Tadeusz Zawadowski - wiersze

 Hieronim Bosch

W  POSZUKIWANIU  BRZEGU

 

                                 Andrzejowi Walterowi

 

               Brzeg trędowaty i głuchy na słowo.

                 Brzeg unicestwia … życie.

                 Tylko czy mamy coś innego ?

                    ( Andrzej Walter. Z listu )

 

Płyniemy do brzegu a nasza tratwa

ledwie łupiną ale przecież domem

na tę jedną chwilę zwaną życiem

Stawiamy żagle słów wierząc

że nas doprowadzą do portu

ale jego miraże wabią tylko

podobnych nam rozbitków

 

Odwieczni żeglarze dryfujemy

od wyspy do wyspy odbijając się

o rafy metafor grzęznąc na mieliznach

cudzych prawd naiwnie wierząc

że uda się nam za horyzontem

dostrzec wpatrzone w nas oko Boga

 

Tak naprawdę jesteśmy tylko

Jego zagubionymi dziećmi

chłopcami w przydługich spodenkach marzeń

którym po nocach śnią się podróże

do nieznanych lądów

na papierowych łódeczkach poezji

--



MORZE  ODPŁYWA

 

Morze podchodzi  mi pod

gardło Budzę się ze złamanym

masztem strachu przebijającym krtań

Żadnego krzyku Tylko fala potu

spływająca z ciała

 

Wstaję Codzienna trasa do stolika

z clonazepamem Nerwowo liczę kroki

jeden dwa trzy …kolejne

trzy Szklanka z wodą cumuje w dłoni

Przykleja się do niej Tylko

sen nie chce się przykleić

 

Liczę gwiazdy Stan zgodny

z wczorajszym Sześć kroków

Zanurzam się w mokrą od potu

pościel

 

Morze powoli odpływa

--


MORZE I  ŚMIERĆ

 

Z morza wyszła śmierć Niosła

przetrącone szkielety statków i przegniłe

wnętrza ryb Ślepe mewy siadały jej na głowie

myśląc że to porzucona łajba

wyrzucona na brzeg Małe dziewczynki

które przedwcześnie wyskoczyły

z brzuchów matek biegały wokół niej

szarpiąc ją za sukienkę Następnie pomarszczone

jak pestki śliwek wchodziły do morza

i nie pojawiały się więcej Niosły na rękach

małych chłopców z długimi siwymi brodami

 

Śmierć pobiegła za nimi

skacząc jak dziecko przez fale

--



MÓJ  SYN JEST  BEZPIECZNY


Mój syn

skryty pod piersią Anny jest

jeszcze bezpieczny

Nie wie co to

smak soli w płucach

i odwieczna

pogoń za rybą


Nie zna zapachu sztormu

gdy fala chyli burtę

ku głębi

kradnie z pokładu połów

aby zwrócić go morzu


Mój syn

którego nigdy nie poznam

jeszcze jest

bezpieczny 

--

 

NA  FALOCHRONIE 

 

chodzę po falochronie

jak wystraszone

pisklę rybitwy

 

spadnę – nie spadnę

nie spadnę – spadnę

 

woda ma konsystencję

zgniłego dorsza

roi się w niej od wspomnień

nie wszystkie znam

nie ze wszystkimi mi po drodze

wybieram je jak ości

z uwędzonej świeżo makreli

ostrożnie

żeby się nie zadławić

 

pamiętam ojca

którego nigdy nie poznałem

i matkę

zawsze nieobecną daleką

niepodobną do innych matek

 z czasem staję się coraz bardziej

do niej podobnym

chodzę wzdłuż brzegu i wypatruję

jakiegoś znaku

drogi która się otworzy pośród fal

niczym Morze Czerwone przed Mojżeszem

 

spadnę – nie spadnę

nie spadnę - spadnę

--

 

 

WSPOMNIENIE  SPACERU

 

Tak jakby umarłego

gładziła najczulsze miejsca

stąpała Anna po plaży

dotykając stopami miejsc

które dzisiaj

już tylko ranami

wspólnych wieczornych wędrówek

 

Przestała odliczać czas

- wieczność nie zna zegarków –

wie że kiedyś

i tak się spotkają

może dlatego nie przestała

wierzyć w Boga

--

 

 

SEN  NIE  NADCHODZI

 

biegnę do ciebie

po wszystkich

nieprzespanych nocach

 

dotykam stopami miejsc

które pachną

twoimi krokami

 

opuszkami palców głaszczę

brzuch spragniony

twego dotyku

w którym znalazł schronienie

nasz syn

 

liczę gwiazdy na niebie

i ciągle o jedną

za dużo

--

 

 

SPACER

 

dziewczyna ma na imię Anna

chłopak jest już tylko

cieniem imienia

idą razem jakby

nic się nie stało

trzymają się za ręce

choć w jego dłoniach ryby

dawno uwiły gniazda

 

jakby nie dzieliło ich morze

--

 

 

ŚWIT

 

świt płynie wzdłuż fali

do góry brzuchem

jak ryba która traci oddech

dziewczyna idzie brzegiem plaży

i rozsypuje gołą stopą

pozostałości zamków

z piasku które budowała wieczorem

morze potrafi tylko

obiecywać nigdy nie dotrzymuje

słowa

 

jakaś mewa śmieje się z dziewczyny

po chwili

martwa ryba świtu

ginie w jej dziobie

--

 

 

TWÓJ  ZAPACH

 

Czy sen ma zapach Cały

pokój pachnie

tobą Chodzę jak pies

i obwąchuję

meble Cały dom

ma zapach twego

ciała Wyrzuciłam wszystkie

kwiaty i perfumy

 

Modlę się

żeby się nie obudzić

--

 

 

Z  MORZA

 

Gdzieś na brzegu

czeka na mnie Anna

Zaklina burzę i modli się

o mój powrót Ceruje sieci

i wypatruje powracających

kutrów Jak z głębin morza

wyjść jej na powitanie

gdy ryby wyjadły już mi oczy

i pamięć

 

Czas już zamknął się

nade mną Ryby

mam w dłoniach

i ustach

 

Żłobią moje tętnice

jak krew

--

 

 

ZA  HORYZONTEM

 

Tak długo wpatrywała się w horyzont

aż w końcu zapomniała

po co Pamięta

tylko że morze płynęło w niej od zawsze

niczym krew Żłobiło słone

bruzdy pod oczyma Tylko

ono pozostało Nawet

śmierć  ucieka przed nią jak spłoszona

mewa

--

 

 

ZACHÓD SŁOŃCA NAD MORZEM

 

Barwne lampiony wypełniają niebo

zacierają się granice

celnicy spalili szlabany

i podążyli za latającym holendrem

statki stają się powietrzne

a niebo faliste

czerwona mandarynka słońca

topi się w kielichu morza

 

Siedzę na plaży i przyglądam się

wyrzuconemu na piasek

źdźbłu trawy morskiej

 

z brzegu którego nie ma

Pin It