ANTOLOGIA


POETÓW POLSKICH

---------------------------------------------
2 0 1 6

antologia




Marzenna Lewandowska


 

 

D a t e k

 

bezbarwna

zniechęcona i brudna

liczyła ławki

na dworcach swego domu

i przydrożną pogardę

zaplątaną w łachmany

 

aż spotkała Boga

w obszarpanym płaszczu

wybierał głód ze śmietników

potem wyciągnął rękę

oddała mu

nie bez żalu

swój ostatni uśmiech

nie wziął

poprosił tylko o kamień

 

zdjęła z serca

 

 

Autoportret matczyny

 

żadna ze mnie Matka Teresa

ani nawet Joanna od Aniołów

matka Polka też niezupełnie

 

ale

jestem

 

nocami

konstruuję cichobieżną windę

na wypadek

gdybyś miał się wspiąć na swą Golgotę

 

zaklęta w cząstkę tlenu

dokarmiam nieustannie

krwioobieg twojego jutra

 

nie jem

nie śpię

 

zamodliłam kolana na śmierć

 

żadna ze mnie Matka Teresa

 

ale

jestem

na szczelną odległość troski

 

zawsze będę

 

 

Uległa

 

oto ja

służebnica Twoja

odziana w ciało

utkane z ciepłych żądz

 

miękką linią bioder

okrywam mroczną czeluść

tętnic i komórek

nabrzmiewam sokami

jak soczysta jabłoń

pragnę

 

wszak

Ty sam Panie

wtrącając mnie w to ciało białe

uczyniłeś naczyniem na ziarno

i plon

 

podług słowa Twego

niech mi się stanie

 

 

Skrzypce

 

twoje wargi

jak puszyste koty

przeciągają się nad moim imieniem

łakomie

półsennie

miękko

 

twoje palce rzeźbią niecierpliwy dotyk

 

biodra twoje

drapieżne jak skrzypce Chagalla

przecinają ciszę wąską struną nocy

i dźwięczą

starganymi kroplami

 

 

Spadkobierczyni

 

moja ojczyzna

tylko od święta stroi się w białoczerwień

w dni powszednie siedzi przy stole

i liczy cieniutkie kromki

 

w środy szuka pracy

w czwartki złomu

w piątki...

 

nawet w swojej odzyskanej koronie

nie wygląda na wnuczkę królów

 

zimą marznie w schroniskach

wiosną wietrzy zieleń

latem kradnie jabłka w sadach

 

moja ojczyzna tylko od święta

stroi się w białoczerwień

na co dzień jest szara


 

 

Adam Jan Lewandowski

 

 

Oczy lustra

 

Jak nigdy zapragnąłem spojrzeć

w oczy lustro pokazujące emocje

siłę wsparcie magnes co przyciąga

zapomniane chwile.

 

Jak nigdy uwierzyłem

w tajemnicze mgnienie zapach

co uwalnia pragnienia mało

wyobrażalne w rzeczywistości.

 

Jak nigdy zniknąłem w rezolucji

dnia co przynosi nowe wyzwania

by spojrzeć w suchość pragnienia

innowacyjność szarości.

 

Jak nigdy pragnę słów

twarzowego muśnięcia osieroconego

wsparcia by wydobyć z serca

proste uwolnienia.

 

Jak zawsze zostałem sam

z pragnieniem dotyku oczami

wpatrzonymi w otchłań!

 

 

Czekanie

 

Czekałem tydzień cały

aż wzrokiem mnie ogarniesz

źrenicą przetniesz mury

by spojrzeć delikatnie.

 

Czekałem tydzień cały

na słowo nieoficjalne

przenikające prawdą

jak dźwięki tryumfalne.

 

Czekałem tydzień cały

na smukły dotyk dłoni

muśnięcie przynoszące

ulgę na polu zranionym.

 

Czekałem tydzień cały

na elektroniczne pisanie

znaków kilka czy linii

słowo zdalnie wskazane.

 

Czekałem tydzień cały

obejmując godziny

wodząc wzrokiem za myślą

przewodzącą z innymi.

 

 

Dawanie

 

Codziennie oddaję cząstkę siebie

jak kawał chleba czy połowę

jabłka zostawiając niewielki kęs

dla zaspokojenia własnych pragnień.

 

Codziennie wyzwalam z siebie

dziwne pokłady energii skierowane

ku innym wierząc w jej skuteczność

pozytywnego oddziaływania.

 

Codziennie tłumię w sobie

nienawiść jak ból co czyni

człowieka bezradnym ubogim

pragnącym zemsty.

 

Codziennie dzielę się uczuciami

emocjami z tymi co chcą je

odbierać a może kiedyś odwzajemnić

by zbilansować miłość.

 

Codziennie fotografuję najbliższych

by nigdy nie zapomnieć ich

twarzy drobnych nawyków

wierząc w prostotę spojrzenia.

 

 

Cierpliwość

 

Cierpliwie stąpam po świecie

mogącym odwzajemnić

pragnienia dnia codziennego.

 

Cierpliwie podnoszę głowę

spoglądając na zmieniającą

rzeczywistość wyobraźnię.

 

Cierpliwie docieram do celu

bacząc by nikt nie ucierpiał

a wybrani odnaleźli spokój.

 

Cierpliwie uchylam nieba

dbając by mądrzy realizowali

swoje naturalne marzenia.

 

Cierpliwie liczę ważne chwile

by nie uronić życzliwości innych

dbając o to co dają z siebie.

Konsekwentnie...

 

 

Jestem w drodze...

 

Jeszcze chwile mi zostały

co ulotnić już się miały.

Jeszcze smutek swój odrzucę

jak okrutne nocne mary.

 

Jeszcze wezmę książkę w rękę

by odczytać niebios przyszłość.

Jeszcze oczy swe przymrużę

widząc przyszłe swe podróże.

 

Jeszcze cię nie dotykałem

jak wiosennej rosy.

Jeszcze ci nie przypomniałem

barwy Twego głosu.

 

Jeszcze z Tobą nie obiegłem

wszystkich skrajów lasu.

Jeszcze słowa mam na ustach

co do ucha nie dotarły.

 

Jeszcze zrobię sporo rzeczy

co udźwignąć trzeba.

Jeszcze wsunę głowę w chmury

by obejrzeć nieba.

Jeszcze myśli swe ogarnę

tak jak w życiu trzeba.

Jeszcze chwycę życie dłonią

jak brylanty nocą wzięte.

 

Jeszcze tony kwiatów zniosę

by dywany z nich powstały.

Jeszcze złożę swoje myśli

by dla innych się przydały.

 

Jeszcze wzrokiem świat ogarnę

by odwrócić się na pięcie.

Jeszcze szepnę coś do ucha...

I już mnie nie będzie!

 

 

 

Dominika Lewicka-Klucznik

 

 

Mała kohorta

 

gdy padło czwarte żegnaj zrozumiała

że zamknął drzwi na zawsze nie było

to mocne trzaśniecie jak za pierwszym

razem futryna nie zadrżała serce też

 

czwarte żegnaj było przemyślane nie

zakładało zbyt wielu słów dookoła

siebie trzymało ręce wzdłuż ciała

a oczy wlepiło w plamę na sukience

 

czwarte żegnaj kazało spakować

szczoteczkę do zębów plany na

wakacje nie potrzebowało listy

zakupów i wspólnych znajomych

 

przy czwartym żegnaj pomyślała

że była jedną z chwilowo uwiązanych

do ręki jakby akurat w tym momencie

nie miał dokąd iść

 

przecież (jak mówił) umarłby

bez niej na wiele sposobów

 

 

Locus secretus

 

agnieszka mówi że kupa zaczyna się w głowie

nawet kantowskie imperatywy przegrywają

z tą teorią jest zbyt ciasno

na miliony myśli

 

kłębią się w zakamarkach ciała wylatują

za szybko z plątaniny zębów i języka

pozbawione filtra ranią jeszcze mocniej

gdy rządzą palcami na klawiaturze

częściej wiadomościom klikają enter niż delete

 

u mężczyzn lubią mieszać

między udami szukają możliwości

opuszczenia gorącego ciała

nie działa słuch lecz instynkt i prowokacja

 

matematycy z braku miejsca przechowują je

we wzorach zamkniętych dowodach granicach

poeci mylą z emocjami i zatrzymują

w słowach adoptowanych podmiotów

 

pozostała część populacji otępia się

rozlicznymi reality show czy scripted docu

 

wchodzę na teren zaludniony

trzeba zwolnić

myślenie

 

 

Nie pamiętam

 

rozcieram w palcach ziarenka

mocno palonej kawy prosto z hermetycznego słoika

żeby nie straciła na świeżości tak

jak lubisz do łóżka na śniadanie

 

zanurzam się we włosy

kobiet stojących przede mną

w kolejce po płyn do higieny intymnej

dwie puszki piwa

 

parkuję zawsze w tym samym miejscu

stacja shell podłoga zmyta

kwiatowym ajaxem

dwa hot dogi zbieram punkty

 

oddałem twoje rzeczy bezdomnym

wyrzuciłem bieliznę

perfumy wylałem do toalety

zmieniłem pościel

 

obrączkę odłożyłem na dno szuflady

 

nie pachniesz

 

 

Listopad odchodzi powoli

 

nie znalazłam czasu

na twoje życie tym bardziej na śmierć

jak zwykle nie w porę jak zwykle za szybko

nie umiera się pomiędzy dobranoc a napijesz się kawy

pomiędzy chcę dziecko a owulacją

zmieniłam kod pocztowy

kwiaty z adresem na cmentarz stoją

w wazonie powoli gniją

drzewa za ciebie nie posadzę

domu nie mam w kartonie książki

w komputerze muzyka

nie czekam piję wódkę

jadę pierwszym tramwajem

umieram na biało oddaję się

za darmo piszę

nic nie pomaga

 

 

Jak będziemy wszystko krytykować

to zabraknie nam przypadków

 

głosowałaś na obietnice

po związkach zostają robaki

pryszcze i dzieci zwierzęta

zabija się humanitarnie

ludzi w afekcie

 

czujesz

jakby do twojego kibla

robiło pół miasta

pieprzą wszyscy

wcale nie jest miło

 

kwitnące drzewa mówią

że to czas egzaminów

a przecież nie zdajesz testu

jednokrotnego wyboru

 

z bohaterów literackich poznałaś

tylko małych mężczyzn

lub nieużytecznych książąt

nic z tego że jesteś tą różą

 

słowa w różnych językach

kradniesz równie łatwo

jak tracisz wszytko

wraz z dobrym imieniem

 

 

 

Katarzyna Anna Lisowska

 

 

Koniec człowieka i jego początek

 

Leżała pod kościołem.

Turyści z Chin robili jej zdjęcia.

Narkomanka, człowiek

rozebrany w środku zimy

przymarzał do bruku

gwałcony

naszymi zimnymi spojrzeniami.

Śnieg zdawał się ciepły, układał się nam wszystkim na skroni.

Biały był posąg, dziecko, zakonnik,

narkomanka, człowiek

idący

do szkoły, urzędu, sklepu,

leżący pod kościołem,

do którego wchodzą modlić się

ludzie.

Wszystko na jednej ulicy

w tym samym czasie, zróżnicowanym u każdego

o wiek życia.

 

 

Papierosy Szymborskiej

 

W kłębach dymu unosi się wspomnienie.

Kłęby dymu noszą przedziurawione wspomnienia.

To ważne było, skoro było.

Szymborska mająca 24 lata

biegnie przez miasto w kolorowej sukience, siada na poniszczonej ławeczce.

Nie mogę tego wiedzieć, ale wiem.

Takie jest moje osobiste o niej wspomnienie.

Ocalona ponad szare ruiny miasta o które się potyka

patrzy w ścianę, mur jaki ocalał jak ona

i widzi we wspomnieniu na piętrze nieba

lustro nieprzebite kulą

jak jej serce.

W jej oczach i jego tafli

odbijają się chmury,

jakie pędzą przed siebie.

Szymborska ma 24 lata.

Ma kolor skóry czarny aż złoty,

ma obręcze na długiej szyi.

To sen.

Szymborskiej, Różewicza.

Ludzi wojny,

jaki zdarza się, skoro zdarza się.

Szymborskie, małe dziewczynki swej epoki,

żyjące mimo śmierci,

nieanonimowe.

Masowe sny o wojnie jak anonimowe groby

na Cmentarzu Rakowickim

z przetrąconym krzyżem

mimo braku wojny.

Lustra ocalone, groby wypełnione

krwią jaka zasłoniła oczy,

które napotkały

kule błądzące,

śmierć roznoszące wśród ludu umiłowanego.

 

 

Dzieci w Oświęcimiu

 

Nauczyciele zabrali nas do Oświęcimia.

Pokazywali na wielkich jak my zdjęciach

postaci dzieci. Byliśmy do nich podobni

w przerażonych spojrzeniach.

Czuliśmy ich sfotografowaną nagość,

poddani eksperymentowi edukacyjnemu...

 

 

Domy

 

Ludzie bezdomni przyrządzają w swych domach posiłki.

Co niedzielę spotykają się w gronie rodziny.

Zasypiają na pięści zaciśniętej dłoni

w swoim łóżku obcym,

obok swojej obcej żony

jaka w ścianę patrzy.

Ludzie bezdomni nie wiedzą, że są bezdomni

i choć mają domy to ich nie mają.

Mieszkają w długich powrotach do siebie,

kiedy są sobą.

Mijają w drodze bezdomnych, którzy są w swych zajęciach sobą.

Wspólnie błądzą w d r o d z e d o d o m u pod rozgwieżdżonym niebem,

która, który nigdy nie ustaje.

 

 

Świat

 

Jawi się jako skorupa, gruba, niedostępna.

W jej wnętrzu panuje ciemność.

Jest wilgotna.

Chodzę jak po mgle

ulicą

nocą

samotnością

obojętnością.

Siadam na kamieniu

i jestem jak on

potrącany czyjąś stopą.



Marzenna Lewandowska

Urodziła się w Bydgoszczy; mieszka w Kowalu. Zadebiutowała w roku 1991 na łamach „Gazety Kujawskiej”. Tworzy poezję, prozę, krótkie formy dramatyczne dla teatrów dziecięcych, a także teksty piosenek. Inicjatorka Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego dla Dzieci i Młodzieży „Kujawy”. Od kwietnia 2003 roku członek Związku Literatów Polskich (oddział warszawski). Autorka dwudziestu książek poetyckich: Szaty MiłościJa KobietaDopiero w ścianach ciszyZostań ze mną dłużejNa planecie rozbitków miłościGdy deszcz nie zmywa wzruszeńSzukam ciszy pośród gwiazdChwile wyłuskane z szarościNie chcę tańczyć nad ranemTęsknota za wczoraj czyli westchnienie bogaW urokliwych ogrodach wenusWezbranie po rozwarte brzegiW kolorach mojego miastaRadość chwiliRozbierz mnie z wiatruWiersze wybraneCisza koi tęsknotyKocham dotyk twojego spojrzeniaCała jestem tęsknotąCichy szept wśród gałęzi drzew. Laureatka kilkudziesięciu konkursów literackich.


Adam Jan Lewandowski

Urodził w Śremie. Pierwszy tom poezji: Biorąc wszystko co ukryte, Nowy Tomyśl: Powiatowa Biblioteka Publiczna, 1999. Oprócz tego wydał następujące zbiory: Kroki w liściach, Śrem, 2000, przetłumaczył z języka czeskiego na polski wiersze Richarda Sobotki. Śremskie uliczki, Publiczna Biblioteka im. Heliodora Święcickiego w Śremie, 2001; W świecie słów. In der Welt der Worte, Poznań: Wydawnictwo Zamlewski, 2002; Codziennik. Denik w języku polskim i czeskimKręte ulice, Poznań: WIGO, 2003; Drzewa niby ludzie, Poznań: WIGO, 2005; Pięćdziesiąt/50, LIBRA, ZLP, Oddział w Poznaniu, 2009; Wiersze z podroży, LIBRA 2010; Granice myślenia o…, LIBRA, 2013. Jego wiersze znalazły się w publikacjach zbiorowych: Śremski Wernisaż Poetycki, Biblioteka Publiczna im. Heliodora Święcickiego w Śremie, 2007, 2008; Znaki wszechświata, Bydgoszcz, 2012. Od 1996 roku publikuje cykliczne eseje na temat twórczości nieżyjących poetów w dwumiesięczniku „Gazeta Śremska”. Laureat Nagrody Literackiej im. Klemensa Janickiego oraz nagrody Międzynarodowego Listopada Poetyckiego za najlepszą książkę 2013 roku – Granice myślenia o…. Jest członkiem Związku Literatów Polskich – Oddział w Poznaniu.


Dominika Lewicka-Klucznik

Nauczyciel języka polskiego w Liceum Plastycznym w Gronowie Górnym. Od sześciu lat działa w Alternatywnym Elbląskim Klubie Literackim. Jest prezesem Stowarzyszenia „Alternatywni”. W 2013 r. wydała debiutancki tomik poetycki Samopas nominowany do nagrody Orfeusz w kategorii Orfeusz Mazurski. Jest laureatką kilku Turniejów Jednego Wiersza oraz konkursów ogólnopolskich. Publikowała w almanachach i antologiach oraz pismach kulturalono-literackich. Z jej inicjatywy odbywa się w Elblągu Festiwal Literatury Wielorzecze.


Katarzyna Anna Lisowska

Urodzona 15 czerwca 1990 r. w Wadowicach. Wydała tomy m.in. Lepiej jest płynąćCzłowiekiemPrzestrzeń i czas snuPrzebudzenieKołysanki z AuschwitzKolęda ludzi bezdomnych. Autorka była redaktorką Kwartalnika literackoartystycznego „Metafora”. Publikuje w międzynarodowych antologiach, w prasie w Polsce i za granicą. Prowadzi warsztaty literackie dla osób niepełnosprawnych intelektualnie w WTZ, w DPS-ach, UTW, hospicjach, szkołach – w wielu miastach Polski. Wystawia swoje grafiki w centrach kultury, projektuje okładki pism, ilustruje książki.


Pin It