Jacek Świerk - Wiersze

 

William Turner - Wybrzeże Northumberland
William Turner - Wybrzeże Northumberland

 

 

WIERSZE POCHODZĄCE  z debiutu poetyckiego

„Relacje na nieżywo” Jacek Świerk, Miniatura, Kraków 2017.

Kneeebel dla chrześcijanina! Kneeebel! Do wyboru, do koloru!

Męski i damski! Świecki i duchowny!

Przebierać! Wybierać! Wkładać! Się nie krępować!

 

Jeśli ci (nie) umilkną, (nawet) kamienie wołać (nie) będą! [Łk 19, 40]

 

Nie podnoś głosu. Przecież nie wolno ci dźwigać.

Co powiedział lekarz?

– Leżeć na pryczy, relaksować się, oszczędzać krtań.

Losem Ludzkości nie przejmować się.

Najwyższa pora przeciąć winę, pępowinę:

niech zbrodnie i bałwochwalstwa

popełnia na własny rachunek.

I nie udzielaj Jej pożyczek (i rad) – niech spłaca je sama.

 

Nie podnoś krzyku.

Od tego jest Zakład Oczyszczania Miasta.

Nie wiesz, kto go dotykał, kto w niego napluł i jaką francę ten ktoś

mógł w sobie mieć. Nie podnoś krzyku, nie podnoś,

bo już się nie wyprostujesz: zwyrodnienia masz. Jak to? Tak to –

podnosiłeś opasłe tomy reżimowych ksiąg,

nie uginając kolan.

 

Z tobą jest gorzej, niż z dzieckiem. Zabieram głos.

Rekwiruję też klawiaturę i ręce.

 

 

Nazaret. Ulica Krzywa. Kamienica czynszowa.

Wejście od podwórza. Lokal nr 0

 

Czyż może być co dobrego z Nazaretu? –
z Ewangelii według św. Jana, rozdz. 1, werset 46.

 

W mieszkaniu Józka, Maryśki i ich Synka

równiutko ułożone pantofle.

Czuć kiszoną kapustą i surowym drewnem.

W łazience suszą się biustonosze.

Na wierzchu leżą podpaski, cienie do powiek,

szminki i in. babskie drobiazgi.

 

Starzy śpią osobno. Józek okrutnie chrapie, we śnie

dziurawi prześcieradła tak, jakby

ktoś go gonił. Wzorowa żona, żeby zasnąć, potrzebuje

przestrzeni. Synek ma

swój azyl: Zrzędom wstęp wzbroniony!

Synek rzępoli na gitarze. Słucha oldskulowej

muzyki. Myśli o koleżance z osiedla,

intensywnie. Czyta książki, różne.

Maminsynek! – słyszy, gdy słoiki do piwnicy wynosi,

gdy niesie za Mamusią tobołki.

 

Byłoby idealnie, gdyby nie pomysły

młodego. – Gówniarzu! Zmarnujesz sobie życie!

Marysia po kryjomu popiera synka.

Cały czas była mowa o tym, że przejmie interes po ojcu.

Strugaj konfesjonały, jeśli chcesz!

Nie po to cię uczyłem stolarki, żebyś

spowiadał staruszki!

 

Klientki kiosku z dewocjonaliami

już wiedzą. Marysia, jakoś wyjątkowo,

nie rozważała tego w swoim sercu.

 

A skoro ojczym,

w hospicjum, ze szczerego serca „wypaczy” mu to, co było,

to i on ostatniej drzazgi spod paznokcia

cieniutką igłą nie usunie

bezboleśnie.

 

 

Z atlasu grzybów

 

Nie jesteś prawdziwkiem

wyrzucają mi nadgorliwcy wszelkiej maści – 

Nie jesteś jadalny. Jesteś niesmaczny. Jesteś

z wrogiego lasu, spod ściółki nie naszej.

Nikt z nas Cię wysoko nie ceni

z uwagi

na silny i charakterystyczny aromat

i miąższ niezwarty.

 

Brak Ci walorów towarowych

wytykają mi wyznawcy każdej skrajnej frakcji –

Nikt z nas nie używa Cię, jako

niezbędnej przyprawy. Nie można Cię zmieścić

w jednym, konkretnym garnku.

 

Nie nadajesz się do marynowania

– narzekają smakosze delikatni –

Do wysuszenia się nie sposób Cię zmusić.

Poeto Krytyczny,

jesteś kompletnie nieprzydatny

w przemyśle spożywczym,

jesteś z jedynie słuszną racją na bakier,

nie jesteś prawdziwkiem,

jesteś szatanem, nie jesteś

 

Prawdziwym Swojakiem.

 

 

Multikulti

 

Mam bardzo spokojnych sąsiadów.

Nigdy się nie kłócimy. Każdy z nas ma

swoje wady, ale mimo to

lubimy się, bo nikt nikomu nie wchodzi w paradę.

Każdy z nas cieszy się z tego, co ma. A ten,

kto nie ma, nikomu nie robi na złość.

Znamy się od bardzo wielu lat. Jedni krócej

tu mieszkają, drudzy dłużej. Są tacy,

którzy wprowadzili się dzisiaj lub całkiem niedawno.

Stare konflikty nie mają tu szans

na przetrwanie. Tworzymy zgrany zespół.

Miejsca jest dość, dzięki domom jednorodzinnym,

dzięki piętrowym mieszkaniom.

Mieszkamy tu w idealnej symbiozie,

mimo różnych religii, ras, klas, kultur, poglądów,

orientacji, obyczajów. Uwielbiamy gości.

Każdy „nowy” jest mile widziany.

Sąsiedztwo ciche jest i spokojne. Tu, u nas,

na cmentarzu komunalnym.

 

 

WIERSZE Z NIEPUBLIKOWANEJ KSIĄŻKI

 

Eldorado

 

Głodny sytego nigdy nie zrozumie…

Syty ma dwa baseny, jak niesie wieść gminna,

dla obłożnie „zdrowej” teściowej. Oto, co on ma.

Ma zawsze pełną lodówkę

dietetycznych dań i medykamentów.

Czemu to właśnie on ma? Hobby ma. Konika ma.

Do hipoterapii dla córki.

 

Głodny patrzy spode łba na modlącego się sytego o

kasę, egzotyczne wakacje, lepszy wóz,

większy dom, jeszcze wyższy płot i o audiencję

u biskupa. To wszystko na obu kolanach,

w eleganckim garniturze, w pierwszym szeregu,

uczesany. I wyperfumowany, bo pieniądze śmierdzą –

ciągną się za nim, jak smuga.

 

A więc sam

z małżonką z nowym biustem (po chemii i mastektomii)

wychodzi

spuściwszy wzrok na samo dno, na którym prosił

o trzy miliony i dwadzieścia dwa tysiące

albańskich leków tj. kwotę

na cudowny lek z Albanii.

 

Ozory mylą.

Nie szmata zdobi człowieka.

 

* Lek – waluta Albanii

 

 

Żucie kontemplacyjne

 

Przeżuła dwie wojny światowe.

Przeżuła trzech mężów,

paru narzeczonych, kilku papieży, lebiodę,

trydencki ryt.

Przeżuwszy tyle lat, jest rześka,

tryska humorem, pali cygara, ma

doskonałą pamięć, czyta bez okularów,

śmiga po miasteczku na wózku elektrycznym,

hoduje trzy kurki i koguta,

na świnkę sił brak,

mieszka z synem [kawaler, 78 wiosen]

 

Przepis na tak długie żucie?

Trzeba mieć dobry cel w żuciu. W przeciwnym razie

próchnica, paradontoza,

grzybica języka, nieświeży oddech,

ślinotok, słowotok, parch.

 

Sztuczna szczęka

nie zatruwa jej żucia. Żartuje,

że pożegnawszy się z tym żuciem,

będzie miała nieśmiertelne zęby, święty zgryz.

Jak widać, z radością myśli

o żuciu wiecznym.

 

200 lat żucia! I niech z uśmiechem

przeżuje, przełknie i kompotem popije znowu

NIE SWOJĄ śmierć.

 

 

Śmieci Boże

 

Oczy trzeźwych alkoholików są piękne.

Ich oczy są o czymś.

Ich oczy nie są o byle czym.

 

Ale Abel, ksywa „Kabel”, mówi,

że mu mówiono, że zionie od nich

wódą święconą, gdy klęczą, gdy ślęczą, studiując

Najświętszy Tekst. Ktoś widział ich pijanych, jak bela.

Papieru, na którym drukują

wnętrzności tych swoich branżowych pism.

Widział, jak upojeni

Abstynencją składali w nich świadectwa i

Aseptyczne ręce.

 

Widziałem, widziałem

ich palce brunatne od nikotyny, kawę zalewaną

zimną wodą prosto

z oślinionego kranu, i kontrolny, pyszny łyk.

Widziałem delirkę i dilerkę,

i jak oczy odtruwanych stawały się święte.

A co „sprawiedliwi-upierdliwi”

na to? – A no to, że ze szmaty nie powstanie smoking

i że robię wiele hałasu o nicponi.

 

 

Errata do Księgi Hioba

 

Pan Daj obnaża swój pociągający ból

i tańczy na lasce ortopedycznej,

bo zapomniał, co to wstyd i gorszenie maluczkich.

Pan Daj paraduje na golasa,

żeby szydzić z cierpiących po cichu.

Nagość otwiera mu każde drzwi.

Czy striptiz zapewnia ciężki chleb?

 

Pan Daj jeździ na występy zbierać

owacje na litująco

i banknoty wsuwane ukradkiem. Skrada

się w filcowym płaczu

z wydatnym kołnierzem i

nagle odsłania wszystkie swoje męki.

Pan Daj nigdy się nie przemieszcza, jak NN,

i na każdym zakręcie życiowym

wydala cierpienie, jak pociągowy koń.

 

Puk! Puk! Dryń! Dryń! Bach! Bach!

Pan Daj wnosi pod butami

cierpiętniczą glinę.

I zamieszcza ogłoszenie w lokalnej prasie:

WARSZTATY GRY NA UCZUCIACH

DLA CHORYCH I SYMULUJĄCYCH

Mile widziane CV

oraz własne stroje i rekwizyty

do tańca burczy-brzucha.

 

 

WIERSZE LUZEM

 

 

Studium odium

 

Stanęli na odium/na podium. Na wstępie polityczny kawał

drania z tego i tamtego, i z owego pana. Ten sam żart

na finał. Po środku bilans zwycięstw i zawodów

w szermierce słownej o pamięć histeryczną

(to taka nasza dyscyplina, prawie że olimpijska)

 

Wkrótce znów staną na odium/na podium,

żeby wystąpić z dotychczasowej partii

pokera. Tak założą nową: znacznie głębsze kieszenie,

standardowa rozmowa trawa z ludem harującym,

każdy guzik prawda jeszcze bardziej okrągły i gładki.

 

A jeśliby zeszli z tego odium-podium

to, co by czwarta władza powiedziała?

– Staliby się w mgnieniu oka wzorem do prześladowania.

Ponieważ uważa się, że Pozytywka to fałszywka,

że nie budzi zaufania, bo ZA CICHO GRA.

W przeciwieństwie do Negatywki, która

rzuca się w uszy, przekłuwa wzrok

i sama nakręca się, i właśnie dlatego skupuje

taką uwagę.

 

 

Skala

 

Zerkał na zegar. Nadymał usta. Masował czoło.

Nie dziwię się Chłopu, skoro

szef ochrzanił Go – rano, z góry na dół –

za inwencję twórczą,

za szereg pożytecznych inicjatyw.

 

W nocy miał telefon od bratowej:

Józek znów zrobił z domu melinę.

Zrób coś, bo go normalnie zabiję!

A ja Mu tu psychologizuję, młócę słomę,

kiedy Chłop ma taką orkę na ugorze.

 

Na dziś ma kierownictwo:

będzie przeczył, przytakiwał, 5 razy po 45 minut.

Wieczorem prowadzi grupę (sami zapaleńcy)

mimo, że już dawno zeszła z Niego para

i wyczerpały Mu się pokłady wszechwiedzy.

Jutro ma dwa pogrzeby

i katorgę na lekcji o antykoncepcji.

Wkrótce kolęda: konfuzja ogólna

i koperta na do widzenia.

 

A ja Mu tu truję:

wywlekam swój żałosny ogrójec ze snu.


 

JACEK ŚWIERK – ur. 1981 w Rzeszowie. Wydał jedną książkę poetycką: "Relacje na nieżywo" (Miniatura, Kraków 2017). Wiersze publikował w czasopismach i na portalach: Fraza, Wyspa, Pogranicza, Odra (pocztówki internetowe KM), Portal Latarnia Morska, Dwutygodnik.com, Szafa, Krytyka Literacka, Strona Fundacji im. T. Karpowicza, Dziennik Polski. Jego wiersze znalazły się także w antologiach: "Harmonia dusz. Antologia poezji współczesnej", "Słowa na między przysiadły. Antologia poetów wsi", "Refleksy 2008-2016". Otrzymał nominację w II edycji „Czytane w maszynopisie 2014” (Fundacja im. Henryka Berezy) oraz w XI OKP im. Kazimierza Ratonia. Zajął III miejsce w VIII OKP „Refleksy 2016”. Mieszka na Podkarpaciu.

 

Pin It