ANTOLOGIA


POETÓW POLSKICH

---------------------------------------------
2 0 1 6


antologia

 

Ryszard Mierzejewski

 

 

Chmury

 

Z pietyzmem rejestruję

najdrobniejsze oznaki pulsu wszechświata

w te dni przedostatnie

wypełnione lękiem i pogodzeniem

widzę więcej i

lepiej układają się na siatkówce oka

refleksy światła dźwięki niesłyszalne

dotąd dobiegają z przestworzy

niebo każdego poranka

zostawia białe tampony z nocnego

krwawienia odchodzących

w milczeniu i pokorze dla

wyroków wydanych

od dawna chmury pędzące radośnie

ku skrywanym marzeniom

dziś tampony

umoczone w cierpieniu malują

na niebie historię

wchodzę za nimi do ciemnego

tunelu galerii

kosmosu

odbicia wiecznego światła

 

09.06.2009

z tomiku „Mój świat”, 2014

 

 

Czym jest wiersz?

 

Wiersz to samotność

kogoś

gdzieś kiedyś

zbłąkana

w wiecznych ciemnościach

ból lub nieszczęście

zaskoczenie zauroczenie

lub odraza

fantom który niespodziewanie

cię odwiedza prosząc o

zatrzymanie choć

na chwilę obrazu głosu

odczucia wszystkich zmysłów

w znanym ci języku

w słowach miękkich jak mech

na ostrej górskiej grani

lub twardych i bezlitosnych jak

nieunikniony los

 

Owijasz go delikatnie i czule

niczym opatrunek

na krwawiącej ranie by goił

swym ciepłem

również inne rany

 

kogoś gdzieś kiedyś

 

21.02.2011

z tomiku „Zraniony różą”, 2013

 

 

Okaleczony świat

 

Spróbuj opiewać okaleczony świat

 

Adam Zagajewski

 

Odarty z pragnień marzeń jasnych myśli

bez szans na zmianę

szary ponury pełny okrucieństwa i lęku

zadomowiony w nienawiści gwałcie zbrodni

ubogi w dobra doczesne a zarazem dla innych

pławiący się w próżnym dostatku

dzielący żywych i umarłych na równych

i równiejszych

wykastrowany z ważnych słów i zachowań

kierowany prymitywnymi instynktami stada

 

Jak cię zrozumieć opisać pogodzić się z tobą

świecie jedyny

wiersze moje są tylko bladym odbiciem ciebie

odarte okaleczone

28.11.2012

z tomiku „Zraniony różą”, 2013

 

 

My z fotografii

 

Ton sourire m’attire comme

Pourrait m’attirer une fleur

 

Twój uśmiech wabi mnie jak

Mógłby wabić mnie kwiat

 

Guillaume Apollinaire

 

Siedzieliśmy naprzeciw

w naszej wirtualnej kawiarni

w wyobraźni rozbudzonej

tęsknocie i

pragnieniach

patrzyłaś mi prosto w oczy

chcąc zapamiętać ich kolor

tak masz rację

zielony

to ponoć kolor nadziei

a ty najdroższa ukrywasz

wciąż swoje oczy

bo patrzysz na mnie z niezbyt

ostrej fotografii

 

Kocham Apollinaire’a

za jego miłość do kobiet

szczerość

brak pruderii i wyzwolone

pożądanie

dlatego go tłumaczę

jego wiersze

przywłaszczam je sobie

bo tak pięknie opisują

ciebie i mnie zatopionego

w tobie

nieposkromioną tęsknotą i

pożądaniem

 

13.11.2014

z tomiku „W czterech porach roku”, 2015

 

 

Czekając na Walentynki

 

my beauty in the dark

night is a dream we have

as you know as you know

 

moja piękna w ciemności

noc jest marzeniem które mamy

jak wiesz jak wiesz

 

William S. Merwin

 

między słowem a tobą jest wiersz

wiersz jest miłością i ty jesteś

miłością

 

wiersz jest moją miłością

najszczerszą

ty jesteś w nim prawdą

najczystszą

 

jak wiesz jak wiesz

 

06.02.2015

z tomiku „W czterech porach roku”, 2015

 

 

 

Weronika Miksza

 

 

Mistrz i marionetka

 

w lewo prawo mechanicznie dokładnie

spoglądam lecz nie widzę bo nie mam zobaczyć

rozumieć tym bardziej

na żyłki nie śmiem zwracać wzroku

choć wżynają się w świadomość łabędziego śpiewu

bo zza sideł zastawionych czyhają mistrzowie ostrząc zęby

czarodzieje narodzeni z samozadowolenia

testu białej rękawiczki naznaczoną krwią od wewnątrz

nie mniej samozwańczo ciągnący zastęp marionetek

na smyczy zobowiązań stryczku spowinowaceń

pytam jakim prawem krew słabych woła z ziemi

wymownie milczy wasza ekscelencja nieomylność

 

ja więzień sumienia które zło mam wybrać

być przeklętym na chwilę czy zapomnianym na wieki

moja nie-wola silniejsza od woli

 

chodź pełznij szybciej

słuchaj swego Pana

 

mistrz i marionetka blakną w świetle jutra

niosącego nadzieję na wyzwolenie

o gdyby miłość żywcem pogrzebać

to upadnę razy siedem lecz za ósmym wstanę

 

już dosyć zduszonego krzyku

to koniec odruchów z natury wymiotnych

bo gdy przyjdzie kres czasów wszystko pożre przeszłość

 

zgniłe jabłko świata ogarnie nieważkość

 

 

Niemoralniak

 

pamiętaj nie zapomnij pamiętać

tam gdzie z litości spuszcza się kurtynę miłosierdzia

choć sztuka życia przydługa i końca nie widać

zatykanie prawdzie ust to absurd ponad prawem

 

cedź słowa, ironicznie szepcząc: zbieżność przypadkowa

udało się zatarcie myślozbrodnia przykryta głęboko

czerwonym śledziem, sensacją minut pięciu

chichoczącą: nie pamiętaj bo możesz być wolnym

na ile pozwoli ci chwila i krzywe oko sąsiada

słuchaj uważnie bo dialog grozi zrozumieniem

nie rozumiesz bo nie kazał bóg szklanego ekranu

kumać tylko przejść do porządku dziennego

wbić sobie: życie to choroba przenoszona drogą płciową

śmierć to wybawienie egzystencja agonią

na co czekać

kąpiel w formalinie leczy na zawsze

z miałkich dylematów moralnych

 

weź panaceum i nie skaml gdyż nadal żyć będziesz

istnieć nie masz prawa figuro statystyczna

ciąży ci fatum widmo moralnego krachu

 

przemyśl nie będzie ci łatwiej uwierz

 

 

W domu

 

Z cichym szelestem spływam na ulicę.

Goniąc cień asfaltu, w toni rzeki widzę

błysk nienazwany, nieuchwytny. Był i go nie ma.

Czas znów upłynął. Przeminął z wiatrem.

 

Przez bruk zmierzam do serca. Tryskająca woda

przywodzi na myśl życie. Wbrew okolicznościom

ożywa i zamiera, niezrażona spiżowym jękiem,

choć woła rząd dusz zza muru i obwieszcza końce świata.

 

W oczach odbija się zieleń, w odcieniach płowych – przemijanie.

Ile minęło? Wieczność w jednej chwili.

Zatrzymać czas można tylko w zegarku.

Setki ścieżek, każda może być ostatnią.

Wciąż ściskam w ręku bilet w jedną stronę.

Tak, ciągle jestem w domu

w świecie równoległym.

 

 

Jutro

 

Zjawia się nieśmiało dwa kroki za świtem.

Za dnia jak feniks zapala się do życia.

Cichnie w promieniach zachodzącego słońca.

Nie będzie mu dane naprawdę

świecić własnym światłem.

Mrok dodaje mu otuchy w ostatnim locie.

Krótko przed północą spada łukiem za horyzont.

 

Jutro znów wstanie.

 

 

Krótka rozprawia o sensie życia

 

Nie mogę sobie wybudować pomnika

trwalszego od zimowego bałwana.

Niestety, nie obchodzi mnie to tyle,

co zeszłoroczny śnieg.

 

Nawet, gdybym uwiesiła się na gałęzi,

szybko pozbawiono by mnie złudzenia

stania na cokole.

 

Nie wierzę w życie wieczne za darmo.

Nie starczyłoby pamięci

i postumentów dla wszystkich.

 

Gdybym miała lęk wysokości,

 

Żyłoby mi się lepiej.

 

 

Zbigniew Milewski

 

 

Z huśtawki

 

samotny pierwszy raz tu

byłem z tatą mama w domu

zapominając że jest kwiatem

gotowała grochówkę na smalcu

 

dzwony agitują do kościoła

mały Johny kolejne stracone

pokolenie w dredach na ławce

kanalizuje poemat ekologiczny

 

apele - ulotki kaleczyły drzewa

 

opuszczony przez tatę

w imię jutra w imię moje

dla protestu z kumplami

przy piwie

 

huśtam się wyżej i wyżej

 

 

Dzieci są bezwzględne i pragną zabawy

 

Winogrono w altance rzuca cień

na hałaśliwych biesiadników. Piją

wódkę ze szklanek. Jest zabawnie,

 

jeden między udami ma świeżą ranę

po wyrwanym esperalu. Nadużycie

rodzi teatr radości. Echo niesie chór

 

przyśpiewek aż do lasu za gajówkę

na jagodziska. Tam tania zagrycha

wśród gniazd żmij. Za nimi pochód

 

małych podglądaczy zza płotu. Mleko

kapie pod nosem. Umazani fioletem

 

 

Nie stać nas na Egipt!

 

(Miasto to miasteczko, ma pośrodku rynek

znany z targu zwierząt, kilka kamieniczek

żydowskich, trzy sklepy, w tym księgarnia z zabawkami.

Jest remiza, jeden kościół, dwie podstawówki, liceum,

poczta z Internetem – dwa dezele kompy.)

 

Mam świadectwo i, o dziwo, jestem najlepszy

nie tylko w piciu piwa. Jeszcze czas, by pójść

na dyskotekę. Chociaż niektórzy chcą wracać

do domu. Robimy zakup w hurtowni piwa. Idziemy

popływać za miasto. Kupuję do palenia Camele.

 

Za miasteczkiem na stawach straszny upał i parno.

Tak wyobrażam sobie Egipt, ciut może gorętszy

od piwa chłodzonego właśnie w tataraku.

Jak ci gorąco to ci zgolę kudły – śmieje się

Bartosz. Zawsze nosi brzytwę i nożyce

fryzjerskie od ojca, któremu czasem pomaga w strzyżeniu.

Bartosz nie chce więcej w życiu jak zostać fryzjerem.

 

Po trzecim piwie i kąpieli zgadzam się na ścięcie,

tak na kapłana, do zera. Myślę Egipt i mówię

jak w Egipcie. A Jolka śmieje się i podpuszcza,

że mogę mieć też oczy zrobione cieniami zamiast

okularów, tak jak w Egipcie wzrok chronili

przed słońcem. Jaskrawe barwy na powiekach i brwi

pogrubione, zagęszczone czernią. Mam zrobione

oczy. Z tataraku zakładam plecioną sukienkę.

 

Czas na dyskotekę, wstaję by iść, a oni

jak zaklęci. Wstydzą się iść z pomazańcem

 

 

Landszaft za szkłem

 

Babci Władysławie

 

1.

 

Chcę zobaczyć twarz na świętym obrazie w domu

starki Władysławy, lecz szumią w niej gałęzie

jabłoni lub przesłania ją cień drapieżnego

ptaka – częściej skocznej pliszki, spasionego

wróbla. A nocą rozpala się w niej księżycowe

 

gniazdo, gdzie ćmy próżno usiłują spłonąć

 

2.

 

Wpatruję się w święty obraz z Chrystusem ocalały

z licznych pożarów domostw ojców i pradziadów

Władysławy. W święty obraz, który strzeże

 

od moru, biedy, upokorzenia. W święty obraz,

przed którym mnie wieszczyła starka Władysława,

że tego dnia gdy zobaczę twarz prawdziwą Boga,

 

stanę się umarły dla codziennych i cieni

 

 

Przy torach

 

To nie jest samobójca. Płynie z niego krew,

nie woda. Ma przypisaną liczbę słońca 5,

a tacy są pod opieką nieba. Kuba od dziecka

lubił pociągi. Nad przepaściami projektował

i budował mosty dla ciągnących wagony,

coraz dłuższe. W głowie słyszał ich śpiewy.

Para z komina lokomotyw łączyła się z chmurami.

 

Dziś jest motorniczym. W nocy miał widzenie.

Był wielkim parowozem. z wagonami pełnymi

skrzydlatych pasażerów. Zanim wjechał w tunel

Bóg wykoleił mu tory i ułożył wygodnie

 

przy szynach. – Jeszcze nie czas Kuba na Twoją drabinę.

Ty sobie odpocznij na prawym boku, by nie przeciążyć

serca. Niedługo na sygnale przyjadę po Ciebie.

 

 

 

Maciej Henryk Modzelewski

 

 

„Powrót syna marnotrawnego”

 

Wracam

codziennie

z wojny

myśli.

Z ranami.

Ledwo żywy.

 

Przyklękam, prosząc o przygarnięcie.

 

Nie roztrwoniłem majątku – talentu,

nie zabijaj dla mnie

utuczonego cielęcia.

 

Tylko wyciągnij ręce i powiedz:

– Cicho już, moje dziecko.

– Cicho…

 

A jutro

znów

muszę

pójść

na wojnę

myśli.

 

 

Świtanie

 

Świty ścielą się niewinnością sonetów,

mruczą i smakują światło,

skowronki wzbijają się w purpurowiejące odmęty powietrzne.

 

Trawy śnią zieloność chlorofilu,

goryczkę – dziurawce,

wspomnienia – opuszczone gniazda a myszy – półślepe sowy.

 

Noc odeszła w nieznane, zabrała księżyce,

wyskoczyły z wody gwiazdy,

umoczyły się rąbki jaśniejących chmur,

rozbłysły w zmrużeniach ciemności.

 

Piania kogutów splatają się w warkocze,

węże dymów płowieją na niebie przedświtu,

krząta się siwa babcia, szurając kapciami – gotuje kawę i mleko.

 

Pachną cudowne wonie, bulgoczą w czerwonym rondelku,

skórka chleba pod nożem się kruszy,

pełgają okruchy dojrzewającego słońca.

 

Czarny bez zapachem się pyszni ponad miarę,

przed rumianki przebiega, przed wrotycze.

Żarnowiec udaje plamkę słońca,

krople rosy tworzą nalistne ruczaje.

 

Konik polny zacichnął,

napęczniałe miodem lipy wyszły z cienia,

zanęciły powietrze, wypatrując pierwszej pszczoły.

 

Skrzypi wyszczerbionymi deskami stary płot,

kolebie gliniany dzban i emaliowany, trochę obity garnek.

Jak żagle wzdymają się na sznurze wykrochmalone prześcieradła.

 

Dla zwyczaju krzyż ręką uczyni,

do pracy zabierze się ochoczo,

ułożą się słowa w modlitwy,

 

pocerowane serce znów odżyje.

 

 

Prośba Tetydy

 

Najpierw wykuwać rozpoczął tarczę ogromną i mocną,

całą kunsztownie zdobioną.

 

„Iliada” Homer

 

Hefajstosie, boski Kulawcu,

Wykuj tarczę dla młodzieńca,

Jak Achillesowi na zwycięstwo,

Tak dla niego dla dzielności, dla serca…

 

Wykuj tarczę dla młodzieńca,

Daj pięć warstw swojej boskości,

Oprósz pyłem gwiezdnym, Księżyca…

Niech zaśmieje się radością brzydkie oblicze,

Niech przestrzeń załka wilgocią,

Oczyść myśli czasem zajęcze.

 

Wykuj tarczę dla młodzieńca

Hartowaną w ogniu złotym,

Zmieszaj miedź, srebro i cynę,

Tarczę – harfę spatynuj mądrością.

 

Wykuj tarczę dla młodzieńca,

Zanuć pieśni jak boski Apollo,

Niech nuty wnikną w hadeski metal

I iskrzą się w biegu przez życie.

Włócznie – słowa nie poranią jego

Duszy – nadstawi Hefajstosową tarczę.

 

 

Uliczka

 

Domy wciśnięte jak ludzie przy balustradzie,

gdy chcą zobaczyć przestrzeń

kipiącą przestrzenią, dalą, zielenią, swobodą, wędrówką,

czystą, nieodkurzaną przez nikogo,

prześwietloną pykającym słońcem.

 

Dom obok domu przytulony,

sklep z pasmanterią po schodkach,

z dzwonkiem nad drzwiami.

 

A obok lodziarnia i rurki pachnące waniliowym kremem.

Chłopak i dziewczyna oblizują swoje spojrzenia

słodkie i malinowe,

z porannym życiem na twarzach.

 

Krzak bzu skryty w podwórkowej intymności,

na sznurze prześcieradło przypięte drewnianymi klamerkami

zrywa się do lotu jak samolot na uwięzi.

 

Dom przy domu.

Każde okno – zdjęcie w albumie Pana Boga,

to z kanarkiem żółto śpiewającym w wiklinowej klatce,

to z amarylisem i drżącą ręką sprawdzającą ziemię w doniczce,

to z burym kotem wylegującym na parapecie

i to, gdzie nikt nie zagląda oprócz słońca.

 

Księgarnia niema wabi słowem nieodkrytym,

 

słowem do przytulenia, do przemyślenia, do pozbierania, do adopcji.

 

 

Parabola o czasie

 

Stary sad uśpiony jabłoniami, chropowatą

korą rozsypuje szorstkie wspomnienia, pękają

bańki zapachu, nawołują się leżakujące pozimowo

wonie. Krążą opowieści o dziadku, gdy oglądał

 

każdy owoc i każdą gałązkę, snują się

dawno zapomniane słowa, szeroko rozlewają między

ciągle kwitnącymi drzewami. Zaplatają się milczkowate

cienie i historie niewylewne, oszczędne; Ktoś składa

 

dłonie do modlitwy. Sypią opowieści zgodnym

chórem, słychać przygarbione szurające kroki, gwarzące

z echem. Zirytowane osy brzęczą jak najęte. Grube

sznury, na nich duchy białych prześcieradeł, powiewają

 

w wietrznym tańcu, szeleszczą krochmalem i sękatą

ręką babci, wzdymają się jak najlepsze żagle. Słońce

tańczy promieniami, mrużę oczy, kleksy podrygują,

 

pokładają się między trawami. Skorupki marzeń dziadka tu zostały.


 

Ryszard Mierzejewski

Urodzony w 1954 r. w Pieszycach. Tomiki wierszy: Zraniony różą, 2013; Mój świat, 2014; Kiedy mówimy kocham, 2015; W czterech porach roku, 2015. Wiersze w antologiach: Pomocne słowo. Antologia odsłona 1, Bielawa, Red. T. J. Rzuchowska i inni, 2014; Lekcja historii na murze, 2014; Pogubieni w stosach serduszek, Antologia poezji miłosnej pod red. R. Mierzejewskiego, 2015; Gdy ziemia pęka od wyznań słońca, Antologia wierszy o lecie pod red. R. Mierzejewskiego, 2015; W jesiennych woalach mgły, Antologia wierszy pod red. R. Mierzejewskiego, 2015. Przekłady wierszy z angielskiego, francuskiego, szwedzkiego i rosyjskiego na łamach sieciowego pisma „Libertas. Miesięcznik ludzi wolnych” (od października 2013) i w serii wydawniczej „Biblioteka Przekładów Poetyckich pod red. Ryszarda Mierzejewskiego” (2014-2016 – 16 tomów). Studia krytyczno-literackie w „Roczniku Dzierżoniowskim 2013” i roczniku „Biblioteka Bielaviana 2013”. Recenzje książek poetyckich, m.in. na portalach: sztukater.pl i szuflada.net.


 

Weronika Miksza

 

Urodzona 16 listopada 1993 r. w Połczynie Zdroju – autorka różnych form literackich i publicystycznych, związana ze Świdwinem. Oficjalny debiut literacki nastąpił w wieku 16 lat podczas VI Powiatowego Konkursu Poetyckiego im. Stanisława Misakowskiego (2009), podczas którego zdobyła główną nagrodę – Złoty Gont. Laureatka II Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego o wers Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej w Szczecinie za wiersz pt. Pozwólcie mi odejść do domu..., 2011. Autorka artykułów publikowanych na łamach czasopisma „Asia on Wave”, felietonów w cyklu „Polityka oczami nastolatka” tygodnika Angora w latach 2012-2013, nagradzanych opowiadań. Dwukrotnie publikowała swoje wiersze w rubryce „Wierszówka” tygodnika Angora: Krótka rozprawa o sensie życia oraz Za oknem. Uczestniczka konkursów literackich i poetyckich. Obecnie studentka II roku dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.


 

Zbigniew Milewski

Poeta, krytyk, antologista ur. w 1969 r. Autor 11 zbiorów wierszy w tym: Jednego mniej, Warszawa, 1992, debiut dotowany przez Ministerstwo Kultury; Zagrabki, Warszawa, 2010, Nominacja do Nagrody „Tyskiej Zimy Poezji”; Książka 41 Warszawskiej Jesieni Poezji, Poemat bez pamięci, Łódź, 2015, Nominacja do Nagrody P. Kuncewicza i W tle tli się miasto, Warszawa, 2016, Złote Pióro, Nagroda XVI Międzynarodowego Dnia Poezji UNESCO w Warszawie. Laureat głównych nagród konkursów poetyckich, m.in. Liścia Konwalii im. Z. Herberta, Nagrody H. Poświatowskiej, Międzynarodowego Listopada Poetyckiego, Warszawskiej Jesieni Poezji, Łódzkiej Wiosny Poetów i Samurajowie Pióra /haiku/. Dostał Nagrodę Literacką im. J.Słowackiego za całokształt twórczości. Otrzymał odznaczenie „Zasłużony dla Kultury Polskiej”. Tłumaczony na angielski, rosyjski, francuski, bułgarski, rumuński i chiński. Obecnie Wiceprezes ZLP i Oddziału ZLP w Warszawie. Prezes Stowarzyszenia Promocji Polskiej Twórczości.


 

Maciej Henryk Modzelewski

Jestem laureatem ponad 100 konkursów literackich regionalnych, ogólnopolskich i międzynarodowych, m.in. Międzynarodowego Konkursu „Młodzi Poeci” zorganizowanego przez Głos Polskiej Kultury w Birmingham oraz International Polish Artists Association (IPAA) w Londynie; Międzynarodowego Konkursu Poetyckiego „Młodzież pisze wiersze. Jungen schreibt Gedichte” w Berlinie; Międzynarodowego Konkursu Poetyckiego „Sen o Karpatach”; Międzynarodowego Konkursu Poezji Chrześcijańskiej „Cywilizacja Miłości” w Opolu. Mój wiersz Muzyka puszczy (nagrodzony w konkursie „Las – Moja Miłość” w Białowieży) Komisja Europejska w Brukseli zamieściła w książce Opowieści o naszych lasach wydanej w 24 wersjach językowych w krajach członkowskich UE. Moje utwory zamieszczono w ponad 40 almanachach pokonkursowych i książkach z numerem ISBN oraz książkach i czasopismach wydanych za granicą np. „Szklane pióro” – wydawnictwo Favoryta w Sydney, publikacja wiersza i informacji o mnie w międzynarodowym kwartalniku artystycznym E=SztukadoKwadratu, Rocznik BTK - Białobrzegi 2016.

Pin It