Dariusz Tomasz Lebioda

 

WIERSZE PODRÓŻNE

 

 Lebioda2

 

 

ŚWIĄTYNIA NIEBA

 

Ta wielka barwna beczka Pokryta dachem

jak ul wyrasta z ziemi od wieków i tonie

w błękicie nieba niezależna jak kosmiczny

głaz ostateczna jak bieg Huang Ho i Jangcy

 

każdy kto stanie naprzeciw niej poczuje

dotknięcie niewidzialnego bóstwa

demona piękna i pełni geniusza 

grozy i zniszczenia

 

smoka miłości bezgranicznej łani prawdy

najczystszej – tam chodząc dookoła staniesz

się wskazówką zegara wahadłem czasu

zgasłego i wybuchającego jak jasny płomień

 

Pekin 2015

 

 

 

*  *  *

 

Nie mów za wiele waż słowa

jakbyś odmierzał uncje złota

na czułej wadze lat dziękuj

nocy  i światłu poranka kochaj

słońce i aksamitny powab

cienia i zawsze pamiętaj

chwile rozognione jak iskry

w mroku żegnaj bez żalu

szepty stygnące w popiołach

ciemności biały dotyk

ciszy i jaskrawy

blask czerni

 

            Xuzhou 2015

 

 

***

 

O! graj smutnie na erhu

młodzianie w niebieskiej

koszuli z jedwabiu

 

o! śpiewaj tęskną pieśń wiotka

dziewczyno w białej

sukni z satyny

 

o! szarp delikatnie struny lutni

starcze w granatowym

mundurze rewolucji

przewodniczącego

Mao

 

o! giń lekko leciutko

echo wirujących

dźwięków

 

o! znikaj jak ludzie w pyle

stuleci gaśnij jak światło

 

w dolinach na zboczach

na halach

 

na ośnieżonych

szczytach

 

 Xuzhou 2015

 

 

CHIŃSKA DZIEWCZYNKA

 

Jaka jesteś krucha jaka wiotka jaka zagubiona

gdy patrzysz na mnie w kolei podziemnej

w Nankinie

 

gdyby ludzie nie zabijali się wciąż i razem

budowali świat szybko doleciałabyś

do dalekich gwiazd

 

każdy mógłby tam być gubernatorem 

księciem królem jakiejś

dali

 

dorosłabyś i zostałabyś księżną konstelacji

pacyficznej błyskającego na szafirze nieba

gwiazdozbioru wschodniego

 

A tak życie będziesz

miała ciężkie –

 

urodzisz syna i córkę całe dnie pracować

będziesz w składzie jedwabnym fabryce

porcelany albo w hotelu

 

na razie jeszcze należysz do ludzkości mknącej

do przodu dojrzewającej jak owoc liczi

jak pitaja jak rambutan

 

ale zwiędła przyszłość czeka już na ciebie

na ostatniej stacji 

życia

 

Nankin 2015  

 

ZIELONA HERBATA

 

Wypiłem filiżankę zielonej herbaty

i cierpki smak rozlał się w moich

ustach –

 

umysł rozjaśnił się i zobaczyłem

wielkie Chiny w drodze

ku wieczności –

 

pierwszy cesarz na czele

terakotowej armii

 

rzeźbiarze dynastii Tang

wytwórcy brązów dynastii Zhou

porcelany z czasów Ming

 

cieniutkiej jak płetwa

ryby delikatnej jak dłoń

dziecka

 

wypiłem filiżankę zielonej herbaty

i podążyłem za pochodem cieni

zgasłych bytów

 

budowniczych wielkiego muru

świątyń i fortec inżynierów

biegu największych rzek

 

tych co zniknęli bo wszystko

zanika i wszystko wysycha

bezpowrotnie

 

 Xuzhou 2015

 

 

TRANSMIGRACJA

 

Siedziałem na tarasie pałacu

w Stambule i nagle

 

jak lekki duch w ciele mewy

uniosłem się w powietrze

 

przeleciałem nad cieśniną

Bosfor

 

a potem zanurzyłem się

jak ryba w chłodnej toni

 

wraz z ławicą pelamid

umykając przed lufarem

popłynąłem w stronę

Morza Czarnego

 

piłem kawę czułem

jej aromat i mknąłem

w toni dalej i dalej

 

może to była myśl szybka

jak łyk czerni jak haust

złota

 

może pragnienie żywe

jak dawny kształt

 

a może naprawdę

stałem się ptakiem

i rybą

 

wniknąłem w czystą

bezkresną dal

 

Nad Bosforem 2016

 

 

LIST ZNAD MORZA MARMARA

 

Zauważyłem zieloną butelkę bujającą się

lekko na fali Morza Marmara

i zapragnąłem  wydobyć ją

z odmętów –

wsunąć do niej list do nieznanego

człowieka by przeczytał go po stu

dwustu latach od mojej śmierci

zapragnąłem powiedzieć mu że żyłem

czułem kochałem wiosną i jesienią

światło lśniło w moich oczach latem

i zimą krew krążyła w żyłach niosąc

tlen

zapragnąłem połączyć się z nim

niewidzialnie i niedotykalnie

jak powiew wiatru jak przypływ

fali jak głaz osuwający się

ze zbocza

chciałem zaistnieć w jego świadomości

wiele lat po moim ostatnim dniu

ostatniej godzinie i ostatnim

oddechu

nie mogłem dosięgnąć szkła

więc wrzucam ten list

w butelce wiersza

do morza

czasu

 

Nad Morzem Marmara 2016

 

RYBY

 

Przyglądałem się rybom

w toniach cieśniny

Bosfor –

swobodnym jak błękit

i szmaragd

 

sunącym ku słońcu

a cieniom dna

 

szczęśliwym jak

szelest i błysk

 

żywym w obliczu

odwiecznej

 

śmierci

 

nieustannego

znikania

 

kształtu

 

w głębinie

czasu

Stambuł  2016

 

ZAWIESINA CIEMNOŚCI

 

Jeszcze nie opadła zawiesina ciemności

i ogniste tony nie wybrzmiały

nad zatoką

 

stałem przy oknie i patrzyłem

jak budzi się wielkie miasto

 

muezzin zaczyna nawoływać

do modlitwy

 

piękna naga dziewczyna wysuwa się

spod kołdry

 

zapach parzonej kawy i herbaty

snuje się w wąskich zaułkach

 

stałem przy oknie i czułem

jak przekracza mnie ludzkość

w odwiecznym marszu

 

ku śmierci i głuchej

pustce

 

Stambuł 2016

 

 

ESCHATOS

 

To smutne zdanie wracało

wciąż jak motto jak refren

pieśni

 

wszystko przepadnie

wszystko obróci się

w pył

 

wszystko zgaśnie

jak gwiazda

 

ostygnie jak

magma

 

wszystko rozwieje

wiatr

 

i wszystko doprawdy

wszystko

 

skończy się o świcie

o zmierzchu

 

w środku dnia

w zenicie

 

nocy

 

Stambuł 2016

 

 

SKARB

 

Prawdziwy skarb traci się

bezpowrotnie –

 

ostatni dzień zamyka się

jak czarna muszla

 

ostatnie słowo gaśnie

jak sen motyla

 

i niczego już nie

można zmienić

 

niczego odwrócić

 

prawdziwy skarb

traci się

 

raz na całą

wieczność

4 IX 2016

 

 

JASNY DZIEŃ

 

Dziękuję ci Panie za ten jasny dzień

w Środkowej Europie – mogłeś mi

zabrać wszystko wiele razy a wciąż

obdarzasz mnie blaskiem i barwą

 

patrzyłeś na mnie pośród chmur

czułeś puls krwi i każdą dozę

tlenu

 

moje grzechy były ogromne ale jakże

nikłe w obliczu twojego stworzenia

 

nie odebrałeś mi sił gdy nurkowałem

w oceanie nie zgasiłeś świadomości

 

na szczytach gór i w żyznych

dolinach

 

na ulicach wielkich miast

i we śnie

 

Dziękuję ci Panie za chwilę

pierwszą za dni i noce

 

z których utkałeś

materię mojego

 

losu

 

Bratysława 2015

 

 

LISTOPAD W BRATYSŁAWIE

 

Jakże ciepły był tego roku listopad

w Bratysławie chodziłem po ulicach

w czarnej skórzanej marynarce

z jedwabnym szalem na szyi

 

stawałem nad brzegiem Dunaju

i wspinałem się powoli na górę

zamkową

 

długo patrzyłem na zielone wzgórza

za miastem i chmury barokowo

spiętrzone nad horyzontem

 

jasność lała się z przestworzy

jak znak dobra prawdy i miłości

 

z czułością żegnałem barki

płynące na wschód i siwą

wronę lecącą w dal

 

jeszcze spojrzałem na drobinki

ludzi w dole na liście lekko

zsuwające się po gładziach

powietrza

 

i powoli słysząc pierwsze takty

symfonii pieśni żałosnych

ruszyłem ku ulicom

 

żywego miasta

 

Bratysława 2015

 

BRATYSŁAWA

 

Słyszę odgłosy miasta szum samochodów

Zgrzyt tramwajów pisk trolejbusów

widzę czerwone niebieskie żółte

światła i ludzi zmierzających do domów

restauracji na spotkanie w cichej samotni

ich myśli jak sploty energii poczętej

i zgubionej ich słowa jak wersy wierszy

nienapisanych ich szepty w ciemności

jak metafory rozbłysków i zgaśnięć

idę krętą uliczką niedaleko starego zamku

myślę o tysiącach kroków postawionych

od chwili gdy pierwszy raz stanąłem

na nogach i ruszyłem ku szafie albo

krawędzi stołu

 

krok za krokiem odmierzamy co dzień

dystans do zastygnięcia  do zniknięcia

energii krok w krok idziemy ku niecce

ostatniej chwili bez kształtu

i wymiaru

 

Bratysława 2015

 

 

 

UCHYLONE OKNO

 

Uchylone okno pokoju hotelowego

w Bratysławie ciepła połowa listopada

ale rano napływa cichy chłód

 

przyjechałem z Polski wieczornym

autobusem wziąłem prysznic wolno

poszedłem do sklepu i kupiłem

co nieco

 

teraz siedzę naprzeciw okna

wdycham czyste powietrze

i pije piwo Pilsner-Urquell

 

gorycz rozlewa się w ustach

i zamyślam się nad ścieżkami

życia

 

obok czarnych posępnych tonów

brzmią we mnie dumne takty

Mozarta Haydna Vivaldiego

 

życie bywa jak to piwo

gorzkie ale smakujące

wyjątkowo

 

Bratysława 2015

 

 

POZA CZASEM

 

Wczoraj zgasło we mnie pragnienie

jak płomień świecy jak ostatni

rozbłysk ogniska

 

coś szepnęło mi do ucha słowa

smutne i ostateczne

 

stałem przy oknie i patrzyłem na dalekie

światła ruchome blaski mrugające

lampy

 

w jednej chwili zrozumiałem że już się

nie wspinam i coraz szybciej zbiegam

w dół

 

jeszcze nie widzę tego miejsca jeszcze

oglądam się za siebie i cieszę się

widokiem szczytu

 

ale jakaś siła każe mi stawiać następne

kroki zsuwać się niżej i niżej

 

tylko chwile zatrzymań tylko głębokie

oddechy pozwalają spojrzeć w dal

 

tylko myśli niezależne w czasie

wolne od rozkładu migotają

we mnie jak świetlista

materia dni

Bratysława 2015

 

 

 


DARIUSZ TOMASZ LEBIODA
(1958) – poeta i eseista, tłumacz, laureat wielu polskich i zagranicznych nagród literackich, autor ponad siedemdziesięciu książek wydanych w dwunastu krajach. Od września 2015 roku Prezydent European Medal of Poetry and Art – HOMER. Uczestnik wielu sympozjów i festiwali literackich m. in. w USA, Chinach, Armenii, Turcji, Szwajcarii, na Ukrainie i na Litwie.  

 

 

 

Pin It