Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

 

 

TRYPTYK  O NIEWIDZIALNYCH

 

Niewidzialny

 

Człowiek po 60-tce

staje się niewidzialny.

 

Rzecz jasna nie od razu

i nie dla wszystkich

 

Na początek znika jego twarz

ktoś potrąca go na ulicy

ktoś się uśmiecha w tramwaju

życzliwie, ale na wylot

 

A  potem znika jego cień

co powiedział i co napisał,

tyle listów do całego świata

Czuje wokół siebie chłodną pustkę

czuje ją w sobie

 

Znacznie dłużej  widzą go najbliżsi

córka nawet z innego miasta

nie jest pewna lecz czasem

rzuca w telefon kilka słów

 

(Kiedy rzucasz jakiś grosz ślepcowi

też nie wiesz jak się uśmiechnąć).

 

Najdłużej widzi go żona

sama od lat niewidzialna

 

 

Co po psie

 

Nie jest to dobre porównanie

ale ciepły nos psa

swym delikatnym dotykiem

przypomina dłoń matki i dzieciństwo i ogród

psa wtedy nie mieliśmy

nie był potrzebny

 

W pokoju nigdy nie jest ciemno

gdy jest w nim kot

a gdy dwa

to istny zjazd rodzinny

tańce, toasty a nocą

dwa przytulone ciała

nie dają sobie pieszczot

dają ciepło

 

Starzy ludzie

muszą mieć psy i koty

kto inny boi się ich dotknąć

nawet inni  starcy

 

 

Harmonia

 

Żółty obłoczek zapachu

pulsuje ponad raną

może ponad ropiejącym sercem,

 

Nie wiemy kochana, nie wiemy

nie czujemy nic tylko obłok

może żółty i może bezwonny

 

Zmarszczki wydrapane wokół oczu

może takie jak na twarzy starej matki

może bardziej pogłębione bólem

 

Nie wiemy kochana, nie wiemy

choć oczy do bólu wysilamy

jak na wytartych monetach

widzimy tylko gładkie, rozmazane twarze

 

O cudowna w Bachach i aniołach

fletniach Pana i złotych waltorniach

ogłoszona, przedustanowiona,

harmonia -

 

- między zmarszczką

a okiem zachodzącym bielmem

jak obłoczkiem wzruszenia

 

miedzy krostami, które pulsują jak gwiazdy

pośród włosów, na ściemniałej skórze twarzy

a skrzydełkami nosa zamkniętymi kroplą śluzu

 

Chwalmy Pana po polach, chwalmy Pana po wzgórzach

chwalmy okiem przymglonym i sercem

 

O cudowna w Bachach i aniołach

fletniach Pana i złotych waltorniach

ogłoszona, przedustanowiona,

harmonia

 

 

AUTOBUS  PEŁEN  STARYCH  POETÓW

                                                improwizacje podróżne

 

Autobus staroświecki jak rosyjski romans

zatacza się przez ulice miast

z których każde jest prowincjonalne

i leży nad  szarą polską rzeką

 

Wędrujący przez kraj salon starych poetów.

Pierwszy dzień wiosny

to dzień zmartwychwstania.

 

Krytyk wytworny bo cały

z  ubiegłego stulecia,

Laureatka nagrody młodych

z czasów kiedy po tamtej wojnie

poeci odważyli się znów pisać,

Książę poetów wbrew tradycji stary

jakby żył drugi, albo trzeci raz

muszę – mówi – wciąż nie mam następcy.

 

Śpiewają nie otwierając ust

a tylko patrząc sobie w oczy,

tańczą nie wstając z miejsc,

całują się nie z miłości

tylko żeby świat był piękniejszy.

 

Mówią o niczym -

- z racji wieku

nie boją się już nicości

 

My – jak wszyscy

ubrani aż po szyje

w elegancko dopasowane

opowieści o młodości

srebrne guziczki żartów trzaskają jak małe instrumenty

szalik barwnych słów

przesłania gardła, nawet usta - -

 

Tylko dłonie

są szczere

nagie

 

oplatają się

pocą

dławiąc krzyk

 

bo ręce nie krzyczą

 

 

Autobus z poetami

przyjeżdża do domu starców

 

Poeci wyfruwają z autobusu na skrzydłach

własnych a jakże wierszy 

zataczają nad zachwyconą publicznością

złote koła, a nawet ósemki -

- znaki nieskończoności postawionej na głowie.

 

Tylko oni są zapraszani

nie politycy, choć robią wzniosłe miny

nie komicy, którzy śmieją się wszystkimi zębami

ale nigdy oczami -

nawet nie nosiciele sztang -

- tylko oni -

poeci !

 

I tylko na ich występy

pensjonariusze tak biegną

jak do taniej apteki

 

Starcy nie widzą – jak tylko kiedy słuchają poezji

słuch też zresztą mają przytępiony

już nie słyszą nic - tylko wiersze

 

O niebotycznych efektach erotyków

krążą po sypialniach legendy

godne złotych ksiąg Kamasutry

pięknych jak Kiedyś, jak Młodość

 

Młodości też nie pamiętają

tyle co z wierszy

 

Dlatego właśnie zapraszają poetów

 

dlatego biegną na spotkanie

jak do apteki

jak na stół operacyjny

 

 

Wśród swoich

 

Autobus ze starymi poetami

zjeżdża z normalnej drogi

krąży wokół domu wariatów

ci wylegli na dachy

i wabią ich chlebem i solą

 

Poeci wybiegają nim autobus wyląduje

gospodarze i goście rzucają się sobie w objęcia

patrzą w oczy

 

Ci mają ale dobrze – myślą jedni o drugich

 

Robią do siebie miny

jak haruspik na widok haruspika

 

Wymieniają rękopisy

z projektami idealnego państwa

może dadzą się gdzieś dopasować

 

Pod stołem niczym narkotyki

wędrują zbiory wierszy

w jedną i drugą stronę

 

Czasem trafia się wzór na absolut

albo przepis na świąteczne ciasto

podejrzanie podobne zresztą

 

Niektórzy łączą się w pary

i zamieniają miejscami

nikt nie zauważy różnicy

 

a za miesiąc znów się wymienią

 

Autobus  trąbi

 

 

Starsi poeci w parku czy czymś takim

 

Autobus z poetami staje przed  parkiem czy czymś takim

zielono, trochę szaro, gdzieniegdzie dziwnie

 

Ni to wielki kwiat, ni  fontanna

może jedno i drugie

bliżej klomb albo legowisko

porośnięte dla niepoznaki mchem

czy czymś takim

 

Nad nim

głaz a wygląda jak anioł

czy coś

 

Nikt nie wysiada ale zaraz po nich przyjdą

z kwiatami, zniczami i czymś takim

- to nie park przecież, to cmentarz

 

Będą czytać umarłym?

- nie, umarli wiedzą już wszystko

przeważnie jednak milczą

chyba, że któryś

będzie miał lepszy dzień

podrzuci temat do wiersza

 

Więc pomilczą o różnych rzeczach

zwłaszcza tych najważniejszych

 

Na koniec podadzą sobie ręce

czy coś takiego

do zobaczenia

już niedługo

cóż to wobec wieczności

 

Popatrzą w oczy

skrzywią usta w uśmiechu

nim się rozsypią

 

Trzeba tego jednym i drugim

bez tych spotkań nie ma poezji

 

Autokar trąbi

ktoś z tamtych się załapał na gapę

odjeżdżamy do rzeczywistości

czy  czegoś takiego.

 

 

Nieoczekiwana wycieczka za miasto

 

Autobus ze starymi poetami

zmylił drogę  było pod słońce

wyjechał poza miasto

wprost na ogromne, wciąż rosnące śmietnisko

zarył

 

Jak wielkie białe mewy

nie wyfrunęli poeci

 

Stracili zdolność lotu

rozleźli się wśród odpadów

ryją tunele, wydeptują własne ścieżki

Niektórzy wiją sobie gniazda

nawet miłosne

 

Podniecają ich stare kapelusze, zwłaszcza cylindry!

płaczą na widok rękawiczek

przecież chroniły czyjeś dłonie

wzrusza rozbity fortepian z jakimiś fragmentami muzyki

i w ogóle przedmioty

które walczyły z przemijaniem:

świeca - wciąż płonie, choć widać to dopiero po zmierzchu

zegarek - wciąż chodzi jakby nie istniał czas -

 

Parasol, który do końca

osłaniał i podpierał

starzejącą się kobietę

też był trochę poetą

nawet próbował ją porwać

 

Zmieniają się pory dnia, pory roku a nawet stulecia

starzy poeci nie chcą wracać

łażą po śmietnisku niezgrabnie ni to mewy, ni to anioły

które utraciły zdolność lotu

 

zyskali za to zdolność rozumienia

węchem i dłońmi czują prawdziwą poezję

 

Śmietnisko rośnie

poeci są coraz wyżej

jeśli kiedyś pofruną

to w słońce – jak wracające promienie

 

 

Końcowa pętla

 

Autobus nieco spowalnia 

poeci wychodzą jeszcze w biegu

żeby popatrzeć z podziwem,

nawet z miłością pierwszą i ostatnią

na kępę traw,

jakieś kwiaty

i co tam w ogóle jeszcze

na końcowym przystanku

Potem z powrotem wskakują

autobus jedzie jak pod górę

coraz wolniej

tak jedzie się w przeszłość

 

W ostatniej chwili wyskakuje kierowca

autobus przyspiesza

 

 

                                 Ciechanów – Warszawa 21/ 22 III 2014

 

 

Bohdan Urbankowski – poeta i filozof, twórca ruchu Nowego Romantyzmu. Doktoryzował się pracą poświęconą filozofii Dostojewskiego, która doczekała się dwóch wydań, organizator i przewodniczący Międzyuczelnianej Sekcji Badań Filozofii Polskiej, autor wielu książek filozoficznych w tym monumentalnej historii myśli polskiej „Źródła”. (T.1 – 2017) oraz monografii: Józefa Piłsudskiego, Adama Mickiewicza, Karola Wojtyły i Zbigniewa Herberta. Laureat wielu nagród literackich (Słowackiego, Księcia Poetów, Norwida, Georga Trakla, Białego Pióra etc) i najważniejszej z nagród dziennikarskich – Lauru SDP (2013). Ma w dorobku zarówno prozę (Fraktale, Pierścień Gygesa, Krew nie wysycha nigdy) jak dramaty (Mochnacki. Sny o ojczyźnie. Dramaty płockie) jak i dziesięć zbiorów poezji. Poświęcona analizie kultury sowieckiej w Polsce Czerwona Msza doczekała się czterech wydań, zbiór wierszy „Głosy” – pięciu.  

Pin It