{jcomments off}

Wiersze tygodnia – Stefan Jurkowski

 

bwroclawska044
Bogumiła Wrocławska

 

 

 

Legenda polska

 

gdybym był emigrantem

najlepiej – w mniemaniu wielu –  wygnańcem politycznym

i wrócił otoczony nimbem bohaterstwa

potem na chwilę wyjechał do swoich

zagranicznych posiadłości aby je sprzedać

i powrócił na stałe

podpalono by moje włosy

                                          abym posiadał aureolę

moje wiersze zostałyby kanonizowane

wszystkie nagrody miałbym w kieszeni

nawet najgorsze ramoty

opłacano by sowicie

i rozstrzelano innych poetów

 

 

umierałbym sobie spokojnie

z przywiezionego kapitału

bo krajowe pieniądze

i tak okazałyby się fałszywe

 

l

 

 

Ślady

 

skrawki naszego życia –

 

podarte papierki notatki

co kupić

masło

mleko

chleb

słodycze

nie zapomnij o

 

niepotrzebne bilety do byłego szczęścia

tak niegdyś drogie a teraz żałosne

wchodzą w ręce domagają się kosza

 

trochę książek

 

podróże nieurzeczywistnione

 

spal wszystko –

spłoniemy dla nieba dla ziemi

 

 

  

 

Osamotnienie

 

 

noc rozpaczy

                       noc metafizycznej próżni

absolutny brak istnienia

obecności

mitów prawd słońca

które oświetla ciemne chłody

obojętność

wielkomiejskiej ulicy

przerażenie pustego

szpitalnego korytarza

wózek z trupami jedzie i zgrzyta –

i znowu absolutny brak

czegokolwiek

 

teresa z avila szuka boga –

zstępuje w głąb nas

 

–  ciemności

–  zawał

–  tąpnięcie

 

 

*                  *               *

 

 

w zakrzepłej ciemności

kiedy nie widać domów

ulic przechodniów

biegnącego psa

 

zimną jesienią

gdy wicher porywa planety

jak niepotrzebne liście

 

pod murem wodnym

deszczu

 

jeśli już unieść  nie można

ciężaru doby

a w okna włamuje się

sztywne nieżywe światło

 

dopiero wtedy pozwól

na wieczne odpoczywanie

 

  

 

Jaskrawość

 

całuję cię śpiącą

                              i twój sen wysoki

 

unosi mnie ponad wersy

ponad zdania które

zamykają nasze miejsca - widzę je

w jaskrawości nocy

 

czytam cię z samego wierzchołka snu

                                 i naszych miejsc

wypowiadanych ze świateł i ciemności

ale nikt  tego nie zrozumie

 

ostrość zdaniom umyka

 

- krążę wokół ciebie

 

wciąż

 

analfabeta - -

 

 

Niezniszczalność

 

 

to jest

to ciągle się zbliża

to żyje

ludzie zwierzęta miejsca

krew łzy płacz

pośród wracających drzew

wśród powracających słów

te same

okręgi światła

głosy śmiechy krzyki

tylko się wsłuchiwać

tylko się wpatrywać we wszystkie oddalenia

tylko się wpatrywać w lustra

aż do ich dna

 

nic nie znika

wszystko trwa co raz trwać zaczęło

 

i wciąż powraca

 

powraca

po

nas

 

 

 

Rozmowa poetów

 

w lesie pod płockiem

wysiadamy z samochodu

i przechadzając się rozmawiamy o poezji

 

niebo zbliża się do ziemi

niczym spadochron

mówimy o wierszach

które spalają się jak meteory

 

jak my –

 

niszczą najstarsze nawet miasta czasem

kontynenty – i szumi wiatr w sosnach

 

kołyszą się pobłażliwie

w takt naszej rozmowy

 

zaczęła nas bawić przesada

śmieszny patos – bo myśleliśmy że las zapłonie

jednak nic się nie działo

choć ogień wypełniał nasze głosy

 

idziemy do samochodu

na wszelki wypadek trzymamy się z dala

od zbiornika z benzyną – –

 

 

 

 

*                       *                     *

 

 

noc taka długa

dobrze w niej być bez końca

 

cieszę się że trwa

: w ciemności jakby mnie nie było

 

bezkarny bo niewidoczny

wchodzę w cudze sny

pokazuję swoją twarz bez twarzy

i trwa karnawał przestrachu bólu niepewności

 

co teraz nastąpi –

 

wyglądają tak głupio

jakby się mieli nie obudzić:

śmieszne chrapiące bydło

 

bawię się dobrze

a kiedy światło podstępnie rozcieńcza mroki

i gwar narasta -

 

trzymam się nocy z całej siły

aby nie wypluła mnie

przedwcześnie - -

 

 

 

 

Mieszkania

 

 

przyzwyczajamy się do mieszkań bardziej niż do ludzi:

 

wchodzą w nas

kontynenty zacieków

półwyspy złuszczających się tynków

przeszłe podróże powracają z oddali

 

szyby od lat szare

odrapane meble

rozpalają czułość i wyobraźnię

 

dymi światło a w nim uduszone słowa

wraz z naszą obecnością

kiedyś tam rzeczywistą -  kochamy

wszystkie nasze mieszkania puste i wysprzątane z głosów

 

także te które tylko nam opowiadano

- są niczym zalążki najstarszej o nas legendy -

nosimy ją w sobie

i  – co gorsza – wciąż w nią wierzymy

 

 

 

 

 

W szczelinie

 

 

zdanie się urywa -

                                  przepaść

 

z nagła oślepły stwórca

turysta nieskończoności

błądzi gubi się milczy spada

w ciemne szczeliny

pustoszeje wszechświat

umyka czas niczym postrzelone zwierzę

nie ma słów tylko czyste wyobrażenia

 

powracamy –

rodzi się nowa księga genesis

: pędzi druga część zdania

łączy się z pierwszą

jak połowa zwodzonego mostu

 

 

przepaść się zabliźnia

kołuje galaktyka

wypełnia się próżnia

stwórca odzyskuje wzrok

 

a my

te same słowa

i siebie

i czas 



STEFAN JURKOWSKi debiutował w 1967 r. na łamach „Kierunków”. Opublikował siedemnaście tomów poezji, m.in „Codzienny plac zabaw” nominowany do Nagrody im. Cypriana Kamila Norwida (2008). Autor jest laureatem Nagrody Młodych im. Włodzimierza Pietrzaka za tom „Wysokie lato" (1976), Wyróżnienia XVI Międzynarodowego Listopada Poetyckiego za tom „Poszerzanie przestrzeni” (1993), Wielkiego Lauru Poezji XV Międzynarodowej Jesieni Literackiej Pogórza 2005, Nagrody UNESCO i Poezji Dzisiaj 2006, nagrody im. Klemensa Janickiego za twórczość poetycką (2007), „Złotej Książki Wincentego Różańskiego” na Międzynarodowym Listopadzie Poetyckim w Poznaniu za najlepszy tom roku 2012 - „Studnie Andersena”. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi za działalność w Związku Literatów Polskich. Jest wiceprezesem Zarządu Oddziału Warszawskiego ZLP oraz członkiem Prezydium Zarządu Głównego ZLP. 

 

Pin It