Wiersze tygodnia - Tomasz Snarski

Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

 

 

 

Okno przezpatrzenia

 

Spoglądam przez okno i widzę świat:

Prawdy nie są podstawami

Bóg nie jest zasadą

Ludzie niby bryłki ziemi się kruszą

I chowają się w twierdzach

Po ulicach wiatr lęku

Głębią piwnice

Gdzie rozpacz wkłuwa się w żyły.

 

I mam dwie myśli, zupełnie inne:

Gdy umyję to okno, to zobaczę wyraźnie.

I to będzie prawa strona

Jasności geometrii,

Przejrzystych kodeksów

I wiernych przysiąg.

Gdzie nie ma błędu i nie wolno się mylić

Pod karą więzienia.

 

A myśl druga podjudza:

Zamaluj na czarno, uszczelnij szmatami,

Bądź w sobie i sobą.

I staniesz się wędrowcem ciemnych labiryntów,

Odgadniesz znaki,

Stworzysz nowe systemy,

Wygubisz niewiernych.

 

Nie chcę takich światów.

Muszę stłuc to okno,

Lecz się boję.

To będzie bolało.

 

Odwracam się plecami,

Ukrywam twarz w dłoniach.

Ale ono tam nadal jest

I pokazuje

Ciebie wątpiącego, ciebie zmierzonego,

Ciebie w tobie.

I tak trwasz,

Nie mogąc podjąć decyzji

Ani zrozumieć.

Myślisz, że coś odkryłeś.

 

Świat pewnie nadal jest

I okna też są.

 

 

Zasady procesowe w Jeruzalem

 

Sędzia patrzy z góry, spod przymkniętych powiek,

Nie obchodzą go konflikty podbitej ludności

Ani jakieś Pismo.

Ceni zasady procesowe,

Prawo – jego mądrość i wieczność.

A cóż ten arogancki obdartus poniżej jego tronu

I jego sprawa.

Sędzia może wszystko. Jest bogiem. Panem życia i śmierci.

Ale nie chce się mieszać. Zaraz więc da znak zmarszczoną brwią

I przyniosą mu misę z wodą.

To tylko chwila

Jak życie tego, który nie spuszcza z niego wzroku.

Sędzia więc umywa ręce.

A tamten jest skazany.

Sędzia nie wie jeszcze, że oto stał się nieśmiertelny.

Ofiarowano mu życie wieczne

I przebaczenie. Lejcie mu wodę na dłonie.

 

Czy tak być musiało?

A gdyby

Wątpliwości rozstrzygać na korzyść oskarżonego,

Postępowanie sądowe co najmniej dwuinstancyjne,

Kary stosuje się z uwzględnieniem zasad humanitaryzmu,

A w szczególności z poszanowaniem godności człowieka.

 

I oto sędzia wyciera ręce: Nie widzę winy w tym człowieku.

I mówi Jezus do sędziego: Nie zostaniesz rozgrzeszony.

 

 

 

Kolory, a więc czerwień

 

Czerwony, zielony, niebieski

Wszystkie kolory świata

Czarny i biały

Prosty wybór skomplikowanych racji

Skala odcieni szarości

I rok 1970.

 

Skradam się pomiędzy barwą,

Nie widzę i nie chcę widzieć jak inni.

 

Kiedyś się jeszcze starałem.

Oni widzieli zielony,

Mówiłem: jaki piękny.

Oni widzieli błękit,

Zachwycałem się głębią błękitu.

 

W jednym się poróżniliśmy.

Oni mówili: czerwień,

Ja powiedziałem: to krew robotników.

 

Nie przydały się zapewnienia

O moim dobrym wzroku.

Odtąd się różnimy.

 

 

Ja to wszyscy

 

Jestem stąd i stamtąd.

Zatoka łagodnym łukiem obejmuje moje życie.

Statki płyną w powietrzu

ze stoczni, którą zaorał pług czasu.

 

Przyniosłem ze sobą szum dalekich puszcz,

które rosną wciąż gęstsze w księgach do historii,

tam potrzaskane nagrobki i obcy alfabet.

 

Dostałem też w spadku twardą mowę,

której nie chce mój język

i ucho rozpoznaje wroga,

ale to ja.

 

Tu, gdzie jestem teraz, są piaski,

kości, muszle, bursztyn i suszone ryby.

I powtarzam: teraz ja.

I jeszcze są tamci,

wciąż krzyczą:

Jesteś obwiniony, krzywdzisz, odpowiesz za to.

I czują się dobrze, jak u siebie.

 

Tu na skrzyżowaniu, gdzie tyle ludzi idzie przeze mnie,

jest mój dom.

Nie wzniósł go mój ojciec,

starsi z rodu to tylko dokumenty z pieczątką i krzyżykiem.

 

Wciąż idą, krzyżują się tropy,

pochylam się, by odczytać:

jest tylko ślad moich stóp

na ziemi.

 

Jest nasza, twoja, ich, niczyja;

wiatr rozsypuje wgniecenia,

woda zmywa obojętnie

i cierpliwie.

 

 

 

Odejście Boga

 

Odszedł.

 

Zabrał ze sobą

Tylko siebie,

Garstkę aniołów i paru świętych.

Potoczyły się za nim kamienie kościołów,

Wyruszyły procesje kapłanów i pielgrzymki mnichów.

 

Pozostał świat i ty sam wobec niego:

Cierpiące oczy,

Bolesne usta,

Krzyki w ciemności.

 

Ciała spętane,

Zakrwawione dusze

Szarpią się w przeciwne strony jak dwugłowe dziecko.

 

Jesteś bezbronny.

 

Nad cuchnącą mogiłą tego czasu

Zbrodniarze triumfują.

 

Więc odszedł.

I choć nie zabrał twojej duszy

Czujesz, że jej nie masz.

 

To cierpienie nie jest na twoją miarę

Ani też na moją.

 

Wróć. Weź za wszystko odpowiedzialność

Tylko Ty możesz to udźwignąć.

 

 

Werblista

 

Ona mówi: Oto ekspertyza, koleżanko.

Oskarżony spuszcza głowę,

nogi podsuwa pod krzesło.

Słyszę,

werble biją głośno.

 

Przybiegli z kijami do bejsbola,

osłaniał się tylko ramieniem,

potem ciało wrzucili do blaszanego pojemnika

werble, werble jak warkot psa.

 

Podarli kartkę na pół i na cztery

litera P nieczytelna, ale wciąż krwawi,

to moje pieniądze,

to nie mój biznes,

werble szybkie, naglące.

 

W ciemności oczy świecą

wąskie i lśniące.

Którą drogą pójdę,

za jakim wezwaniem pobiegnę,

pilnują, bym w jego imieniu,

niosąc go, nieugięty, bez miecza,

tylko czując, jak uderzają

we mnie

werble.

Werble, werble.

Nie milkną.

 

 

Sztampa

 

Przeżywaliśmy jak na filmie.

To była wielka miłość.

Nawet bardzo.

Tak ładnie nad rzeką,

siedzieliśmy milcząc,

potem

zrywałem tatarak,

brodząc

jak na filmie.

I znowu siedzieliśmy,

tylko milcząc.

 

Pozostał potok łez,

rwący nawet bardzo.

Czy wyschnie?

Kiedy?

 

Raz tylko jest takie wydarzenie

w kosmosie,

nawet w całym,

kiedy się dusze złączą.

Albo nie.

Doświadczenie,

jak się zachować w trakcie.

Sesja terapeutyczna w dziedzinie emocji.

Jak istnieć po.

 

Wracam do ciebie.

Byłem ze sobą,

z tobą.

Jak na filmie

przyniosę całe naręcze.

I rzucę w twarz.

Nie czekaj na brzegu.

Ubłociłem spodnie aż po kolana.

I tatarak tu rośnie w strumieniu.

 

 

W sprawie Ikara

 

Jesteś silnym człowiekiem,

sklejasz tysiące białych piór,

śledząc trasy ptaków po niebie.

 

Oni poszli już spać,

śniąc o jędrnych pośladkach

i kształtnych piersiach.

 

Musisz jeszcze pokonać przestrzeń,

mrużąc oczy, by zmierzyć

odległość do Słońca.

 

Budzą się, przecierają oczy:

białe pióra rozsypane na skałach brzegu.

Słońce oślepia,

ale rozumieją,

że trwasz.

Nie próbują osiągnąć

nieśmiertelności,

im wystarczy przykład

i białe pióra na skałach.

 

A ty wciąż się wzbijasz,

stale i od nowa

z trzepotem stóp ponad falami,

uparcie, udoskonalając i mierząc.

 

Oni wciąż pochyleni

i ciężko śpią po tłustym jedzeniu.

Ikarze,

zrezygnuj z latania.

 

Pozostań tylko człowiekiem,

może trochę silniejszym

od innych.

Może

na jakiś czas.

 

 

W kadrze

 

Zatrzymać w kadrze

młodość, urodę i pierwszą

miłość.

Pamiętać o tym spojrzeniu,

o spotkaniach potajemnych,

o włosach wciąż mokrych rano.

Przeglądam dni jak film,

unoszę przed oczami pod światło.

Ten jeden kadr.

Na pewno był.

Na pewno to przeżyłem.

 

 

Przywiązany do masztu

 

Choć wiersze płyną same

Nie są jak statki,

Które potrzebują kapitana

I oczekują pasażerów.

 

Nie mają też macierzystego portu

Ani kresu podróży.

Nie są zainteresowane

Skalą Beauforta czy wzburzonymi falami

I rdzą, którą czas

Ofiarowuje za bezcen.

 

Wiersze nie toną

Choć wpadają na mieliznę,

Nie rozbiją się o skaliste wybrzeże,

Przecież są tylko kartkami papieru!

 

Kto raz wypłynie z nimi

Na papierowym okręcie,

Ten nie powraca,

Tuła się po oceanach słów.

I wciąż przywiązany do masztu

Wykrzykuje swoje prawdy

Na przekór ryczącym wiatrom.

 


 

Tomasz Snarski

Urodzony 28 września 1985 roku w Gdańsku. Adwokat, nauczyciel akademicki, prawnik piszący wiersze. Jego debiutancki tomik poezji pt. Przezpatrzenia ukazał się w Gdańsku, w 2012 roku, nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Gdańskiego. W 2014 roku ukazało się drugie wydanie książki. W 2016 roku w Wilnie nakładem Stowarzyszenia Użyteczności Publicznej na Rzecz Rozwoju Kultury „Znad Wilii” opublikował tomik pt. Werblista.      Dotychczas publikował swoje teksty także m. in. na łamach Akantu, Blizy, Znad Wilii. Dwukrotnie uczestniczył w Międzynarodowym Festiwalu Poetyckim „Maj nad Wilią”.

             Wiersze Tomasza Snarskiego zostały przetłumaczone na język japoński, a także na język litewski. Na Litwie zostały opublikowane w 2015 roku w prestiżowym czasopiśmie literackim Naujoji Romuva wydawanym przez Związek Pisarzy Litwy.

            W 2015 roku Tomasz Snarski zwyciężył w konkursie Polacy Wielu Kultur, zorganizowanym przez Kwartalnik „Znad Wilii” za tekst pt. Wilno moich marzeń. Z kolei w 2016 roku w Warszawie otrzymał nagrodę im. Witolda Hulewicza między innymi za twórczość poetycką. Od 2016 roku stały współpracownik kwartalnika „Znad Wilii”.

 

Pin It