ANTOLOGIA


POETÓW POLSKICH

---------------------------------------------
2 0 1 6

antologia

 

Dorota Jolanta Szumilas

 

 

Honorowa Nadzieja


Nadzieja potrzebuje wsparcia
tli się jeszcze nędznym światłem
resztek minionego dnia gdzieś
stara się przebić ze swoimi
racjami bytu po zmierzchu
jest honorowa nie poprosi
o akompaniament sama stara się
oprzeć na silnych akordach
da radę naładuje akumulatory i odda
swoje ciepło w odpowiedniej
chwili życia nie jest matką naiwnych
wątpiących jest matką i ojcem
przetrwania

 


Nokturn Des-dur Chopina i jesień


powiew wiatru
spadają kolejne liście
promienie słońca
nasycają
jesienne kolory
Nokturn Des-dur Chopina
i jesień
współtworzą
niepowtarzalną przestrzeń
refleksji

 


Przymknięcie powiek


Podróż wzbudzała tęsknotę
niewypowiedzianą przenikającą aż do bólu
Mimo celu potęgowała smutek lęk niepewność
samotność
Podróż bez bliskiej osoby była jak przymknięcie
powiek w chwili gdy wiatr powiał mocniej w oczy
Nie płacz
Bóg Cię kocha
przygarnięte zwierzę Cię kocha
książka jest Przyjacielem
Oni Cię ochronią
przed lekceważeniem

 

 

Po-zimie


wiosna wdziera się siłą
nieobecnej prawie zimy
zima oddaje walkowerem pole
tego roku
na razie... przynajmniej
po-zimie?
przed-wiośnie?
czy coś pomiędzy raczej
nienazwane
nieokreślone
pogodowe stany

 


Granice


czas zatrzymał w sobie
niechciane odrzucone zatopione
w lęku towarzyszu niechcianym
oczy
mówiące głosem niemym
nie są w stanie wydobyć
ale potrafią wyłowić słowa:
pracuj
walcz
rywalizuj
nie daj się
buduj własne granice
cegiełka po cegiełce

 separatorpng1

 

Zofia Szydzik

 

 

Kolekcja


Elbląg 04-2013


dość bogata
i niejednorodna
różnego pochodzenia
eksponaty chciane i niechciane
cieszą gdy z wyboru, te z dopustu – non grata
diabelska plwocina jak smarknięcia lepkie
gdy zawisną na duszy palą ogniem
pozostawiając rany
do leczenia
oporne.

 


Zmierzch


Elbląg 07-2014


Tam gdzie spotykają się na bezdrożach wiatry
gdzie równomiernie uderza zmierzch w złotawy gong
płynie muzyka wieczoru nokturnem z czakry
odwieczny balet – barwnych przeistoczeń i mąk


o czym śpiewa tak purpurowo i tak smętnie
zmierzch co szarości swe przyodziewa w krwistość
i nie żałuje oparu wodnym odmętom
tuląc lustra wietrzne plisy i ich przejrzystość


o czym opowiada gdy mówi ziela wonią
nutą skrzypiec cykady i gęstwi się mrokiem
urokliwie nad lasem nad wodą nad ustronią
i mdleje fioletowo przy brzegu potoku


kłębi się chmurą i smuży cienkim obłokiem
i wtacza latarnię krągłą, jak talar – srebrną
i darmo by łowić (to coś) uchem czy wzrokiem
co podzwania delikatnie na capstrzyk podniebny.

 

 

Malarski koncert Chagall’a


Elbląg 12-2014


w indygo
płynie z obrazu
krystaliczne, chasydzkie fortissimo
intensywnym kolorem i zmysłowością
rafinowana muzyka, niczym idiom nieobcy
namiętnej pasji, czułości i porywającej w podróż
miłości w frazach – tam i z powrotem – śpiew bez słów
temat melodyczny dopełniających się
kolorów, niczym prześwietlonych
witraży katedralnych okien
i czas przełożony do
tyłu, jak żydowskie
niguny.


Wiersz inspirowany obrazem – Koncert – Marc Chagall

 


Rumianki i wiechlina


Elbląg 03-2014


W tym ogrodzie, gdzie zeszłoroczny liść pląsa
zatańczyły myśli w wiosennym poranku
i przeszłością nie taką starą potrząsam,
wspominam rumianki.


Cierpko-słodkawe i narkotyczne pachnidło
wiatrem rozchełstane łodygi się trzyma
i wiechy pieszczotą (jak białe mamidła),
w dotyku wiechliny.


Zda się ogród ten sam, jak dawniej bywało,
zakwitały róże i błękitniał szafran,
krwawiły maki, gdy niebo niebieszczało
tam gdzie ten parkan.


I tylko przypadkiem tak, jak przed lat wielu
idę ku furtce by otworzyć na oścież,
jakbyś za chwilę miał wrócić ze spaceru,
tak witać najprościej.

 

Dlaczego tak długo? Ustom pytać zabronię,
nawet drżąco-obłąkane dłonie wstrzymam,
stać będę cicho w smudze cienia, a w dłoni
rumianki i wiechlina.

 


Stara furtka


Elbląg 08-2013


Pamięta uściski niejednego rozstania
nadgryzione zębami czasu sztachet drewno
skrzypieniem rdzawi zawias u zamocowania
i z omszenia samotnością zawodzi śpiewnie


spowita w kwiat powoju co sam się przytroczył
a nad nią dzikie wino i cieniste klony
jeszcze ciekawa przechodnia co ku niej kroczy
poddana w uchylności pod naporem dłoni


stojąc w wyrwie parkanu po trosze murszeje
rozdzielając światy między zgiełkiem a ciszą
starość rzeźbi fakturę na drewnianym ciele
odwykła od pieszczot dłoni – pukasz – nie słyszy.

 separatorpng1

 

Anna Szyszkowska-Butryn

 


Imielty Ług


siwa czapla na Imieltym Ługu wtuliła szyję w skrzydła i czekała
razem z nami siedział nad brzegiem Walt Whitman i gwizdał na słomce
las pachniał żywicą jodeł i drgał w rytm trzepotu bociana o czarnych rysach
popołudnie rozwarstwiało się i schodziło falą niczym pewna piosenka
Björk
a my tacy zapatrzeni w jezioro, przytuleni słońcem i nutami poezji
uśmiechaliśmy się do mrówek, do mchu i tataraków
a widzisz, powiedział wtedy Walt Whitman, strzepując biedronkę
z ramienia, pisałem ci, że życie może być wyjątkowe

 


Miłość i lęk


kto wyczesany przez jałową ziemię musi zostać poetą
przelewać słowa na kanwę formy zaklętej
stygnąć w bezruchu w zakrzepłe noce
i barwić struny pieśni zmierzającej donikąd
gasnącej za zakrętem
i ponieważ poetów nikt nie kocha i nikt nie nienawidzi
zasklepiają się w sobie jak zmarznięte kretowisko
we wspomnieniu migotliwym o tęczy
wiedzą na pewno żeby omijać innych fałszywych proroków
prawda bowiem jeśli jest
to wówczas może być tylko miłością
oddana z czułością dobrocią dystansem
poza tym istnieje już tylko lęk
tak więc dwa wilki stoją u bram poznania
śnieżny miłością tętniący życiodajna moc niejednego poety
i ten kruczoczarny co porywa lęki rozbudza i unosi po śmierć

 


Łapanie oddechu


Wydawało mi się, że uratowałam to, co lśniło na rodzinnej łące, migotało
i tętniło życiem.
Tamtędy przecież chadzał stary Rumcajs i płatał poetyckie figle.
A jednak zniszczyłam to, co rozpaść musi się, by przywitał je tęskny,
rozedrgany w przypływie, smutek.
Nie uratowałam starego, zmarzniętego psa,
nie zasponsorowałam nieba kruszyn biedakom i często sama
podupadałam przy furcie performansu, gdzie tworzy się świat lepszy bo
zamknięty.


Ale wracałam dziadku do życia, mozołu i kamienia, by opowiadać innym,
że niosą w sobie sen,
który chce, by go pamiętać. Usychały kwiaty w moim domostwie,
a ptaki tłukły sobie dzioby o kuchenne szyby. Chciałam żyć, żyłam.
Nadzieja chodziła za mną niczym bliźniacza siostra.
Mam wolę umocnioną przez wrzącą moc rozpaczy, prozaiczne lawiny
bólu, niemocy.
Nic poetyckiego. Uratowała mnie jednak pochowana w 10 szkatułkach poezja.
Pod drzewem, przy różanym moście, na granicy lasu i przy dachówce
z drewutni.
Przetrwałam bo śpiewałam Panu otoczona c-molem
kiedy wszyscy sądzili, że nad lasem tętni donośny A-dur.

 


Proste nogi


jestem już gotowa poszybować
tam gdzie wzbierają dawne marzenia
nadszedł czas polecę ze skrzydłami pachnącymi lawendą
ale i kamieniem w ręku
by mi przypominał jak zwalista może być ziemia
dzieło kreacji błękitnego motyla zakończone
teraz będę spijać nektar dosięgłych gwiazd
i budzić się w zapachu rosy kształcie muszli
nagość łabędzia
który cierpiał utratę piór
chłód niepowodzeń dreszcze zimnych nocy
podróżował by odnaleźć przyjaciół i migoczącą niedźwiedzicę
by zrozumieć że nie może przestać być łabędziem
że nie może przestać być kim jest
gdybyż bowiem tak uczynił stałby się nędzną kreaturą obumarłych piór


a zatem łabędź nadmorski
na skutek ścierania się czasu którego nie ma
cierpienia które rzepami przyczepia się by je przerobić lub przetrzymać
porażek które przyszpilają do klifu nocy wiotkiej ale smolistej
czaru radości chwilowej i słodyczy wspomnień
otworzył powieki

 


Bez spadochronu


Czy idealistów coś chroni
jakiś parasol bezpieczeństwa
ramię przyjaciela
zapytywałam sama siebie w zwyczajną zimową noc
Gdy wyruszają do Tybetu zmieniać Dalajlamę
czy ktoś podaje im herbatę i zawraca do domu
Czy może wypatrują wciąż Małego Księcia
spoglądając w gwiezdny horyzont
i dopingują go w walce o zmianę róż
Czy idealistom ktoś ufa
gdy opowiadają o możliwościach zwierzęcego DNA
czy stawia im w nagrodę za zapał darmową gałkę lodów bakaliowych
Nic takiego chyba się nie zdarza
za chleb płacą podwójnie
karmią bezdomne chwile marzeniami
Z wiatrem ścigają się o potencjał jutra

 separatorpng1


Zofia Tarchała

 


Poradnik pozytywnego myślenia


W wyobraźni utworzyłam szkic
a potem obraz idealnego świata
bez chorób
bólu
biedy
bez ogólno – życiowych problemów
zawiązałam czerwone kokardki na drzewie życia
z życzeniami moimi i bliskich
aby nie były porwane i zauroczone
rozrzuciłam dobre uczynki
choć te nie zostały docenione
wyimaginowany świat
po którym stąpałam w wyobraźni
jak po napiętej linie
z wyczuciem równowagi
sprawił że w realnym życiu
uważałam na to
by nie wpaść w przepaść
lub nie zboczyć z drogi
życzę Wam realnej
bezpiecznej
prawdziwej szczęśliwości
drogi prostej jak drut
bezwietrznej pogody
i drzewa mocno ukorzenionego.

 


Moja dusza


Bo w mojej duszy
grają wszystkie
odcienie kolorów
każdego dnia inny
jednego ciemny
drugiego jasny
kolejnego naprzemiennie
ciepły i zimny.
Bo mam w sobie
różne oblicza
smutku i zadumy
czułości i zazdrości
rozmarzenia i sławy
bezgranicznej ufności
a czasem i samotności
Bo są dni
gdzie jedna godzina
staje się cudem
a kolejne miesiące
bywają pustymi
esencja smaku
czyli samo życie


no cóż dziś
obraz jaki namalowałam
jest chwilowo rozmazany
a wiatr poszarpał mi skrzydła.

 


Poezja


Na śniadanie fraszka
Posypana nutą swawoli
Na drugie liryk
O zawiłym wątku
W smacznym grymasie
Obiad to zestaw rymowanek
Ubranych w dwukropki
A klasyka to
Podwieczorek z kolacją
Z dyskretnym
Znakiem zapytania?
Poczekaj złapię oddech
Łyknę trochę
Świeżego powietrza
I zatrzymam na jutro
Może to nie ostatni mój dzień?

 


Szczęście


Nie chcę czekać
Aż przyjdzie samo
Poszukam go
Za wersalką, kanapą
W szufladzie biurka
U syna zobaczę
Zwabię zapachem
Zachęcę aby weszło i zostało
I wtedy wezmę je za ręce
I mocno przytulę
Bo nie chcę być smutna
Chcę być szczęśliwa
Uśmiechem i humorem
Każdego dnia chcę tryskać
Nowe kartki
W swoim życiu zapisywać
I kosztować je z Wami
Posypane delikatnością nocy.

 


Walcz


Uwierz
to nic
że boli Cię głowa
to nic
że dotknęła Cię plotka
to nic
ze los cię źle potraktował
powiem Ci
nie szukaj nieszczęścia
gdy szczęście masz w sobie
bo inni walcząc o oddech
bycia
życia
giną
licząc minuty
walczą
a ich
jedzenie i oddychanie to wyczyn
więc
nie grzesz
i bierz co Ci dają
nie narzekając.


 

Dorota Jolanta Szumilas

Absolwentka UW i Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie, gdzie ukończyła studia doktoranckie. Autorka kilku tomików poezji, w tym w tł. na języki obce. Członek stowarzyszeń: Polskiego Stow. Haiku, Autorów Polskich, Siwobrodych Poetów oraz Literackiego Nauczycieli w Krośnie. Publikowała wiersze i recenzje na łamach wielu pism. Znajduje się wśród autorów kilku antologii. Wygłosiła referaty na Festiwalu Poezji Słowiańskiej i Światowym Dniu Poezji w Warszawie. Do twórczości Poetki nawiązał prof. Ignacy S. Fiut w publikacji Tożsamości świata poetów oraz Dariusz T. Lebioda. Jest jednym z aut.: Starość. Doświadczenie egzystencjalne, temat literacki, metafora kultury, seria 1 – wyd. przez Katedrę Badań Filologicznych „Wschód – Zachód” UwB. Strona autorki: http://dorotaszumilas.blogspot.com


Zofia Szydzik

Urodzona 12 czerwca 1949 r. w Górowie Iławeckim. Swoje wiersze wydała w dwóch tomikach autorskich pt. Akwarele jesienne w 2009 r. przy współpracy z wydawnictwem ASTRUM z Wrocławia i Stara furtka śpiewa... w 2014 r. przy współpracy z wydawnictwem Usługi badawcze i wydawnicze dr Rafał Brzeziński z Ząbkowic Śląskich. Wiersze tej autorki ukazały się również w pięciu antologiach: poezji miłosnej – Pogubieni w stosach serduszek, wierszy o lecie – Gdy ziemia pęka od wyznań słońca i wierszy o jesieni – W jesiennych woalach mgły, przy współpracy z Wydawcą dr Ryszardem Mierzejewskim z Pieszyc, a także w antologiach grupy poetyckiej – Ogród poetów I i Ogród poetów II – wydanych przy współpracy z wydawnictwem Usługi badawcze i wydawnicze dr Rafał Brzeziński – Ząbkowice Śląskie.


Anna Szyszkowska-Butryn

Urodzona w 1983 r. w Janowie Lubelskim, lektorka jęz. angielskiego i krytyk teatralno-filmowy. Autorka książki pt. Jak szybko opanować język obcy. Wybierz metodę najlepszą dla siebie, wyd. Edgard. Publikowała w „Cogito”, jej wiersze znalazły się w Antologii poezji Cogito, 2002. Autorka tomiku poezji pt. All-in. Zbiór poezji, 2013.


Zofia Tarchała

Urodzona 22 kwietnia 1968 r.w Głuchołazach. Na stałe mieszka w Jarnołtówku w Górach Opawskich. Absolwentka Studium Nauczycielskiego w Prudniku w latach 1983-1989. W okresie szkolnym laureatka licznych nagród i wyróżnień w konkursach literackich W 1994 r. otrzymała wyróżnienie w XXVII Międzynarodowym Konkursie Poezji za wiersz o swoim niepełnosprawnym synu Oto On’. Debiutowała w 2014 r. tomikiem poezji W labiryncie, który napisała pod wpływem osobistych przeżyć, dedykowała go swoim najbliższym oraz znajomym. W 2015 r. ukazał się kolejny tomik poezji Myśli ukryte w słowach oraz reportaż z jej udziałem w Radio Opole „Chcę zatańczyć ze swoim życiem”, w którym prezentuje swoją poezję. W tym też roku ukazał się artykuł o twórczości i życiu autorki na łamach gazety Nowiny Nyskie pt: Inni mają gorzej. Pod koniec 2015 debiutuje kolejnymi pozycjami książkowymi: Odnaleźć siebie oraz zbiór myśli i sentencji życiowych Pod baldachimem myśli. Nadal pisze i tworzy.

 

 

Pin It