ANTOLOGIA


POETÓW POLSKICH

---------------------------------------------
2 0 1 6

antologia


Teresa Dąbrowska

 

 

Wiersz jak rzep

 

Wierny jak rzep,

pokryty haczykami

patrzy psimi oczami,

prosi, żeby go uwolnić

Na świat,

do ludzi,

co mówią, że czują.

Wychodzimy razem.

Nie trzyma się właściciela,

szuka na własną rękę,

szczęśliwy, że wolny.

Szuka swych braci.

zapinających słowa.

 

Wiersz chadza własnymi drogami.

nie potrzebuje narzuconego tematu.

wygrzewa się w słońcu słów,

pływa w potoku natłoku myśli.

drga we wzruszeniu,

drży w ustępowaniu dnia,

nie zaśnie w środku nocy.

Wiersz,

jak zbiór zdarzeń,

przebieg nocy,

uśmiech matki,

pożegnanie z ukochaną osobą.

Twój wiersz musi się z tobą już pożegnać.

 

 

Tulipan i cała reszta

 

Tuli pan do serca

panią, co tak rzewnie piękna?

Nadwrażliwe serce pana pęka, więc

oto przytulając czule portfel, daje pan jej tulipana.

A może róże, której różowe płatki zaróżowiły państwa zawstydzenie.

Kup pan jej fiołki,

choć powiedzą, że ma pan chyba fioła, gdy myśli, że

    samą tylko wonią fiołków uda się zdobyć tę panią.

Zamówi pan bukiet narcyzów,

niech załagodzą niewinnością owej pani

narcystyczne wyobrażenia o panu samym.

A nie zapomni pan o niezapominajkach?

Przypomną pani o zapomnianym dawno niebie.

A potem niech pani czeka na bukiet nieśmiertelników,

na żywokost lekarski, wiesiołek dwuletni, przytulię właściwą.

Przytulia właściwa to już dostateczne alibi na to, by pan tak od serca

    przytulił znowu panią,

albo wszystko jedno, wreszcie w spokoju, w tym dużym pokoju to pani

    poprzytula pana.

Przylaszczka pospolita i starzec wiosenny sprawią,

że wiosenne uczucia pana i pani w tym sezonie nam się tak szybko nie

    zestarzeją,

tak jak ten biedny ślaz zaniedbany, po sezonie, całkiem sam na balkonie.

 

 

 

Życie to złożoność rzeczy

 

Za uśmiechem kołysze się jakiś smutek,

zza pamięci wygląda czyjaś niepamięć,

Gdzieś jeszcze drzemią wczorajsze smutek i zapomnienie,

Nabiera sił do ataku jutrzejsza choroba i śmierć.

A my i tak chcemy, zachłanni przyszłości,

zapominamy o czasie, jak niewierny Tomasz,

o tym samotnym domu, bo nie nasz,

o pojedynczym nieszczęściu, bo nie zbiorowe

o złożonych obietnicach, bo to już przeszłość.

Złożoność rzeczy czai się, by dotknąć już naszej skóry.

 

 

Starość

 

Mojemu tacie

 

Patrzy w okno, zaskoczony, że pada deszcz,

kupuje gazetę niespragniony już nowości,

Przystaje zaskoczony, że ktoś go odwiedził,

sumuje blask zdobytych doświadczeń,

On wie, co go zabolało i dlaczego.

patrzy w okno, sprawdzając, czy pojawi się w nim sąsiad.

Wyrzuci dawne żale nawet do tych, co nie słuchają.

przeczesze włosy, założy koszulę,

przejdzie po podwórku wspomnień,

sprawdzi, czy są wszystkie od a do z.

Czasem uśmiechnie się powtarzając tę samą historię,

zawsze ma dla ciebie dobrą radę,

A dając ją przytuli własne błędy.


 

 

Barbara Anna Dominiak

 

 

Sen Rosemary

 

We śnie Rosemary

nosi szlafrok w róże

a miękkie usta chłopca

ssą jej młodą pierś

 

gdy sen zamienia się w światło

chroni się w kącie spichlerza

odkurza starą porcelanę

i kapelusz w kwiaty

 

siedzi i czeka

zmęczona zasypia

jej sen tonie

w oczekiwaniu pełnym grozy

nie otworzy już żadnej książki

nie umyje okien

będzie jej coraz mniej

 

jutro po raz ostatni włoży buty

 

 

Barcelona

 

Już wiem, że to niemożliwe

pozostać w tym mieście

gdzie martwy bulwar

i czarne twarze kloszardów

zapowiadają niespokojną noc

 

platany mylą szlak

do posągu Kolumba

wkazującego kierunki

twoją północ

moje południe

 

jedyna pewność

że jutro usłyszymy dzwony

zadymi jajecznica

zwiniemy prześcieradła

przetoczą się śmieciarki

i zadrwią z nas okaleczone drzewa

 

 

Julia

 

Łąka była niska, zielona

rzeka płynęła dołem

śmieci zagradzały drogę kołom

 

córka Kapuletów

schodziła niżej, szukając śladów banity

wędkarze rozkładali ręce

nikt cię tu nie widział

nawet Szymon z Cyreny

który za butelkę wody

wziął godną zapłatę

zabierając ci portfel i jeszcze nieznoszoną kurtkę

szukała cię w zaroślach gdzie wiją gniazda nieczekane ptaki

odgarniała gałęzie

pajęczyny

nawoływała zaklinała zamykała oczy

nadaremno

 

wracając pomyliła drogę

po schodach gubiła buty

w wąskich uliczkach

wbiegała pod słońce

oślepiona

szukała oddechu zabójcy banity odszczepieńca

 

gotowa wybaczyć

czekała

 

 

Miasto

 

Jesteś

huczącym miastem we mnie

zbudowałam cię

na zielonym jeziorze

które wypłynęło

z uniesionych w niebo źrenic

 

rozcięłam je

wytrysnęły hojnie

z twoich murów patrzę

na dalekie osady

w których palą się

prawdziwe ognie

oddziela mnie od nich

warowna przestrzeń

 

przepaść

przez którą nigdy

nie przerzucę mostu

 

jesteś we mnie

miastem osobnym

 

 

***

 

Wtedy

w sześcianach mroku

słyszałam

jak pulsuje

spłoszona krew

 

moje włosy drżały

w zimnych dłoniach

nocy

 

przychodził z pustki

 

zawsze

ostrożnym krokiem

kierował się ku oknom

 

przysiadał na parapecie

gotowy do skoku

wpatrzony w obietnicę

granitu

 

dziś

cytuje Asnyka

mówi banały

o kształtach i cudach

które nie powrócą

 

za oknem

te same kruki

nie przestają

śpiewać

z wichrem


 

 

Łucja Dudzińska

 

Sztuką jest decydować

 

Stan otwiera – zamyka. Raz mówi: tak, innym razem

mówi: nie. Odwraca kartki – zamyka w światło lub

w ciemność. Zastanawia się, czy to zabawa w niebo

i piekło. Origami z dzieciństwa wiecznie jest żywe.

 

Chce być bogiem w swoim ogrodzie. Decyzje więzi

w myślach, słowach, aby nie krzyczeć. Ktoś zamyka

drzwi. Szuka okna w sobie do pokoju, do spokoju

obolałego od kroków tam i z powrotem. Trzeba wyjść,

 

podpisać umowę społeczną. Wpuścić świeże powietrze

do pokoju. W spokoju zamieszkać. Rozproszyć troski

i głód trawiony w ciemnych wnętrzach. Dać pokarm

światu, ludziom na pastwę mądrości i doświadczenia.

 

Nie można zacierać cienkiej linii między patrzeniem

a widzeniem, między mówieniem a wypowiadaniem się.

 

 

Sztuka rezygnacji

 

Wiesz? To, co wydaje się być lepszym, może być wrogiem

tego, co jest dobre. Nie ulegaj! Stan ze złotą kulą u nogi

szuka prawdy i miejsca. Płynie czas, płyną chmury jak Arki

Noego. Spotkanie w Lubaniu znaczy szlak świętego Jakuba.

 

Pielgrzymi w drodze do Santiago de Compostela snują się

na Pogórzu Izerskim, wspominając starochrześcijańskie

życie. Ich nogi pokonały bezdroża i rozdroża. Ich wiecznie

młode spojrzenia pokonają skurczone nad rzeką wioski

 

i miasteczka. Rozległy horyzont połyka samotne drzewa.

To czas, kiedy liczą się wszystkie potknięcia, pęknięcia,

wzruszenia. Nadmiar słów, rozmyślań rodzi uczucie braku.

Dzieli na cząstki serca, puste ręce i głowy pełne ptaków.

 

To odchodzenie od rzeczy do słowa. To zacieranie śladów

szarych granic; tu liczą się żywe kamienie, kurz na stopach.

 

 

Bezduszność. Taki stan

 

Idzie w przeciwnym kierunku do odległego twórcy

hałasu, który woła na Anioł Pański. Może tylko pozornie,

bo dzwon zdaje się bić dookoła. Osacza, napomina, aż

smak mosiądzu czuje w ustach. Broni się przed sobą,

 

przed hałasem. Ucieleśnia się coraz bardziej. Ma mokre

stopy od rosy albo od deszczu. Zdejmuje sandały,

aby poczuć zieloność trawy, zrozumieć ból deptanego

kamienia. Nieczułość świata jest wszechobecna.

 

Omija mrowisko, dbając aby nie burzyć misternego,

podziemnego królestwa. Czy to coś zmieni? Czy za nim

ktoś butem nie rozryje budowli, nie zmiażdży kołem

samochodu? Nieczułość świata jest wszechobecna.

 

Kubistyczne znaki wyryte w korze dębu nie sprawią,

 

że stanie się zabytkiem, cennym dziełem sztuki.

 

 

Rozdwojenie. Sztuka

 

Twój brat bliźniak uśmiecha się w lustrze, dolewa

sobie rumu do herbaty, zapala papierosa. W zimie

zostawia ślad na tafli skutej lodem. Odpisujesz mu

gorącą śliną na palcu (sympatycznym atramentem).

Uśmiechasz się, a słowo syci się sobą. Żyje na swój

sposób, więc nie można go przeoczyć. Precyzyjne,

rozwiązłe, banalne, kąśliwe; zjada się

 

wzajemnie. Jesteśmy na krańcach liny, przeciągając

na swoją stronę zbieramy pocałunki, odcisk policzka

lub nosa. Te wymuszone, ułomne czułości tworzą

bliskość. Samoistne istnienie w bajce albo wrastanie

mózgu w sztukę głowy u Beksińskiego. W końcu

 

zapominasz kim jesteś i po której szklanej stronie.

 

 

Proza. Sztuka życia

 

Mówisz ciało – to worek na śmieci. Zastanawiasz się

nad potrzebą każdego elementu, który sprawia, że

istniejesz. Szukasz drugiej skóry, szorstkiej sierści,

aby utrzymać wszystko w ryzach. Próbujesz zasłonić

tatuażem, później tatuażem próbujesz zwrócić uwagę.

 

Zakazane imię nie brzmi, choć domaga się powtórzenia.

Podawany z ust do ust zatruty pokarm. Spożywasz

w milczeniu, trawisz – nie wypluwasz. Zakazane imię to

czytelny szept i wracasz do niego jak do rozkładu jazdy.

 

W nerwowych nitkach nerw nasiąka nerwową atmosferą.

Szukasz poezji jak cukru na patyku. Kusi. Okazuje się

lizaniem szklanej waty. Zwodzi. Oglądasz krwawiący

 

język i nadal pragniesz słodyczy. Tumani. Hipnotyzuje.

 

 

 

Eligiusz Dymowski

 

 

Do Pielgrzymującego

 

Jeżeli wybierasz drogę prostą

nie idź ślepo

w przestrzeń

 

horyzont ogranicza pewność

i oko zawodzi

 

nikt nie powiedział

że będzie łatwo

 

dlatego

 

jeżeli wybierasz drogę

niech będzie kręta

i kamienista

 

abyś z odwagą

stawił czoła światu

i ocalił godność

 

 

Requiem dla Haliny Poświatowskiej

 

kto potrafi

pomiędzy miłość i śmierć

wpleść anegdotę o istnieniu

Dnia dzisiejszego

H. P.

 

Przychodzę na Twój grób

zapalić świecę

z modlitwą miłości miłosiernej

pewnie

Ciebie to już nie dziwi

bo dobrze wiesz

jak boli serce w ciemnościach

Częstochowa, Cmentarz św. Rocha

 

 

Notatki z pewnych rekolekcji

 

Szukam cię Prawdo w czystym źródle

bo przejrzystością masz być całą

 

i kiedy już cię prawie widzę

znów we mnie stajesz się zbłąkaną

 

Porszewice k/Łodzi, 05.05.2014 r.

 

 

Z Pieśni nad Pieśniami

 

Kim jest ta, co się wyłania z pustyni… (3, 6)

 

wiosną

jej zamyślona w oknie twarz

odbija jasność nieba

 

łzy jak jaskółki

zwiastują

burzę lub szczęście

 

 

 

Widokówka z PRL-u

 

letni poranek skąpany w słońcu

 

ojciec już dawno wyjechał do pracy

zakładowym pekaesem

nazywanym prześmiewczo „ogórkiem”

 

matka jak co dzień

szepcząc spóźnione modlitwy pod nosem

krząta się w zagrodzie

wokół zgłodniałych zwierząt

 

tylko dzieci spokojnie śpią

razem w jednym łóżku

obojętne na skrzypienie desek


Teresa Dąbrowska

Jestem przewodnikiem miejskim po Warszawie od 2009 roku. Lubię literaturę i historię. Napisałam książkę Warszawa literacka lat międzywojennych. W kwietniu 2016 roku ma wyjść moja nowa książka o kobietach XIX i XX wieku. Piszę wiersze od niedawna, choć kiedyś w Krakowie jako studentka wzięłam udział w konkursie. Moje wiersze były w antologiach o jesieni i lecie w 2015 roku dla autorów piszących w grupie na Facebooku.


Barbara Anna Dominiak

Urodzona w 1972 r. w Gubinie, absolwentka filologii polskiej, stale współpracuje z pismem literackim „Pegaz Lubuski”, na łamach którego debiutowała w roku 2015 wierszami z cyklu Nemezis. Autorka prywatnego zbioru poezji Masala chai. Zajmuje się także recenzowaniem poezji i prozy. Publikuje na łamach pism literackich „Autograf”, „Pro Libris”, „Pegaz Lubuski” oraz w „e-Tygodniku Pisarze.pl”.


Łucja Dudzińska

Poetka, animatorka kultury, redaktorka serii wydawniczej. Pomysłodawczyni, organizatorka konkursów, wystaw, spotkań, akcji literackich (np. pięciu edycji ogólnopolskiej akcji pocztówkowej (anty)walentynki Na Krechę). Z wykształcenia ekonomistka, pedagog (Akademia Ekonomiczna). Autorka tomów: Z mandragory, Łódź, 2013; MeMbrana. Cyrkulacje, Szczecin, 2014; OB – krew i woda, Poznań, 2015; Tupanie. Ze sobą po drodze, Poznań, 2016. Zauważona na kilkudziesięciu ogólnopolskich konkursach poetyckich. Publikowała w wielu antologiach i pismach literackich. Tłumaczona na pięć języków. Z jej inicjatywy w 2011 roku powstała ogólnopolska Grupa Literyczna Na Krechę, której jest kuratorem. Została wiceprezesem Fundacji Centrum Rozwoju Kultury i Edukacji. Podjęła współpracę polsko-niemiecką z Literatur – Kollegium Brandenburg e.V. Za debiut otrzymała nagrodę im. R. Milczewskiego-Bruno. Należy do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.

Mieszka w Poznaniu.

 


 

Eligiusz Dymowski

Urodził się 4 lipca 1965 roku w Sannikach na Mazowszu. Franciszkanin, wykładowca teologii pastoralnej, poeta i krytyk literacki. Studiował w Instytucie Teologicznym Księży Misjonarzy w Krakowie oraz na Uniwersytecie Laterańskim w Rzymie. W 2001 roku doktoryzował się w Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. Zajmuje się pracą dydaktyczną, naukową i literacką. Od 2007 roku członek Krakowskiego Oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich (do 2014 roku – członek Zarządu), Stowarzyszenia Autorów Polskich oraz Stowarzyszenia Academia Europaea Sarbieviana. Autor licznych publikacji z zakresu teologii i literatury. Debiutował w 1987 roku. Jego wiersze były tłumaczone na język włoski, francuski, chorwacki, macedoński, serbski, słoweński, esperanto, angielski i rosyjski. Można je znaleźć w polskich i obcojęzycznych antologiach. Opublikował trzynaście tomików wierszy, ponadto jest autorem książki W ciszy Boga, 2001.


Pin It