ANTOLOGIA


POETÓW POLSKICH

---------------------------------------------
2 0 1 6

antologia



Bartłomiej Kupiec

 

 

Nekrolog

 

mozaika ze szkła

ćma rzuca się

w stronę świecy

 

tuż za moim uchem

wargi naśladują

 

odgłosy modlitwy

 

 

Msza

 

u progu supermarketu

leży wyblakły talon na dziesięć przykazań

 

rycerze w kapturach

muskając palcami

ekrany smartfonów

gaszą

gorejący krzak

 

tłum wymyka się

echom przeszłości

 

 

Miłosne chwile

 

piwo jednak nie posmakowało

za ciepłe

potłuczoną tacę

chętnie posprzątam

 

tusz pod okiem

zachwalę a później postaram

się zmyć

żeby koleżanki nie śmiały się

pewnie z zazdrości

że to ja

ja dostałam go od ciebie w prezencie

 

 

Igrzysko

 

figurka z rozłożonymi rękami

błogosławi graffiti

 

obmywając pobożnie mopa

wodą z chrzcielnicy

zamieszczam zdjęcie na Instagramie

 

stukot kropel o szachownicę

 

 

Leprozorium

 

nawrót antropomachii

nie mogę sobie przypomnieć imienia róży

może jest w jakiejś e-notatce

wetkniętej między digitalowym sacrum i profanum

 

kołatanie palców o ekran

przerywa ciszę ostatniego sakramentu

 

 

 

Krzysztof Kwasiżur

 

 

***

 

Nie jestem bezpiecznym, ciepłym

bamboszem,

wykrzywionym przez lata noszenia.

Może i chciałbym, by ktoś

mnie zdarł

latami szurania, ale wciąż klamry

i obcas twardy.

Samemu sobie nieznośny lakierek –

chciałbym być domowy,

a wciąż wyjściowy.

 

 

Wieczór nadchodzi

 

Dzikie gołębie burknęły cicho

że już czas

księżyc odłożyć na półki dachów,

oczy nie patrzą przez szyby

oszklonych akwariów

a muszą na siebie nawzajem.

Posiedźmy na ławce, pod blokiem

póki ciepło.

Póki ciemność nie chodzi

od latarni do latarni,

by zapalić perły.

 

 

 

Wszystko jest lepsze bez ciebie

 

wszystko jest lepsze bez ciebie

palę mniej

sypiam lepiej

i tylko mniej gwiazd na niebie

ale od dawna biedy nie klepię

 

czasami coś się odzywa -

jakieś obrazy

jakieś głosy

i znów jak dawniej porywa

widzę znów oczy, twoje włosy

pamiętam ciebie lepszą

śmiałaś się

ja się śmiałem

rzeczywistość była czarna

a nasze myśli białe

 

a teraz jest wprost przeciwnie

 

 

Ołtarz mój

 

Ja z gliny wspomnień ołtarz ulepiłem

na który zewsząd jaskółki zlatują,

słomą pamięci dach tam poczyniłem,

bo chcę mieć pewność, że się nie zmarnują.

 

Nie wszystko perły, co tam powtykane,

bo mi nie stało pereł na gmach cały.

Krzywy ten ołtarz, szary, a nie biały,

lecz większy… A był taki mały.

 

Skręcone wstążki, w rozsypce cekiny,

a ciągle trzeba sprzątać i odkurzać,

nic nie pomoże szukać własnej winy,

nic nie pomoże w rozpaczy się nurzać.

 

I kiedy płuca ostatni dech łapią,

łaknę światłości, co nadzieję daje,

w kaprawe oczy krople światła kapią,

Chrystus czy Budda?

Nie wiem. Nie poznaję…

 

 

Żniwiarze

 

chleb nam przynieśli

Boże jak smakował,

owinięty liśćmi, pachniał i parował.

na miedzy jedliśmy,

wodą popijali

i zapachem ścierni dławili, łykali

jakbyśmy chcieli

się życia napaść

a po zmroku znowu jakaś niemoc, zapaść;

już bez syczenia kosy

bez kłucia powrósła

i bez kobiet bosych, co nam są jak bóstwa

po zmroku jednak

 

 

Mieczysław Lenckowski

 

 

Medytacja

 

Jestem formą powietrza

które żyje we mnie

i cząstką tej ziemi,

do której powrócę.

 

Hałaśliwe przestworza,

ciche życie kamieni,

burzliwe oceany,

snów spokojne wody,

twórcze przekształcenia,

bezgraniczne oddanie

– tyle z każdej formy

tej po nas zostanie,

ile zdobędziemy spokoju

współistnienia z materią

tej Ziemi i trwałą

energią Wszechświata.

 

 

Wiejski rapsod żałobny

 

w kwietniu umierał na raka krtani

kilka razy krew z krwi mojej

wiejski chłopak z twarzą chropawą i szarą

jak ta wkoło ziemia której nie zapragnął

porzucić nigdy i uciec od swego przeznaczenia

 

papierosów dymiących w ustach jak czarne

kominy piwa zimnego pod płotem

nie pitego z umiarem po murarce wiejskiej

ojciec na pogrzebie pokazywał mi potem

każdą cegłę pięknie murowane wiejskie domy

 

leżał w drugim pokoju z podwiązanym gardłem

podciętym niczym kosą przy ostatnim tchnieniu

potem modlitwy żałobne dwoje dzieci młoda żona

wszyscy krewni w komplecie sąsiedzi wieś cała

i ojciec bezradny – wyszedł na ganek domu

 

osnutego wspomnieniem dzieciństwa wakacji wiejskich

bosego biegania po rosie kąpieli w nurcie rwącym

i zimnym na zakolach Drwęcy buszowania w zbożu

piękne skoki na siano spod strzechy stodoły

wieczorne z sąsiadami spotkania przyśpiewki rozmowy

 

przyszedł ksiądz przyniesiono sztandary kościelne

tyle twarzy znajomych już dorosłe dzieci i dorastające

dzieci tamtych dzieci zabijanie trumny pochód przez wieś

całą zaniesiony na barkach sąsiadów kolegów

znajomych od dzieciństwa tych od piwa i od pracy w polu

 

wprost do kościoła długa msza za dusze ludzkie grzeszne

wstrząsające słowa księdza o czasie kalekim zrujnowanym

domu rodzinnym ojczyżnie w której młodym przychodzi

uciec stąd lub umrzeć sanktuarium kultury wiejskie domy

kościoły cmentarze zachowane obrzędy język obyczaje

 

nie, nie umarł on lecz żyje pośród wiejskich zagród

każdy skrawek tej ziemi przemierzył tysiąc razy

domy które zbudował papierosy które wypalił wódkę którą

wypił tanie wino po pracy ziemię którą przeorał

dzieci które spłodził śmierć którą okupił nieludzkim cierpieniem

ojciec na cmentarzu chodził wciąż po grobie

niczym obłąkany – to ja tam mówił już leżę

on nie powinien; dlaczego? wyjmował papierosy

częstował każdego wkoło i pocieszał siebie

wkrótce dołączę do niego i będzie wtedy raźniej

 

w kwietniu umierał na raka krtani

kilka razy krew z krwi mojej

wiejski chłopak z twarzą chropawą i szarą

jak ta wkoło ziemia której nie zapragnął porzucić nigdy

i uciec od swego przeznaczenia.

 

 

Krajobrazy ciszy

 

ojcu Leszkowi z Kadyn

 

błogosławione krajobrazy ciszy

porannego czuwania i brzmienie

mistyczne dzwonów na nieszpory

pośród dębowych ołtarzy głoszące

wciąż chwałę przedwiecznego Pana

 

trzcin złocistych melodyjne szemrania

wygrywające w oddali na klawiaturze fal

tęsknotę za podróżą do zamorskiej krainy

w samotności odmawianie ciche brewiarzy

w chorałach leśnych wieczności śpiewanie

 

w mrożny poranek zimowy boso w habicie

rozwianym na wietrze pod katedrami chmur

na niebie dogląda franciszkańskie mienie -

wiśniowe sady fresco secco horyzont Hoggi

ścieżkę kościelną nabożeństwa mistyczne

mnichów w dramacie Ukrzyżowania frazy

Zaczarowanego fletu Mozarta ciche stąpanie

łosia przemykanie myszy polnej skarpy jarów

pełne skrzypu leśnego fontannę z Trytonem

popiersia Hery i Hermesa na grabowym płocie

 

cwałujące konie po nadbrzeżnych wodach

Zalewu Wiślanego grotę szeptów majolikę

cesarskiej manufaktury ogrody Gwardiana

odwiedza we śnie każdą rodzinę zatroskany

swoją nieobecnością i błogosławi wiernych

 

 

Sidrat

 

Korzenie raju

Nasycone rzekami

Mleka, miodu i wina

Z liśćmi niczym uszy słonia

Osłaniającymi wszystkie narody

Pokryte dziełami ze złotych motyli

 

Graniczne drzewo lotosu

 

Lśni kolorami zielonego szmaragdu

Czerwonego rubinu, nieba, białej perły

I błyszczącego światła z hufcami aniołów

Za nimi zaś tron Allaha – najpiękniejsza ozdoba niebios

Na ramionach aniołów z czterema twarzami

Człowieka, orła, lwa i byka, na tablicy z białej perły

I pióro, którym została zapisana

A pod tronem Allaha – umieszczony Raj

Z siedmioma ogrodami

Kojącymi dusze bogobojnych

 

 

Cząstki Higgsa

 

fizyk w CERN,

mnich buddyjski

medytujący w zazen

obok wielkiej komory rezonansowej,

w której będą przyśpieszane

protony LHC

 

ostatni moment

elementarnej układanki,

rozpad bozonu -

dać może początek

supersymetrycznym cząstkom

 

musiały one,

po stworzeniu świata,

od siebie odejść

 

stało się więc tak,

jakbyśmy utracili

– połowę naszego

Wszechświata

 

 

Krystyna Lenkowska

 

 

Bo wypadły mi okulary w grobowcu Nefertari

 

To do niej

od tysięcy lat

pielgrzymują nieustannie

w mroku

i w chłodzie

 

bo piękna

bo martwa

błogosławiona między

żonami

 

uklękłam

szukając wzroku

bo wypadły mi okulary w grobowcu Nefertari

 

nagle ktoś wszedł do środka

i przeszedł po mnie

bo byłam płaska jak ziemia

 

tak po prostu

w ułamku sekundy.

 

 

Naturalnie

 

Przychodzi mąż

potem na świat przychodzi syn

syn rośnie

dostaje siwka z drewna

i żywego psa w ciapki

 

malujemy krzywe ściany

na niebiesko i łososiowo

 

syn wyrasta i odjeżdża

starym autem

zostawia konia psa

i pępowinę naturalnie

 

bierze sobie żonę

żona bierze dziecko

kupują nowy czarny samochód

i rower dobrze wypasione

jedzą sushi

na kwadratowych talerzach

śpią w białych ścianach

i meblach

czarnych doskonale.

 

 

Miast-O

 

Przejeżdżałyśmy nOcą przez O

a jej OkO nawet nie drgnęłO

ObserwOwałam ją w szybie

i słabO mi się zrObiłO na myśli że kiedyś

O byłO jej ciałem

 

zapytałam cO się z nim stałO a Ona na tO

że usunęła gO z peelingiem

Obcięła z włOsami i paznOkciami

wyrwała z zębem

i że tO kwestia czasu

 

wyObraziłam sObie Odpadające Od niej

płaty skóry jak starej elewacji

i pOwiedziałam tO na głOs a Ona

dłOnią zatkała sObie nOs

jakby pOwstrzymywała smród lub kichnięcie

 

a jej OkO nawet nie drgnęłO

nagle zatrzepOtał w pOwietrzu

jakiś niewidOczny mięsień

i uwierzyłam że Ona jednak nie całkiem umarła

lub nie całkiem Ożyła.

 

 

Znikanie

 

Żeby usłyszeć jak po ciemku siusiasz w głębi domu,

rozlewając miód cienki, rozedrgany, argentyński, uparty

 

Pablo Neruda „Wdowie tango”

 

Znika człowiek

i nagle okazuje się

że nie dość rzetelną

pamięć zostawił po sobie

 

może zacierał ślady

sztubak a ona jak plama

pod stołem uparta

nieważna

 

wydawało się że zaraz wróci

jak deszcz lub listonosz

zadzwoni odda pieniądze

napisze wiersz lub manifest

 

jedno zniknięcie zmienia

kilka obecności które trwają

chodzą w zwolnionym tempie

(400 klatek na sekundę) celebrują krok

 

krok staje się ważniejszy niż dług

rewolucja i literatura

ogląda się go w kinie w zoo

w sobie żeby nie przegapić

 

nawet milknących kroków w toalecie

jak zanikanie gatunku

czuwanie po ostatnią klatkę

stop.

 

 

Kanibalizm

 

Przyjacielu

 

mój głodny przyjaciel zjadł człowieka

a w każdym razie go uszczknął

chodzą teraz ulicami swojego miasta

tacy niekompletni

 

na ciele i duszy

mijają się nie patrząc sobie w oczy

bo trudno wybaczyć ludożerstwo

zwłaszcza jego uszczknięcie

 

nie da się przecież zabić w części

nawet w klanie kanibali

 

przyjacielu.




Bartłomiej Kupiec

Urodzony w Tarnobrzegu w 1997 roku. Publikacja na łamach „2Miesięcznika. Pisma Ludzi Przełomowych” Numer 4/1/2015 (Edycja Jesienna). I miejsce w kategorii do lat 18 w VIII edycji ogólnopolskiego Turnieju Poetyckiego „Orzech” im. Jerzego Kozarzewskiego za wiersz pt. Ogród. II miejsce w XI edycji ogólnopolskiego konkursu pt. „Życie wierszem pisane”. Tytuł laureata w XVIII edycji Ogólnopolskiego i XXXII edycji Wojewódzkiego Przeglądu Dziecięcej i Młodzieżowej Twórczości Literackiej „Lipa 2014” za wiersz pt. Supermarket. Wyróżnienie drukiem w XXII edycji OKP im. Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Uczestnik VII edycji wernisażu pt. WierszYstawka artystyczna, mającego miejsce w Bibliotece Publicznej w Drezdenku. Tytuł finalisty XXVII Ogólnopolskich Spotkań Literackich Pokoleń w Kruszwicy, które miały miejsce 3-6 IX 2015 r. Publikacja w antologii pokonkursowej. Stypendysta programu „Nie zagubić talentu” za osiągnięcia artystyczne (poezja) za rok 2014/2015.


Krzysztof Kwasiżur

Urodzony w 1973 r. w Przemyślu. Poeta młodego pokolenia, prozaik, krytyk literacki (specjalizacja – poezja), felietonista. Redaktor naczelny internetowego magazynu kulturalnego „Przemyska Loża Artystyczna”. Studiował socjologię w Państwowej Wyższej Szkole Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu. Uprawiana twórczość: poezja, miniatura (opowiadanie), esej, felieton, recenzja, powieść. Współpracuje z „e-Tygodnikiem Pisarze.pl”, oraz z „Krytyką Literacką”. Autor i samodzielny reżyser wielu spotkań autorskich, wieczorów poezji w całej Polsce, członek RSTK w Przemyślu, członek Rady Artystycznej Robotniczego Stowarzyszenia Twórców Kultury w Przemyślu, Przewodniczący Sądu Koleżeńskiego RSTK Przemyśl. Członek grupy poetyckiej Centrum Kulturalnego w Przemyślu. Debiut prasowy w „Głosie znad Sanu”, debiut książkowy – Teksty najprostsze, 2010. Publikacje w miesięczniku „Nasz Przemyśl”, w dwumiesięczniku społecznościowym „Horyzont Podkarpacki”, „Własnym Głosem”.

Adres strony internetowej: http://krzysztofkwasizur.republika.pl


Mieczysław Lenckowski

Urodziłem się 1 stycznia 1951 roku w Elblągu. Ukończyłem filologię polską na Uniwersytecie Gdańskim oraz Podyplomowe Studia Archiwistyki na UMK w Toruniu, obecnie piszę pracę krytyczno-literacką zatytułowaną „Kreacje tożsamości w twórczości Erwina Kruka i Kazimierza Brakonieckiego”. Pracuję jako Starszy Kustosz w Bibliotece Elbląskiej. Wydałem cztery tomiki wierszy: Serce Atmana, Elbląg: Klub Literacki ETK, 1991; Żuławskie pejzaże, Tczew: Kociewski Kantor Edytorski, 1993; Mistyczne źródła, Elbląg: Wydawnictwo J. Hochleitnera, 1998; W oglądzie niezmąconego piękna bytu, Elbląg: Wydawnictwo Uran, 2011. A także powieści Nirwana, Pelplin: Stowarzyszenie Elbląski Klub Autorów SEKA, 2000; Wikingowie z Truso, Warszawa: Wydawnictwo Pisarze. pl, 2014. W chwilach wolnych zajmuję się dziennikarstwem, uprawiam krytykę literacką i teatralną. Publikowałem swoje artykuły oraz fragmenty poezji i prozy między innymi w „Wiadomościach Elbląskich”, „Autografie”, „Gazecie Elbląskiej”, „Centrum”, „Borussi”, „Magazynie Elbląskim”, „Tyglu”, „Kurierze Elbląskim” i „Regionach”.


Krystyna Lenkowska

Wydała dziesięć tomów poezji oraz jedną powieść. Wiersze, fragmenty prozy, tłumaczenia, eseje, noty i wywiady opublikowała w wielu pismach i antologiach w Polsce (m.in. „Akcencie”, „Frazie”, „Nowej Okolicy Poetów”, „Odrze”, „Pracowni”, „Toposie”, „Twórczości”, „Tyglu”, „Wyspie”, „Zeszytach Literackich”), w USA, w tłumaczeniu Ewy Hryniewicz-Yarbrough, (m.in. „Absinthe”, „Boulevard”, „Chelsea”, „Confrontation”, „The Normal School”, „Spoon River Poetry Review”), w Albanii, Bośni i Hercegowinie, Chinach, Czechach, Indiach, Izraelu, na Litwie, w Macedonii, Meksyku, Mongolii, Rumunii, na Słowacji, Tajwanie, Ukrainie. Jej wiersz Oko Johna Keatsa w Rzymie dostał 1. nagrodę na międzynarodowym konkursie w Sarajewie „Seeking for a Poem” za rok 2012. W roku 2013, Lenkowska otrzymała nagrodę MENADA na XVII Międzynarodowym Festiwalu Poezji Ditet e Naimit (Macedonia-Albania). Lenkowska jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich (SPP).


Pin It