*** Ktoś woła w niebie. Ktoś chce mnie pogrzebać. A ja nie wiem, czy zapisać ten nieskończony podsłuchany wiersz, czy poczekać na głos sumienia...

Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

 

***

 

Ktoś woła w niebie.

Ktoś chce mnie pogrzebać.

A ja nie wiem,

czy zapisać

 

ten nieskończony

podsłuchany wiersz,

czy poczekać

na głos sumienia

 

***

 

Po co mi nóż,

kiedy nie ma ręki,

po co mi ręka,

kiedy nie ma wagi,

 

po co mi ja,

kiedy nie ma ludzi,

po co mi ludzie, kiedy jestem

miłosierny i sprawiedliwy

 

***

 

Taka krótka nitka

i tyle na niej węzłów

jak ptak przy ptaku,

dlatego taka ciężka;

 

kto ją wplótł w powietrze,

że z punktu a do punktu b

jadę przez góry i morza,

by nie spaść

 

***

 

Kiedy jest nazbyt cicho

znów przejeżdża pociąg,

terkoce maszyna do szycia,

płaczę jak dziecko.

 

W domu bez ścian

znowu się tulę

do Boga pod poduszką.

I już bez pamięci zasypiam

 

***

 

Kończyły się tory,

ale nadal chciałem jechać

w ciemność wąziutką jak szpara

nad podłogą,

 

poszerzającą się w widzenie

otwartego pokoju,

w którym zaczyna się

ziemia

 

***

 

Całość jest fragmentem

jeśli jeszcze marzysz,

fragment jest całością

jeśli już nie pragniesz.

 

Tylko prześwit między

drzwiami a podłogą

okrągłą połową jest

nieokreślonego

 

***

 

Zasypiałem bez słowa

i jak umarły pragnąłem,

by grabarz na dnie

zostawił łopatę;

 

bym sam się odkopał

i raz jeszcze zabił,

słowem miał dwa styliska

do ćwiczenia stylu

 

***

 

Na którejkolwiek stronie

otworzy kamienną księgę,

nie rozpozna, co jest

na następnej,

 

póki jej nie zamknie

i na nowo ręką

nie wskaże na pamięć

teraz rytego tekstu

 

***

 

A moje kości

nadal biegną,

jednej przyrasta mózg,

a drugiej ścięgno;

 

nie oddam skóry,

póki w niebie jest

ziemią na sercu

poległą

 

***

 

Śmigła

kręcą oczyma,

gdy się zagęszcza

mgła na szczytach;

 

a skrzydła

koszą co wyrosło,

kiedy nie było mnie

w dolinach

 

***

 

Dwóm skrzydłom ciężej dźwigać,

niż jednemu.

Dwie wieże nie uniosą kościoła,

z jedną bliżej do Boga.

 

Na drugą stronę nieba

ptak się musi przebić.

A pióro tam poleci z chmurą,

skąd najbliżej ziemi

 

***

 

Leci, żeby nie dolecieć.

Gwiazda nad nim świeci

coraz dalej.

Widzimy się w czerni.

 

Im bardziej go nie ma

widzimy dokładniej,

jak przeleciał.

Zaraz na nas spadnie

 

***

 

Nieśmiertelni

pracują nad tym,

by stać się śmiertelnymi.

Jednemu się udało.

 

Stworzył ciało.

Za każdym razem,

gdy wraca, udaje, że

zmartwychwstaje

 

***

 

Tak długo niósł ją

na rękach,

aż stała się niebem

na szczudłach,

 

choć już nie pamięta,

kim była,

jest pewny tego,

że dotarł

 

***

 

Białe kwiaty

spod ogrodu

nie wody chcą,

lecz ognia

 

i powietrze przesiewa ziemię

przez korzenie,

rozgrzebując popiół

słońca

 

***

 

Szukałem wśród guzików

dużego jak słońce,

by przyszyć go do koszuli

pod samą szyją;

 

trafiałem na księżyce i ziemie,

ale słońca nie było

tylko złoty sznur,

okręcający się w węzeł

 

***

 

Słońce dźwignęło gałęzie

i już nie wiem,

jak zerwać jabłko

między palcami i niebem,

 

zanim się zmieni w inny owoc

na innym drzewie,

pod którym inną rękę podniosę

na inne słońce na innym niebie

 

***

 

Dlaczego anioł

pchnął mnie do potoku,

a teraz idę dalej?

Kogo ja prowadzę?

 

Co takiego widziałem,

że ociemniałem,

by mógł mnie wabić

śpiew syreny

 

***

 

Wiosłowałem,

aż pokazało się

dno tratwy

zbitej z wioseł

 

i zawołałem: weź mnie

w swoje ręce,

i usłyszałem: nie mam rąk,

mam ciebie

 

***

 

Woda stojąca w rzece

i podnosząca się

wraz z chmurami,

i ja wypływający

 

na powierzchnię

bez żadnego ruchu;

oboje płyniemy

w duchu

 

 

Inne wiersze Mieczysława Machnickiego w tomie oktostychów i decym pt. "żeby rzecz zwaną rzeką uznać za skończoną", który ukazał się łącznie z 1/2017 numerem "Toposu".

Pin It