Adam Buszek - wiersze

Jan Cybis
Jan Cybis



 Filologia

 

1

I ja nie potrafię mieszkać w twojej skórze.

Sny naszych palców: warkocz galaktyk.

Nie pocałuję żadnej z twoich myśli

i z każdym słowem spóźniam się do ciebie.

 

Kiedy się uśmiechasz,

chcę ulepić głoskę,

z palców twoich stóp

spijać ciepłe hymny.

 

2

Myślałem kiedyś: zamknę ten świat

jak bursztyn pamięć morza.

 

Na pół podzielimy porażki porównań,

biały tusz zaniemówień.

 

Będę liczyć słoje twojej nudy,

poliżę cierpkie sylaby.

 

3

Podaj literę, która rozpocznie

słowo rześkie,

słowo dotykalne.

 

Musimy coś zrobić ze słowem czułość:

– czółno

– łódkę

– naparstek

– przecinek.

 

Musimy zaprószyć pieszczotę stylu:

– rosę

– kontur

– nić

– zapałkę.

 

4

I ja nie potrafię mieszkać w twojej skórze.

Wszystko, co powiem, wsiąka w oploty.

 

Przepis na nowy alfabet:

rzęsa,

oddech,

pocałunek.

 

 

 

 

Ósmy dzień tygodnia

 

Podobno dzieło stworzenia nie jest zakończone.

 

Sokrates zwołał zupełnie dzielną odmianę rozmowy.

Sprzedawczyni oliwy na targu w Olimpii

ustanowiła pionierski uśmiech.

 

Ja posadziłem karłowate drzewo początku

pomiędzy sobą a słońcowłosą.

Litery stawialiśmy uważnie,

Śniąc pierwsze wspólne zdanie,

zdanie rozkwitające.

 

Nie pamiętam, kiedy wzeszło pierwsze obce słowo.

Poczułem na języku pożar horyzontu.

Odkryliśmy,

że świat się kończy.

 

Na drogę wygnania otrzymałem

pamięć większą od siebie.

 

Jak każdy.

Jak pierwszy.

 

To pewne, powołałem do życia

nieznany gatunek cierpienia.



 

Próba erotyku

 

W moim mieście niszczeje dom.

 

Podaj rękę, zapadnę się w tobie.

Twój ganek: gniazdo pszczół.

 

Dogasa miodny wieczór.

Wysoko,

nisko

kłaniamy się ziemi.

 

Dach z moich ramion:

mech i pokrzywa.

Babie lato

w oknach twoich piersi.

 

W moim mieście niszczeje dom.

Dotknij, jak więdnie

zapach naszych palców.

 

 

 

 

Safona. Ostatnia lekcja

 

Młode kapłanki schodzą na wieczerzę.

Gęste włosy Eureneme pachną gajem oliwnym.

Safo czesze je gestem małego palca na lirze.

Eureneme zamyka oczy.

Opuszczają ją wszelkie myśli.

 

Co jutrzenka wygnała z domu,

zmierzch przyprowadza –

i kozę i owcę i dziecko do matki.

 

Kochała jej świeże, morskie oczy.

Śpiewny głos.

Smukłe palce ginące w pianie.

Wczoraj długo czciły Cyprydę

w słodkich przybrzeżnych falach.

Piersi uczennicy – ciepłe daktyle.

 

Zbyt krótko byliśmy razem, wyznaję,

teraz już szybko odeślij te dziewczęta

i niech bogowie podarują nam tę noc.

 

Safo wie, że nadchodzi pora.

Eureneme umie już tańczyć.

Śpiewa jak łagodna fala.

Jest w słodkiej władzy Hymena.

Nazajutrz opuści szkołę.

Oblubieniec czeka.

Niecierpliwy. Drżący.

 

Ile czasu minęło od chwili,

gdy cię poznałam, Athido?

Wtedy wydałaś mi się małą

niewinną dziewczynką.

 

Nyks leniwie odmyka płaszcz.

Śpiewają cykady.

Safo wie.

 

 

 

 

 

Prośba

 

1

Jesteś.

Świta między nami.

Wstają kształty.

Świat nasz parujący.

Będziemy nazywać.

Będziemy oplatać

rzeczy nie do nazwy.

 

Pamięć:

dno oka.

Zapałka w kraterze.

Proszę – nie mów.

Słowo – spóźnione wahadło.

 

A wszystko dlatego że znikasz za głośno,

a oddech twój nie rozpuszcza się w wodzie –

 

Twoje ciało?

Wilgotna pochodnia.

Nie umiem ugasić

śpiewającej krwi.

 

2

Zsyłaj burze

mojej łatwopalnej.

 

Daj mi tętno

śliskiej błyskawicy.

 

 

 

 

Selene. Kołysanka

Nie całuj mnie tak bardzo długo

Ani ze sobą nie zabieraj.

Bo w nas prócz nas jest innych wielu.

Ktoś najpiękniejszy z nich umiera.

Marian Ośniałowski

1

Naprawdę był piękny

jak obietnica.

Sen jego ciała: ciepły łuk.

Samotne srebro mojej skóry

mościł potem, igliwiem,

wysoką trawą.

Tego poranka

byłam we wszystkich powiekach.

W waszych rzęsach

kwitły pocałunki.

 

 

2

Dzień, w którym odchodzisz

ma ciemny, kleisty

zapach kreta.

Gasną wszystkie pochodnie ciała,

a ja wychodzę z siebie

naprzeciw niczego.

Nie pytaj.

Będziemy strącać orzechy.

Docierać do sedna.

Będziemy rzeźbić w imionach.

Natrę twój sen oliwą.

 

 

3

Kiedy uchylasz

okno czekające,

kiedy ścielisz

płochy oddech,

jestem.

 

 

4

Dobranoc, Selene.

Zmawiajmy planetę jak głoskę.

Z czasem na czworo ramion,

z tętnem od zgasłych gwiazd.

 

 

 

 

Analemma

 

Zapomniałam poprosić o nieśmiertelność.

Wczoraj zza ucha poduszki

wysypałam świerszcza.

 

A teraz dni rdzewieją, więdną alfabety:

skrzypienie liści – skrzypienie głosek

i sypka obręcz nikłej twarzy –

 

*

Mówi, że nie jesteśmy podzielni

przez trzy.

 

A ja czuję szept pod żebrami

i w tylu snach gaśnie

liczba pojedyncza.

 

Mówi: idę w nasze ślady,

szukać wątku i osnowy.

 

A ja nie mogę nawlec jego cienia –

świat nie kuli się w naparstek.

 

*

Umówmy się na ścielenie oddechów

i nasłuchiwanie wieczoru.

Jeśli nie przyjdziesz –

wywołam cię w ciemni

zamkniętych oczu.

Jeśli nie przyjdziesz –

stłukę lustra

w zamkniętych oczach.

 

*

Patrzy tak, że wstają mgły.

Noce coraz dłuższe, rosa na porankach.

 

Zapomniałam poprosić o nieśmiertelność.

Świerszcz drapie za uchem poduszki.

 

Stróżom naszej gwiazdy

– jeśli to gwiazda –

zachodzą powieki.

 

 

 

 

Wstęp do erotyku

 

Pod słonym niebem jej ud

szuka chrustu na ognisko.

 

Kwitną ule,

gaśnie płeć kształtu.

 

Na skórze doliny

ciemny szew świerszczy.




Adam Buszek 

Ur. w 1985 r. w Krakowie, absolwent filologii polskiej UJ. Redaktor i korektor. Publikował w prasie kulturalnej i artystycznej oraz w kilku antologiach poetyckich. Laureat ogólnopolskich konkursów literackich. Autor tekstów dla dzieci. Założyciel magazynu literackiego „Sprzedawczyni Fig”. Autor książki poetyckiej „Cztery strony twarzy” (2016).

Pin It