ANTOLOGIA


POETÓW POLSKICH

---------------------------------------------
2 0 1 6

antologia



Piotr Kowieski

 

 

Dziurawe serce

 

Jej oddech niepewny

jest jak szept

jak migotliwe tchnienie

spłoszonych gołębi

rwanych do lotu

nieznaną potrzebą

życie zawieszone

na dwóch nitkach chirurgicznych

podbite nerwowym pulsem

dziurawego serca

i kołataniem duszy

nitki są amerykańskie

mocne

z gwarancją

na tysiąc wierszy

i milion oddechów

przezroczysta skóra

jak kartka papieru

zasinia się niekiedy

idiomami

wykwita pęknięciami

żyłek słów

porasta rymami

lecz ciągle pokryta jest

kropelkami strachu

dziurą w sercu

ucieka z niej życie

tędy gubi też wiersze

jest tu tylko na chwilę

od dawna zapuszcza korzenie

w bryle nieba

 

 

Fastrygant emocji

 

Fastryguję wrażenia

widoki chmur zszywam

z blaskiem twych oczu

a gwiażdziste niebo

z miarową melodią twych oddechów

co za uczta

twe włosy rozsypane na poduszce

są jak horyzont

linia nocy i dnia

mój krój

czasami łatam marzenia

ja fastrygant emocji

grubą nicią wieczorem

od niechcenia

mój wzór

wyrwy powstałe po

niedopowiedzianych słowach

obszywam chęcią ich usłyszenia

mój cyrk

wieczorami ceruję czułości

w motywy

desenie różnorakie

ozdabiam

lamówkami spojrzeń

nicią porozumienia

i szumem wiatru

 

 

Nasz kod

 

Chciałbym wiedzieć

co o mnie myślisz

marszcząc brwi

i włosy przeczesując ręką

i drga ci kącik ust

gdy zaciskasz wargi

wtedy chwila trwa wieczność

i staje się męką

już wiem o czym myślisz

wysyłam sygnały

naszym kodem Braille’a

i potrząsam duszą

bez słów

po co słowa

w milczeniu – tak jesteś mi bliska

a cisza grzmi jak bębny

zrozumieć mnie musisz

 

 

Październik

 

Październik rozsiadł mi się

na kolanach

jak król

pan na włościach

w deszczowym surducie

obsypały się ściany

złuszczeniami nudy

nasz dom się zaczerwienił

zażółcił

zarudził

i zatrzeszczały suche liście

w ornamentach tapet

umbrami i sepiami

w brzoskwiniowym blasku

a potem ujrzałem wiatr

w katedrach twych dłoni

grający przepięknie

na paciorkach kostek

gdy miłość lałaś z czajnika

do szklanek

(jak kawę)

a włosy twe jak źdźbła trawy

lśniły w rudym słońcu

 

 

Pojedynek

 

Niech dziś płonie ogień

pośrodku stołu

wyzywam was na pojedynek

na spojrzenia

wódka wątpliwości

pasztet niepokoju

ataki sygnalizujmy

wymownymi chrząknięciami

nie celujmy w serca

oszczędzajmy kobiety

(to inny rodzaj gry)

pod stołem nie wolno się kopać

a leżących dobijać

kieliszki w górę

do boju

niech płoną spojrzenia

i myśli

i obrus pośrodku stołu

pod stołem ubita ziemia

a zamiast sufitu ziemia

i gwiazdy nad głowami

słowa widelce

spojrzenia noże

szermierka spojrzeniami

 

 

 

Stanisław Kruszewski

 

 

Wtedy też padał deszcz

 

Milczenie zawiązywało supły na językach

cisza kładła palce na ustach

poznawaliśmy się po oddechu

 

czasami za ścianą ktoś rozmawiał po niemiecku

słychać było odgłos końskich kopyt

gdzieś wyżej trwał dzień

 

tu w nieskończonym mroku

ocieraliśmy się o zmurszałe cegły

wdychaliśmy nasiąknięte zgnilizną powietrze

 

zawsze po burzy pachniało nadzieją

nie wiem dlaczego

liczyłem krople spadające z wilgotnej ściany

 

 

Są takie dni...

 

Słońce zlizuje z szarych okien

chłód który w szparach zimą zaległ

i czas przestawia z marcem w zmowie

czyniąc przedwiośniem mały zamęt

 

w dniach wybieranych tylko tobie

wszystkie kształtują się poezją

i będą trwać z nią aż po koniec

jeśli początkiem pachnie wieczność

 

z tych chwil wybieram tylko jedną

w niej słowa znajdą swoje miejsce

te najpiękniejsze już nie zwiędną

gdy zaplączemy się w nie wierszem

 

 

Refleksja na piątek

 

Późnej jesieni się nie odmawia

sama przychodzi jak kształt pod piórem

lub kolej rzeczy gdy sen dopada

a noc przy każdym maluje chmurę

 

ciężką zwalistą pełną wilgoci

w szarym zamglonym obrazie nieba

gdy czas na siebie zęby wyostrzył

a sznur w depresji z wiatrem powiewa

 

ostatnim liściem trąca o szyję

do szpiku kości chłodem się wkręca

wczoraj dla żartu weszła kominem

dzisiaj ją słońce nosi na rękach

 

 

Jak trudno siebie jest zapomnieć

 

Została kropla pod powieką

i dreszcz uczucia jakże żywy

rozlane mleko jeśli mleko

może niektórych trochę dziwić

 

został niedosyt cień spełnienia

karykatura niedomówień

przyzwyczajenie – było – nie ma

i kociej łapy choć na próbę

 

błyszczących oczu kwiatów w oknie

dzień dobry uleciało w przestrzeń

jak trudno siebie jest zapomnieć

kiedy pamiętać też się nie chce

 

 

Smutna jesień

 

Tak mi szybko z tobą przeszła

złota jesień po ogrodach

bezruch utkwił w nagich drzewach

wrzosy ścierpły – trochę szkoda

 

chwil rozwianych ciepłym wiatrem

zaplątanych w babie lato

wspomnieniami jeszcze karmię

zachodzące słońce – nad to

 

cień twój długi przed oczami

zapach dymu z kartofliska

rytm przyrody cicho zastygł

jakże byłaś mi w nim bliska

 

jak dłoń która szuka drugiej

wargi smaku w pocałunku

spójrz jak liść ostatni frunie

i skąd w nim aż tyle smutku

 

 

Tomasz Kukliński

 

 

Kubek

 

Gdy obejmuję wargami jego ciepłą krawędź

oczy stają nad przepaścią

odbija się w niej czas jak wyrok

kubek nigdy nie powie mi prawdy

za to go cenię

wszystko przemilczy zapomni

choć słyszy tylko na jedno ucho

ufam mu jak ojcu

 

 

Więzienie

 

W idealnym więzieniu rozkoszne jest uczucie spokoju

gdy gasną światła i przestrzeń wypełniają westchnienia winnych

 

na wygodnej pryczy rozkłada się wątłe ciało

namiętnie tuląc swoją wilgotną samotność

w wolnym powietrzu możność oddychania jest bezcenna

suche nozdrza wypełniają się napięciem tlenu

po mokrych ścianach snują się rozmyślania

dotyczące hierarchii bytów

przyczyn i skutków miłosierdzia i litości

 

tej lekcji wolności umęczony filozof nie pojmie

 

mowa jest o więzieniu specyficznym

w którym za karę uważa się pojmowanie świata na nowo

 

to najcięższe z brzemion

 

 

Świat

 

Ziemia się trzęsie

w świat wlewam siebie

odtąd

winny ciałem

zapominam mowy

na oddech brak mi kształtu

dzień po dniu

spojrzeć dokąd

nie ma

szarpie się człowiek spocony

i z gnoju przez mękę woła

ku bogu

bądź śmierci

 

powab świata w gruzach

wyłania się spoza słów

gdzie dotąd nie dotarło znikanie

 

lękam

lękamy się

lękacie się ludzi roztropnych

co na zdjęciach

w metrykach

milkną razem z niebem

 

 

Moja Eurydyka

 

Wydobyta z płaszczyzn

płynie ku gwiazdom

zwielokrotniona ciałem

i światłem

 

bez początku

bez lęku

 

pod skórą

wciśniętą w czas

sklejają się oczy z jej pięknem

 

 

gdy wypiętrzają się formy

palce upięte w warkocz

studzą wosk

 

obracałem się wielokroć

lecz znikąd kochania

 

nawet

ku śmierci bez zwycięstwa

żyć

z dala od zmarłych

 

 

Jesień

 

Pierwsze takty muzyki lekkie

jak skrzydła skrzypiec płyną

w głuchą pustą przestrzeń

w której brakowało dotąd treści

 

i naraz tych kilka chwil staje przed oczami

dzieciństwo i matki kroki na schodach

jak codzienne zbawienia wyczekiwane

grzmią w głowach stuk stuk stuk

składając w strumień czasu krople znikających sekund

 

nie umiem już patrzeć na siebie

bez przykrego uczucia że blaknę odchodzę

jakby dogasał płomień niepojętej ziemi

a wołali mnie przecież zza okna zza rzeki

dopiero co z trudem siłami wszystkimi

odpędzałem zwątpienie w moją ziemską kaźń

 

ile z tego kim jestem już było

ile zostało by przetrwać

 

teraz wszechświat

kurczy się do modrych spojrzeń mojej córki

w jej życiu kończę się milcząc ja

 

i wyczuwam już zapach mchu

ziemi co zamknie się nade mną

już słyszę grozę wszystkich cisz

 

pozwólcie że zerknę jeszcze za próg

czy aby nie przyszła odpowiedź na list

porzucony w butelce bez dna

 

 

Małgorzata Kulisiewicz

 

 

Witraż

Z nieskończoności

ja

Człowiek

 

błysk światła w witrażu

ptak może kwiat

albo pszczoła błękitna

z anielskim okiem na skrzydle

 

dziwna łąka trwa w trwaniu

a kolory konając

poszerzają swój zapach

 

praprzyczyna jest w bieli

biel wypełnia mój sen wypłowiały

 

W nieskończoności

Ja

 

 

Wenus

 

Widzę jak rodzi się z piany

i znika w muszli twych ramion

nim zdoła zabrać ją śmierć

 

Staje się. W bólu cała

bo ciało słowem nie chciało

i nigdy nie mogło być

 

Jej włosów ocean

ogarnia cię co noc

 

 

Złoty Potok

 

Brama Twardowskiego

Delfina z Zygmuntem

spacerują brzegiem poezji

 

w tle perlisty śmiech

małego Jasia Kiepury

 

skalne anioły przysiadły

na roziskrzonej łące

szmaragdowa rosa

 

staw Irydiona

kobieta z rynku napełnia konwie

potem zastyga z nimi na wieki

na głównym placu miasta

 

w złotym potoku złote wrota

zaczarowany świat

odbity na zawsze

kinematografie

czasu

 

Dwie Marie

 

kiedy krzyknął twe imię

odwróciłaś się pierwsza

ja druga Maria

o pół nieboskłonu spóźniona

ty przez niego wybrana

 

długimi włosami

wycierałaś skrwawione stopy

plastrem miodu sklejałaś

pęknięte serce

i rany w dłoniach

 

ja krzątałam się zawzięcie

misa wieczerza gościniec

nocleg dla strudzonych

umyć podłogę uprać ubrania

ekwipaż na drogę

patrz Mario

ona wzięła najlepszą cząstkę

szepnął z krzyża

 

widzę jak wędruje z nim

prosto do nieba

 

 

Puste miejsce

 

Wigilia zesłańców…

na obrazie Malczewskiego

w pieśniach Jacka

oni tak bardzo razem

bez pustego miejsca

przecież sami byli wędrowcami

 

kilka wieków później…

w domu internowanego

puste miejsce po ojcu

samotna gwiazdka odbita w oknie

matka płacze

 

moje wigilie…

na miejscu dla wędrowca

zabiedzony Zbawiciel

czy sprostam?




Piotr Kowieski

Urodził się w 1968 roku w Białej Podlaskiej. Debiutował swoimi wierszami w 2014 roku w „Gościńcu Bialskim”. W roku 2015 jego wiersze ukazały się w „Podlaskim Kwartalniku Kulturalnym”, „Akancie” i białoruskim miesięczniku literackim „Maladost”. W styczniu 2016 roku jego wiersz ukazał się w numerze czasopisma „Cogito” i „Akancie”. Autor zajmuje się również malarstwem.


Stanisław Kruszewski

Kilka moich wierszy zostało wydrukowanych w Almanachu I Zlotu Poetów i Grup Poetyckich Województwa Łódzkiego (2015) i Antologii II „Ogród Poetów” (2015). Udzielam się też na portalach poetyckich, takich jak: „E-poezja”, „Poezja polska”, „Truml” i grupach poetyckich na Facebooku, m.in. „Satyra”, „Ogród Poetów”, „Wers”, „Pisz i czytaj wiersze”.


Tomasz Kukliński

Urodzony w 1980 roku w Olsztynie, nauczyciel, filolog, poeta. Niedawno na rynku wydawniczym nakładem Warszawskiej Firmy Wydawniczej ukazał się jego debiutancki tom poezji zatytułowany Abstrakcje. Zbiór wierszy powstawał w ciągu ostatnich lat życia i jest poetyckim przetworzeniem lęków człowieka borykającego się z kulturą, cywilizacją i ludzką naturą.


Małgorzata Kulisiewicz

Absolwentka filmoznawstwa i polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, autorka esejów, recenzji filmowych i literackich. Swoje opowiadania i wiersze drukowała w „Helikopterze”, na portalu „Pisarze.pl”, w „Gazecie Kulturalnej”, „Lirydramie” oraz w „Lamelli” i „Poezji dzisiaj”. Autorka książki poetyckiej Inni Bogowie. Recenzje tomiku ukazały się m.in. w „Akancie”, „Lamelli”, w „Polityce-wNas”, na portalu „Szuflada.net”.


Pin It