęcić,

Więcej nie nęcić,

Rzekł – Spójrz na mnie, poznasz definicję nudy.

Wyprężona

Niewiasta Iga pragnąc prestiżu,

Na miejskim rynku stoi w negliżu.

Usta wydyma wymownie,

Pręży piersi swobodnie...

Lecz tylko hydrant sterczał w pobliżu.

 

MARIUSZ PARLICKI

Danusia w Dukli

Odwiedziła Danusia raz Dukle

I wygląda dziś bardziej wypukle.

Bo chłopcy z Dukli

Danuśkę pukli

Mocno tak, że aż sterczą jej pukle.

Full Julka

Jest „Full Julka” w krakowskim burdelu,

Co klientów ma zwykle niewielu.

Choć jest niemiła,

Dziś zaliczyła

Całą paczkę „Michałków” z „Wawelu”.

Elżbieta z Tylży

Sucha Elżbieta, co mieszka w Tylży

Mocno nawilża się przy odwilży.

A myśli Tylża

Ze się nawilża

Gdy ją zelży ktoś, lub gdy ją zwilży.

Dziewczę hoże w Kotorze

Pewne dziewczę hoże w Kotorze

I nad morzem i w górach dojść może.

Dziś, gdy mnie naszło...

Doszło i zaszło,

Lub nie zaszło, być może, daj Boże!

Zosia z Wąbrzeźna

Straszyła Grzesia Zosia w Wąbrzeźnie,

Że jak nie weźmie jej on, to sczeźnie,

A że jest niezła,

Szkoda, by sczezła,

Więc Grześ wziął ją, lecz dosyć pobieżnie.

Wielkanocna tradycja

Geje z Krakowa – wierni zwyczajom

Jęli się stukać – jajem o jajo.

Na to zerkając

Z koszyczka zając,

Cieszy się, że tradycję kochają.

Nad Biebrzą

Guwernantkę, gdy poszła nad Biebrzę,

Dopadł hrabia…, o względy jej żebrze.

Wpierw się wzdryga dziewica

Potem płoni swe lica,

Po czym rzecze: – już nie żebrz i jebże.

Nad Bzurą

Pan Bożydar dziś zasiadł nad Bzurą

Z miną bardziej, niż zwykle, ponurą,

Bo już od trzech tygodni

Dobrze wie, że zapłodnił

Którąś pannę, lecz nie wie wciąż którą.

Nad Dźwiną

Dziwowała się Józia nad Dźwiną

Męskim członkom i żeńskim waginom

I wciąż myślała,

Że, gdy da ciała,

To jej te dziwowania przeminą.

Górnik przodowy z Ligoty

Pewien górnik przodowy z Ligoty

Ma ciągoty do Jędrka Gołoty.

Lecz gdy go pyta

O to kobita,

On jej mówi: – „daj spokój, no co ty”.

Hrabina z Załęża

Pewna hrabina rodem z Załęża

Ogrodowego dosiadła węża.

Dla wyższej sfery...

Trzy atmosfery

To substytut – kochanka i męża.

Isaura z Pernambuco

W głowie Isaury z Pernambuco

Kudłate myśli wciąż się tłuką.

Kocha roślinność

Więc swą niewinność

Chce utracić z draceną lub z juką.

Kizi mizi w Pizie

Pewnemu turyście w Pizie

Kizi mizi zrobiły dwie cizie.

Teraz sumienie

I przyrodzenie

Biednego turystę gryzie.

Kobieta z Zawichostu

Pewna kobieta z Zawichostu

Chciała do Wisły skoczyć z mostu,

Bo co dzień rano

Miała zoraną

Twarz od męskiego zarostu.

Krasnoludek

Krasnoludek, co mieszka wśród liści

O czym myśli, to wnet mu się ziści.

– Nie myśl! – mu radzę -

o Babie Jadze.

On pomyślał i komin jej czyści.

Kumka z Rumi

W Rumi pewien kum do kumki

Chodził kochać się bez gumki

A teraz – cały tłumek

Chodzi do niej bez gumek,

Bo małe starczają jej sumki.

Mścisław z Mościsk

Mścisław, co mieszka w wiosce Mościska

Strasznie drze pyska wtedy, gdy tryska.

Cóż, tak się zdarza,

Był u lekarza

Ze stulejki uwolnić tygryska.

Pani z Walencji

Pewna pani z Walencji

Dzięki złej proweniencji

I Kamasutrze,

Chodziła w futrze

I leczyła różnych panów z impotencji.

Przy drodze

Z pewną starą tirówką przy drodze

Jaś popuszcza fantazji swej wodze.

Dzwoni Jasia kobita

I - gdzie jesteś?, go pyta,

On jej mówi: – już prawie dochodzę.

Staruszka z Zaporoża

Na Zaporożu żyje staruszka,

Która wraz z kozłem chodzi do łóżka.

Kozak na siczy

Widząc ją, krzyczy:

– Pozdrówcie tatkę matuszka.

Ufoludek z Saturna

Ufoludek, co przybył z Saturna,

Dopadł Jagnę z okrzykiem: – O kurna,

Bo szukał żony,

A był zielony,

Ona zaś – niezielona i jurna.

Wanda z Wambierzyc

Wamp kobitkę – Wandę z Wambierzyc

Kręcą kołki, co mają fi wieżyc,

Bo takie fi

W sam raz jest i

Może rozgrzać, gdy przyjdzie czas śnieżyc.

Zuzanna z Tuluzy

Pewna Zuzanna z Tuluzy

Miała i tam, i tu luzy.

Ludzie w Tuluzie

Mówili: – Zuzię

Poluzowały łobuzy.

 

 

Anna LUBERDA-KOWAL – Filolog (IFA UJ), językoznawca, tłumacz, leksykograf. Pisze od 2,5 roku, publikując na portalach poetyckich (jako Alga, Ana Mada). Nieuleczalna krakowianka. Ulubiony kolor atramentu to galusowa mglista zieleń. Kocha Kraków i słowa. W obydwu przypadkach do przesady. Zwyciężczyni konkursu „Napisz to jeszcze raz” organizowanego przez Redakcję Serwisu Poema pisząc lustrzaną wersję „Olifanta” Marcina Świetlickiego. Zwyciężczyni Turnieju Jednego Wiersza organizowanego przez „Poeci po godzinach” Wyróżnienie drukiem w XXVII OKP „O Laur Opina” i w XIV OKP im. C.K. Norwida. Wyróżnienie w Turnieju Jednego Wiersza w ramach 3 Festiwalu Dużego Formatu. Publikacja: Pisarze.pl, Śląska Strefa Gender, w przygotowaniu w Antologii „Ósme piętro”2015 i Antologii Poeci Polscy 2016. Chwilowo prowadzi hodowlę drzewołazów. W śpiewie biją świerszcze na głowę.

Zbigniew NADRATOWSKI – urodzony w 1961 roku. Zaraz potem we wsi gruchnęła wieść, że Ruskie poleciały w kosmos. W następnych godzinach stawało się jednak coraz bardziej jasne, że nie wszystkie, tylko jeden. A co gorsza – on też zaraz wrócił. Wszystko musiało płynąć po dawnemu. Dzieciństwo udało się autorowi przeżyć, choć w tamtych czasach nie było to takie oczywiste. Nie zabił go ani pas transmisyjny od młockarni, ani burta przyczepy, pod którą się bawił, gdy właśnie postanowiła się otworzyć. Nie zginął w żadnej wojnie, a nawet nie brał tego pod uwagę, gdy w ostatnie beztroskie wakacje jego życia ludzie tłumnie kupowali w wiejskim sklepiku całe worki cukru, soli, kloce szarego mydła, puszki marmolady, itp. Coś było na rzeczy. Dopiero po latach dotarło do niego, że to coś, to Czechosłowacja. A potem, to autor udał się już do szkoły. W sumie nie ma o czym gadać. Nauczył się tam czytać i pisać... no i aż do teraz używa tych umiejętności. Jednakowoż nie jest to tak do końca pewne, czy zgodnie z przeznaczeniem.

Anna MIKUŁA – niewątpliwie urodziła się i skończyła filologię klasyczną na Uniwersytecie Wrocławskim. Oderwana od rzeczywistości, pracuje w bibliotece, kocha zwierzęta, przestrzeń i święty spokój. W dorobku scenariusz filmowy, cykl opowiadań i sztuka teatralna, które wdzięcznie spoczywają w szufladzie i dobrze im tam.

Mariusz PARLICKI – ur. w 1974 r.; radomianin z urodzenia, krakowianin z wyboru; pomysłodawca i redaktor niniejszej antologii; poeta, prozaik, satyryk, autor tekstów piosenek, krytyk literacki; laureat i juror ogólnopolskich konkursów poetyckich; filolog polski – teatrolog, doktor nauk humanistycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego; autor sześciu tomów poetyckich; współautor kilkunastu almanachów i antologii; stypendysta Miasta Krakowa w dziedzinie literatury (1996 r.); w latach 1994-2005 członek ZLP, w latach 2003-2015 współpracował z Teatrem Groteska w Krakowie jako autor tekstów piosenek i wierszy do widowiska satyrycznego z udziałem znanych polityków i dziennikarzy „Reality Shopka Szoł”; w 2004 roku jego utwory satyryczne prezentowane były w cotygodniowej audycji Radia Kraków Małopolska pt. „Satyra tygodnia Mariusza Parlickiego”; jego wiersze tłumaczone były na język angielski, niemiecki, rosyjski i ukraiński; odznaczony Odznaką Honorową Zasłużony dla Kultury Polskiej (2015) i Srebrną Odznaką Honorową Województwa Małopolskiego – Krzyżem Małopolski (2016); więcej informacji i prezentacja twórczości na www.parlicki.pl – oficjalnej stronie poety.

Pin It