ANTOLOGIA


POETÓW POLSKICH

---------------------------------------------
2 0 1 6


antologia

 

Anna Luberda-Kowal

 

Ulica Świetlickiego

 

przecież mijam Pana niedokładnie

nie przystaję z czerwoną torebką

prosząc o próbkę pisma jak w banku

czasem jest Pan z suką

czasem ze śledziem

najczęściej z toastem

nad kontenerem z przeszłością

wyssaną z kamienicy

 

nie czytuję Pana

lecz badam Pana wpływ

na moje cokolwiek

taka sucha od niechcenia

wymiana potoczności

 

otwieram kolejny tomik

i z karty tytułów

wybieram porcję bólu

z kacem

ze śledziem

 

lub bez

 

 

Niedomknięta

 

opowiem ci bajkę na sen

tylko jedną

żeby na poduszce zapachniał tatarak...

 

przyszła jakby zawsze była we mnie

przez niedomkniętą furtkę

nie poruszając niczego

 

rozplatała język na brzegu

aż woda rozpuściła jej sól

przyjęła skargi

odwzajemniła szept pluskiem

i nie było już niczego więcej

nad wieczór

i smutek odchodzący

czułem ją powietrze jaśniało iluzją

rozrzedzał się czas

wszystko co nie było moją nocą moim dniem

czyste łaknienie

 

jeszcze faluje tatarak

skrzyp furtki zwodzącej pomostem

 

 

Za ścianą cisza

 

miała pochmurne oczy ciepłe dłonie pachnące cynamonem

zdejmowała nam klucze z szyi wręczając ryż z jabłkami

miała ślepą kuchnię i syna gdzieś daleko

 

z naszą dorosłością zamknął jej się świat

w blokowym spacerniaku podnosząc wysoko bezprzytomne oczy

pokazywała niebu swoje skrzywdzenie

chodziła wzdłuż muru krzycząc jego imię

w ręce zawsze garnuszek nie wiem z mlekiem czy łzami

 

nie pamiętam jej głośnego śmiechu

 

tylko stalowy kolor chmur pod powiekami

 

 

Ob[ł]ok

 

najlepiej udaje się spokój

wciągając długo bez ustnika

gęsta strużka

nad filiżanką zimnej czerni

wąski rulonik w palcach

obietnica pieszczoty

księżyc kołysze czarną taflą

spijam mu noc łyk po łyku

 

spytaj mnie co tu robię

przecież wokół nas taki spokój

przecież od dawna tylko dni

kłótni już brak i potajemnic

wchodzimy dewocyjnie w wiek

jest metrocieplnie

nic poza tym

 

kochanie byłam z nim

 

jutro kupię tapczan

i chyba mleko się skończyło

 

 

* * * (czterdzieści dwie minuty temu)

 

czterdzieści dwie minuty temu odgryziono mi język.

czas zaczął skapywać bordowymi kroplami.

bezwład. przez niedopatrzenie lub raczej z czystego okrucieństwa

zostawiono mi rożek kartki.

właśnie teraz, gdy słowa pochowały się w ciszę,

mogłabym tym ogryzkiem rozerwać powietrze.

 

a gdyby zostawić nas w ciemności

pozbawionych mowy?

wytęsknilibyśmy historię piękna czy brzydoty?

 

 

 

Anna Łyczewska

 

 

Jesień

 

skrada się na palcach

jak dziecko co psoci

nie wiesz

czy przyszła

dopóki ciepły sweter

nie wciągnie cię

w szelest liści

chłód przezroczysty

i wilgotną nieprzejrzystość

 

 

Noc

 

zamyka się nad nami czarna czeluść

jeżą się blaski pojedynczych błysków

nieważnieje wszystko i nie znaczy

cień monstrualnej dłoni

kładzie się jak wierny pies

obok naszych nóg

i słychać dźwięk skrzypiec

 

bo śmierć wcale nie nosi kosy

i nie straszy nagą czaszką

 

to wiecznie młoda

ściskająca za serce muzyka

 

 

Mistrzowie

 

w cynową misę rynku

spadła łza jedna

mglistych

zmierzchów i poranków

 

w miedzianą misę

arie

perłowych dźwięków

 

w złotą

niepewny uśmiech

 

i pomieszały się

w muzyce

nuty obrazy i słowa

 

 

Muzyka

 

noc nad dachami

księżyc jak obłok

wygrywa na gontach kołysanki

 

i cisza

 

usnął kogucik

nie skrzypią schody drewniane

śpią ze złota rycerze i baśnie

 

cisza

 

tylko dzwonki śpiewają na Złotej

srebrzyście

to głośniej to jaśniej

u Dominikanów

w powietrzu

gwiazdom

 

Wiersz

 

wiersz na szydełku robię

choć nie wiem co to szydełko

i nie wiem co wiersz

gubię słowa jak oczka

powstaje coś

ni to na głowę

ni na szyję

chyba tylko na ten patyk

w zamarzniętej ziemi

który chciałby stać się drzewem

więc przywiązuję do niego

nitkę prosto z serca

wierząc że kiedyś pofrunie

z samego wierzchołka

prosto do nieba

 

 

 

Bożena Helena Mazur-Nowak

 

 

Kobieta

 

zawsze i przed wszystkim cię obroni

tak powtarzała mama

więc ściskała go w dłoni aż do bólu

 

szeptała cichą modlitwę kiedy

odzierali z godności odbierali dumę

 

nie walczyła z pijaną zgrają

 

obolałe wspomnienia

pomagają teraz innym

 

zakrwawiony krzyżyk

wisi na jej szyi

 

w altanie

 

taki ciepły wrześniowy dzień

trzynasty

twoje urodziny mamo

kawa pachnie na tarasie

słońce baraszkuje w astrach

 

w głębi ogrodu w altanie

oplecionej dzikim winem

w bujanym fotelu siedzisz

oczy mrużysz do słońca

uśmiechasz się do siebie

 

jaką miarą zmierzyć lata

które spłonęły w piecu strat

jak ogarnąć sezony niepamięci

co skroić z tkaniny samotności

patrzę na ciebie z oddali

żałuję tych wszystkich straconych lat

 

bujasz się w fotelu i jesz jabłko

wystarczy przejść przez sad

i będę mogła wtulić się w ciebie

poczuć kojące ciepło

wsłuchać się w serca bicie

jak wtedy kiedy byłam dzieckiem

nagły podmuch wiatru

przygonił żałobne chmury

cień położył się na astrach

mój wzrok wraca do altany

już wiem że to nie ty

 

serce trzepocze

nie godzi się nie chce

zamykam oczy łzy płyną

uwięziłam ciebie pod powiekami

mamo

wymościłam miejsce w sercu

mamo

 

z cyklu ,,serce z polskim rodowodem”

 

Świt nad morzem

 

otulona nocą

owinięta szalem wspomnień

wypełniona miłością

zastygłam na pustej plaży

stopy ugrzęzły w miękkim piasku

 

miękka złoto-pomarańczowa kula

wyłania się powoli i unosi majestatycznie

rozrzuca swoje ramiona ponad horyzontem

zimna noc rozpuszcza się w granatowej toni

 

złote promienie niosą ciepło i nadzieję

serfują na grzbietach fal

głaszczą czule nadmorskie skały

przedzierają się przez sosnowe gałęzie

wylewają na wydmach

łaskoczą drobiny bursztynu i muszelki

rozsypane na brzegu

 

bogatsza o kolejny świt

gotowa na sparring z nowym dniem

przygotuję serce na kolejną samotną noc

 

Ty mnie nie proś bym milczała

 

trudno nie mówić skoro serce płacze

za tym co na dnie głęboko ukryte

trudno nie pisać że tak za tym tęskni

z dala od domu gdzieś na obczyźnie

 

są jak ikony te moje wspomnienia

dbam o nie czule bardzo pielęgnuję

i zamiast bajek wnuczce do uśpienia

wyciągam z głowy pamięci obrazy

 

choć babci nie ma nadal w sercu mieszka

ona i chatka nad rwącym strumieniem

pamiętam dobrze że była niebieska

w ogrodzie malwy lwie paszcze i pszczoły

 

rozległe łąki makami czerwone

i kąkol w zbożu z którym dziadek walczył

niebo błękitne w górze bielik orzeł

ja na tej łące puszczałam latawce

 

biała kobyła o mięciutkich chrapach

łeb kładła czule na moim ramieniu

a za stodołą młody źrebak hasał

ja go goniłam dziecięcym spojrzeniem

 

może już nigdy z bliska nie zobaczę

tego co mieszka w moim sercu na dnie

za to napiszę jak tęsknota przyjdzie

wyciągnę z serca to co dla mnie ładne

 

a ty mnie nie proś więcej o milczenie

bo moje serce już nadto strudzone

musi wypuścić to co na dnie drzemie

aby wróciło łzami okraszone

 

z cyklu „Serce z polskim rodowodem”

 

Fryderyk dziś gra piano

 

tak wyszedłeś by nigdy nie wrócić

a fortepian wciąż na ciebie czeka

moje skrzypce z rozdartym sercem

przykleiły się czule do wieka

i te nuty Chopina gotowe

aby zacząć nasz koncert na serca

 

w kryształowym wazonie róże

pamiętałeś że lubię czerwone

za oknem zmierzch miękko się skrada

omijając uliczne latarnie

i herbata zrobiona dla dwojga

 

ciebie nie ma

 

znowu święta pukają do drzwi

jak do stołu mam zasiąść sama

na talerzu z opłatkiem łzy

i Fryderyk dzisiaj gra piano

 

 

 

Józefa Michalska

 

Jesienna melancholia

 

Błękit dziś czoło ma zmarszczone

i ołowiane chmury toczy.

Za oknem wiatru cicha spowiedź.

Smutek jesieni zajrzał w oczy.

 

Olchowa zieleń w zwiewnym walcu

letnie sukienki łatwo gubi.

Na wietrznych łodziach gdzieś odpłyną.

Nagość przykryją srebrne szuby.

 

I tylko myśli niepokorne

dryfują w ramion letnie plaże.

Dzisiaj przybiegły się upomnieć

o ciepły szal utkany z marzeń.

 

 

Mistrz

 

I znowu malarz śnieżnym pędzlem

rozmiłowanym w zimnych barwach

zaczął pejzaże tworzyć piękne.

W tle królowała biała plama.

 

Staw w mlecznej szybie świeci pustką.

W puchowym swetrze obłok płynie.

W stu balejażach błyszczy lustro.

Niezwykłość wzorów – jakby rymem

 

jeden drugiemu, naprzemiennie,

treścią i formą odpowiada.

Zimowy pejzaż w magii sennej.

Okien poranna maskarada.

 

Piękno przybrało zimną postać.

Ubrane w magię śnieżnej bieli

czaruje, aby dłonie ogrzać

w ciepłym oddechu. Czas oceni.

 

Moje niebo

 

moje niebo jest ukryte w kroplach deszczu

na klawiszach parapetu tańczu bluesa

szukam dźwięków w łanach zboża i wersetów

tam gdzie cisza wśród chabronych łąk się wzrusza

 

biegnę myślą gdzieś daleko za horyzont

by wyzwolić się od barier które duszą

chwycić tęczy koralowy splot dopłynąć

do przystani która zamknie usta smutkom

 

moje niebo jest przyjazne każdej prawdzie

przy niej fałsz upada zwykle na kolana

choć nie anioł czasem z chmury coś tam zgarnę

i otworzę okno marzeń tylko dla nas

 

 

A gdybym

 

A gdybym ci się zagubiła

wśród oceanu zwykłych zdarzeń,

to nie rozpaczaj. Żadna siła

mnie z twego życia nie wymaże.

 

Poszukaj mnie wśród spraw codziennych:

w zapachu kawy w każde rano

i kiedy północ kończy sceny

tego, co dzisiaj – na dobranoc.

 

Odnajdziesz mnie w zapachu róży

i tej godzinie dnia – najsłabszej.

Strofami wierszy mnie obudzisz.

Tam przecież będę – z tobą – zawsze.

 

Piórem tęsknoty

 

Zanim mnie błoga senność ukołysze,

księżyc rozczesze blaskiem burzę włosów,

piórem tęsknoty ciepły wiersz napiszę,

byś pośród nocy mógł mnie mieć przy boku.

 

Prędkością myśli sfrunę pięknym słowem,

muskając serce niczym dobry anioł.

Zanim dobranoc szeptaniem wypowiem,

ust pocałunki cudnym snem się staną.

 

Jestem daleko, a przecież tak blisko.

Szalem miłości tulę, byś mnie poczuł,

jak promyk słońca, który w oku błysnął,

gdy lato splata wierzbowe warkocze.


Anna Luberda-Kowal

Krakowianka, filolog (IFA UJ), językoznawca, tłumacz, leksykograf. Pisze od niespełna 2 lat, publikując na portalach poetyckich (Alga, Ana Mada). Zwyciężczyni konkursu „Napisz to jeszcze raz” organizowanego przez redakcję serwisu Poema. Zwyciężczyni Turnieju Jednego Wiersza organizowanego przez „Poeci po godzinach” podczas Wieczorku autorskiego Waldemara Kazubka. Wyróżnienie drukiem w XXVII OKP „O Laur Opina” . Wyróżnienie w Turnieju Jednego Wiersza w ramach 3 Festiwalu Dużego Formatu Publikacja: Pisarze.pl – wiersze tygodnia. Bierze udział w cyklicznych prezentacjach w Krakowie, takich jak Poezje i Herezje, Kulturkampf. Na wiosnę planowany wieczór autorski u Jacka Sojana Cudownych latach w Krakowie. Tomik w przygotowaniu – projekt.

 

Anna Łyczewska

Absolwentka UMCS (filologia polska); należy do Związku Literatów Polskich; urodziła się i mieszka w Lublinie, debiutowała wierszem Transakcja Kamenie w 1975r. Jest autorką czterech tomików wierszy: Poczekam na siebieWarszawa, 1979; Nie muszę kłamać, że mnie nie ma, Lublin, 1985; Wyznania przedsenne, Lublin, 1997; Poza czasem, Lublin, 2015 oraz utworów drukowanych w antologiach i czasopismach.

 

Bożena Helena Mazur-Nowak

Mieszka w Wielkiej Brytanii. Poetka debiutowała w Kawalkadzie na łamach „Radaru”. Jej wiersze prezentowały na swoich łamach „Myśl Polska”, „Angora”, „The Polish Observer”, „Metafora” oraz dwumiesięcznik „Poezja dzisiaj”. Wiersze poetki znalazły się w Antologii Poezji Emigracyjnej Piękni Ludzie Poeci Mojej Emigracji. Wiersze poetki zamieszczone były w antologiach Contemporary Writers of Poland i Niosący Słowa. Wiersze autorki, przetłumaczone przez nią samą na język angielski, ukazały się w kilkudziesięciu antologiach wydanych m.in. w USA, Wielkiej Brytanii, Australii, Kanadzie, Indiach i Ghanie. Poetka została zaproszona do współpracy w antologii Contemporary Writers of Poland nie tylko jako poetka, ale również jako tłumaczka i edytorka. Jej poezja jest ceniona i zrozumiała również dla odbiorców bez „polskich korzeni”. Wydała sześć tomików wierszy: nad brzegiem rzeki zwanej życiem, 2011; bilet do stacji Szczęście, 2012; na rozstań moście, 2013; Whispered, 2013 (USA); Blue Longing2014 (Kanada); kormorany powrócą, 2015 oraz zbiór opowiadań Doom Losy), 2015 (USA).

 

Józefa Michalska

Urodzona 19 marca 1958 roku w Andrychowie, 14 km od Wadowic.Publikuje wiersze na swoim blogu, na portalu: Wiersze kobieta.pl oraz na Facebooku w grupach: Kształty słów, Ogród poetów, Pisz i czytaj wiersze, Peron literacki. Jej wiersze ukazały się w: tomiku wierszy Talizman Słowa pod red. M. Szafran, 2015; Antologii Tacy mali wielcy My pod red. M. Szafran, 2015; Antologii II grupy poetyckiej Ogród Poetów, z serii Z szuflady poety red. dr R. Brzezińskiego

Pin It