Antologia Limeryków Kosmatych pod redakcją Mariusza Parlickiego

 

Peter Paul Rubens
Peter Paul Rubens

 

 

 

MARTA ANDERSSON

 

* * *

Wstając z łóżka z pokojówką w Font Romeu,

Z irytacją zaklął książę: “Sacrebleu!

Słów mi naucz się do jutra:

Anal, oral, kamasutra,

To się może chociaż nadasz do Scrabbleu!”

 

* * *

Rzekł znudzony mąż kiedyś pod Nitro:

„Dajże, żono, butelkę tu litro-

-wą, bo jak strzelę se szota,

To się może ochota

Mi narodzi na nowo – in vitro.

 

* * *

Dywagują wirusy gdzieś w Skåne

Czy komórka się nada na żonę:

„Rzęsy długie do nieba,

Kształty krągłe jak trzeba,

No i przebój – wciąż jeszcze ma błonę!”

 

* * *

Pewien stary kosmolog w Piemoncie

Doświadczalnie pomierzył raz prącie.

Wskazał wynik badania,

Że panienek rypania

Brak na zdarzeń już jest horyzoncie.

 

* * *

Marzy para staruszków spod Katli,

Że namiętność się znowu w nich zatli.

Na nic jednak starania,

Bo z prób iskry wskrzeszania

Wyszło tylko, że bardziej są światli.

 

* * *

Pewna dama co mieszka w Tuluzie

Kontroluje swą płodność po śluzie.

Odczyt ma jak w zegarku:

Ósmy krzyżyk na karku.

Zatem bzykać się może na luzie.

 

* * *

Bardzo złości piekarzową z Rajskiej Plaży

Gdy mężowi wieczór z porno się przydarzy.

Ciska wtedy czym popadnie,

A że trafia całkiem ładnie,

Z wypiekami zwykle kończy chłop na twarzy.

 

* * *

Pobić rekord chce facet znad Obu

Dobowego w bzykaniu przerobu.

Wszędzie żonę przydybie,

W biurze, w śnie, w windy szybie,

A raz nawet ją wpędził do grobu!

 

* * *

W filharmonii nad rzeką Kołyma

O trębacza wybuchła zadyma.

Że nie zważa na nuty,

Że nie baczy batuty,

I najczęściej nie dmie tylko dyma.

 

* * *

Pewien młody pianista w Madrycie

Nader rzadko folguje swej pycie.

Miast się wsłuchać w zew główki,

Ciągle ćwiczy palcówki.

Ot, zwyczajnie – chce przegrać chłop życie.

 

* * *

Pyta żonka mężusia na Woli

Co najbardziej go dziś zadowoli.

Czy na pralce ciupcianie?

Anal w windzie? Lód w sianie?

“Nie” – mąż rzecze – “w grochówce mniej soli!”.

 

* * *

Medycyny studencik w Mbabane

Skonfudował raz dość kurtyzanę.

Twierdził bowiem, że może

Skończyć w każdym otworze,

I że jest to z autopsji mu znane.

 

* * *

Postanowił prawiczek z Alzacji

Się obrzezać pod koniec wakacji.

Już ułożył to w głowie,

Jak kolegom opowie,

Że napletek zszedł w eksploatacji.

 

* * *

Pewien człowiek co mieszka w Nyköping

Erotyczny stosował raz doping.

Wyczuwając, że żona

Słabo coś podniecona,

Ekspresowo ją popchnął na szoping.

 

* * *

Miał depresję pan Schmidt w Eisenerz,

Póki Bóg nie połączył dwóch serc.

Serca Schmidta i babki,

Co nie goli kuciapki.

A to gorszy jest ból niż Weltschmerz.

 

* * *

Pozytywnie myśląca gdzieś w Bernie

Zdradom męża przygląda się biernie.

Cieszy fakt ją trywialny,

Że ten człek niemoralny

Choć ciupcianiu oddany jest wiernie.

 

* * *

Pewien krawiec co mieszka w Piemoncie

Jak naparstek maleńkie ma prącie.

Żona przez to co chwilę

Takie wbija mu szpile,

Że się chłop wciąż zaszywa gdzieś w kącie.

 

* * *

Zirytował się człek z Gwadelupy

I swą żonę wyrzucił z chałupy.

Bo, jak twierdzi, dawała

Głupia baba wciąż ciała,

A on chciał by choć raz dała dupy.

 

* * *

Bawidamek gdzieś spod Nowogrodu

Wielkość swego podkreślić chciał wzwodu.

Wetknął w gacie kiełbachę,

Lecz że był patałachem

Nie pomyślał, by włożyć ją z przodu.

 

* * *

Twierdzi poeta spod Cecory,

Że w portkach ma potencjał spory.

Mówią jednakże panie

(w głosie – ubolewanie),

Że są to tylko metafory.

 

* * *

Pewien lekarz co ze wsi jest Rymarz,

Rzekł do siebie: „Gdy, człeku, zaczynasz

Pociąg czuć do pacjentki,

Nie bądź nigdy zbyt prędki”.

Ma chłop rację. Coż że weterynarz?

 

* * *

Pewna dama gdzieś hen! w Ałma-Ata,

Spółkowała bez przerwy trzy lata.

W każdym dniu, w każdej porze,

W każdym ciała otworze,

Więc się nieco pogniotła jej szata.

 

* * *

Pewien Fiut raz ślubował pod Ćwiekiem

Abstynencję (tłumacząc się wiekiem).

Zawiedziona tym Pusia

Oznajmiła, że musiał

Pozamieniać się na łby z człowiekiem.

 

 

MAGDALENA BASTA

 

* * *

Tak nieśmiała jest panna w Detroit,

że przeraża ją wzmianka o coit-

usie. Przez to nieboga

chodzi po psychologach,

którzy jej kibicują: „Just do it!!”

 

* * *

Się obawiał prawiczek w Zbarażu,

by na randce nie zrobić blamażu.

W ramach ćwiczeń więc wtykał

go do dzióbka czajnika

i dziś ma go całego w bandażu.

 

* * *

Jest panienka z ulicy Erazma,

co szaleńczo przeżywa orgazma.

Starczy tylko jak bądź

w nogę, rękę ją tknąć,

a szaleje już jej cytoplazma.

 

* * *

Chorowity żigolo z Bostonu

często nie mógł postawić do pionu.

Więc klientki łakome

swym ujmował poziomem,

bo wytrawnym był mistrzem bon tonu.

 

* * *

Kulturalna hrabina z Ostendy

miała grzeczne, usłużne dwie mendy.

Co gdy kochaś jej, nieuk,

jakoś trafić w nią nie mógł,

doradzały: „Psze pana, o, tędy”.

 

* * *

Bawidamek uroczy z Topólki

takie ładne i kształtne miał kulki,

że na każdej zabawie,

gdy wyciągał je na wierzch,

to z wrażenia padały damulki.

 

* * *

Miał monarcha (w kierunku na Wschód)

za zadanie przedłużyć swój ród.

Ale rzekł medyk, że nie

wyjdzie z tym przedłużeniem,

bo jest berło królewskie za krót.

 

* * *

Bardzo ładna milady z Granady

towarzyskiej ma dużo ogłady.

Bowiem ją wielbiciele

często gładzą po ciele,

zwłaszcza w miejscu, co nazwę ma na „d”.

 

* * *

Nie widziała od lat Casablanca

tak ładnego, młodego miglanca.

Bawił chwilę u wuja,

bałamucił i bujał,

teraz rozpacz, dwie ciąże i franca.

 

* * *

Zamiast fiuta, wesołek z wsi Jurki,

ma coś jakby ogonek wiewiórki.

Gdy jest zadowolony,

macha na wszystkie strony,

więc ma problem z trafieniem do dziurki.

 

* * *

Rzekł flecista, co z wsi był Mogiła,

że ta Wena mu się znarowiła.

Przy użyciu gdyż fleta

ta okropna kobieta

go zaczęła natychać od tyła.

 

* * *

Odkąd piwo chla z puszki, Zdzich z Głuszki,

całkiem niezłe ma teraz cycuszki.

A że fanów mieć zaczął

wśród kolegów swych- maczo,

musi pachy dziś golić i nóżki.

 

* * *

Bardzo męski był Marian spod Gniadek,

ale wzroku poważną miał wadę.

Bo gdy patrzył w pań stronę,

wszystko widział zamglone,

ostro zaś tylko cycki i zadek.

 

* * *

Uwiódł wątły facecik spod Baru

herod- babę pokaźnych rozmiarów.

Są jak para papużek:

on jej tańczy na rurze,

ona mu się nie wtrąca do garów.

 

* * *

Pewna panna gdzieś pod Abu Leykiem

z bardzo możnym związała się szejkiem.

Jako ósma więc żonka,

by się dopchać do członka,

musi stanąć z numerkiem w kolejkę.

 

* * *

Raz mąż żonę przeleciał w Timbukcie,

niby ekspress po krótkim wiadukcie.

Gdy odwracał się zadem,

doszło ciche go: „Tadeusz,

niech za to ukarze Pan Bóg cię...”

 

* * *

Pluralistka gorliwa z Iranu

daje równo i pani, i panu.

I przechodzi pojęcie,

jak dziś wielkie ma wzięcie

(po przeszczepie niezbędnych organów)

 

* * *

Jest dość liczna familia spod Osin,

gdzie współczynnik urodzeń się wznosi.

Sąsiad Mietek ma nadzwyczaj

duży weń wkład,

co około ćwierć metra wynosi.

 

* * *

Ładny Marian z chłopakiem w Braniewie

seks uprawiał raz w kuchni przy zlewie.

Skutkiem ichnich poczynań,

wytłuczone naczynia,

na czym jedzą dziś więc- to ja nie wiem.

 

* * *

Jedna żonka nad rzeką Izera

w kalesonach Zdzichowi wciąż gmera.

Ale że w tej fabułce

gacie leżą na półce,

sprawa o seks się średnio ociera.

 

* * *

Antykwariusz- pasjonat znad Raby

umiał cenić pań starszych powaby.

W figlowania czas ino

obwiązywał je liną,

nie rozpadły mu podczas się aby.

 

* * *

Dziarski dziadzio, co w mieście żył Rawa,

silnych podniet z paniami doznawał.

Gdy czarował raz Stenię,

rymnął nagle na ziemię

i dziś nie wie... miał orgazm, czy zawał?

 

* * *

Ma skłonności żonusia pod Czaczem

zoofilne i dzień kończy płaczem.

„Czemu, mężu”- łka ona,

„nie masz łap, ni ogona,

może choć cię uczynię rogaczem?”.

 

 

ADAM BEDNORZ

 

* * *

Sierżant z drogówki ze wsi Pilawki

Wzwód ma wielki, jak słoń od marznącej mżawki.

Choć na jesienno-zimowy skazany onanizm,

Ciągle marzy, że da kiedyś mandat tej pani,

Którą kręcą: ortalion, gołoledź, ziąb i mokre ławki.

 

* * *

Znany jest pewien Lejb spod Bibieli

Jako imbecyl od decybeli.

Inni zaś zwą go seks-decyldebilem,

Ale gdy tak pomyśleć chwilę,

To dźwięki jego są Ań, Ew, Iz i Eli.

 

* * *

W lesie pod parą namiętną spod Wlenia,

Jak w książce zatrzęsła się ziemia,

Lecz nie jak u Hemingway’a.

W ziemiance tam stary Leja

Bimber pędził na ślub swego Gienia.

 

* * *

Pewna ruda dama ze Schwyz

Nie godzi się w seksie na nic.

Na „nic seksu” też się nie godzi,

Przez co pan, co ją uwodzi,

Buczy, drga i w kółko kic kic.

 

* * *

Pewien pan Jose z Bilbao

Zgłębiać chciał seksu Tao.

Ale miał problem z tym Taem,

Bo kiedy był nad pani ciałem,

To ciało raczej ziewało.

 

* * *

Mitch, dude dowcipny z Seattle

Penis w IKEI skanował gdy płacił.

Nie mówi nam mainstream mediowy,

Czy Mitch ma tam kod jaki kreskowy

I czy go w domu zmontować potrafi.

 

* * *

Saed, introwertyk – ekscentryk z Karbali

Przy łóżku elementarz ma. O Asie i Ali.

Lektura tej o Ali części

Pozwala mu się uzewnętrznić

W ekstrawertyka Alego. Na czternaście cali.

 

* * *

Pewien Lars, gość z miasta Brøndby

Seks lubi w wersji ButtBomby.

Zabawy te dużo kosztują,

Mniej wszak te, co bombardują,

Rzecz w tym, że lecą mu plomby.

 

* * *

Alojz, górnik przodowy spod Tych

Panie zwykł brać, powiedzmy – na pych.

Choć obsługa kombajnu na przodku

Nie wyrabia subtelności środków -

odpalały w mig. Bez fochów złych.

 

* * *

Lecą eko-dziouchy na Alojza z Głogówka

Co mo ciula, co zielono mo główka

Każdo pado: jo ci przaja

Przez te liście na jajach

CO2 – neutralnyś jak Tesla-nówka.

 

* * *

Jest gajowy Jaś pod Karwikiem

Który seks to najchętniej ma z dzikiem.

Lochą też się nie brzydzi,

Choć bab trochę się wstydzi,

W trójkę chętniej. W paśniku pod Kwikiem.

 

* * *

Pan L., przewodnik PTTK z Pucka

Mawia, że błądzić rzecz ludzka.

Gdy wchodzi, gdzie lubi

Na pół dnia się gubi

W jednej pani, gdzie Ziemia Ostródzka.

 

* * *

Pani O. pewien pan z Wołomina

Problem stanem swym przypomina

Nierozwiązany, nad nią wiszący

Nabrzmiały, zawikłany, cuchnący: -

„Jak rozsupłać go?” – łka Ola – domina.

 

* * *

Malawijczyk spod Monkey Bay

Twierdzi, że każda baba to gej.

Gdy mu tłumaczyć, że jest inaczej

Tupie i głośno okropnie płacze

I wlewa w skrzynki pocztowe klej.

 

* * *

Dama haute-couture z Porto Fino

Rzadko „ discuté” ze swoją waginą

Problem nie z intelektem

Lecz ta „godo” dialektem

Spod Knurowa, subtelności więc giną.

 

 

PAWEŁ BILIŃSKI

 

* * *

Ponoć majster z miasta na „ce”,

każdy otwór jak przepchnąć wie.

I swój przyrząd na „cha”

zaraz w otwór ten pcha.

Jednak przyrząd nazbyt się gnie.

 

* * *

Trup-zboczeniec z okolic Krakowa

w żywych paniach szczególnie gustował.

Chędożył ofiary we śnie,

zupełnie bezboleśnie,

tylko rano bolała je głowa.

 

* * *

Pewien malarz w kraju unijnym

chłopem był dość prostolinijnym.

Więc gdy malował akt,

ledwo ukrył ten fakt,

że mu wyszedł akt erekcyjny.

 

* * *

Nauczyciel z miejscowości Ryki

uczył panie pisać limeryki.

W kuchni się z nimi chował

i tak sprawnie rymował,

że z zachwytu było słychać krzyki.

 

* * *

Jan Słodowy, mieszkaniec miasta Pcim,

zadowolić małżonki nie miał czym.

Lecz od czego nazwisko!

Od łopaty stylisko

przeszlifował i... siwy dym!

 

* * *

W Katowicach pewna dziewczyna

w kuchni wcale nie była bezczynna:

sprawdzała czy ogórki,

ze skórką lub bez skórki,

wejdą jej do... szafki na wina.

 

* * *

Raz dżentelmen z okolic Warszawy

pani z Łodzi był bardzo ciekawy.

Wyobrażenie tej damulki,

jak spaceruje bez koszulki

tak męczyło go, że nocą miał drgawy.

 

* * *

W pewnej wiosce opodal Zgierza

jeden chłop drugiemu się zwierzał,

że widok sołtysa córki

przysparza mu gęsiej skórki

i w dzikiego zmienia go zwierza.

 

* * *

Pewien krawiec z dorzecza Noteci

równym ściegiem zaszywał jak leci

– dziury w spodniach, w jesionce,

ponoć nawet małżonce

swej coś zaszył, bo... nie chciał mieć dzieci.

 

* * *

Gospodyni domowa z Warszawy

co dzień w szparkę wcierała przyprawy.

A zwłaszcza pieprz i chilli,

bo mąż jej, moi mili,

często chęć miał na ostre zabawy.

 

* * *

Pewien rolnik z okolic Pasłęka

w łóżku z żoną okropnie wprost stęka.

Bo małżonka wciąż pieszczot

się domaga i przez to

najzwyczajniej wysiada mu ręka.

 

* * *

Nauczyciel, gdzieś spod Nowogrodu,

tylko raz na rok dostaje wzwodu.

Lecz jak stanie mu w zimie,

to do jesieni trzymie,

więc właściwie jest na tym do przodu.

 

* * *

Cenionego lekarza z Legionowa

z żony strony wciąż spotyka odmowa.

Za to pośród pacjentek

wszystkie takie są chętne,

że kondycji mu zaczyna brakować.

 

* * *

Pewien lekarz z okolic Gołdapi

z nowatorskiej dość słynie terapii:

na ból głowy i każdy inny

robi masaż okolic intymnych.

Ból nie znika, lecz pacjentki są happy.

 

* * *

Organista w Kazimierzu Dolnym,

mówią, że w stanie jest bardzo wolnym.

Bo żeby poczuć chuć,

pół dnia musi się wczuć,

lecz potem to już jest całkiem zdolny.

 

* * *

Pewną panią ze Stalowej Woli

w łóżku z mężem zazwyczaj coś boli.

Ale ma na to radę:

nie z mężem a z sąsiadem,

i nie w łóżku lecz na antresoli.

 

* * *

Właścicielka sklepiku w Piasecznie

chciała seks uprawiać bezpiecznie.

Więc przy wejściu do alkowy

miała system alarmowy,

a przy łóżku pistolet koniecznie.

 

* * *

Dyrektorka szkoły w Białowieży

dobry orgazm ma tylko jak leży

w gabinecie na biurku,

tuż przy szkolnym podwórku,

więc to fakt dobrze znany młodzieży.

 

* * *

Miłośniczka Chopina spod Tucholi

co niedziela jest w Żelazowej Woli

i tam w parku, po krzakach,

wypatruje chłopaka,

który ją przy mazurkach zadowoli.

 

* * *

Wujek z Łodzi napisał mi w liście

o pechowym ekshibicjoniście,

który w parku zza drzewa

chciał pokazać co trzeba,

lecz właśnie to zasłoniły liście.

 

* * *

Nauczycielce gdzieś w Zakopanem

seks udawał się tylko nad ranem.

Więc ogarniał ją szał,

jeśli mąż nadal spał

i kochała się z jego kolanem.

 

* * *

Pewien drwal w kanadyjskim Toroncie

(odmieniać Toronto mi nie brońcie!)

miał bardzo długie nogi,

twarz też niczego sobie,

lecz nikczemnie wprost krótkie miał prącie.

 

* * *

Pewnej zdolnej poetce z Krakowa

limeryki się nie chcą rymować,

z wyjątkiem takich o seksie,

więc jasne jest w tym kontekście,

że seks dla niej to rzecz wyjątkowa.


 

Marta ANDERSSON – ur. 12 listopada 1973 r. w Kielcach. Od 2000 r. mieszka w Sztokholmie. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, zrobiła doktorat na wydziale anglistyki Uniwersytetu Sztokholmskiego, gdzie obecnie wykłada pragmatykę i analizę retoryczną dyskursu pisanego. Hobbystycznie, sztukę konstruowania wypowiedzi w dyskursie pisanym, udoskonala i testuje pisząc limeryki. Pasji limeryczenia oddaje się od ponad dziesięciu lat, z długimi i regularnymi przerwami na brak weny, pomysłów, a czasem to nawet i czasu.

 

Magdalena BASTA – taka sobie paniusia, krakowianka po ucieczce z Podkarpacia. Z wykształcenia graficzka, któren to fakt do dziś ją jeszcze dziwi. Od kiedy pamięta, zawsze na pograniczu słowa i obrazu, dziś najgorętsze uczucia deklaruje mowie wiązanej. W chwilach słabości popełnia rysunki. Przyznaje się do bliżej nieokreślonej liczby nagród i wyróżnień w konkursach na limeryk. Melancholijna optymistka, feministka, rowerzystka. Odwieczną walkę o lepszość przyznaje kotom z powodu mania dwóch sztuk, niemniej czuła i na psa urok. Uważa, że życie jest jak limeryk- dziwni bohaterowie, zabawne zdarzenia, absurd, seks i na koniec zabawna pointa.

 

Adam BEDNORZ – urodził się na Śląsku za panowania Władysława Gomułki. Studiował nauki ścisłe we Wrocławiu i zawodowo pozostał im wierny. Na przełomie wieków wzorem swego literackiego mistrza „ wyjechał w podróż, która trwa do dziś”. Ostatnio widywany w okolicach Hamburga, częściej w Internecie.

 

Paweł BILIŃSKI – rocznik 1968. Warszawiak, który kilkanaście lat temu wyprowadził się pod miasto. Z wykształcenia i zawodu związany z nowoczesnymi technologiami, ale w sercu humanista, miłośnik przyrody i muzyki. Laureat konkursu poetyckiego Kołatka w 2008 roku. W latach 2014-2015 jego wiersze dość regularnie ukazywały się w Przeglądzie Piaseczyńskim. Były też publikowane w Wierszach Tygodnia w e-Tygodniku Literackim pisarze.pl oraz na Salonie Literackim (salonliteracki.pl). Kilkakrotnie nagradzany i wyróżniany w Turniejach Jednego Wiersza. Od 2012 roku związany z portalem poetyckim poema.pl, gdzie publikuje pod pseudonimem Contigo.Limeryki pisze okazjonalnie, ale zawsze z dużą frajdą i zaangażowaniem.

Pin It