{jcomments off}

Wiersze tygodnia – Stanisław Grabowski

 

bwroclawska044
Bogumiła Wrocławska

 



           CZAS

 

Idę z ojcem cmentarną alejką

Na grób jego ojca Jana,

Czyli mojego dziadka.

 

Po drodze ojciec zatrzymuje się

Przy grobach kolegów z szkoły

I z wojska.

Omawia z nimi swój ostatni sen.

 

Na grobie dziadka skwierczy znicz,

Ale można usłyszeć

Jak powróz czasu o nasze szyje

Ociera się delikatnie.

 

6.10.1980

 

 

* * *

 

Wielki zielony rukzak

Był pamiątką ojca z wojny.

Zesłany na strych

Nigdy mu się nie przydał,

Jak każda rzecz tam wyniesiona

Albo do piwnicy.

 

Chowaliśmy się w nim z bratem.

Był powietrznym statkiem,

Zeppelinem ze starych fotografii,

Ale po pewnym czasie

Opadał ciężko na podłogę,

Jak każde marzenie.

 

 

         * * *

 

Ojciec przywiózł mi opowieść

Zasłyszaną od kolegów.

Było zebranie wiadome.

Mówili, że ciężko i że duszno.

A sekretarz zaryczał:

„Chodzę po chałupach,

po korytarzach i wszędzie

schabowy z kapuchą,

schabowy z kapuchą!”.

Opuścili głowy.

Oni o duchu,

A on wiecznie o materii.

 

1979

 

 

        BIELENIE DRZEW

                Poecie, Jankowi Smalewskiemu

 

Mój ojciec, z wiadrem wapna i pędzlem,

Chodził po ogrodzie

I bielił pnie śliw i wiśni,

A ja za nim.

 

Nagle odwrócił się

I dla żartu, białą mazią,

Po włosach mnie pochlapał.

 

Od czułego ojca dotknięcia,

Na mojej głowie, niezmywalne piętno

Staje się coraz bardziej wyraźne.

Bez lustra o tym wiem.

Jak i to, że ojcowski pędzel pomazał mnie

Po oczach i po skórze.

 

A drzewa w naszym ogrodzie

Innym służą.

 

18.12.1996

 

 

        CHODZIŁO SIĘ

 

Chodziło się, chodziło z tatą

Do Tylickiego Lasu,

Drogą nad rzeką i wśród pól,

I z powrotem

Ciemnym tunelem miejskich lip.

 

Obok podkowy klasztornego muru

Pod ręką taty ogromniały

Dzwony procesje feretrony i Avemarie.

Z kołyski doliny

Dochodził skwir pochodni, kadzideł i świec,

Płacz ubogich i nieutulony żal.

 

Skowroneczek świadkiem

I cegły z muru, i Drwęca, i łąka.


Chodziło się.

 

 

 

  ZADUSZKI

 

Mój tata

pierwszy

pokawałkował

dla mnie czas

na godziny,

minuty

i sekundy.

 

Pierwszy

objaśnił mi

dlaczego

duża wskazówka

ściga małą

(a może

było odwrotnie?)

i dlaczego

nigdy się nie dogonią.

 

Na starym poniemieckim

cyferblacie budzika

odwracał koło historii,

przyśpieszał i cofał czas,

kim był wtedy?

 

Nad Jego grobem

myślę o tym.

 

Czas 

jest mi obojętny.

 

 

      CHLEB

 

Mój ojciec łamie chleb

Na drobne kęsy,

Zje go z zupą.

 

Przed wojną

Tego nie robił.

 

Nauczył się w wojsku,

W osiemnastym pułku.

 

Później w stalagu

Modlił się do chleba.

 

Do dziś kruszy go, drobi,

Cieszy się nim

Jak dziecko.

 

 

*  *  *

 

Kopię kartofle

Motyką o trzech

Lśniących ostrzach.

 

Miarowo unoszę

Ramiona

I opuszczam,

Ocieram pot z czoła,

Sapię głośno,

Naśladuję jak umiem

Rodziców kopiących obok,

Staram się.

 

Wybieram palcami z dołków

Gruzłowate bulwy,

Przytulone do siebie,

Zrośnięte kłączami

Jak pępowiną.

 

Odgarniam na bok

Trzeszczącą żółtą nać,
Spłonie w ognisku

Lub nakryjemy nią kopiec.

 

Mamo, tato kochałem was,
Dziękuję

Za to, co przeżyłem z wami

Pod szarą burką jesieni.

 

I za różaniec kartofli,

Co spomiędzy moich palców

Nieśmiertelny ciekł,

Dziękuję.

 

I choć stoicie

Na drugim brzegu tego pola,

Co życiem się zwie,

Widzę was

(tata częstuje sportem

Teosia Wajsgebra,

mama kroi chleb).

 

 

       * * *

 

Dla mego Ojca

Wszystko mogło być  w i e c z n e,

Na przykład skórzane półbuty

Z okazji pierwszej komunii.

 

I nagle wojny śpiew,

Szarża z osiemnastym pułkiem,

Śmierć klaczy, rana.

 

Do dziś jest w nim

Tętent historii,

Co pokurczył twarz

Chłopca z procą,

Moją twarz.

 

17.05.1980

 

 

    OJCIEC OPOWIADA

 

Po raz który

Z nożem klęski w plecach

Idzie ojciec przez jesień?

Po raz który

Ubijają mu klacz,

Zdzierają z piersi koalicyjkę,

Pędzą w jeńców tłum?

 

I po raz który

Ściga go zabijanych krzyk

„Pamięci!”.

 

 

      OJCA MEDALE

                        W 77. rocznicę

                        szarży pod Krojantami

 

Ojca medale niewolnicza praca

i czemu dla kogo i dlaczego

ten cios w kolorze feldgrau

podtrzymywali w dłoniach

pyski koni

bat pocisków świszczał

i czemu i nagle

płomień słowa wodzów spalił

i czemu dla kogo i dlaczego

cwałowali w niebo

a zsuwali się jak po piasku

z brzegu nocy ogorzali i prości

 

Wiatr zamykał im powieki nie łza

czy zdołali zdjąć palce

z dymiących luf

by się przeżegnać

odmówić Zdrowaśkę

 

Palą mnie stopy mówi ojciec

to ogień Września na nich został

i nalewa ciepłej wody

do białej emaliowanej miski

 

 

        * * *

 

Został mi po nim w kościach ból

Odzywa się na zmianę pogody

18-letni słuchałem gdy opowiadał

Jak spał dwa tygodnie na oranym

W trzydziestym dziewiątym

W obozie z drutu i klęski

Jak wczepiał się w matkę ziemię

W miękkie grudy głowę kładł

Z ołowiu pilnując łyżki

Żołnierz rozbitej wiary

Jeniec przegranej nadziei

W gałęziach mojej krwi

Krążący ból czułości

 

 

 

      TRZY PIEŚNI

                        Zbyszkowi i Jankowi

 

W Tennis Cafe

w Juracie

z akordeonu

„Czerwone maki”.

 

Przypadkowi goście

obsiedli lody.

 

Kasjerka

ma amerykański uśmiech.

 

Wśród stolików

dziewczynka

w bieluśkim T-shircie

próbuje tańczyć.

 

Przymykam oczy – – –

w przejściu

obok Rotundy

orkiestra z Chmielnej

pędzi na bój

„Warszawskie dzieci”.

 

Mój ojciec,

jak papież

łakomy na muzykę,

nie odchodzi. Słucha.

Za Krojanty, stalag i roboty

czeka

na pieśń, która nie istnieje.

 

8.08.2005

 

 

Wybór z tomu Łyżka poświęconego stuleciu urodzin Ojca autora.



Stanisław Grabowski, ur. 17 maja 1946 r. w Nowym Mieście Lubawskim. Mieszka w Warszawie. Absolwent 2-letniego podyplomowego Studium Dziennikarstwa i Edytorstwa UW (kierunek edytorski). Poeta, prozaik, scenarzysta, dramaturg, krytyk literacki, ponadto dziennikarz prasowy i telewizyjny, także m.in. b. prezes i redaktor naczelny Ludowej Spółdzielni Wydawniczej. Twórca jedynego na świecie pisma „Poezja i Dziecko”. Obecnie prezes Fundacji Arkona im. Jarosława Zielińskiego, sekretarz Kapituły Nagrody Literackiej im. Jana Twardowskiego, redaktor naczelny kwartalnika „Las Kabacki”. Członek ZLP, ZAiKS. Debiut prasowy w „Tygodniku Morskim” w 1962 roku. Współpracownik prasy, w tym „Radaru”, „Współczesności”, „Nowych Książek”, „Poezji”, „Akantu”, „Gazety Kulturalnej”, „Poezji Dzisiaj”. Współpracuje z portalem pisarze.pl.  Debiut książkowy w 1980 r. tomem wierszy dla dzieci Mama tata brat i ja. Od tego czasu autor ok. 60 książek z różnych dziedzin. Ostatnio wydał dwie monografie: Poeta na Ursynowie, Świat podparty gęsim piórem oraz  tomy poezji: Jeszcze sen, Magister Sancho Pansa, Śnieg, Późne popołudnie, Łyżka. Laureat wielu konkursów poetyckich i innych, uczestnik zjazdów i sympozjów literackich, juror.

 

Pin It