ANTOLOGIA


POETÓW POLSKICH

---------------------------------------------
2 0 1 6

antologia

 

 

Krystyna Rodowska

 

 

Ballada o Mostach Wielkich


Cieniowi Fajgi


To było miasteczko, dla niektórych stetl
nad rzeką albo rzeczką która nadal płynie,
zapewne skażona – lecz nie tamtą krwią
spokrewnionych od wieków kainów i ablów.
Dziecko we mnie niewiele pamięta.
gdzie schowała się towarzyszka najdawniejszych
zabaw? I tylko dotąd wołam za nią: Fajga!
Wyjdź zza drzewa, widzę cię, Fajga!


Wiele lat później zapytałam: Mamo!
Dlaczego jej nie uratowałaś?


Mosty Wielkie, Mosty Wielkie,
widma wszelkie chwalą Pana stworzenia.
Mosty Wielkie, mosty bezkresne,
nie po drodze i nieprzejezdne,
obiecują mnie przeprawić do domu.


Mosty Wielkie – powtarzam tę nazwę,
ale ona wciąż milczy, choć są gdzieś te domy,
ów ogród albo lasek, w którym słychać śpiewne
„całuji rączki pani doktorowej”, trwa podwórko w którym
kaszle, kaszle bez końca wątły cień w chałacie
i krew stygnie bez głosu, bo nie ma już Lachiw
w miasteczku, które żyło gdzieś nad rzeką Ratą


Mosty Wielkie, Mosty Wielkie,
Mosty wielkie, bo niewidzialne.
Niedostępne, za siedmioma rzekami,
mosty lekkie, kładki z powietrza,


nad brzegami wody, bezsennej.

 

 

Zaduszki w Xochicoatlán


dla Nahuma y Gerarda Beltrán


O zmarłych być może mówi mi najwięcej
tamten wieczór w Xochicoatlán.
Na uliczkach ludzie krążyli wśród duchów,
z gór opadała mgła.


Umarli tutaj żyją; świetlista ścieżynka
usypana z żółtych kwiatów cempanzuchitl
prowadziła do wnętrza otwartego domu,
by dusze, zwłaszcza młodo zmarłych,
trafiły między swoich, weszły w ramki
zastygłych fotografii pośród świec i wieńców.


Członkowie rodziny i ja, gość z daleka,
modliliśmy się stopami w ciągłym tam i z powrotem
między cmentarzem na górce a zastawionym stołem
My, wszyscy rodzeni – bracia, siostry – przez Tamtą,
co wyszczerza zęby z kolorowej bibułki, ruchliwej na wietrze,
podczas gdy my wbijamy nasze w ciepły chlebek zmarłych.
(Zjadając śmierć, smak jej poznajemy,
zanim ona się do nas dobierze)


Xochitl – znaczy kwiat.
Coa – wąż lub żmija.
Tlán – miejsce, w języku nahuatl, którego korzenie –
drzewa życia tej ziemi – przebijają warstwy
naniesionej wiary, nazw, kilku stuleci,


jakby Konkwista nigdy się nie zdarzyła.
Sama nazwa Xochicoatlán triumfowała pośmiertnie
nad zwycięzcami.


Śmiertelni, byliśmy w zażyłości
z wszechobecną Panią tego domu,
użyczaliśmy jej nawet naszych rysów.


W siedzibie żmijowego kwiatu
nie spuszczamy się z oka, Niekochana

 

 

Gdy rozpocznie się prehistoria


Aprendices del humo y de ilusion,
somos semillas del polvo(1)


Gloria Nistal


Niebo? – ta szmata niewyżęta z nadmiaru wilgoci
(ciężka poduszka dusi gardło światła,
świadkowie zbrodni niczego nie widzą)


Więc trzymaj się ziemi i pułapek śniegu,
zastawionych na czworo, dwunożne zwierzęta
Umiesz czytać z ich śladów? Ty też je zostawiasz.
Fascynuje cię biel niepokalana tobą?
Arktyczne lodowce które wzburzą morza,
ruszą na południe,
rozpoczną na nowo ery prehistorii?


Czy przyszłość zostawiła już po sobie odcisk?


Idź nad rzekę, do lasu, wspinaj się na wierchy
Zaufaj przyrodzie, której jesteś cząstką,
choć zachciewa ci się czynić ją sobie poddaną.
Zaufaj, nie ustając w czujności.
„W szkole iluzji i dymu”,
pomyśl także o sobie.
Tak, osobo.
Nie znikaj bez śladu. Zostawiaj ślady.
Bądź: w śladowych ilościach,
ale bądź.
I niech ktoś cię, nieczytelną, odczyta.


(1) Uczniowie w szkole iluzji i dymu/jesteśmy nasieniem prochu – Gloria Nistal

 

 

Grymas


Spójrzcie na tego człowieka... nic wam nie powie
jego wygląd i codzienne zachowanie


Witold Gombrowicz


– Jak pięknie dziś wyglądasz -
mówimy -
I nikt nie docieka – z czego


Z okna czy z fotografii?
Z westchnienia, spojrzenia
ukradkiem lub prosto w oczy?
Z migawki czyjejś pamięci
Z nieczytelnego zdania?
Z życiorysu nie do napisania?
Z dowodu na kłopoty z tożsamością?


Pytania wyłaniają nieznużony język
Domyślają się bezkresu z linii brzegu


A ty wciąż swoje Wyglądasz
Marnie Żałośnie Głupio
Dziś młodo choć kiedyś staro
Z tym twoim niepowtarzalnym uśmiechem
Z dożywotnim grymasem wyglądania


zawsze z tego co ciebie przerasta

 


Rozmyślania przy myciu zębów


Co najmniej trzy razy na dobę
obmywam zęby z nalotu śmierci
Ona jest żółta albo czarna
Czuć ją świeżością i rozkładem


Dlaczego wymyślamy jej rodzaj żeński?
Dlaczego mnie urodziła a teraz zjada,
mnie – bakterię myślącą wśród zębów wszechświata?

 

 

Bogumiła Salmonowicz

 

 

Julka


(Amazonkom)


drażni mnie szekspirowskie
ujęcie dramatu małolatów
wyniesione do pomnika
trudnej miłości


poznałam
współczesną julkę
skąpaną we łzach poślubionego


onkologiczny laurenty
najlepiej jak mógł
dobrał skalpel i chemię


ubrana w świeżą żałobę
cudem rodzi swój ocalony owoc
z ograniczonym prawdopodobieństwem
na jego wykarmienie


w podarowanym jej teraz
trwa w lęku o każdy cień
jutrzejszych mammografii


na wszelki wypadek
dyktafonem
zapisuje miłosne przesłania
także te dla następcy romea


z przewidywalną
przyszłością
we łzach

 

 

Smutek przemijania rzeczy


(„Historia magistra vitae” – Cyceron)


w zapomnianym kartonie
po sokowirówce
drzemią slajdy i fotografie
wyciśnięte z kolorów życia


samotna już
wyszczerbiona filiżanka
z miśnieńskiej porcelany w różyczki
odeszła w kąt pawlacza


na obrusie haftowanym ręką babci
rdzawe cienie powojennych przeprowadzek
przegrały z różowym mistrzem
współczesnego odplamiania


złożona na marach lawety
blaszana historia
ojcowego zachwytu motoryzacją
odjechała na złomarzysko


obok szarego wieżowca
w urzędowo wyznaczonym terminie
ustawiono paździerzową meblościankę
niegdyś wartą trzyletnich krwawych rat


w jej szufladach zatrzasnęły się
ważne słowa w pomylonej chwili
wręczone przez listonosza

 

 

Każdy ma


każdy
może mieć
swoje piąte królestwo


zazwyczaj budujemy
na zgliszczach liczebników porządkowych
a ścieżka od poprzedniego do następnego
jak most zwodzony
wisi
buja się


raz znana przeszłość zdaje się lepszym złem
raz nieodgadniona przyszłość wciska w ziemię
bujasz się


kiedyś
musisz zeskoczyć
z tej huśtawki
pęd powietrza przynosi niezbywalną energię
w wędrówce ku nowszemu
z twoich światów


możesz tam przenieść każde stare-jare
zaprojektować lepsze
wroga dobrego


nie zapomnij też ustawić strażników granic
na ścieżkach pamięci kolejnego królestwa
o czwartym trzecim drugim pokoleniu
a może nawet o tych
które poprzedzały
krytyczny punkt twojej ery


wszak każdego można
nauczyć czytać ze zrozumieniem
z ekranu
papieru
zwojów papirusa
glinianej tabliczki


skały też mówią


każdy ma
własne królestwo

 

 

Z panem A pod rękę


w znajomym rytmie codzienności
niedoświadczona pustka
rozpoczyna tajny proces pochłaniania
mózgoskrzynki
przepełnionej do granic


po drugiej stronie drewnianego świata
zagrożone klucze chronią się w zamku
apteczne korale coraz częściej mylą pory doby na dłoni
a okulary w upartym milczeniu
tulą się skrycie do pięciolinii czoła


tylko obce głosy mówią wszystko
będzie dobrze

 


O prozie


każdego wieczoru wskazujący stuka ten sam
obraz. przenośny przystanek na mapie pozorów
bliskości. odzew czasem wpada
do ucha dawniej wiele znaczącym,
teraz cieniem kochanie.


zbrodniarka rutyna zadławiła
pierwotną wartość tamtego imienia.
już nie daje się odkrztusić okruchów.
dni biegną rytmem osobnych
spraw całkiem przyziemnych.


bezradne noce kieliszkiem domykają powieki,
a tęsknota coraz rzadziej trzeźwieje
w porywach świtów. lada chwila
omsknie się w czarną dziurę.
ot, przemijanie.

 

 

Eliza Segiet

 

 

Pytania


A gdyby tak
rozkołysać wspomnienia,
i usłyszeć
jak bardzo chcieli żyć?
A gdyby tak
rozkołysać echa przeszłości?


Czym wtedy różnili się ludzie?
Wiarą, marzeniami?
Niektórzy jedli chleb z pieca –
nie jadłem –
chyba nie lubiłem.


Powiedz dziadku,
dlaczego żeby się wykąpać
jechali pociągiem?


Nie wiem –
chyba nie pamiętam.

 


Spodnie


Jego życie rozpisał na etapy:
rozłożył
jak nuty na pięciolinii.


On urodził się dziesięć lat wcześniej
zanim to się zaczęło.


Nie zdążył zapamiętać dzieciństwa –
już wtedy musiał być dorosły.


Starość go też ominęła –
znienacka wyszła śmierć
przebrana za żandarma.


Śmiała się z małego chłopca


ze spuszczonymi spodniami.

 

 

Kominy


Milczą już kominy
ciałopalnych pieców,
milkną Numery.
Nam nie wolno milczeć,


nadal trzeba krzyczeć.

 


Inny


Na wynędzniałej ręce
nieme opaski
z Gwiazdą Dawida mówiły:
idzie Inny.


Ten wyrazisty w tłumie
szeptał:


ci, co mnie chronicie –
pozwólcie zachować
moją godność


ale zastanawiał się
czy życie
jest dobrem –
nie gorszym od śmierci?

 

 

Żelazko


profesor Bogumile Roubie
W pozornej przestrzeni życia
żelazko miało duszę,
która nie umierała
nawet powoli.


Tylko wychudzona ręka
stygła na pustym stole.


Po obu stronach muru
telepatia łączyła
prochy i życie.


Pamiętaj wnuku
urodziłeś się człowiekiem,
ale kiedyś była wojna


na niej posiano nowe domy.

 

 

Ryszard „Sidor” Sidorkiewicz

 

 

Prognozy pogody


nie wzrusza zdjęcie z komunijną świecą
jest jedną z wielu zbędnych fotografii
porzuconych gdzieś kiedyś w kącie
w mysiej norze


spowszedniałem sam sobie co najlepiej
w twoich zmęczonych oczach widać
w których już od dawna nie szukam
swojego odbicia


jest początek grudnia nadchodzące święta
przeszły minęły zdążyły się skończyć
póki się zaczęły


zanim przypełznie wiosna
pewnie śnieg poleży

 


Patataj


pamiętam zabawę w umieranie
leżało się w trawie za asfaltowym boiskiem
z najbardziej martwymi minami na jakie
było stać dziesięcioletnie twarze


przegrywał ten który pierwszy
się poruszył przerwał milczenie
albo ożywał w jakiś inny sposób


zazwyczaj ja padałem ofiarą
pokrzywy pod gołą stopą
złowieszczego brzęczenia pszczoły
ciekawskiej mrówki i za kieszonkowe
stawiałem oranżadę miętowe dropsy
wyrób czekoladopodobny


dzisiaj próbuję bawić się w życie
ale niefart z dzieciństwa pozostał

 

 

Do ciebie


bo niby w czym jesteś
ode mnie lepszy
mniej pijesz?
modlisz się częściej?
odcisk twojego sandała
dłużej się fali opiera?


no nie mam prawa jazdy
ale mam inne prawa
nie mieć i nie chcieć mieć
i walczyć o to mam prawo


przeszedłem wpław kałużę
którą ty ominąłeś


nazwałem ją Rubikon

 


We love you, pope


osiedlowy mural z czteropiętrowym papieżem
na ostatnim piętrze w oknie z okiem świętego
opuszczona powieka żółtej rolety
niżej tam gdzie papieskie serce z balkonem
dwubarwna flaga i kobiece dessous na sznurku
nieco z boku ferula zwieńczona czaszą satelity


na parterze przesłanie miejscami nieczytelne:
Niech zstąpi XXXX Twój i XXXXXX oblicze
XXXXX Tej ziemi! z dopiskiem graffiti:
POLSKA DLA POLAKÓW i wykrzyknikiem
stylizowanym na szubienicę z Gwiazdą Dawida


w pętli

 

 

Wpadka


wpadłem tylko na chwilę zaledwie na życie
pooglądać posłuchać pokochać pomarzyć
zepsuć coś i naprawić potem znowu zepsuć
zapisać się wypisać napisać i skreślić


wpadłem tylko na chwilę zaledwie na życie
śnić o czymś i się budzić wertować senniki
trochę w sobie poszperać coś znaleźć coś zgubić
zrozumieć nie zrozumieć głupiego udawać


wpadłem tylko na chwilę zaledwie na życie
a świat mi mówi: mało obowiązek: mało
szef i szef szefa: mało bo wszyscy chcą dużo
i ten z lusterka także ten co mnie małpuje


mało mało za mało zasłuż się i przysłuż
wykorzystaj okazję szansę wykorzystaj
świat nie po to ma ciebie by mieć z ciebie mało
pokaż klasę gest pokaż niech chwila trwa wiecznie


więc napinam się z klasą zginam prawą rękę
i z gestem prezentuję gest Kozakiewcza


 

Krystyna Rodowska

Poetka, tłumaczka literatury francuskiej i hiszpańskojęzycznej, głównie poezji, eseistka. Opublikowała dotychczas siedem książek poetyckich, z których Na dole płomień, w górze płomień, 1996, uzyskała wyróżnienie Fundacji Kultury. W roku 2012 ukazał się jej obszerny wybór wierszy Wiersze przesiane, 1968 – 2011, w tym nowy tomik Miejsce na feniksa. W tym samym roku francuskie wydawnictwo l’Harmattan opublikowało antologię jej wierszy Vers le Nu ( W stronę nagości) w przekładach na język francuski wybitnego poety Bernarda Noêla. W roku 2009 na Kubie ukazał się niewielki wybór jej wierszy Abajo fuego, arriba fuego (Na dole płomień, w górze płomień). W latach 2008 i 2011 opublikowała, nakładem wydawnictwa Biuro Literackie, dwie obszerne antologie osobiste: 14 poetów francuskich Na szali znaków i 15 poetów latynoamerykańskich Umocz wargi w kamieniu (Nagroda Warszawskiej Premiery Literackiej, wrzesień, 2011) - obie we własnym wyborze, przekładach i opracowaniu krytycznym. W 2016 roku została odznaczona srebrnym medalem Gloria Artis.

 

Bogumiła Salmonowicz

Jest laureatką wielu konkursów poetyckich, między innymi Ogólnopolskiego Konkursu „Erotyk na krechę” w Poznaniu; Turnieju Jednego Wiersza w ramach XXI Głogowskich Konfrontacji Literackich; VIII Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego „O czym szepczą bazaltowe skały” w Lubaniu; Ogólnopolskiego Konkursu Jednego Wiersza w Mławie; XXV Konkursu Poetyckiego im. Jana Krzewniaka w Karczewie i innych. Jej wiersze znalazły się w kilku antologiach, np. Z ograniczoną nieodpowiedzialnością, Pelplin, 2012; WierszYstawka, Szczecin: Fundacja Literatury im. H. Berezy, 2014; A nad nami biało-czerwona i Oczko, Głogów, 2015. Publikuje także w Kwartalniku Literackim „Tygiel”; kwartalniku „Prowincja”; portalu internetowym Pisarze.pl. W 2014 roku wydała samodzielny tomik pt. BoSa, za który przyznano jej tytuł Elbląskiej Książki Roku. Obecnie jest stypendystką Marszałka Woj. Warmińsko-Mazurskiego i przygotowuje kolejny tomik pt. Abrazje, który ukaże się jesienią 2016 roku.

 

Eliza Segiet

Romans z sobą – tomik poezji, 2013; Myślne miraże – tomik poezji, 2014;
Prześwity - monodram, 2015; Chmurność - tomik poezji, 2016.

 

Ryszard „Sidor” Sidorkiewicz

Urodzony w 1959 r. w Częstochowie. Poeta, pedagog, pomysłodawca Jurajskich Jesieni Poetyckich w Złotym Potoku. Debiutował na łamach „Nurtu” w 1978 roku. Laureat konkursów poetyckich, m.in. O Nagrodę „Milowego Słupa” w Koninie; O „Laur Miedzianego Amora” w Lubinie; OKP im. H. Poświatowskiej w Częstochowie; OKL im. E. Szymańskiego w Szczecinie; OKP Dać Świadectwo w Krakowie; OKL im. M. Stryjewskiego w Lęborku. Wyróżniony Nagrodą Starosty Częstochowskiego, 2001; tytułem Regionalny Mistrz Mowy Polskiej, 2002; Nagrodą Prezydenta Częstochowy, 2004; odznaką Zasłużony dla Kultury Polskiej, 2013. Autor jedenastu książek z wierszami: Piosenki z miasteczka Sidorów, 1992; Jeszcze, 1993; Księga, 1994, 1996, 2012; Sidorów, 1996; Wiersze z rymami i bez, 2001; Światełko, 2003; Poezje wybrane, 2008; Tryptyk polski, 2012; Pamięć żywa, 2013; Zwierzęcenie, 2013; Chichiku Sidor-sana, 2016; dwóch książeczek dla dzieci oraz tomu przekładów z j. ros. Syberiada; Wiersze poetów znad Bajkału, 2010. Członek Krakowskiego Oddziału ZLP.

Pin It