ANTOLOGIA


POETÓW POLSKICH

---------------------------------------------
2 0 1 6

antologia



Marek Grewling


 

Transfiguracja

 

„Et transfiguratus est coram ipsis” Mk9.2b

(„i przemienił się wobec nich” ibid.)

 

To nie była droga; ścieżka jakaś wśród

kolczastej krzewiny

po kamieniach i burym piachu

 

wycieczka bez sensu

 

dlatego Jakub Jan i Piotr

z kwaśnymi minami szli

za tym dziwnym człowiekiem

 

pełni wątpliwości i pytań

 

wszak dzisiaj jeszcze trzeba

kupić wino chleb i ryby

 

a ten – na spacer pod górę

 

dziwny znajomy nie myśli o posiłku

nie dba ani o jutro ani o dobre imię

 

a jeść trzeba

i rybacy dobrze to wiedzą

 

dotarli zmęczeni i głodni

 

niepotrzebna znajomość

dziwne słowa obce rybackiej

logice

do domów wrócą raczej sami

trudna mowa mistrz dziwny

góra banalna niczym nie zachwyca

 

i oto

góra Tabor zalana tysiącem słońc

niekoniecznie uwierzyli

w jego słowa

najważniejsze okazały się słońca

które rzuciły rybaków na ziemię

na zawsze

piękno bezwzględnie boskie

 

 

Palimpsest

 

Imieniny matki zastały mnie

na wyspie Patmos

mam wiele czasu więc tu

napiszę apokalipsę o smokach i jaszczurach

 

moi strażnicy już dzisiaj cieszą się

sławą która spłynie na nich

to oni rozsławią me dzieło

to o nich będą mówić „uczniowie Jana”

tymczasem

po powrocie z wart chwalą się w papiliach:

„widziałem jak Jan płacze w celi”

 

udaję ślepca – nie dam poganom satysfakcji

nie powiedzą: „rozmawiałem z widzącym”

wystarczy, że mogą popatrzeć

to i tak nazbyt wiele dla sług pustyni

krążących wokół mnie jak demony

chcą słów proroka; bestia wielka nierządnica

i smok starodawny pożrą rodzącego słowa

Babilon lęka się słów jego trąby więc po siedmiokroć

ogłaszają wyrok na widzącego – śmierć jego słowom

kapłani Olimpu dzieci Hellady

kapłani Panteonu synowie Rzymu

mędrcy z zigguratów przyjaciele bóstw

wdychają zapach ciepłej krwi ofiar i łakną

„żądamy krwi widzącego z Patmos” – piszą

chcą przeczytać meldunek: „nie ma już Jana”

chcą przeczytać: „wasi bogowie są bezpieczni”

ale śmierć nie dotyczy apokalipsy, która nadchodzi

nieuchronnie pewnym krokiem jak centurie

bordowych legionistów

która nadchodzi jak czterech jeźdźców

 

w moim mózgu pękają pieczęcie

jedna po drugiej siedem pieczęci

trzask wolności

trzask rozbitych posągów i nie ma już bogów

na Olimpie wietrznie między kolumnami

przeciągi i pustka

Panteon dawno opuszczony – zostali

tylko kapłani pokraczne bękarty kłamstwa

gdy jadłem książeczkę proroctw

caligae strażników skrzypiały

miażdżąc drobiny piasku

czułem słodycz w ustach

i ogień w trzewiach – tak miało być

księga prawdy zamieszkała w proroku

 

a jezioro siarki i ognia pochłonęło

mieszkańców zigguratów Olimpu i Panteonu

a radości mojej nie było końca

w dniu imienin mojej matki

bądź pozdrowiona matko

któraś porodziła proroka Jana

 

strażnik zatrzymał się przed moją celą

słyszę jego głos: „Jan się śmieje, Jan oszalał”

 

apokalipsa nadeszła

a szaty męczenników stały się białe

 

nie pochylę się nad losem paradygmatu

jego upadek jest wielki

 

Anachoreta je wątróbki drobiowe

 

Anachoreta nie je w towarzystwie

uważa, że jedzenie to akt intymny

podobnie jak przeżywanie sztuki

dlatego przy ludziach nie ma apetytu

 

nie znosi ekshibicjonistycznych aktów

do których z pewnością należy

oblizywanie noża i przysuwanie

potraw przed nos

głębokie wdechy przywodzą mu na myśl

kłótnie o nic z wyimaginowaną

która rościła sobie prawo do tego

by być jedyną

 

podczas kłótni mechanik

zmieniał żarówkę w samochodzie

a nad samochodem z hukiem

latał odrzutowiec

adekwatnie

 

Anachoreta nie chce kłótni ani pistoletu

nie chce nawet widzieć środków przymusu

nie będzie jadł steku średnio wysmażonego z myślą

żeby nie myśleć i nie odpowiadać

w takich sytuacjach natychmiast traci apetyt

 

nie je też w towarzystwie kulturalnym

chociaż tak lubi wyszukane potrawy

smaki Europy i Orientu

 

sam zatem spożywa potrawy budzące w nim

asocjacje pragnienia i ukojenie

 

Anachoreta nie oczekuje zrozumienia

ani akceptacji

 

po prostu lubi smażone wątróbki drobiowe

 

 

Smutek anachorety

 

Anachoreta kroczy nawą kościoła miłosierdzia

Jego kroki są ciche a promienie słońca

nie noszą znamion misterium – padają w kurz

banalne witraże nie kuszą smakiem transcendencji

także echo zatonęło w kurzu i milczy

ze strachu przed czartami z łużyckich lasów

co bezczelnie spółkują z miejscowymi bożkami

płodząc potwory nie do wiary

 

pogańscy kapłani tej krainy składają im ofiary

udając pobożność podczas obrzędowych mordów

 

Ta świątynia nie ma nic wspólnego

z dostojeństwem kościołów Konstancji

kolumnady z betonu udają katedrę Marii Panny

lecz nigdy nie dosięgną cienia jej dostojeństwa

w kościele miłosierdzia nikt nie ustanowi praw

bo żaden sobór nie zechce kalać się widokiem

fasady z betonu i fałszywych arkad

a gdzież miejsce dla wytwornych umysłów

dla teologów i książęcych bękartów

gdzież te stalle które pomieszczą ich dostojeństwo

dzwoniące złotymi łańcuchami ku przestrodze ludu?

nie ma teologów stalle wypełnia gawiedź

 

Anachoreta słucha jak śpiewa schola dziewic

jednak piękne śpiewy nie zwiodą jego uszu

oczy widzą pokorny tłum który garnie się

by złożyć okup równinom cmentarzy

 

Anachoreta pragnie dostrzec choćby skrawki

liturgii – jakiejkolwiek – byle była piękna

niech będzie dostojnie i niech pachną kadzidła

a tu nic z tych rzeczy - jest byle jak

tłum pozbawiony imion i wstydu

 

tu się po prostu przychodzi

wypełnić wielkanocny obowiązek

z kiełbasą w koszyku i z bezmyślną twarzą

nie ma drżącego szeptu nawróconych

nie ma szelestu odświętnych ubrań

Tutaj nawet

 

zabrakłoby fantazji na efektowny proces i wyrok

nikt nie spłonie na stosie z dwóch powodów:

Cena drewna i brak wykształconych prokuratorów

zresztą można zadręczyć człowieka in modo sovietica

(niech się sam powiesi – najlepiej na białym sznurze)

 

Bywało że kwiaty ozdabiały nawrócenia

stały przed ołtarzami na ołtarzach i pod nimi

w Konstancji w Katedrze Marii Panny obute stopy

czują chłód posadzki – stąpając krokiem dziecka

w kościele miłosierdzia nie ma radości nawrócenia

ani zapachu kwiatów

a jedyna żywa żarówka nie rozproszy mroków niewiary

 

Zbiegiem okoliczności anachoreta

idzie główną nawą i smuci się tym wszystkim

  

 

Bosa skrzypaczka


Nasze powitania przejmują nieporadnością

jak ćwiczenie trudnego pasażu

 

Stoisz z tym instrumentem piękna

zawstydzona przełamaną nutą

która upadła do twych obnażonych nóg

 

Bosa skrzypaczko w sukience Gauguina

 

Nasze powitania z nieporadnych słów

stają się melodią którą chłonę

  

moje wielkie święto 

 

Agnieszka Gruba

 

 

Tęsknię...

do tego kraju

gdzie czystej wody

spod ziemi

wypływało zródło

struna czasu

była jak czysta

struna harfy

i tylko pogodne

wydawała dzwięki

a na porannych

lutniach wiatru

najpiękniejsze

słyszałam pieśni

 

teraz we mnie

jak nad rzekami Babilonii

gdy wiatr zawodził płaczem sierot

za utraconym Syjonem

 

 

Słowami z twoich ust

 

Słowami z twoich ust

spływam

ku brzegom

stęsknionych obietnic

dłoni

przez chwilę

u stóp zatoki

twych palców

zostanę

zderzona fala

z twoich drzazg przypływem

 

czy odpłynąć zdążę

 

 

xxx

 

lód

ścina się

w zatoce

naszych dłoni

białe na taflę

spadają kwiaty

szronem

okryje się po nas

by na wieki zasnąć

pęknięty na pół

odcinek czasu

 

 

Koty

 

Łasiły się do moich nóg

mrucząc o sąsiadach

starych kamienic

o podwórkach pełnych jaskrów

i rumianów

ciekawe głębokości studni

chowały się niaraz w głąb wiaderka

 

lubiły kokietować

kwiatom

wyhaftowanym

w firanach i zasłonach

często

wspinały się na blat

dobierając się do dłutek

i skalpeli

 

rude koty zachodzącego słońca

 

 

Granada

 

Jeszcze w mojej sukni tańczy

wonny dym kadzideł

Granady

 

kasydy Zamraka

zapraszają moje myśli

do lirycznej zabawy

 

z balkonów

wciąż zwisają

girlandy kwiatów

jak w ogrodach Semiramidy

 

a we mnie walczą

dwie różne kobiety

 

jedna z nich

ciemnowłosa córa Maura

w kłębach dymu

kubańskiego cygaro

gotowa tańczyć

flamenco

 

druga

z ogrodów Alhambry

zbiera ślady Aichy

jak zasuszoną gałązkę

oliwną

 

na czas

 

gdy w głowie

szumieć przestanie

Granada

jak hiszpańskie wino

 

Jerzy Hajduga

 

 

Mama zmarła

 

mamo

a co będzie

z guzikiem

który miałaś przyszyć do koszuli

 

co będzie z kubkiem

któremu na wieść o twojej śmierci

wykręciłem ucho

 

co będzie z butem

pantoflem

chlebem

pod

nogami

 

co będzie

z tobą mamo

gdy w końcu

sam Bóg

ci powie

że

 

twój syn Jerzy

jest księdzem

da sobie

radę

bez

ciebie

 

 

Jestem

 

co dzień podchodzisz

do łóżeczka

 

podnosisz maleństwo

bierzesz na ręce

 

nocą jeszcze

w twoich dłoniach

 

nie wypuścisz

tak łatwo

 

aniołka

do nieba

 

 

Poczytaj mi, Boże

 

Przy otwartym oknie siedzi staruszek, na

parapecie gołąb. Może rozmawiają ze sobą,

może razem milczą. Zaczyna padać deszcz.

 

Staruszek wraca do stołu. Gołąb ostrożnie

podchodzi bliżej i bliżej. Strzepuje pióro

niebieskie jak atrament; on już nie widzi,

 

nie zna liter.

 

 

Papierowe ptaki w domu staruszka

 

ptaki na ramionach

na głowie

 

nie może pojąć

skąd tyle miłości

do niego

 

zamyka okno

 

 

Ostatnia odsłona

 

właśnie weszła

jakim cudem

 

akurat do mnie

patrzy co by

jeszcze

 

ściąga bliższe

najbliższe

ciału

 

mówi że to

nie koniec

 

 

Janina Halagarda


 

 

O takich świętach

 

O takich świętach myślę, z lat dziecinnych, z mej Polski,

gdzie w Wigilię mróz skrzypiał, śniegiem spowite wioski.

Grudniowe, białe czapy gięły gałęzie jodeł,

świat tonął w zaspach śniegu, drogę wskazywał Anioł.

 

Niewielkie światła okien, gromada dzieci kołem,

w malutkim, ciepłym domu ojciec i dziad za stołem.

Choinka wczesnym rankiem „wykradziona” z młodnika,

barszcz i grzyby suszone i kawałek sernika.

 

O takich świętach mówię, z lat dziecinnych, beztroskich,

gdzie dzielą się opłatkiem. Swoim szczęściem – a Boskim.

Czuję ciepłą, matczyną dłoń szlachetną, wrażliwą,

co tak bezpiecznie czuwa nad gromadką szczęśliwą.

 

Po Wigilii, przy stole, gdzie kolędy się snują,

Ojciec gra na harmonii, a Anioły tańcują.

Potem puka ktoś w okna, już skrzyknęli się goście.

Poprzez lasy i śnieg i - na Pasterkę pośpieszcie!

 

Idą wszyscy piechotą, skrzypi mróz pod butami,

światła – w dłoniach latarki, srebrne gwiazdy nad nami.

Słychać śmiech i rozmowy, trzymamy się za ręce.

O takich świętach piszę... bo czego trzeba więcej?

 

12.12.2013


 

 

Człowiek i czas

 

Siedzi staruszek przed domem ze swoją żoną staruszką,

przed nimi - stajnie, stodoły, a wszystko dziś świeci pustką...

Drzewa urosły ogromne, ptaki mieszkają tu latem,

siedzi staruszek i myśli, wspomina czasy kudłate…

 

Jeszcze w uszach mu dudnią kopyta i tętent koni,

słyszy śpiewy swych dzieci, weselny orszak dzwoni.

Pełne zboża stodoły i stajnia w zwierzę bogata,

od świtu wrze życie, troska, by dobrze miała się chata...

Jeszcze pachnie drożdżówką, upieczoną przez mamę,

w wyobraźni swej - dzieci roztańczone, kochane…

Ale nie ma nikogo, naga cisza i smutek.

Kilka spojrzeń staruszki, rozpaczliwy porządek.

 

Na pamiątkę – zostały dwa kikuty po palcach,

co je ścięła maszyna od kosiarki, od walca.

A kobiecie – nie wiecie – córkę swą pochowała,

kiedy w polu gorliwie na swój chleb pracowała…

 

Twarze zmarszczki rysują, ręce krzywe od pracy,

ledwie chodzi staruszka, krzyże bolą i plecy.

Młodzi jadą do miasta, nie mają dla nich czasu…

A po co nam to wszystko? Myślą – chyba dla szpasu!

 

22.08.2014


 

 

Pamiętamy

 

Pachniało wiosną i świętami,

Kwiecień rozkwitał Zmartwychwstaniem,

Gdy przejmująca wieść hiobowa

Wstrząsnęła światem.

 

Zalała smutkiem naród cały -

Miliony dusz na ziemskim globie

W wielkiej modlitwie zanurzone

Aby się móc pokłonić Tobie.

 

I łzy płynęły strumieniami,

Do dziś je potok górski niesie.

Bo tak niedawno byłeś z nami…

Ale odszedłeś już... do Ojca

 

Z tego potoku wciąż czerpiemy,

Co nam go Ojcze Święty dałeś.

Twoją nauką wciąż żyjemy,

Jak wtedy, gdy tu przy nas stałeś.

 

„Wiara i rozum – jak dwa skrzydła,

Na których ludzki duch się wznosi,

Ku myśli prawdy i miłości,

Ku niekończącej się dobroci.”

Na mojej ziemskiej drodze życia

Znaczyłeś kwieciem szczęścia chwile.

I tym bogactwem się zachwycam

I Twą świętością się wciąż żywię.

 

2.04.2014


 

 

W Pieninach

 

Wiesz, że w Pieninach już gości zima

i las na szczytach posrebrzony puchem

w słońcu lśni zbocze malowane szadzią

a ścieżki drepczą turyści truchtem?

 

Dunajec dudni wód bystrym strumieniem

aż myśli niosą do skrzydlatych ptaków.

Tyle miłości wśród przyrody dzikiej

i tyle piękna i tyle zachwytów!

 

Tu drogę przetną bezmyślne sarenki

to znów zakrzyknie ptak wodny w dolinie.

O czym mówią wody śpieszącej się rzeki?

O czym skały myślą, wieki tkwiące przy niej?

 

Bóg mieszka w górach… on się tu urodził,

gdzie byś nie spojrzał, w którą ścieżkę ruszył,

wszędzie jego miłość, potęga i dobro...

w skałach i w rzece i w najdalszej głuszy…

 

Idziemy razem doliną Grajcarka

wpatrzeni w góry, w szum rzeki wsłuchani

Wędrowcy przygodni, przyjaciele wolni

Milczymy – gadamy, milczymy – gadamy…

 

Szczawnica, Grudzień 2014


 

 

Menuet deszczowy

 

Lubię, gdy deszcz pada cicho w ogrodzie

i szumi w gałęziach jabłoni i grusz.

Dokoła jest spokój, śpią dawno sąsiedzi,

uśpiony już deszczem ocean róż.

 

Swinguje muzyka, kołysze i mruczy,

wygrywa toccato w parapetu blat.

Crescendo i piano – fortissimo – piano,

i scherzo – to przecież delikatny żart!

 

Morfeusz menuet deszczowy dostraja,

policzył baranki i kładzie się spać.

W nastroju bemoli odpływam powoli

wraz z deszczem – on jeszcze nie przestał grać.




Marek Grewling

Urodzony w 1963 r. w Gorzowie Wlkp. Autor sześciu książek poetyckich, inicjator wydania antologii młodych poetów, autor aforyzmów, wierszy, esejów, recenzji i felietonów literackich. Współpracownik pism literackich „Pegaz Lubuski” i „Pro Libris”. Publikował także w „Poezji Dzisiaj”, „Przeglądzie Artystyczno-Literackim”, w antologiach oraz na portalach „Literaci.eu” i „Pisarze.pl”.
 



Agnieszka Gruba

Urodzona 30 czerwca 1974 r. w Rzeszowie. Zadebiutowała na łamach rzeszowskich „Nowin”, 1994. Jej wiersze ukazały się w antologiach Przed horyzontemKsięga poetów – księga przyjaciół (wydane w Szczecinie), a także w almanachu Wspólna obecność, Stalowa Wola, 2000. W roku 2004 ukazał się jej debiutancki tomik Białe Skrzypce, za który rok później została uhonorowana nagrodą ZLP za Najciekawszy Debiut Podkarpacia. Jest laureatką wielu konkursów poetyckich m.in. w Świdniku, Ostrołęce, Rzeszowie, Piwnicznej-Zdroju. Przygotowuje do druku swój kolejny tom.




Jerzy Hajduga

Urodził się 30 marca 1952 r. w Krakowie. Ksiądz, poeta, publicysta.  W 1980 r. wstąpił do Zakonu Kanoników Regularnych Laterańskich, siedem lat później przyjął święcenia kapłańskie. Wiersze publikował m.in. w „Tygodniku Kulturalnym”, „Poezji”, „Literaturze” i „Frazie”, przekładano je na język angielski i niemiecki. Debiutował tomikiem Nawrócenie św. Augustyna, 1989. Jest autorem scenariusza spektaklu poetyckiego „Ten pusty krzyż” wystawionego w olsztyńskim Teatrze im. Stefana Jaracza, 1991. Ostatnio opublikował wybór wierszy Rozerwanie nieba, 2008; tomy poezji Powieki wieków, 2012 i Odpocząć od cudu, 2015. Od kilku lat pracuje w Drezdenku k. Gorzowa Wlkp., gdzie jest kapelanem szpitala. W 2012 r. otrzymał odznakę honorową „Zasłużony dla Kultury Polskiej”. Prowadzi bloga www.JerzyHajduga.pl.




Janina Halagarda

Studia ukończyła na Akademii Świętokrzyskiej im. Jana Kochanowskiego w Kielcach. Właścicielka bloga “Jeden uśmiech, jedna łza”. Autorka wierszy dla dzieci, limeryków, fraszek i wierszy lirycznych. Eseistka, felietonistka. Uczestniczka spotkań poetyckich “UCZTA”- Ursynowski Czas z Twórczością Amatorską, odbywających się co roku w Warszawie. Jej wiersze publikowane są systematycznie w lokalnej gazecie „Kurier Tuchowski”, a także w almanachu Kawiarenka poetycka wydanym przez www.krywaj.pl, również w almanachu UCZTA UCZTA 2. W 2015 roku wydała tomik wierszy dla dzieci pt. Koszyczek Mańki, zawierający 50 utworów o tematyce wiosennej. Obecnie w redakcji Domu Kultury w Tuchowie w przygotowaniu jest drugi tomik pt. Choinkowe całusy – 50 wierszy dla dzieci o tematyce zimowej.


Pin It