{jcomments off}

Wiersze tygodnia – Zbigniew Jerzyna

 

bwroclawska044
Bogumiła Wrocławska

 

 

***

Na przekór wszystkiemu,

może dopiero teraz zrozumiałem:

jak to dobrze jest istnieć.

 

Nie potrzeba do tego

nawet nadziei

– sam fakt,

wielkiego, niepowtarzalnego

uczestnictwa.

 

 

 

***

 

Śmiertelny, chcę cię ukryć śmiertelną w ramionach.

Połóż głowę na piersi, patrz − czuwają oczy.

Oddech jak rozwiązana lękliwość warkoczy.

Śmiertelny, chcę cię ukryć śmiertelną w ramionach.

 

Ona przy naszym domu dłoń na klamce trzyma.

Jeszcze jesteśmy wolni w naszym własnym domu.

Czy to lęk nas usypia, klamka się ugina?

Mam już usta bezmowne, masz duszę ze szronu.

 

Śmiertelny, chcę cię ukryć śmiertelną w ramionach.

I to co między nami jak iskierka świeci.

To ogromne, płynące przez żyły stuleci.

Śmiertelny, chcę cię ukryć śmiertelną w ramionach.

 

 

 

Spór

 

1.

Jak mam muszlę ocalić w tym bełkocie morza?

Sygnał dać ludziom  ̶  życia płacąc dług.

Jak mam usta odkłamać w rzeczywistym sporze?

 

2.

Tylko się liczy ten pochód dźwigania

Ten kurz dławiący. Ślad nie zmytej krwi.

I śmierć porannym słońcem zaprzeczana.

 

3.

Mieszkam w kobiecie, w ziemi, w niebie, w słowie.

Los swój przyjąłem jak miejsce na grób.

I lampę niosąc, również ciemność niosę.

 

24 IV 1966

 

 

 

Czterowiersz

 

Jeśli brutalna gwiazda spadnie ruchem kosy

I rozetnie, rozdzieli to, co nas łączyło.

To przypomnij tak lekko, jakby ci się śniło,

Że kwiat nieśmiertelności wpiąłem ci we włosy.

 

 

 

* * *

Żono, u szczytu sosny gwiazda się zapala:

wytrwajmy przy jej świetle.

W chwili urodzenia, tęskniłem patrząc w niebo

do Twojego istnienia.

 

Przyszłaś ─ więc teraz dzielmy dumną iskrę nieba.

Dzielmy ziemię co mieści w sobie pył i krew.

Będę wytrwale szukał w oczach Twych ─ zbawienia.

 

To jak dzień zachodzący w jeszcze jeden dzień.

To jak noc zachodząca w jeszcze jedną noc.

 

 

 

 

Pióro

1

Bo myśl z siebie zaczętą zwierzyć wadze rąk.

Niech pióro będzie posłem na białym papierze.

 

( Tam gdzie owoc upada czy to miejsce boli? )

2

Otworzyć glinę i znaleźć w niej płomień,

ponad to drzewo co w nas sypie próchno,

ziemi już obce po rozległość nieba.

 

Ponad gałąź co ciąży w głąb swojego źródła

– dźwignąć czoło przeobrażenia.

3

…rzeźbiarz dłutem napoczyna kamień,

by słuchać jego śpiewające wnętrza.

 

Tak każda wnęka we mnie nową rzeźbę rodzi.

  

 

 

 

W jesieni

To chmura liści słońce przysłoniła.
Ściemnia się we mnie.
O, złota jesieni!
Przywarłem usta do twojego źródła.
Lata mijają - coraz słodszy piołun.

W ogrodzie kobiet, które pachną zmierzchem,
złożyć mi głowę na biodrach jabłoni.

Słyszę, jak ziemia w sercu galopuje.
Czas miecz unosi – ja jestem bez broni.

Jak w płaczu, w liściach twarz nagle ukryłem

 

 

 

 

Jawność

 

Kochaliśmy się jawnie Przy lampie odkrytej

Odlegli coraz bardziej Bardziej powiązani

Tym światłem rozszeptanym wieloma głosami

Choć pokój był zamknięty na ostatnią gwiazdę

 

I nic nas nie trwożyło Nawet krzyż okienny

Nawet noc budująca niewidzialne piętno

 

Tylko jedno: ci obcy ludzie – – Nasze Oczy

 

 

 

 

Łagodne światło twoich oczu

 

Łagodne światło Twoich oczu

I rzęs ptaszęce trzepotanie

Łagodne światło twoich oczu

To zapytanie czy kochanie

 

Jesienny złoty liść upada

Na nasze troski i kłopoty

Liść z wysokiego drzewa spada

I cały świat się staje złoty

 

I złoto świeci w twoich dłoniach

I giną w twoich dłoniach cienie

Jak owoc chłodna w mych ramionach

Ty najpiękniejsza wśród jesieni

 

Kropelka deszczu łza jesieni

Na twoich włosach gdy zaświeci

To cały świat nam opromieni

Będzie jak gwiazda wśród zamieci

 

Będziesz jak gwiazda wśród zamieci

 

 

 

 

***

Nie beztroska ciała

była moim grzechem najcięższym,

ale beztroska ducha.

 

Trudno jest

reperować duszę.

 

Ona teraz

boli i woła

 

Pin It