ANTOLOGIA


POETÓW POLSKICH

---------------------------------------------
2 0 1 6

antologia




Manuel del Kiro

 

 

W ogrodzie Twoich wspomnień

 

Spacerujesz po wspomnieniach

jak po zarosłych ścieżkach starego ogrodu

torujesz sobie drogę

używając maczety

z kolorowej wyobraźni

a słowa

barwne niczym rajskie ptaki

wylatują z ust jak gdyby spłoszone

śmiałością scen

których tak naprawdę nigdy nie było

zasłuchałem się w te opowieści

w ten magiczny

kolorowy świat

i straciłem poczucie czasu

ale nie żałuję

bo stałem się na chwilę

wolnym człowiekiem

w ogrodzie Twoich wspomnień

 

 

 

Nadzieja

 

Ubrana w szarą codzienność

krzątasz się po domu

a Twoje myśli krążą

niczym ptaki na niebie

wokół jednego

warto czy nie warto

jednak wieczorem malujesz usta

zakładasz najpiękniejszą sukienkę

i wychodzisz w rozgwieżdżony wieczór

a wiatr bawi się Twoimi włosami

i podkrada zapach perfum

On czeka jak zwykle o umówionej porze

jest taki jak zawsze

nic się więc nie zmieniło

lecz wypatrujesz znaków

symptomów lub czegokolwiek

czegoś czym Cię straszyli

ludzie którzy mówili że dobrze go znają

na sercu robi się cieplej

i pojawia się myśl

że może jednak się zmieni

może zrobi to dla mnie

dla siebie

dla nas

a głupi ludzie niech gadają

 

 

Papierowa miłość

 

wyczekiwałem listów od Ciebie

w nadziei że zagoją moje rany

tymczasem pisałaś

że wreszcie przyszła wiosna

ale Ty tęsknisz już za latem

bo nie lubisz zimna

i tego deszczu który ciągle pada

pisałaś że nasza paczka się wykrusza

bo każdy idzie w swoją stronę

ale nie pytałaś jak ja tu żyję

jak sobię radzę z tęsknotą i w ogóle

coraz rzadsze były listy

coraz mniej miałaś do powiedzenia

aż któregoś dnia zrozumiałem

że umarła ta nasza

papierowa miłość

więc pochowałem w ogrodzie

te wszystkie listy

wytarłem dłonie

i ruszyłem dalej w swoją drogę

 

 

Czekaj na mnie Kochana

 

Ty na mnie czekaj Kochana

bo nawet jeśli wszystkie drogi

zasypie śnieg

lub wezbrane rzeki

porwą mosty

to i tak wrócę do Ciebie

nawet gdybym miał

boso przejść przez pustynię

bądź cierpliwa jak Penelopa

czekająca na Odyseusza

wepnij we włosy

czerwoną różę

i usiądź w ogrodzie

pod tą starą gruszą

która już dawno przestała

owoce rodzić

wołaj mnie poprzez noc

mgłę i deszcz

a wiatr przyniesie mi

każdy Twój szept

i będę wiedział

że wciąż na mnie czekasz

 

 

Krawędź nocy

 

noc nie zna litości

i wyciąga wspomnienia

o których myślałem

że zaginęły w odmętach niepamięci

tymczasem

wracają uparcie

jak upiory we śnie

i dopiero kiedy blady świt

rozwiesza rosę w pajęczych sieciach

jak ozdobne korale

a wiatr przynosi zapach wieczności

wychodzę

choć sam nie wiem

dokąd chcę iść

chyba przed siebie

tak po prostu

bez celu

napotkany smakosz tanich win

opowiada

że kiedyś to on był

ho ho

taaki gość

ale dziś pod mostem śpi

takie życie panie

taki los

człowiekowi się wydaje

że wszystko jest ok

że nad wszystkim kontrolę ma

ale nie

my po prostu okłamujemy się

i dobrze nam z tym

czas wygasa

jak niedopałek

w ustach smakosza

a ja postanawiam wrócić

i rozliczyć się ze wspomnieniami

choćby to miało trwać

aż po krawędź nocy

 

 

 

Kazimierz Kochański

 

 

 

Odmiana

 

Wytłumaczyłem się -

z każdego słowa

z uczynków bezwiednych

z niezamierzonych przemyśleń

 

głupiec

 

mówią

obnażyłeś się

 

Szukam pogłosu -

słów moich

 

niezborność ruchów

zniewala skupienie

 

Staranność wspiera

starość

 

Życie -

samo.

 

 

Osobność

 

Poeta nie musi

a może nie powinien

 

mieć uczuć własnych

on i tak

wszystko upchnie

między wersy

 

Poecie lżej

a może zupełnie

nie ciążą mu bliscy

 

on i tak

opisze wszystko

inaczej i po swojemu

 

Poecie potrzebny

a może niezbędny

pomnik

 

z jego słów

 

Pamięci potrzeba

wzruszeń innych.

 

 

Na huśtawce

 

Z szumu nic nie wynika

 

wwierca się w zagłębienia

zakamarki

skrytki

 

Ludzie boją się szumu

 

Jest porywczy

ma mrukliwy charakter

przybywa nie wiadomo

po co odchodzi

nie wiadomo gdzie

 

Wodzi na pokuszenie

Z wiatru mój niepokój.

 

 

Nicowanie

 

Wnukom na dobranoc

opowiadam o sobie;

 

to twoje bajki? – pytają.

 

Gdy zasną, myślę...

o nich.

Ranki są pogodne

– nie ma wczoraj.

 

Wieczorem dziadziuś

wszystko przetworzy.

 

Przestworzy.

 

 

Nienasycenia

 

Przekwitły forsycje

wolisz tulipany i młode pędy

– dzikie wino

 

plącze się między

chcieć a mieć

 

rwę omiegi słoneczka

blisko ziemi strzyka

w kolanach nic to

 

na wiosnę budzą się

wszystkie chęci.

 

 

 

Krystyna Konecka

 

 

Z herbertem w Italii. Rovigo

 

Z miejsc co nie tracą barwy chociaż inne zbladły

Rovigo jest jak ostry kamień na rozstajach.

Nie można się nie potknąć drogę wybierając

z Wenecji na południe. Znad morza do Padwy.

 

I stało się tęsknotą. Snem nieosiągalnym

dla tego, który słowa zna tajne sekrety,

a rzekł – z poezji tego szalonego wieku

niewiele pozostanie. On – poezji szaman.

 

Między Wisłą a Letą. Adygą i Padem,

na trzęsawisku czasu gdzie te strofy składam,

nic, że nie ja dostąpię takiej możliwości

 

by wysiąść na stacyjce tamtego Rovigo.

Lecz nie mogę się oprzeć, żeby się nie oprzeć

o ten wiersz niedościgły, który wciąż mnie ściga.

 

 

Anonymous

 

I kogóż to wiedziecie znowu na proscenium?!

Był już Szekspirem – Marlowe, Bacon i królowa

dziewicza… Czemu w filmie poszerza to gremium

hrabia Oxfordu – Edward de Vere? Skąd ta zmowa,

gdy w pośmiertnym „First Folio” Ben Jonson – przyjaciel

Willa, choć rywal – wierszem składa mu pokłony.

W siedemdziesiątym pierwszym wersie przeczytacie:

Sweet Swan of Avon – Słodki Łabędziu Avonu.

Któż jeszcze z domniemanych (w tym – arystokratów)

ma ów mityczny tytuł? Adres znad tej rzeki?

Świat śledzi dramat. Autor przygląda się światu,

gdy ciemna furia depcze mu dzieło przez wieki.

Nie bądź kim jesteś. Przegrasz. Sprawiedliwych wielu

stworzy cię według swoich obsesji. I celów.

 

 

Dotknął mnie śmierć

 

Nie średniowiecznie blady z kosą w kostkach dłoni

u wezgłowia, czy w pląsach z dance macabre. Lecz z kości

i krwi. Z przypadku. Z męskiej na drodze sprawności.

…Rozdźwięk między tym dźwiękiem a ciszą tuż po nim…

 

– Jeszcze cię nie chcę – westchnął – zaledwie pogłaszczę.

Jakoś mi nie przystajesz do typowych reguł

geometrii kolizji. Więc bądź. Choć z niczego

nie wychodzi się cało. Gdy drzwi nie ma zwłaszcza…

 

Zatem odkrywam krwiste hiszpańskie El Muró

Tempranillo Gernacha umykając chmurom

jedenaście tysięcy metrów nad grobami.

 

Kruchy statecznik skrzydła jak anielskie ramię.

Żywe krople – łez? Wina? Dławiący dylemat.

Więc śmierć mnie nie ma. Ale i mnie trochę nie ma…

 

4.06.2011r. Nad Kanałem La Manche

 

 

Cisza. XIV

 

Wrócę przez las do źródła. Cicho. Coraz ciszej

i do końca z tym rytmem jak klasyczny taniec.

Książki w logicznych rzędach. Saska porcelana

drżąca zgodnym staccato zbudzonych klawiszy.

 

Ten rytm to równomierny oddech mego domu.

Porządek dnia i nocy w stałych porach roku

i to że trwam. Że serca cichuteńki łopot

pozwala mi przenosić góry na ramionach.

 

Moja malutka władza i ład tuż za ścianą

tracą sens. Gubię tropy w dzikim zgiełku świata.

Nie dam rady żyjącym z eskalacji wojen

 

starym durniom. Lecz walczę kiedy do szeregu

ktoś popędza swą racją i wrzaskiem. Dlatego

kocham ciszę. Z niej wyszłam. W niej trwam. Wrócę do niej.

 

 

O, wyspo! O, Tove…

 

By móc pozwolić słowom rosnąć i obrazom

– estetykę stolicy, Esplanady lśnienie,

barwny Paryż Matisse’a, miękki Rzymu lazur

oddać za ascetyczne pod stopą kamienie.

Zdefiniować emocje wcześniej nienazwane.

Dać im azyl. Stanowić, cóż, obrazoburcze

własne (też – moje) prawo. Usankcjonowane

desperackim pragnieniem izolacji twórczej.

„Dzikie zauroczenie w pojedynkę byciem”.

No, czasem wpuścić trolle na swój okruch skały

tak nikły, że – gdy sztormu spiętrzenie i wycie –

mewa zdoła go nakryć jednym skrzydłem białym.

Więc tak dostąpić raju. Poprzez granitowe

królestwo samotności. O, wyspo! O, Tove…

 

 

 

Monika Miriam Kowalczyk

 

 

Pachnie ojcem

 

Od rana pachnie ojcem, zapach roznosi się

zawsze gdy pamięć wraca do chwil z dzieciństwa

zabaw z nim beztroskich, partyjek remika

i góry papierosów, które go zabiły.

 

Teraz nie ma już łóżka ani jego ubrań,

matka zrobiła reset. Chyba dobrze i tak

nie ma sensu się modlić, bo jeszcze się spełni

tak jak wtedy gdy spadł deszcz i zabrał jego woń.

 

Czasami śni się tylko jakby szukał drogi

i sposobu na troski. Wtedy jest ten zapach,

więc gładzę nim poduszki spłoszone echem snu.

Próbuję dać sobie czas, zaciągam się ojcem.

 

 

Interakcje

 

Nie wiem z jakiego powodu uznano

że człowiek jest uczuciowy

 

Chociaż z badań klinicznych wynika

że poezja jest dobrze tolerowana

uczucia się nie objawiają

 

Niektórych spraw nie należy stosować równocześnie

a przy stężeniu bólu całkowitego > lub = 5,5 mol/głowę

liryzm jest niewskazany

 

W skrajnych przypadkach zaleca się

odsączenie czci od wiary

i udanie się

w miejsce spoczynku

 

 

Jaźnioły

 

A jeśli jesteś tu

jednym z tych aniołów

misternego planu o mnie

to nie wiem czy wierzyć w twoje istnienie

 

Chyba że jesteś w tej jaźni

jedynym jaźniołem

 

 

Drzewo życia

 

mówiący

chodzący

zawsze biorący

więc

chodź i zobacz, weź sobie

smaku dobrego losu

i bądź

chorym z miłości

okiem sprawiedliwego

 

 

Dalekość

 

zbyt długo byłam

zimną szklanką ograniczoną sobą

zbyt blisko siebie

zbyt daleko od ciebie

by zrozumieć

że dalej od siebie

to bliżej ciebie




Manuel del Kiro

Grzegorz Chlebny – urodzony 25 maja 1971 roku w Ostrowcu Świętokrzyskim. Jego przygoda z poezją zaczęła się już na emigracji w 1992 roku. W roku 1996 wyjechał na wyspę Mykonos, gdzie nastąpiła przerwa w pisaniu wierszy, aż do wiosny 2015.

Od roku 2010 mieszka w Hamburgu. Wiersze pisze pod pseudonimem Manuel del Kiro. Porusza w nich tematy przemijania, smutku, samotności, naszych lękow, walki ze swoimi słabościami, miłością. Zadebiutował w roku 2015 w drugiej edycji antologii grupy poetyckiej ,,Ogród Poetów”. Na koncie ma również udział w antologii „Peron Literacki” oraz audycję z jego wierszami w radio Music is My Life.



Kazimierz Kochański

Urodził się 24 lutego 1950 r. w Zalesiu Górnym k.Piaseczna. Debiutował w „Zielonym Sztandarze”. Wiersze publikował m.in. na łamach „Okolic”, „Razem”, „Miesięcznika Literackiego”, „Zarzewia”, „Głosu Nauczycielskiego”, „Barw”, „Przemian”, „Świętokrzyskiego Kwartalnika Literackiego”, na antenie Polskiego Radia oraz w almanachach. Jest laureatem wielu konkursów poetyckich. Juror w ogólnopolskich konkursach poetyckich. Autor tekstów piosenek z muzyką Mariusza Klimka – płyty „The drift like that”, „Gdy ziemię cichym snem” – kolędy i pastorałki, „Wierzę tylko w nas”. Autor piosenki dla Polonii „Kochanie, ja wracam” – z muzyką Piotra Pawła Kowalickiego oraz piosenek dla dzieci. Wydał zbiory wierszy: KonfesjeKrokiKrechaKolektaKanty-Lenki; zbiory fraszek: KarambolKipielKakofoniaKuriozaliaKolczyki; wybór utworów Kulminacje; wybór aforyzmów Kartkująchttp://kazimierzkochanski.republika.pl/

Członek Związku Literatów Polskich – we władzach głównych.



Krystyna Konecka

Poetka, dziennikarka, fotoreporterka, autorka kilkunastu książek, laureatka konkursów literackich. W poezji specjalizuje się w sonecie (także sonetti a corona). Debiut: Sonety codzienne, 1978; następnie Pory mrokuŚlady na jeziorachSonety litewskiePowrót z ErolanduZnad WiliiMiejscaA.M.CiszaLeśne Misteria (w albumie W. Łapińskiego); Ogrody SzekspiraIsabelle mon amour (obydwie w tłum. Ewy Sherman na j. angielski); Biały kruk; album sonetów Listy dobiegniewskie; album poetycki Szklana kula, poświęcony malarstwu I. i W. Weissów, wybór sonetów Koneksje (z przekładami E. Sherman). Wiersze w zbiorowych edycjach w kraju i za granicą (m.in. w koreańskiej World Poetry, włoskiej Scalzi ma con gli speroni, esperanckiej Podlahia Antologio, litewskiej Karaliu Delnuose i amerykańskiej The Other Side of the Screen. ZLP wydał jej album Chwile i lata na 35. WJP z wyborem wierszy kolegów po piórze. W 2005 r. trafiła do księgi Artyści Białegostoku – XVIII-XX w.



Monika Miriam Kowalczyk

Jest laureatką XII Regionalnego Konkursu Literackiego w Radomiu, w kategorii proza. Konkurs odbył się w czerwcu 2014 r. Zwycięstwo przyniosła jej kabalistyczna bajka pt. Poszukiwacze skarbów. W jury zasiadali Teresa Ewa Opoka oraz Adrian Szary. W styczniu 2015 r. wydała ebook pt. Eseje pisane nocą – zbiór kabalistycznych tekstów, a w marcu 2015 r. zadebiutowała tomikiem poezji pt. Dalekość.

Manuel del Kiro

Grzegorz Chlebny – urodzony 25 maja 1971 roku w Ostrowcu Świętokrzyskim. Jego przygoda z poezją zaczęła się już na emigracji w 1992 roku. W roku 1996 wyjechał na wyspę Mykonos, gdzie nastąpiła przerwa w pisaniu wierszy, aż do wiosny 2015.

Od roku 2010 mieszka w Hamburgu. Wiersze pisze pod pseudonimem Manuel del Kiro. Porusza w nich tematy przemijania, smutku, samotności, naszych lękow, walki ze swoimi słabościami, miłością. Zadebiutował w roku 2015 w drugiej edycji antologii grupy poetyckiej ,,Ogród Poetów”. Na koncie ma również udział w antologii „Peron Literacki” oraz audycję z jego wierszami w radio Music is My Life.

 

 

 

W ogrodzie Twoich wspomnień

 

Spacerujesz po wspomnieniach

jak po zarosłych ścieżkach starego ogrodu

torujesz sobie drogę

używając maczety

z kolorowej wyobraźni

a słowa

barwne niczym rajskie ptaki

wylatują z ust jak gdyby spłoszone

śmiałością scen

których tak naprawdę nigdy nie było

zasłuchałem się w te opowieści

w ten magiczny

kolorowy świat

i straciłem poczucie czasu

ale nie żałuję

bo stałem się na chwilę

wolnym człowiekiem

w ogrodzie Twoich wspomnień

 

 

 

Nadzieja

 

Ubrana w szarą codzienność

krzątasz się po domu

a Twoje myśli krążą

niczym ptaki na niebie

wokół jednego

warto czy nie warto

jednak wieczorem malujesz usta

zakładasz najpiękniejszą sukienkę

i wychodzisz w rozgwieżdżony wieczór

a wiatr bawi się Twoimi włosami

i podkrada zapach perfum

On czeka jak zwykle o umówionej porze

jest taki jak zawsze

nic się więc nie zmieniło

lecz wypatrujesz znaków

symptomów lub czegokolwiek

czegoś czym Cię straszyli

ludzie którzy mówili że dobrze go znają

na sercu robi się cieplej

i pojawia się myśl

że może jednak się zmieni

może zrobi to dla mnie

dla siebie

dla nas

a głupi ludzie niech gadają

 

 

Papierowa miłość

 

wyczekiwałem listów od Ciebie

w nadziei że zagoją moje rany

tymczasem pisałaś

że wreszcie przyszła wiosna

ale Ty tęsknisz już za latem

bo nie lubisz zimna

i tego deszczu który ciągle pada

pisałaś że nasza paczka się wykrusza

bo każdy idzie w swoją stronę

ale nie pytałaś jak ja tu żyję

jak sobię radzę z tęsknotą i w ogóle

coraz rzadsze były listy

coraz mniej miałaś do powiedzenia

aż któregoś dnia zrozumiałem

że umarła ta nasza

papierowa miłość

więc pochowałem w ogrodzie

te wszystkie listy

wytarłem dłonie

i ruszyłem dalej w swoją drogę

 

 

Czekaj na mnie Kochana

 

Ty na mnie czekaj Kochana

bo nawet jeśli wszystkie drogi

zasypie śnieg

lub wezbrane rzeki

porwą mosty

to i tak wrócę do Ciebie

nawet gdybym miał

boso przejść przez pustynię

bądź cierpliwa jak Penelopa

czekająca na Odyseusza

wepnij we włosy

czerwoną różę

i usiądź w ogrodzie

pod tą starą gruszą

która już dawno przestała

owoce rodzić

wołaj mnie poprzez noc

mgłę i deszcz

a wiatr przyniesie mi

każdy Twój szept

i będę wiedział

że wciąż na mnie czekasz

 

 

Krawędź nocy

 

noc nie zna litości

i wyciąga wspomnienia

o których myślałem

że zaginęły w odmętach niepamięci

tymczasem

wracają uparcie

jak upiory we śnie

i dopiero kiedy blady świt

rozwiesza rosę w pajęczych sieciach

jak ozdobne korale

a wiatr przynosi zapach wieczności

wychodzę

choć sam nie wiem

dokąd chcę iść

chyba przed siebie

tak po prostu

bez celu

napotkany smakosz tanich win

opowiada

że kiedyś to on był

ho ho

taaki gość

ale dziś pod mostem śpi

takie życie panie

taki los

człowiekowi się wydaje

że wszystko jest ok

że nad wszystkim kontrolę ma

ale nie

my po prostu okłamujemy się

i dobrze nam z tym

czas wygasa

jak niedopałek

w ustach smakosza

a ja postanawiam wrócić

i rozliczyć się ze wspomnieniami

choćby to miało trwać

aż po krawędź nocy

 

 

 

Kazimierz Kochański

Urodził się 24 lutego 1950 r. w Zalesiu Górnym k.Piaseczna. Debiutował w „Zielonym Sztandarze”. Wiersze publikował m.in. na łamach „Okolic”, „Razem”, „Miesięcznika Literackiego”, „Zarzewia”, „Głosu Nauczycielskiego”, „Barw”, „Przemian”, „Świętokrzyskiego Kwartalnika Literackiego”, na antenie Polskiego Radia oraz w almanachach. Jest laureatem wielu konkursów poetyckich. Juror w ogólnopolskich konkursach poetyckich. Autor tekstów piosenek z muzyką Mariusza Klimka – płyty „The drift like that”, „Gdy ziemię cichym snem” – kolędy i pastorałki, „Wierzę tylko w nas”. Autor piosenki dla Polonii „Kochanie, ja wracam” – z muzyką Piotra Pawła Kowalickiego oraz piosenek dla dzieci. Wydał zbiory wierszy: Konfesje; Kroki; Krecha; Kolekta; Kanty-Lenki; zbiory fraszek: Karambol; Kipiel; Kakofonia; Kuriozalia; Kolczyki; wybór utworów Kulminacje; wybór aforyzmów Kartkując. http://kazimierzkochanski.republika.pl/

Członek Związku Literatów Polskich – we władzach głównych.

 

 

 

Odmiana

 

Wytłumaczyłem się -

z każdego słowa

z uczynków bezwiednych

z niezamierzonych przemyśleń

 

głupiec

 

mówią

obnażyłeś się

 

Szukam pogłosu -

słów moich

 

niezborność ruchów

zniewala skupienie

 

Staranność wspiera

starość

 

Życie -

samo.

 

 

Osobność

 

Poeta nie musi

a może nie powinien

 

mieć uczuć własnych

on i tak

wszystko upchnie

między wersy

 

Poecie lżej

a może zupełnie

nie ciążą mu bliscy

 

on i tak

opisze wszystko

inaczej i po swojemu

 

Poecie potrzebny

a może niezbędny

pomnik

 

z jego słów

 

Pamięci potrzeba

wzruszeń innych.

 

 

Na huśtawce

 

Z szumu nic nie wynika

 

wwierca się w zagłębienia

zakamarki

skrytki

 

Ludzie boją się szumu

 

Jest porywczy

ma mrukliwy charakter

przybywa nie wiadomo

po co odchodzi

nie wiadomo gdzie

 

Wodzi na pokuszenie

Z wiatru mój niepokój.

 

 

Nicowanie

 

Wnukom na dobranoc

opowiadam o sobie;

 

to twoje bajki? – pytają.

 

Gdy zasną, myślę...

o nich.

Ranki są pogodne

– nie ma wczoraj.

 

Wieczorem dziadziuś

wszystko przetworzy.

 

Przestworzy.

 

 

Nienasycenia

 

Przekwitły forsycje

wolisz tulipany i młode pędy

– dzikie wino

 

plącze się między

chcieć a mieć

 

rwę omiegi słoneczka

blisko ziemi strzyka

w kolanach nic to

 

na wiosnę budzą się

wszystkie chęci.

 

 

 

Krystyna Konecka

 

Poetka, dziennikarka, fotoreporterka, autorka kilkunastu książek, laureatka konkursów literackich. W poezji specjalizuje się w sonecie (także sonetti a corona). Debiut: Sonety codzienne, 1978; następnie Pory mroku; Ślady na jeziorach; Sonety litewskie; Powrót z Erolandu; Znad Wilii; Miejsca; A.M.; Cisza; Leśne Misteria (w albumie W. Łapińskiego); Ogrody Szekspira; Isabelle mon amour (obydwie w tłum. Ewy Sherman na j. angielski); Biały kruk; album sonetów Listy dobiegniewskie; album poetycki Szklana kula, poświęcony malarstwu I. i W. Weissów, wybór sonetów Koneksje (z przekładami E. Sherman). Wiersze w zbiorowych edycjach w kraju i za granicą (m.in. w koreańskiej World Poetry, włoskiej Scalzi ma con gli speroni, esperanckiej Podlahia Antologio, litewskiej Karaliu Delnuose i amerykańskiej The Other Side of the Screen. ZLP wydał jej album Chwile i lata na 35. WJP z wyborem wierszy kolegów po piórze. W 2005 r. trafiła do księgi Artyści Białegostoku – XVIII-XX w.

 

 

Z herbertem w Italii. Rovigo

 

Z miejsc co nie tracą barwy chociaż inne zbladły

Rovigo jest jak ostry kamień na rozstajach.

Nie można się nie potknąć drogę wybierając

z Wenecji na południe. Znad morza do Padwy.

 

I stało się tęsknotą. Snem nieosiągalnym

dla tego, który słowa zna tajne sekrety,

a rzekł – z poezji tego szalonego wieku

niewiele pozostanie. On – poezji szaman.

 

Między Wisłą a Letą. Adygą i Padem,

na trzęsawisku czasu gdzie te strofy składam,

nic, że nie ja dostąpię takiej możliwości

 

by wysiąść na stacyjce tamtego Rovigo.

Lecz nie mogę się oprzeć, żeby się nie oprzeć

o ten wiersz niedościgły, który wciąż mnie ściga.

 

 

Anonymous

 

I kogóż to wiedziecie znowu na proscenium?!

Był już Szekspirem – Marlowe, Bacon i królowa

dziewicza… Czemu w filmie poszerza to gremium

hrabia Oxfordu – Edward de Vere? Skąd ta zmowa,

gdy w pośmiertnym „First Folio” Ben Jonson – przyjaciel

Willa, choć rywal – wierszem składa mu pokłony.

W siedemdziesiątym pierwszym wersie przeczytacie:

Sweet Swan of Avon – Słodki Łabędziu Avonu.

Któż jeszcze z domniemanych (w tym – arystokratów)

ma ów mityczny tytuł? Adres znad tej rzeki?

Świat śledzi dramat. Autor przygląda się światu,

gdy ciemna furia depcze mu dzieło przez wieki.

Nie bądź kim jesteś. Przegrasz. Sprawiedliwych wielu

stworzy cię według swoich obsesji. I celów.

 

 

Dotknął mnie śmierć

 

Nie średniowiecznie blady z kosą w kostkach dłoni

u wezgłowia, czy w pląsach z dance macabre. Lecz z kości

i krwi. Z przypadku. Z męskiej na drodze sprawności.

…Rozdźwięk między tym dźwiękiem a ciszą tuż po nim…

 

– Jeszcze cię nie chcę – westchnął – zaledwie pogłaszczę.

Jakoś mi nie przystajesz do typowych reguł

geometrii kolizji. Więc bądź. Choć z niczego

nie wychodzi się cało. Gdy drzwi nie ma zwłaszcza…

 

Zatem odkrywam krwiste hiszpańskie El Muró

Tempranillo Gernacha umykając chmurom

jedenaście tysięcy metrów nad grobami.

 

Kruchy statecznik skrzydła jak anielskie ramię.

Żywe krople – łez? Wina? Dławiący dylemat.

Więc śmierć mnie nie ma. Ale i mnie trochę nie ma…

 

4.06.2011r. Nad Kanałem La Manche

 

 

Cisza. XIV

 

Wrócę przez las do źródła. Cicho. Coraz ciszej

i do końca z tym rytmem jak klasyczny taniec.

Książki w logicznych rzędach. Saska porcelana

drżąca zgodnym staccato zbudzonych klawiszy.

 

Ten rytm to równomierny oddech mego domu.

Porządek dnia i nocy w stałych porach roku

i to że trwam. Że serca cichuteńki łopot

pozwala mi przenosić góry na ramionach.

 

Moja malutka władza i ład tuż za ścianą

tracą sens. Gubię tropy w dzikim zgiełku świata.

Nie dam rady żyjącym z eskalacji wojen

 

starym durniom. Lecz walczę kiedy do szeregu

ktoś popędza swą racją i wrzaskiem. Dlatego

kocham ciszę. Z niej wyszłam. W niej trwam. Wrócę do niej.

 

 

O, wyspo! O, Tove…

 

By móc pozwolić słowom rosnąć i obrazom

– estetykę stolicy, Esplanady lśnienie,

barwny Paryż Matisse’a, miękki Rzymu lazur

oddać za ascetyczne pod stopą kamienie.

Zdefiniować emocje wcześniej nienazwane.

Dać im azyl. Stanowić, cóż, obrazoburcze

własne (też – moje) prawo. Usankcjonowane

desperackim pragnieniem izolacji twórczej.

„Dzikie zauroczenie w pojedynkę byciem”.

No, czasem wpuścić trolle na swój okruch skały

tak nikły, że – gdy sztormu spiętrzenie i wycie –

mewa zdoła go nakryć jednym skrzydłem białym.

Więc tak dostąpić raju. Poprzez granitowe

królestwo samotności. O, wyspo! O, Tove…

 

 

 

Monika Miriam Kowalczyk

 

Jest laureatką XII Regionalnego Konkursu Literackiego w Radomiu, w kategorii proza. Konkurs odbył się w czerwcu 2014 r. Zwycięstwo przyniosła jej kabalistyczna bajka pt. Poszukiwacze skarbów. W jury zasiadali Teresa Ewa Opoka oraz Adrian Szary. W styczniu 2015 r. wydała ebook pt. Eseje pisane nocą – zbiór kabalistycznych tekstów, a w marcu 2015 r. zadebiutowała tomikiem poezji pt. Dalekość.

 

 

Pachnie ojcem

 

Od rana pachnie ojcem, zapach roznosi się

zawsze gdy pamięć wraca do chwil z dzieciństwa

zabaw z nim beztroskich, partyjek remika

i góry papierosów, które go zabiły.

 

Teraz nie ma już łóżka ani jego ubrań,

matka zrobiła reset. Chyba dobrze i tak

nie ma sensu się modlić, bo jeszcze się spełni

tak jak wtedy gdy spadł deszcz i zabrał jego woń.

 

Czasami śni się tylko jakby szukał drogi

i sposobu na troski. Wtedy jest ten zapach,

więc gładzę nim poduszki spłoszone echem snu.

Próbuję dać sobie czas, zaciągam się ojcem.

 

 

Interakcje

 

Nie wiem z jakiego powodu uznano

że człowiek jest uczuciowy

 

Chociaż z badań klinicznych wynika

że poezja jest dobrze tolerowana

uczucia się nie objawiają

 

Niektórych spraw nie należy stosować równocześnie

a przy stężeniu bólu całkowitego > lub = 5,5 mol/głowę

liryzm jest niewskazany

 

W skrajnych przypadkach zaleca się

odsączenie czci od wiary

i udanie się

w miejsce spoczynku

 

 

Jaźnioły

 

A jeśli jesteś tu

jednym z tych aniołów

misternego planu o mnie

to nie wiem czy wierzyć w twoje istnienie

 

Chyba że jesteś w tej jaźni

jedynym jaźniołem

 

 

Drzewo życia

 

mówiący

chodzący

zawsze biorący

więc

chodź i zobacz, weź sobie

smaku dobrego losu

i bądź

chorym z miłości

okiem sprawiedliwego

 

 

Dalekość

 

zbyt długo byłam

zimną szklanką ograniczoną sobą

zbyt blisko siebie

zbyt daleko od ciebie

by zrozumieć

że dalej od siebie

to bliżej ciebie

Pin It