ANTOLOGIA


POETÓW POLSKICH

---------------------------------------------
2 0 1 6

antologia

 

 

Joanna Słodyczka


 

 

Chwytam dzień


jestem zbieraczką chwil


kolekcjonuję przemijanie
z pietyzmem składam w gablotkach pamięci
migawki rzeczywistości


świadoma
codziennego
odchodzenia w zapomnienie

 


Ryzyko marzeń


Nie bujaj w obłokach.
Na wysokości wdycha się lód.
Rylec słońca
kalecząc powierzchnię chmur
wydobywa piękno, nie ciepło.
Kroki w przestrzeni
zarezerwowano dla tych,
którzy nie boją się łez.

 


***


słońce bez pardonu
ściera z powiek marzenia


strząsam sen
z fałdów kołdry
cisza wygrzebuje się
przytłacza intymną przestrzeń


cóż chyba znów zapomniałeś
że można całkiem bezwiednie
powiesić kochanie
na sznurze milczenia

 

Przemijanie


pierwszy zżółkły liść
pierwszy siwy włos


pierwsza noc
bez dłoni bliskiego mężczyzny na biodrze.
to nic? życie toczy się dalej?
nikt nie zauważył
że świat zubożał
o cząstkę piękna -
oziębił się
o promień kochania
zgorzkniał
przez kropelkę samotności
tak
gdzie indziej
dla innych
życie toczy się dalej

 


Przepychanka


czas potencjalny
naciska na czas żywy


by żyć
zabija go, spycha w niebyt
nie biorąc pod uwagę
własnej przemijalności w kolejce spadania


czas potencjalny, czas żywy – wieczna przepychanka
liczy się tylko to
co na moment jest widoczne
w przewężeniu klepsydry

 

 separatorpng1

Maryla Stelmach


 

Daleko od domu


plaże pochłaniają ludzi. kiedy
milkną koty mówimy szeptem ziemi.
kołysząc biodrami nie nadążam za galopem
dziewczyn. oswajasz mnie z zapachem piasku.
kiedyś karmiłeś resztkami nocy.
odpływają ogrody. nie mogę zmyć z włosów,
zachodów księżyca. na brzegu łapię oddech
zanim pocałunkiem nie połączy nas morze.

 


Tajemnice ulic


późno już. śpią miasta. po bulwarach chodzą
zapalacze latarń. jeszcze w nas pełnia.
nie zasnę dokąd noszę w łonie tajemnice ulic.
kochaj mnie tak jak w zaułkach splątane gałęzie
pochłaniają wilgoć. urodzę ci półksiężyc.
doczekamy starości w gęstym futrze nieba.
przeżyjemy przypływ wszechświata
na małą planetę zatopioną w nocy.

 


Wiersz to stara kobieta


forma niedokończona. ręką dziecka wskazuje drogę.
tam mogą zejść umarli. podziemnymi korytarzami
idziemy w głąb ziemi. kiedy nad rzeką zapada zmierzch
mężczyźni budują domy z pamięci. rabarbarowe pole
w Palondze wygląda zawsze tak samo. w podziemnych
miastach jesienią nie milknie nigdy cisza wiatru.

 

Kiedy na mnie nie patrzysz


na deszczowych wzgórzach kiełkują kamienie.
językiem wiatru wygaszam ogniska. nie urodzę ci syna.
daleko w tunelach pustoszeją tory. odchodzimy
w niepamięć żywiołów. zagubieni w czasie nie znają
powrotów. żyją w opowieściach wędrownych pasterzy.

 


Zaklinacz szczęścia


nosisz w ramionach podróże. kiedy w oczach pędzące konie
zaklinasz szczęście. nie odchodź. wyschły jeziora.
noc przybrała srebrne łachmany. Idzie z lekkością tancerza.
kochaj mnie. na rozgrzanych węglach stopimy się w jedno.
póki żar w połączonych imionach nie usłyszysz szeptu przypływu.
odejdź nocą kiedy światło przedziera się przez suknie.
niech przysięga zostanie na brzegu zostawiona bez głosu
jak dziecko.

 

 separatorpng1

Agnieszka Syska

 

 

Słońce na ołtarz


żeby przeżyć słońce musi świecić
musi świecić swoją krwią ofiarą jednoistą dwoistą troistą
barankiem ołtarzem dawcą krwi wełny i mięsa jednorocznego


nad ołtarzem zapach życia zapach krwi zapach kadzidła


ołtarze krwi wznoszą się pietrzą się wschodzą jak zachody słońca spływają
w rynny kanały zachody
wiele takich słońc krąży na ołtarzach czasu
wiele takich baranków pierworodków niemowlaków dzieciaków jeden
baranek


nad ołtarzem zapach mirry


na odrzwiach domów małych niewiast i mężów jerozolimskich płacz
tysiąc litrów krwi wznosi się piętrzy się wschodzi w drugi trzeci i czwarty
tysiąc
wiele takich baranków pierworodków niemowlaków dzieciaków chłopców
zachodzi jeden wschodzi


przy ołtarzu zapach złota kadzidła i mirry


trzej mędrcy i jeden taki który pobiera u nich nauki przekraczają rzekę
czasu i przychodzą
na tablicach łodziach tratwach pontonach niosą wyryte dziesięcioro
przykazań i jedenaste
przestrzegaj dziesięciorga przykazań abyś mógł nie zachowywać
jedenastego


nad i przy ołtarzu zapach złota kadzidła i mirry


nurza się w swojej głupocie złocie kadzidle i mirrze
chce mienić się wiekuistym nie chce świecić nie chce przeżyć
pławi się w promieniach aortach żyłach tętnicach drenach


nad i przy ołtarzu zapach krwi zapach życia zapach śmierci zapach słońca


nie czuje że księżyc właśnie wschodzi nad dziesięciorgiem przykazań cnót
prawd
mrok zapada nad jedenastym
kapłan szafarz apostoł uczeń wędrowiec obrzezaniec głupiec dokonuje
swojego


nad i przy ołtarzu zapach krwi zapach życia zapach śmierci zapach słońca


zbliża się czas ogarniony skończony ostateczny
mędrcy ze wschodu odwalają kamień głupoty cierpienia i rozpaczy
słońce staje się ołtarzem


nad i przy ołtarzu zapach krwi zapach życia zapach śmierci zapach słońca


Słońce w zapachu ran fiołków i róż
wschodzi nad Jeruzalem
przeżywa własny czas swoją światłość

 

 

Czarne krwotoki


wszystkie żarłoczne krwawe słońca krążyły wokół swoich przegubów
tętnicami strumieniami płonęły płynęły żar deszcz krew kamień piasek
i góra moria
słońca były w zenicie księżyce były w pełni żary i deszcze płonęły płynęły
płomieniami i strugami


był pierwszy dzień był pierwszy dzień stworzenia był pierwszy dzień
tygodnia był siódmy dzień tygodnia
jeden dzień był jak tysiąc lat


w powietrzu unosiła się woń aloesu mięty nardu i mirry
szukały miejsca ustronnego nagiego szczytu ołtarza izzaaka i jakuba
krążyły wokół woni odoru sierści włosów krwi śpiewały pieśń brzasku
i zmierzchu


był pierwszy dzień był pierwszy dzień stworzenia był pierwszy dzień
tygodnia był siódmy dzień tygodnia
tysiąc lat było jak jeden dzień


w locie złapały nóż żarłocznego krwawego powiernika ich drogi
zatoczyły żarłoczny krwawy powietrzny krąg uczyniły znak
wybrały jedną małą gwiazdę jeden świetlny dzień


był ósmy dzień stworzenia był ósmy dzień tygodnia
w ten dzień stanęły obok góra moria kasjun nebo i synaj
w ten dzień zasklepiły się ich sine i czarne krwotoki


nie jest jak miedź brzęcząca która wyblaknie cymbał brzmiący który
ogłuchnie ogień który zatonie woda która spłonie nie jest jak idea
której nie ma niebo którego nie ma czyściec którego nie ma piekło
którego nie ma


nie jest jak człowiek najmniejszy serafin cherubin archanioł anioł
i mały bóg


nie jest jak życie z jego życia śmierć z jego śmierci zmartwychwstanie z jego
zmartwychwstania
nie jest będzie


powiedział przecież idę przygotować wam wiersz
wiarę z mojej wiary nadzieję z mojej nadziei miłość z mojego nieugaszenia
niezatopienia


będzie jak idea

 

 

Skąpane w bramie


wszystkie słońca paliły swoje księżyce
kule ognia wiekuiste
księżyce naniebne pod sobą na morzach martwych
wszystkie księżyce paliły swoje słońca
kule wody wiekuiste
słońca naniebne pod sobą na morzach martwych


wszystkie słońca na krańcach początków głosów ech
słońca skąpane w kolistości kuli
toczą się po trzech trójnogach nieba ogniach wodach końcach
toczą się po trzech trójnogach ziemi ogniach wodach początkach


na początku było słońce jak koniec
większe od jednoistości dwoistości troistości rzeczy przeszłych
niosło w sobie śpiew piasku pustynnego na kamieniu świata
odsłaniało przed księżycem świetliste przeszłe


otworzyło w sobie kamień wysypało piasek na morza martwe
wysypało z siebie wszystkie pustynie śpiewu


na końcu był księżyc jak początek
mniejszy od wiekuistości rzeczy przyszłych
niósł w sobie pieśń trąby
odsłaniał przed słońcem świetliste przyszłe


otworzył w sobie morze czerwone
przeszedł suchą stopą
zamknęli w sobie wczoraj dzisiaj jutro
zamknęli w sobie czas
zamknęli w sobie pieśń


na trąbach jerychońskich się unoszą
kamienie rozpadłe kamienie skruszone
na rosach z hermonu na olejach z syjonu
skąpane w kolistości trójnoga
trzech nogach pokoju
jednym sercu świata
toczą się z pierwszej na drugą z drugiej na trzecią kulę
skąpane w złotej bramie
oleje na brodzie aarona
słońca księżyce nieba ziemie
początki końce wieków


płoną na sucho na mokro
pełnie ognia wody światła
pławice upału mrozu
palą się nie spalają się
przeszłe przyszłe teraźniejsze


upojne dnie noce

 

 

Wraca arka


wszystkie wiersze wracają do swoich początków prapoczątków trwania
początków stworzenia przed stwórcą początków stworzenia przed
archaniołem początków stworzenia przed aniołem początków
stworzenia przed stwórcą archaniołem aniołem człowiekiem


najmniejszym zgoła najlichszym zgoła
pośród zwierząt pośród ssaków pośród gadów pośród płazów pośród
ptaków pośród owadów pośród judy
najmniejszym zgoła najlichszym zgoła pośród proroków słowa


słowo było początkiem prapoczątkiem prastworzeniem pratrwaniem
unaszało się ponad wodami nienazwanymi wodami unaszało się ponad
lądami nienazwanymi lądami
słowo nienazwane słowem słowo nienazwane słowem pośród
nienazwanych


potrzebowało wód by się unaszać potrzebowało lądów by osiadać
potrzebowało wód potrzebowało lądów by trwać
było jako stwórca nienazwany stwórcą było jako archanioł nienazwany
archaniołem było jako anioł nienazwany aniołem było jako człowiek
nienazwany człowiekiem było jako zwierzę nienazwane zwierzęciem


jak je opisać prażeglarza pośród wód rozbitka pośród lądów pośród dni
stworzenia
spragnionego pośród początkowych wód nienasyconego pośród
końcowych lądów
pradryfiarza który nie może pokrzepić się ósmym dniem


zagubione pośród pierwszego dnia nieodnalezione pośród siódmego dnia
męczy się odpoczywa odpoczywa męczy się samo trwanie nadaje mu imię
słońce słońc słońce nad słońcami co rządzi dniem księżyc księżyców
księżyc nad księżycami co rządzi nocą


wraca do siebie arka ponad wodami przymierze ponad lądami


wiersz którym był stwórca stworzony ze słów w którym ciało ma
odpocznienie

 


Cień jego kropki jest w pełni


wszystkie słońca świeciły
nie były sobie równe świeciły wyrównanie
wszystkie stawiały kropki pod znakami zapytania
jak stawia się kropki nad i krótkimi
każde chciało być
wszystkie stawiały kropki pod znakami wykrzyknienia
jak stawia się kropki nad i krótkimi nie długimi
każde chciało być i było
każde miało światło równe sobie


męskie i żeńskie cielesne i duchowe lądowe i morskie stawiały znaki
równości
pomiędzy święć a być pomiędzy święć się imię twoje a bądź królestwo
twoje pomiędzy święć i przyjdź


przeczuwały że światłość jest ich istnieniem
nie mogły runąć z milionami lat świetlnych z świetlanymi górami
pieśni w pustkę
nie mogły runąć z modlitwami z świetlanymi dolinami
pieśni w ciemność
nie znały tak długiego lotu
nigdy nie leciały z nieba pod ziemie
znały drogę od jednego promienia do słońca


wszystkie dni i każda noc pieśni z nimi święć i przyjdź
wszystkie padają przed jego zapytaniem i wykrzyknieniem
wszystkie padają przed jego kropką nad i
nie umniejsza się ich światło promień promieni i światłość światłości


nawet cień jego kropki jest w pełni


pieśni pełnia nad pełniami słońce nad słońcami

 

separatorpng1

Maria Szafran


 

Reprobus – Christophoros – Święty Krzysztof


Zrodzony w gnieździe pogan, odrażająco brzydki
dlatego imię – Reprobus, silne łydki,
końsko podłużna twarz, potężny, silny że aż!!!


A wnętrze nader ludzkie i serce anioła,
od pierwszej chwili wiedział, że dobry czyn go woła.
Służył więc człowiekowi jak umiał, jak potrafił.


Przeważnie jako prom – przez rzekę niósł pielgrzymów
a sława w tej profesji dotarła aż do Rzymu.
Bo oto Syn Człowieczy i Boży jednocześnie,


Na drugi brzeg się śpieszył i czekał czy uniesie...
Reprobus spojrzał – takie dziecię – no przecież.
Chwycił Go jedną ręką, posadził na ramieniu.


I ruszył w poprzek rzeki jak miewał to w zwyczaju
– dla niego każda woda była tylko ruczajem.
Aż nagle poczuł ciężar jak nigdy do tej pory.


I zapadł się aż na dno, tam usiadł na kamieniu,
zdziwieniu uległ nagle, potem rozanieleniu.
Bo Dziecię które dźwigał na barach wprost mocarza


W nagrodę zdjęło zły los, udręki nie przysparzał.
Twarz piękną ludzką nową otrzymał nasz Reprobus
i nowe imię Krzysztof, i postać która zdobi.


A Christohoros – zwano go jeszcze przez długie lata,
jako niosący Boga z grzechami tego świata.
Dlatego święty Krzysztof patronem jest kierowców


I opiekunem mostów, żeglarzy, flisaków, podróżników,
a nawet w herbie Wilna – bo jego to przyczyna,
że czują się bezpiecznie wierzący w tę legendę.

 


Najjaśniejsza Kulka


Okręgi w lochach tego świata
są śladem celowo zostawionym
czy kolejnym odkryciem – dowodem
Przynęta zbudowana na obraz
i podobieństwo opisów odkryć jako
deska ratunku i kładka w jutro
Ani Mat ani Sven nie myli nóg
Kopernikowi
groziły lochy teraz biorą pełną garścią
Lee George czy Marcus
obnażają własne sumienia
przy poszukiwaniu
czystego JA

 


Paragon jednokomórkowca


ty wiesz
– jak chcesz
to bierz
i lub
jak nie
to w dziób
o tak
za brak
nie w smak
sam wiesz
nie ludź nie zwierz
wszak kraj
jest
twój i mój
więc lub go po
ten czas
co masz
już wzdłuż
i w szerz
lecz ty jak wąż
wciąż w skos
nie raz twój jad
by zjadł lecz
to co ma
ta skra
znów skarb
jest zdrów
co dzień jak pień
ów trzpień
no mów że mów...

 


Według Byrona


– najgorszym złem świata jest fakt,
że z kobietami nie da się żyć...
ani bez nich.


Pozwolisz Byronie, że uzupełnię -
Bez kobiet Adam by umarł
ciężko
chorując na samotność.

 


Powiernicy Prawdy


wciąż jej szukają
badając
kolejnych osobników
wysłali na śmierć

 

 

Joanna Słodyczka


Z zamiłowania regionalistka, stąd obok wierszy pisanych językiem literackim, pisze wiersze gwarą Niżnego Podhala. W dorobku dwa tomiki – debiutancki Iskierki, 1999 oraz W malinioku, 2000; wiersze w kilku antologiach (m.in. W gwiazdozbiorze jesieni, 2000; A Duch wieje kędy chce, 2002; Krzyż drzewo kwitnące, 2002; Ciemność boi się koloru, 2015; oraz w prasie: zelowskiej „Gazecie Kulturalnej”, „Gazecie Krakowskiej”, „Dzienniku Polskim”, krakowskim „Mateczniku”, „Głosie Janowa” i „Tygodniku Podhalańskim”. Dwukrotnie nagradzana w Konkursie Poezji Religijnej w Ludźmierzu, wyróżnienie w Międzynarodowym Konkursie Poezji „Szukamy talentów wsi” w Węglanach, 2000; I miejsce w IX Konkursie Poetyckim „Serduszkowy Wiersz” w Rabce, 2001; oraz w II Konkursie jednego wiersza im. Jerzego Tawłowicza w Zakopanem, 2014, 2015. Autorka zadań szaradziarskich w wydawnictwach „Rozrywki”. Od 2015 roku honorowy członek Janowskiego Klubu Literatów.


 

Maryla Stelmach


Urodziła się w 1949 r. w Maniowie, miejscowości położonej u podnóża Ślęży. Przygodę z pisaniem rozpoczęła będąc nastolatką. Z wykształcenia socjolog, mieszka we Wrocławiu, mężatka. Pisze poezję, prozę, bajki wierszowane dla dzieci. Przez wiele lat prezentowała twórczość na antenach wrocławskiego radia i telewizji, w tym także „Eski”. Publikowała na znanych portalach poetyckich, jak również w antologiach: Ogrodu ciszy; Ósmego piętra; POSTscriptum. Pisanie to jej wielka pasja i przygoda.


 

Agnieszka Syska


Urodzona w Warszawie 21 stycznia 1977 roku. Pisze wiersze i poematy. Autorka przekładów i parafraz utworów poetyckich korzeni jej Matki i Ojca (z języka hebrajskiego, języków byłej Jugosławii). Magisterium na Katedrze Teologii Misji Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego (promotor ks. prof. dr hab. Władysław Kowalak): Treści religijne opowieści chasydów wg. M. Bubera i D. Liftschitza. Praca na seminarium doktoranckim (promotor ks. prof. dr hab. Władysław Kowalak): Listy Edyty Stein. Wydała czternaście książek poetyckich: Krzyk przedświatów; Jego usta mają rogi; Śpiewała młoda prawda; Stworzony z prawiersza; Wszechzdumiewało go; Na ogród gorejący; Slobodan Vukanović Świetlisty owoc; Muriel Kordowicz Kąpiel w wieczornej rzece; Poznamy się po stopach; Abecadło strzegło; Momčilo Nastasijević Matkom w krąg; Drzewu różę kradnę (trzy księgi).


 

Maria Szafran


Mieszkanka Świebodzina, Lubuskie. Start literacko-pisarski znacznie opóźniony, dopiero po zakoń-czeniu pracy zawodowej i przejściu na emeryturę mogła się oddać szaleństwom w pisaniu. Teraz nadrabia co możliwe, dlatego po rozpoznaniu zagadnień w tej materii, w roku 2010 wydała pierwszy swój tomik pt.: Stop. To tylko wiersze. Zobaczyła, że to wcale nie jest straszne i potem co roku ukazywały się kolejne opracowania. Do tej pory ma wydane 7 tomików wierszy, 2 zeszyty literackie, 1 pozycję opowiadań i udział w wielu antologiach. Jej wiersze zanim trafiły do tomików, można było znaleźć w prasie – “Kulisy Kołobrzeskie” (Nadmorski Kącik Litercki), “Angora”, a obecnie w “Gazecie Lubuskiej”, w miesięcznikach “Akant”, “Dom na Skale”. Od roku 2012 jest członkiem SAP O/Kołobrzeg, a od grudnia 2015 członkiem ZLP O/ Zielona Góra.

Pin It