ANTOLOGIA


POETÓW POLSKICH

---------------------------------------------
2 0 1 6

antologia




Andrzej Chodacki

 

 

Przebaczenie

 

Umierają tak nagle,

nim zdążę ich przeprosić

za rozgoryczenie.

 

Znikają przed świtem,

by po drugiej stronie

światłość przywitać.

 

A dzień tak się zaczyna,

jakby świat się skurczył

o to jedno życie.

 

Gdy opada mgła rano,

kreślą wstęgą w błękicie

swoje przebaczenie

 

 

Dzieciństwo

 

Zmierzch dziś ciemnieje jakby szybciej,

noc taka dziwna.

Gdy sięga po mnie władztwo oślizłe,

trąca mnie czarnym skrzydłem.

 

Nade mną pląsa wężowy pomiot

nienasycony,

oczy szalone, ciało przegniłe,

zanim ostygło.

 

Bezwładny umysł się potyka

w gruzach barykad,

jednak podąża nieomylnie

nad brzeg urwiska.

 

Ręce wyciągam, szukam w zamglonym

śnie lunatyka.

Znów jej dotykam, jest jeszcze ciepła

moja kołyska.

 

 

Marzenie

 

Co dla ciebie marzeniem?

Jej oczy radosne?

Dla niego – zobaczyć wiosnę.

 

Co się w tobie odbija lirycznym wspomnieniem?

On do jutra chce dożyć – po prostu.

 

Zjeść odrobinę rosołu w niedzielę,

choć niedziela tak bardzo daleko.

 

Czas dla ciebie rzeką, on wysiadł na brzegu,

na przewoźnika czeka.

 

 

Mrok

 

Stać na krawędzi przyjdzie mi tak,

aż się wypełni czas.

Wzbiera odwaga w sercu niepewnym

by zrobić jeden krok.

 

Ten – ku wolności, gdzie pęt straszliwych

nie będzie gmatwał strach.

Nie dla mnie życie ludzi poczciwych,

we mnie rozlewa się mrok.

 

 

Ten jęk we mnie...

 

Walka o powietrze, które jak zbawienie

w płucach się rozlewa, że nie umrę jeszcze,

 

i czasów wspomnienie, kiedy go swobodnie

nabrać mogłem w piersi bezwiednym westchnieniem.

 

Wszystko to już za mną, bo oto wyrywam

minutę z godziny milczącemu światu,

 

by się delektować tą ulotną chwilą,

jak ciszą, przed jękiem przyszłego cierpienia.

Dziś jeszcze bezpieczny, ale się przybliża,

jak noc, nieuchronna, tamta smuga cienia,

 

która już przed laty wszelką chęć do życia

zakryła woalem smutnego szaleństwa.

 

To, co z nią przychodzi - to niewoli kraty,

by się z niej wyzwolić, nie wystarczy męstwa.

 

Więc niepewność jutra pióro mi wytrąca,

bo czy jutro będzie miało sens istnienia?

 

Coraz mniej potęgi brzmi w świątyni murach,

matka przeciw życiu, brat przeciwko bratu,

 

grupa, co pociąga w piekło zwisłe sznury,

na szklanym ekranie ciągle trzyma władzę.

 

Na cóż się poetów ostrzeżenia zdadzą,

po cóż w słońcu bladym błyska goła szabla,

 

kiedy już sprzedali „Matuleńkę” naszą

ci od rurociągów, oraz ci od kabla.

 

Dziękuję dziś matce za moje poczęcie,

dzięki ziemi składam za mój chleb codzienny,

 

Da Bóg, że w mym życiu więcej burz nie będzie,

da Bóg, że nie wszystko porwie wiatr jesienny.

 

 

 

Roman Ciesielski

 

 

To tylko poganie

 

to tylko poganie

wyłaniają się z gęstej mgły

na wyspie pełnej krzyży

obsypanych monetami

i chlebem wydartym z trumny

chodzę od domu do domu

od trumny do trumny

niosę ogień nocą

ubieram przydrożne krzyże

obsypuję lniane ręczniki kwiatami

zaplatam warkocze dziejów

rozcinam pługiem nurt rzeki

w poszukiwaniu deszczu

w poszukiwaniu siebie

 

 

Twoje ciało pachnące kawą

 

już jestem tutaj

wcale nie trzydziestoletni

za drzwiami rzeka i morze

twoje ciało pachnące kawą

odchodzi w zapach cieni

te zapachy są wszędzie

i obrazy które zostaną z tobą

pachnące historią w starych murach

na komunalnych cmentarzach

 

 

Powtórka z hasiora

 

widzisz te wszystkie obrazy

jak żywe

z mgły wyłania się

matka nieszczęsna

wołając przebitym łonem -

zakrwawione szkło

przebija becik

i włosy mojej matki

rozwiane

długie

zakrywające przed światem

moje istnienie

wyszywające

we mnie charakter

przez mgłę widzę

te wszystkie czołgi

które wjeżdżają we mnie

nie po raz pierwszy

odbezpieczam się wtedy

i strzelam

wszyscy

milcząco potakują głowami

 

nikt nie widzi krzyży

 

 

Nie milcz

 

szczęśliwie umieszczony w krajobrazie

widzący każdy ruch prądu

płynące płonące liście na wodzie

pilnujesz siebie płynąc pod prąd

nie oddajesz pola

twoje prognozy się sprawdzają

nie milcz

powiedz że najlepiej w domu

przy kominku w ogrodzie niespełnionym

rzeka wije się w zasięgu ręki

świat wartości zamknięty setkami myśli i analiz

plany biorą w łeb

niemożności jak hamulce

kolejki wąskotorowej której nie ma

 

 

Rozpaczliwie sklejam

 

i znowu jestem u siebie

w gustownej altanie piję kawę

patrzę na zaniedbany park

z wiekowymi drzewami

przechodzę przez kamienną aleję nibydrzew

letnią porą zamknięty w drewnianym kręgu

pomiędzy

moimi wyburzonymi domami

rozpaczliwie sklejam skorupę do skorupy

to wykopalisko pokryte pokrzywą miętą i prawdą

paruje

 

 

Magdalena Cybulska

 

 

Wiara

 

Motto:

 

A dolina Moszczenicy od Nowosolnej do Strykowa jest prześliczna,

a wtedy była jeszcze ładniejsza.

 

Jarosław Iwaszkiewicz, Podróże do Włoch

 

Moszczenicy już prawie nie widać. Zarosła trzciną i niebem. Kościół

mariawitów

 

anorektycznie chudy, z długą szyją. Wokół pola i samotne jabłonie niosące w

koronach grudki ziemi. Wśród tych miękkich pagórków porośniętych

jesienią

kępami mimozy, próbuję odnaleźć drogę, którą jechaliście tamtego

lipcowego

lub sierpniowego dnia. Może to był 1911 rok. Całe życie było przed Tobą,

aż po

widnokrąg. Żyłeś wśród kwitnących jaskółek, wróbli oraz skowronków.

Pachniały

ciche bzy. Chłopsko i dziko. Jak w Toskanii, które świętych miałeś kiedyś

poznać,

ale na razie byli dla Ciebie obcy i bezimienni. Gdy skręcasz dziś do dworu,

wciąż

słychać szczekanie psów. Nie wiem, czy chcą Cię odstraszyć, czy przywitać.

Za dworem, w parku stary dąb, którego korzenie dotykają pulchnej

wieczności. Żydów

nie ma. Zniknęli. I nikt o nich więcej nie słyszał. Jak kamień w wodę.

Moszczenica.

 

 

Korzenie

 

Ciężki od przodków album rodzinny. Pękaty. Zielona aksamitna okładka –

drzewo

o nieznanych mi korzeniach, gałęziach i konarach. Wącham uważnie ich

śluby,

komunie, przyjęcia ogrodowe lub spotkania w parku. Poznaje smak

czarno-białego

krajobrazu. Na koniu, koniku na biegunach, w altanie, przed drzwiami

obcego

domu. W różnych kostiumach, żołnierza, matki, psa przybłędy, wiecznie

grzecznej

dziewczynki. Z niewiedzą, co się wydarzy za chwilę, za tydzień, za dziesięć

lat.

Magdalena Cybulska 83

Trzeba pilnować, aby nie wymknęli się spośród tych korzeni, gałązek,

konarów. Nie

wybrali wolności. Niebytu. Ich ciała doskonale żywe. Pełnokrwiste.

Podatne na

zranienia. Wymyślam ich imiona, historie i historyjki, tak odmienne

od moich,

anegdoty, o których jeszcze nikt nie słyszał, wśród żywych i umarłych.

Próbuję

zatrzymać ich w drodze. Zaprosić na kawę w porcelanowych filiżankach,

na wino

lub szampana. Bo to Nowy Rok, należy świętować. Ale oni ciągle się gdzieś

spieszą.

Nigdy nie mają dla mnie czasu. Jakbym dla nich nic nie znaczyła.

 

 

***

 

Z fotografii nagrobnej spogląda na mnie wielka – mała kobieta. Lat

dziewięć. Jej

krótka wieczność pełna falbanek, koronek, tiulu, białych bucików. Kapelusz

przysłania

loki, całkiem dorosły, z piórkiem. Tylko dziewięć razy widziała Jezuska

w żłóbku. Wtedy przecież wszystkie dziecięce marzenia się spełniają, te

większe i te drobne. Myślała, że niebo, to coś nad jej głową, lekkie i takie

trochę nieprawdziwe. Nierealne w swojej doskonałości. Gęste

popołudniowe światło

nadawało przedmiotom miękkie kontury. Uśmiecham się do niej. Choć

ona taka

dystyngowana, bo przecież śmierć, to poważna sprawa. I nie należy o niej

żartować.

Mam nadzieję, że mnie widzi przez swoją dziurkę od klucza. Ale czasem

ruda

wiewiórka obracająca coś w łapkach, przysłania jej cały krajobraz. I świat

wtedy znika.

84 Antologia poetów polskich 2016

 

 

Kobiety

 

Do kuchni przywędrowała z ogrodu wielka dynia. I zapłonęła.

Pomarańczowe słońce

świata. Toczące się nad stołem majestatycznie. Dotykamy ją, gładzimy,

wymawiamy

słowa modlitwy i zaklęcia. Obity garnek, ocet, woda, pachnące goździki

z dalekich

krajów. Zachwycamy się jej doskonałością. Jest wszystkim, co posiadamy.

Kroimy

w kostkę. Powtarzamy pogański rytuał. Wkładamy do słoików, słoiczków.

Zakręcamy

wieczka, aby nie uciekła. Pomarańczowe słońce świata. Nigdy nie zgaśnie.

Nawet wtedy

gdy zostanie ostatnia sucha pestka w dłoni twojej córki. Brzemienne

przemijanie.

 

 

Muszki owocowe

 

Na zajęciach z genetyki w słoikach rozmnażaliśmy muszki owocowe. Te

nieudane

wyrzucaliśmy przez okno. Fajna to była zabawa. Mieliśmy nadzieję,

że dostaną się

też nam białe laboratoryjne myszki. Ale ich życie było zbyt cenne, dla nas,

początkujących.

My dopiero raczkowaliśmy. Zostawili je dla bardziej zaawansowanych.

Rzeczywiście

niewiele wiedzieliśmy o życiu, a jeszcze mniej o śmierci, która pachniała

eterem i

płynem do mycia probówek. Była ulotna, krótkotrwała, doskonale sterylna.

I tak do końca

w nią nie wierzyliśmy.

 

 

 

Marzena Dąbrowa Szatko

 

 

Portrety sprzed wojny

 

na portretach są

czarno-biali

ciemnobiali i jasnoczarni

żywe kolory zgasły

pod popiołem czasu

 

nienagannie upozowani

poprawnie zapięci

uśmiechają się odpowiednio

nieznacznie

 

trwają

sztywni ułożeni nieruchomi

jakby nigdy się nie wahali

jakby nie mieli cienia

wątpliwości

 

w tym stanie rzeczy

żyją i bohatersko umierają

przy okazji kolejnych rocznic

 

historia

zbiorowa niepamięć

ustawia ich w posągowych pozach

i dorzuca stosowną opowieść

o poświęceniu męstwie ofierze

 

podbarwia fotografie

landrynkową farbką

jakby chciała im dać

nowe używane twarze

z magazynu

legend i żywotów świętych

 

reszta jest milczeniem

nieobecnych

o nieobecnych

 

(lipiec 2011 r.)

 

 

 

Echo

 

żagle zwinięte

łopoczą lniane rękawy

i nogawki z drelichu

rybacy dzielą połów

na kamieniach

łódki kolebią się przy brzegu

falują kapelusze

 

zaraz się rozejdą

rozeszli

 

pójdą

poszli w stronę rybnego targu

kiedyś pomrą

pomarli

 

przeszłość nic sobie nie robi

z naszych czasów

przeszłych przyszłych i obecnych

 

fotografia unieśmiertelnia

moment z życia śmiertelnych

ułamek sekundy

w błysku migawki

 

czasem pozwala odgadnąć

minutę

po

tem

jeden krok do nicości

wieczności

 

gdzie

będą nie będą

 

odejdą stąd

odeszli

zostanie puste miejsce

zostało

 

na papierze nie widać

opuszczonego brzegu

oni ciągle tu są

 

fotografia litościwie

nie zdradza

końca drogi

 

 

Lekcja fizyki

 

skoczył

w bezwład rozpędzonej ulicy

z wiaduktu nad torami

jeszcze przez krótki moment

można było odróżnić

plamy krwi od grudniowych kałuż

 

miasto zmartwiałe

w spadającym zmierzchu

z wolna odzyskuje władzę

nad przestrzenią

 

szyny ślizgają się

okrężną drogą

po powierzchni zdarzeń

koła zaczynają nawijać

strzępki myśli

 

z odrętwienia budzą się telefony

jezus maria był wypadek nie dojadę

nagraj mi ten film weź dziecko i idźcie

nie zdążę wszystko stoi

ujechaliśmy x metrów w y minut

jakaś ma sa kra

 

tramwaj wibruje

od natłoku pilnych spraw

i zatrzymanych w biegu ciał

komuś rozsypują się pomidory

komuś skacze ciśnienie

 

wychodzę w mrok

za moimi plecami

miasto wpada

w ruch jednostajnie przyspieszony

 

zaciera ślady

 

jutro

na lekcji omówimy

czynniki powodujące rozpad

ciała na części

w zderzeniu z innym ciałem

 

całkiem abstrakcyjnie

 

potem wrócimy do życia

 

 

 

Mowa do mowy albo pozdrowienia z gór

 

nasza mowo

rozwiązana

rozwiązła

wyzwolona

z ry-t-mów

rozwiedziona ze zdaniem

upadasz

na drugie dno

słów

zalana w ryn-sztok

 

puszczasz się

na mętne fale wuwuwu

romansujesz z esemesem

krótką wiadomością

tezetwu tekstową

flirtujesz z obcymi

zapożyczasz się byle gdzie

lekko się prowadzisz

 

twoje ułomne bękarty

drą się po kątach

zawsze z jednej strony

bardziej

skr

bez orzeczenia narodzone

poczęte bez podmiotu

w okolicznościach nieznanych

 

ich skróstnienia

rozpadają się pospiesznie

na cząstki elementarne

bez treści

wchodzą w niebezpieczne związki

na razie

nara

narciarz

 

Pzdr

z gór

szkoda

że cię tu nie ma

mowo nie mowo

nie ma mowy

szkoda słów

 

 

 

 

Edukacja 1943

 

mały najeźdźca

w krótkich spodenkach

kuca nad niemiecką rzeką

i woduje papierową flotę

 

przyjechał tu tylko na lato

w odwiedziny do profesorostwa Hannfriedów

ale już się wiele nauczył

wujek dba o jego edukację

 

teraz pokazuje mu

jak budować statki

które podbiją świat

 

razem stawiają maszty

wznoszą konstrukcje pokładów

formują rufy i dzioby

to nie jakieś pospolite

łódki z gazety

 

potrafią nawet świecić

jak pochodnie nowego porządku

gdy wujek podpala je zapalniczką

 

szkoda że tylko

przez chwilę płyną z nurtem

te zwiastuny świetlanej przyszłości

potem nabierają wody i toną

 

ale zdobywcy świata

nie czują żalu

nawet jeśli noszą spodenki na szelkach

wiedzą że zwycięstwo

wymaga ofiar

 

mały dowódca buduje więc nowe okręty

i całe flotylle wysyła w dół rzeki

na zatracenie

 

o budulec nietrudno gazet

nie zabraknie wciąż przychodzą nowe

wiadomości o wygranych

 

ale wujek Hannfried mówi

że niemieckie łódki winny

patrolować niemiecką rzekę

bo buntownicy chcą ją przejąć

 

chłopiec szuka o tym wzmianki

w gazecie ale ledwo składa litery

więc wierzy wujkowi na słowo

 

uwaga zagrożenie na moście

starzec z podbitego narodu

prowadzi dwoje dzieci

śpiewa w nieznanym języku

i – o nieba – uśmiecha się

do chłopca

 

ale niech wie

z takimi dziadkami

nie rozmawiamy

 

 --


Andrzej Chodacki

Z zawodu lekarz medycyny. Pisarz, autor koncertów poetyckich jako muzyk i kompozytor. W 2012 roku opublikował tomik wierszy Pejzaże Tęsknoty; w 2013 roku cykl opowiadań Opowieści ze świata; w 2014 roku cykl opowiadań Wyczekując dnia; w 2015 roku powieść Doktor Seliański. W planie wydawniczym Wydawnictwa Lena Wrocław na rok 2016 oczekuje cykl felietonów pt. Nędza i potęga. Współautor kolejnych dwunastu książek i albumów fotograficznych.

Członek Polish American Poets Academy w USA, Stowarzyszenia Kulturalna Europa w Paryżu, Unii Polskich Pisarzy Lekarzy i Związku Literatów na Mazowszu.

Publikował teksty w 10 krajach. Publikował w licznych magazynach literackich w Polsce.

Laureat trzydziestu dziewięciu konkursów literackich – regionalnych, ogólnopolskich i polonijnych. Zdobył między innymi: „Złoty Laur Dziewina” w VI Konkursie Literackim w Żarach w 2012 r., pierwszą nagrodę w Ogólnopolskim i Polonijnym Konkursie Literackim im. Leopolda Staffa w 2013 r., pierwszą nagrodę w XXIX Ogólnopolskim Konkursie Literackim im. Mieczysława Stryjewskiego w Lęborku w 2014 r.

--


Roman Ciesielski

Urodzony w 1954 r. w Gdańsku. Ukończył I Liceum Ogólnokształcące im. Marii Konopnickiej w Pruszczu Gdańskim i Państwowe Studium Kulturalno–Oświatowe i Bibliotekarskie w Krośnie. Studiował filologię polską w filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku. Był członkiem Grupy Poetyckiej „Krosno” i Grupy Literackiej „Rudy Kot” w Gdańsku.

Debiut prasowy w „Radar”, 1975. Drukował także m.in. w: „Pomerania”, „Dziennik Bałtycki”,”Głos Młodych”, „Więzi”, „Poezja dzisiaj”, „Neonytożsamość”, „Akant”. Debiut książkowy I nagle cisza, Gdańsk, 1985. Wydał dotychczas 10 tomików poetyckich. Jest także współautorem almanachów Debiuty poetyckie ’85 antologia, Warszawa, 1990 i Niebieskie neony, antologia poezji twórców powiatu gdańskiego, Pruszcz Gdański, 2014. Ostatnio Rośnie we mnie, Pruszcz Gdański, 2015. Laureat kilku ogólnopolskich konkursów poetyckich m.in. Piastowskie Lato Poezji, „O Brązową Stępkę”, „O Laur Jabłoni”, XXI Konkurs Poetycki im. Stanisława Grochowiaka, 2015.

--


Magdalena Cybulska

Debiutowała w 1996 roku w szkolnym tomiku literackim. Jest autorką arkusza poetyckiego Życie zapisane na kartkach oraz tomików wierszy: Lato mirabelekRusałka żałobnikDrobinyIstnienia. Zdobywczyni laurów w wielu konkursach literackich. Jej wiersze, aforyzmy, proza poetycka, opowiadania, recenzje, posłowia były drukowane w licznych almanachach, antologiach oraz w czasopismach literackich i kulturalnych m.in. w: „Akancie”, „Arteriach”, „Autografie”, „Cegle”, „Tyglu Kultury”, „Gazecie Kulturalnej”, „Kalejdoskopie”, „Lamelli”, „Kozimrynku”, „Na Stronie”, „Kamenie”, „Konstantynowie Kulturalnym”, „Poezji Dzisiaj”, „Horyzontach”, „Migotaniach”, „LiryDramie”, „Almanachu Muszyny”. Jest także autorką artykułów naukowych, reportaży i fotoreportaży dotyczących ziemi łódzkiej. Prowadzi spotkania literackie, była w jury kilku konkursów poetyckich. Jej wiersze zostały przetłumaczone na język angielski, niemiecki i serbski. Należy do Związku Literatów Polskich.

--


Marzena Dąbrowa Szatko

Debiut prasowy w „Świecie Młodych” w 1977 r. W latach siedemdziesiątych liczne publikacje reportaży i wierszy w prasie młodzieżowej, później m.in. w „Studencie”, „Nowym Nurcie”, „Radostowej”, „Okolicy Poetów”, „Akancie”, a także w „Sinn und Form”, „Exempla”, „Gegenwind” oraz „Podium” (tłumaczenia na język niemiecki). Wydane książki poetyckie: Pory przelotne, 1995; Odejście mitu, 2000; Próba zbliżenia, 2005; Powrót na Ogrodową, 2007; Próba rekonstrukcji, 2008; Krajobraz z pawiem, 2012; Proszę się przygotować, 2015. Związana z krakowską grupą poetycką „Każdy” (od założenia) i krakowskim teatrem „Stygmator”. Członek Krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich, opiekun Koła Młodych Pisarzy. Laureatka wielu ogólnopolskich konkursów literackich.



 




Pin It